Za granicą dobrych manier

Podróże zawsze chodzą w parze z gafami. Grzeczność bowiem zmienia się wraz z szerokością geograficzną. Pamiętajmy jedynie, by liczba wpadek nie była zbyt wielka.

W Hiszpanii, podczas fiesty, znajomości zawiera się bardzo szybko. Zanosiło się, że ta moja, przypieczętowana kolejnym winem przetrwa przynajmniej do rana. Maria powiedziała mi, że jest Baskijką. Po czym ja niewiele myśląc przedstawiłam ją moim znajomym jako Hiszpankę. Żeby było łatwiej. Dziewczyna więcej się do mnie nie odezwała. Choć jako obcokrajowcy przeważnie możemy liczyć na taryfę ulgową, warto jednak poznać podstawowe zasady dobrego wychowania, by nikogo nie urazić. Nawet w zamkniętym kurorcie nie da się uniknąć konfrontacji „międzykulturowej”. W pewnym momencie trzeba bowiem wyjść na miasto, zamówić piwo albo kawę… i tu zaczynają się schody.


W restauracji

W Grecji pod żadnym pozorem nie wolno poprosić o kawę po turecku, lecz po grecku. Nazywa się inaczej, ale przyrządza się i smakuje tak samo. We Włoszech nie zamawia się cappuccino po godz. 11 (jest to ponoć niemoralne i nielegalne), a espresso przed posiłkiem. Na sam zaś posiłek trzeba chwilę poczekać. We Włoszech ten czas upłynie szybko przy smakowitym aperitifie. Nieco gorzej będą mieli goście w restauracjach w Maroku. Nawet jeśli jesteśmy jedynymi klientami, posiłek dostaniemy w najlepszym razie po pół godzinie.

Nigdzie tak nie celebruje się posiłków jak we Francji. Tradycyjny obiad spożywany pod wieczór składa się z pięciu dań! Nieodłącznie towarzyszy mu wino, które zawsze rozlewa kelner albo gospodarz, w żadnym wypadku siedzące przy stole kobiety. Jeśli nie chcemy dolewki, należy zostawić nieco wina na dnie kieliszka. Na wschodzie – w Grecji, Gruzji, Armenii, Ukrainie, a nawet w islamskim Uzbekistanie bardzo ważne są toasty. Mile widziana jest zarówno inwencja przy układaniu mowy, jak i żywa reakcja na mowy wygłaszane przez współbiesiadników.

Podczas posiłków przekonamy się, że elegancja niejedno ma imię. We Francji należy do dobrego tonu jedzenie pewnych posiłków palcami, o ile później nie wytrzemy ich w obrus, lecz zanurzymy w stojącej na stole miseczce z wodą. Jeśli nie wiemy, w jaki sposób się zabrać do dzieła sztuki kulinarnej – bo tego we Francji możemy być pewni, najbezpieczniej jest poczekać chwilę i zobaczyć, czym jedzą je „profesjonaliści”. Tym bardziej że Francuzi będą ostrzej oceniali każde nasze foux pas. O ile w całym basenie Morza Śródziemnego posiłek stanowi największą świętość, o tyle samo podejście do czasu jego rozpoczęcia jest mocno elastyczne. We Francji, Włoszech czy Grecji obowiązuje kwadrans akademicki. W krajach arabskich pół godziny spóźnienia na nikim nie robi wrażenia. Jednak umawiając się z Europejczykami Arabowie zazwyczaj są punktualni.


Najlepsi przyjaciele turysty

Droga do serca mężczyzny prowadzi przez żołądek. Do serca kelnera prowadzi przez napiwki. Warto przed wyjazdem sprawdzić, ile się mu należy za serwis – to bardzo ułatwia życie. W Hiszpanii powinno się zostawić od 7 do 10 proc., na Węgrzech do 10 proc., we Francji ok. 10-15 proc. wysokości rachunku. W tym ostatnim kraju, przy płaceniu w kawiarniach nie kładziemy pieniędzy na spodeczku z rachunkiem, lecz dajemy kelnerowi do ręki. W Chorwacji przy małym zamówieniu, jak kawa czy ciastko kelnerowi zostawiamy resztę. W Szwajcarii napiwek zazwyczaj wliczony jest do rachunku, można, ale nie trzeba zostawić resztę.

Napiwki należą się nie tylko w restauracji. Lista beneficjentów przemysłu turystycznego jest bardzo długa. Jest na nią wpisana obsługa hotelowa. Codziennie powinno się zostawić od 1 do 5 euro na poduszce dla sprzątaczki. Swoją „dolę” powinni też otrzymać przewodnicy i kierowcy. W Hiszpanii wręcza się napiwki również bramkarzom na dyskotekach. W Chorwacji na zakończenie kilkudniowego rejsu napiwek należy się kapitanowi oraz kucharzowi.


Na fali zakupów

Wybór pamiątki stanowi integralną część wyprawy. Nieważne, że wakacje spędzamy w Egipcie, a upatrzony sfinks pochodzi z ostatniej dostawy z Chin. W krajach arabskich, Turcji czy Iranie trzeba się targować. Jest to traktowane jako specyficzna gra. Jej zasady są proste – kiedy podejmiesz rękawicę i zaczniesz licytować cenę, nie wolno nagle przerwać i wyjść ze sklepu. Pertraktacje musi zakończyć zawarcie transakcji. Jak najmniej stracić? Najważniejsza jest pierwsza propozycja. Nie można oferować więcej jak jedną trzecią, ewentualnie połowę pierwotnej ceny.


