Za co kochamy dr House?

Genialny, cyniczny, złośliwy. Lekoman i kuternoga. A jednak obiekt miłosnych westchnień milionów kobiet. Kim jest dr House i dlaczego opanował serca i umysły milionów telewidzów na całym świecie?

Podobno dr House zniszczył amerykańską służbę zdrowia – pacjenci domagają się wielu kosztownych badań i analiz, bo kwestionują już wiedzę „zwykłych” lekarzy. Serial o genialnym diagnostyku przekonał ich, że reszta lekarzy to nieudacznicy.

Serial Dr House to prawdziwa kopalnia przedziwnych przypadków medycznych, a główny bohater, niczym najwytrawniejszy detektyw, forsuje swoją niezależną diagnozę i zwykle okazuje się, że to on ma rację. Fabuła jak w filmie sensacyjnym lub kryminalnym – tajemnice, podejrzenia, sprzeczne koncepcje, prywatne śledztwa plus najbardziej zagadkowy mechanizm – człowiek i jego organizm, zdrowa lub chora psyche lub soma.

I on, dr House, poruszający się w tych meandrach z gracją wybitnego naukowca wspartego na lasce, tej drewnianej. – Jedno wiem – mówi Ewa, fotografka – Pracując z nim byłabym zafascynowana, co nie wyklucza, że wiele razy chciałabym go zdzielić po głowie jego laską, a pewnie kilka razy zwolnić się z pracy. Jednak podziwiam go za kilka rzeczy: wykonywany przez niego zawód jest jego pasją i wyzwaniem, jest pewny siebie do granic bezczelności, błyskotliwy i przenikliwy, no i cóż… przystojny. Te jego niebieskie oczy…

Karolina, agentka nieruchomości przyznaje, że i ją czasami dr House irytuje, zwłaszcza sposobem, w jaki traktuje jedynego przyjaciela, jakiego ma, Wilsona. – Ale generalnie dobry z niego facet, co skrzętnie ukrywa. Uwielbiam go trochę za jego sarkazm, trochę za jego zasady, trochę za poczucie humoru, a przede wszystkim za jego pokręconą osobowość. To wrażliwy, świetny i zabawny lekarz.


SYNDROM HOUSE’A?

Czy lekarze oglądają serial o genialnym doktorze? Oczywiście. Chętnie doszukują się błędów diagnostycznych. Jako niedopuszczalny wskazują w scenariuszu powtarzający się schemat: zespół diagnostów wpada na jakiś pomysł i ślepo podąża tym tropem, gdy trop okazuje się błędny, znajduje kolejny, podczas gdy jednocześnie powinno się wykonać wiele mniej lub bardziej skomplikowanych badań, a dopiero wówczas, w razie wątpliwości, powołać konsylium. W serialu decydujące zdanie ma zawsze dr House i to jego diagnoza okazuje się celna.

Po co więc cały ten sztab innych diagnostów? Ale serial także przyczynia się do świadomości medycznej telewidzów. Ma bowiem fikcyjny dr House realny wpływ na ich zdrowie – pewnego właściciela hodowli kotów „zmusił” do pójścia do chirurga, inni doszukują się u siebie podobnych symptomów kolejnych schorzeń i niemal popadają w nerwicę, sprawdzając w Internecie, czy też chorują na zdiagnozowaną przez House’a chorobę.


OKIEM SOCJOLOGA

Joanna Jaworska, socjolog, uważa, że niedostępny świat medycyny zawsze fascynował ludzi. – Medycyna wiąże się z ogromnym prestiżem społecznym, którego chcieliby dotknąć. Ludzie uwielbiają seriale medyczne, bo mogą uczestniczyć w czymś, w czym prywatnie nie mogliby wziąć udziału – nie mają możliwości podglądać pracy lekarzy, ot tak sobie.

Drugi powód – nastąpiła medykalizacja społeczeństwa, ludzie zaczęli bardziej przyglądać się swojemu zdrowiu, brać jakieś suplementy, cudowne medykamenty, po których czują się lepiej i mają wrażenie, że o siebie dbają. To, co wyróżnia ten serial spośród innych, to postać głównego bohatera – cyniczna, oschła, niepospolita, ale za to genialna z medycznego punktu widzenia. Również przypadki są bardziej skomplikowane, zagadkowe i wymagające, czyli takie, które są niecodzienne – w życiu nie mamy z nimi do czynienia.

Wtóruje Joanna Boj, psycholog: – Dr House fascynuje, bo, paradoksalnie, jest ludzki, a nie jednowymiarowy, czarny lub biały, jak to często zdarza się w serialach. Z drugiej strony, może miłość do House’a jest wyrazem jakiejś narodowej (czy nawet ponadnarodowej) tęsknoty za wiarą w skuteczność medycyny i lekarzy, wiarą w możliwość wyleczenia każdej choroby? Rekompensujemy sobie nasze frustracje patrząc, jak lekarz, mimo że cyniczny i nie zawsze miły, radzi sobie z każdym przypadkiem.

Co na to nasz bohater? Pewnie wzruszyłby ramionami i powiedziałby: Wszyscy pacjenci kłamią. To, za co naprawdę ludzie go kochają, to dystans do świata i nieprzejmowanie się tym, co mówią inni, na co może nie wszystkich nas stać.


House: Proszę unieść ręce do góry. Ma pani pasożyta.

Pacjentka: Coś w rodzaju tasiemca?

House: Proszę się położyć i podnieść sweter. Ręce może już pani opuścić.

Pacjentka: Może pan coś z tym zrobić?

House: Tylko jeszcze przez najbliższy miesiąc. Potem pozbycie się tego jest już nielegalne, z wyjątkiem kilku stanów.

Pacjentka: Nielegalne?

House: Proszę się nie martwić. Wiele kobiet uczy się tolerować tego pasożyta. Nadają mu imię, ubierają w małe ubranka, aranżują zabawy z innymi pasożytami...

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze