Zakrzepica to „cichy zabójca”

O zakrzepicy żył głębokich lekarze mówią czasami „cichy zabójca”. W połowie przypadków przebiega bowiem bezobjawowo, a często pierwszym jej sygnałem jest natychmiastowa śmierć spowodowana zatorem tętnicy płucnej.

Pod nazwą zakrzepica kryje się żylna choroba zakrzepowo-zatorowa, która stała się już chorobą cywilizacyjną. Składają się na nią zakrzepica żył głębokich i będący jej skutkiem zator tętnicy płucnej. Zakrzepica jest trzecią pod względem częstości występowania chorobą układu krążenia. Tymczasem – jak twierdzi prof. W. Tomkowski – wiedza na temat jej objawów, czynników ryzyka i niebezpiecznych powikłań jest niewielka, zbyt mała także wśród lekarzy.

Czytaj też: Zakrzepica – objawy, leczenie, przyczyny. Czym jest zakrzepica żylna?

Co roku w 25 krajach UE na zakrzepicę zapada około 1,5 mln ludzi, a z powodu zatoru tętnicy płucnej umiera około 500 tys. osób. To więcej niż zmarłych z powodu raka piersi, raka prostaty czy zakażenia HIV. W Polsce co roku na zator tętnicy płucnej umiera około 40 tys. osób. Zdaniem wielu ekspertów, w naszym kraju co roku powinno się diagnozować ok. 60 tys. przypadków zakrzepicy żył głębokich i około 30-40 tys. przypadków zatoru tętnicy płucnej. Jednak oficjalne polskie statystyki podają znacznie niższe liczby, co świadczy o olbrzymich zaniedbaniach dotyczących odpowiedniej diagnostyki i leczenia tych schorzeń. Bardzo niepokoi fakt, że prawidłowa diagnoza dotycząca zakrzepicy żył głębokich stawiana jest w Polsce 30-40 razy rzadziej niż w krajach Europy Zachodniej. Większość chorych nie jest diagnozowana, a co gorsze, prawidłowe rozpoznanie stawiane jest rzadko. Jak twierdzi prof. Witold Tomkowski, dzieje się tak również z powodu nieprawidłowej organizacji systemu ochrony zdrowia.


Zaniedbania drogo kosztują

Znaczna część przypadków nie jest leczona z powodu trudności w dostępie do badania ultrasonograficznego układu żył głębokich (badanie Dopplera) w uspołecznionej służbie zdrowia. Skierowanie na nie wydać może tylko chirurg naczyniowy lub angiolog (do którego skierowanie daje lekarz pierwszego kontaktu), a na badanie czeka się kilka tygodni. W prywatnych placówkach kosztuje ono od 120 do 180 zł. Problemem jest także niemożność oznaczenia stężenia we krwi tzw. D-dimeru. Często pomijana jest przez lekarzy pozakrzepowa przewlekła niewydolność żylna, wynikająca z zakrzepicy żył głębokich, która wiąże się z zastojem żylnym, zmniejszeniem drożności żył, zmianami skórnymi i owrzodzeniami. Pogarsza to jakość życia pacjenta i przyczynia się do znacznego wzrostu kosztów opieki zdrowotnej.

Łączny roczny koszt leczenia przewlekłej niewydolności żylnej szacuje się w Europie Zachodniej na 600 do 900 mln euro, co stanowi 1–2 proc. całego budżetu opieki zdrowotnej w tych krajach. W USA koszt ten to około 3 mld dolarów.


Co się dzieje w żyłach

Naturalny przebieg zakrzepicy żył głębokich bywa różny. W mniej niż w 20 proc. wszystkich przypadków organizm sam wytwarza substancję rozpuszczającą skrzeplinę (potocznie zakrzep). Ale już u około 50-70 proc. chorych skrzeplina wypełnia w różnym stopniu naczynie żylne. Samo jej powstanie nie jest jeszcze niebezpieczne dla życia. Przylega ona zwykle do ściany naczynia, jednak u niektórych chorych jej większe lub mniejsze fragmenty mogą się oderwać. Wówczas z żył głębokich kończyn dolnych (lub miednicy) mogą się przedostać ze strumieniem krwi do serca, a następnie do tętnicy płucnej i ją „zakorkować”.

W rezultacie, u części chorych, może dojść do wstrząsu lub nagłego zatrzymania krążenia i oddychania, a to często oznacza natychmiastową śmierć. Dlatego właśnie nie wolno lekceważyć zakrzepicy. Nieleczona prowadzi do zespołu pozakrzepowego, objawiającego się brązowymi przebarwieniami skóry łydek lub owrzodzeniami podudzi, natomiast powikłaniem zatoru tętnicy płucnej jest przewlekłe zakrzepowo-zatorowe nadciśnienie płucne.

Dzieje się tak nie dlatego, że Polacy są zdrowsi. Po prostu niewiele wiemy o tej chorobie i dotyczy to nawet lekarzy wielu specjalności. Tymczasem zakrzepica zabija, cicho i podstępnie. Co roku, z powodu zatoru tętnicy płucnej będącego jej konsekwencją umiera około 40 tys. osób. Nagle i nieoczekiwanie.

Sytuacja stała się na tyle poważna, że prof. Witold Tomkowski – wybitny ekspert w dziedzinie zakrzepicy, o renomie międzynarodowej, powołał w grudniu 2010 r. Koalicję przeciw Zakrzepicy przy Fundacji „Thrombosis”, której jest prezesem. Do Koalicji stanowiącej interdyscyplinarny „Okrągły Stół” zaprosił ekspertów – lekarzy różnych dziedzin medycyny (chirurgia ortopedyczna, kardiologia, neurologia, a także choroby wewnętrzne), w których w największym stopniu występuje zagrożenie zakrzepicą. Obecnie koalicja liczy 18 członków, są wśród nich, oprócz lekarzy, psycholog i liderzy dwóch organizacji pacjenckich.

Formuła Koalicji jest otwarta – prof. Witold Tomkowski, jako jej lider, zamierza zaprosić do współpracy przedstawicieli medycznych towarzystw naukowych oraz dziennikarzy zajmujących się tematyką medyczną.
Istnieje więc duża szansa i nadzieja, że działalność Koalicji Przeciw Zakrzepicy zmniejszy liczbę przypadków zakrzepicy i jej tragicznych skutków.


Cele Koalicji:

Zmniejszenie śmiertelności i częstości powikłań związanych z zakrzepicą żył głębokich i zatorem tętnicy płucnej, objętych wspólną nazwą żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej.

Zmniejszenie śmiertelności i częstości powikłań związanych z udarem mózgu.

Ułatwienie diagnostyki zakrzepicy żył głębokich.

Prowadzenie kampanii edukacyjnej skierowanej do Polaków, dotyczącej zagrożeń związanych z żylną chorobą zakrzepowo-zatorową i migotaniem przedsionków.

Ułatwienie oceny ryzyka rozwoju powikłań zakrzepowo-zatorowych i powikłań krwotocznych (systemy elektroniczne):
- u chorych z ryzykiem rozwoju żylnej choroby zakrzepowo-zatorowej
- u chorych z migotaniem przedsionków

Zwiększenie w społeczeństwie świadomości zagrożeń związanych z żylną chorobą zakrzepowo-zatorową i migotaniem przedsionków.

Edukacja środowiska lekarskiego oraz pielęgniarskiego.

Autor: Iwonna Widzyńska-Gołacka

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Tak, to prawda, że świadomość, czy może poważne podejście do tematu wśród lekarzy, jest marne. Moje d-dimery wahały się od 700 do 4000 (przy normie 500). I co? Chirurg kazał mi nosić bandaż na nodze i brać diosminę. Pończochy na wymiar? eee...trzeba by mnie mierzyć... leki rozrzedzające krew? Eeeee... Brak słów.