Tam, gdzie król chodzi piechotą

Jak świat długi i szeroki różne są sposoby załatwiania potrzeb fizjologicznych. Choć jest to nieco wstydliwa sprawa, prędzej czy później każdemu przyjdzie się zmierzyć z lokalną toaletą. Pół biedy, gdy potrzeba dopadnie nas w hotelu. Tam raczej instalowane są muszle klozetowe w europejskim stylu. Jednak podczas zakupów lub spacerów nie raz będziemy zmuszeni skorzystać z publicznego WC. Na wschodzie toaleta najczęściej wymusza przyjęcie postawy „na Małysza”. Podczas urlopu na Krymie przekonamy się, że nie musi ona działać, żeby jej używano. Nie musi też posiadać drzwi, a jeśli już je ma, to nie znaczy, że użytkownicy będą z nich korzystać. Już po kilku dniach, wybierając kawiarnię, najpierw sprawdzałam, czy ma WC, a jeśli tak, to w jakim stanie. Dopiero po tej inspekcji patrzyłam na menu i ceny.

W Egipcie podczas pierwszej wizyty w tym ustronnym miejscu przycisku spłuczki używajmy tylko i wyłącznie wtedy, kiedy jesteśmy zabezpieczeni od wszelkich konsekwencji ewentualnego błędu. Egipcjanie nie korzystają z papieru, lecz obmywają się wodą, która leci przez rurkę przymocowaną do muszli klozetowej. Nieumiejętna obsługa toalety zamiast uwolnić spłuczkę, może uruchomić fontannę.

Ze względu na węższe rury kanalizacyjne, m.in. w Grecji, Turcji, na Ukrainie i na Bliskim Wschodzie nie wolno wrzucać papieru do muszli, lecz do znajdującego się obok kubełka.


Dress code

Mój znajomy, Meksykanin, ciężko przeżył pierwszą wiosnę w Polsce. Wraz z promieniami słońca trawniki w parkach wypełniły się młodymi dziewczynami opalającymi się w strojach kąpielowych. W Meksyku taki widok się nie zdarza. Tam większość kobiet na plażę przychodzi w T-shirtach i w nich się kąpie. Również w krajach islamskich na miejskich kąpieliskach przeznaczonych dla najbiedniejszych, kobiety, jeśli się pojawiają, mają na sobie długie sukienki zwane „galabija”. W Kuwejcie większość plaż jest płatna. Na najtańszych wszystkie kobiety są zakryte. Na plażach ze „średniej półki” (wstęp ok. 15 zł) większość pań nosi bikini. Ich widok ściąga grupy mężczyzn, którzy przychodzą tu na oglądanie rozebranych kobiet. Spokojnie opalać się mogą klientki najdroższych kąpielisk. Na lądzie ich prywatności strzegą ochroniarze, a na morzu straż przybrzeżna.

W egipskich kurortach widok roznegliżowanych Europejek nie budzi sensacji. W enklawach turystycznych jak Hurghada czy Sharm el Sheikh gorąca atmosfera panuje przez całą dobę. W barach króluje moda na krótko i odważnie, niezależnie od wieku. Spotkać też można dziewczyny w swych turystycznych trofeach – czyli w galabijach, które udało się im kupić po „special price” na pobliskim bazarze. Dla Arabek tego typu suknia jest tym, czym dla nas szlafrok. Żadna pani z dobrego domu nie odważyłaby się wyjść w czymś takim na ulicę!


W miejscach świętych

Europejka ubrana w galabiję, choć w oczach Arabek wygląda groteskowo, nie będzie miała problemu z przekroczeniem progu… kościoła chrześcijańskiego. Szczególnie we Włoszech i na wschodzie pilnuje się, by kobiety miały na sobie strój zakrywający ramiona i nogi przynajmniej na do kolan. Mężczyźni powinni założyć długie spodnie i koszulkę. Podobnie powinni się ubrać do meczetu. Kobiety przekraczające próg islamskiego domu modlitwy powinny zakryć ręce, nogi, a na głowę założyć chustkę. W Turcji, Egipcie czy Syrii przed wejściem dostaje się albo specjalne chusty, albo płaszcze. Trzeba też zdjąć obuwie. W Syrii obuwie zostawia się również w progu niektórych chrześcijańskich kaplic.

We wnętrzu meczetu należy się dostosować do zasad obowiązującego tam savoir-vivre’u. Olbrzymim nietaktem jest fotografowanie osób, które się modlą. W takim momencie nigdy też nie stajemy przed nimi. Dlaczego? Muzułmanin może mieć wówczas wątpliwości, czy modli się do nas, czy w stronę Mekki.


Zakazane zdjęcia

Meczet jest tylko jednym z miejsc, gdzie niepowtarzalne kadry zapisuje się jedynie w pamięci, a nie na karcie aparatu. Obiektywem nie celuje się w kobiety, jeśli są zakryte (w chuście), zasłonięte (z zakrytą twarzą) lub w towarzystwie mężczyzny. Nie jesteśmy bezpieczni również, jeśli robimy zdjęcie handlarkom na bazarach. Szczególnie, kiedy sprzedają mango. Nigdy bowiem nie wiadomo, jak celne mają oko…

Czasem zapędy reporterskie studzi tabliczka „no photo”, kiedy indziej niepisane normy zwyczajowe. Patrząc na kolejne bezpowrotnie tracone ujęcie, może jednak warto czasem zapomnieć o dobrych manierach i zrobić zdjęcie. Nawet jeśli wyjdzie się na nieokrzesanego gbura.

Autor: Dorota Chojnowska

Komentarze