Z umiarem po wiedzę

Angielski, basen i konie, lekcje rysunku i gry na pianinie – grafik tygodniowy wielu pierwszoklasistów przypomina kalendarz zapracowanego biznesmena. Czy zajęcia dodatkowe pomagają osiągać życiowe sukcesy? Tak, o ile nie przesadzimy z ich liczbą.

Dziś dobre wykształcenie to podstawa. Bez niego nie ma co marzyć o poważnym zawodzie i atrakcyjnej pracy. Większość rodziców uważa jednak, że sama szkoła to za mało. Inwestuje więc w przyszłość dziecka zapisując je na zajęcia pozaszkolne. Mają one wiele walorów. Poza dodatkową wiedzą i umiejętnościami zmuszają dziecko do pracy w różnych warunkach, odnajdywania się wśród rówieśników spoza klasy, przystosowania się do różnych nauczycieli. Dzięki temu dzieci stają się śmielsze, pewniejsze siebie, bardziej towarzyskie. Balet, warsztaty lepienia z gliny, czy joga dla dzieci to nie tylko zajęcia ogólnorozwojowe, ale też sensowny pomysł na zorganizowanie wolnego czasu i… wygoda. Rodzice zyskują przez to chwilę dla siebie. Zdarza się jednak, że zajęcia dodatkowe wyręczają ich w tym, co mogliby zrobić sami – poświęcić dziecku trochę czasu i uwagi.


Wyścig szczurów

Niestety, wielu rodziców jest przekonanych, że dziecko powinno mieć czas wypełniony konkretną aktywnością i zaplanowany co do minuty. W tym sensie - im więcej zajęć, tym lepiej. Utwierdzają ich w tym firmy oferujące zajęcia (bo to już całkiem pokaźna gałąź biznesu). Przekonują, że dzięki nim dziecko będzie lepiej się rozwijać, zdobędzie niezwykłe umiejętności. Ulegają więc złudzeniu, że bez nich sobie nie poradzi albo zostanie w tyle.

Często kierują nami przedwczesne i wygórowane ambicje, nie przystające ani do umiejętności ani zainteresowań dziecka. Myślimy, że szansę na życiowy sukces mają tylko ci, którzy od małego na niego pracowali. Czasem, kierują nami własne niespełnione tęsknoty, których nie udało nam się w młodości zrealizować. To mama marzyła o karierze tancerki, stąd córka biega na lekcje baletu, choć nie ma do nich przekonania.

Porównujemy się też do innych, nie chcemy odstawać. Myślimy, że skoro syn znajomych chodzi na tenisa, to nasz też powinien. Potem nerwowo śledzimy postępy dziecka na tle innych, nie zauważając nawet, że zaczynamy wlec je za sobą w sam środek wyścigu szczurów. Dziecko, wobec którego kieruje się wiele oczekiwań, może być przeciążone, podświadomie czuć, że nie jesteśmy z niego zadowoleni. Chcemy, żeby było „jakieś” – wciąż lepsze. W wyścigu po świetlaną przyszłość łatwo zgubić teraźniejszość i zaprząc dziecko w całkiem dorosły kierat.


Brzemię wyboru

Czym więc kierować się w wyborze zajęć i jak dobrać ich ilość? Przede wszystkim dostosować je do potrzeb i możliwości dziecka. Poszukać takich, które wiążą się z zainteresowaniami i uzdolnieniami dziecka. Zajęcia plastyczne, taneczne, czy muzyczne są tego przykładem. Pomyślmy też o tych, bez których nie wyobrażamy sobie edukacji naszej pociechy, na przykład nauki języka obcego. Pamiętajmy też, że każda forma ruchu jest wskazana (pokolenie naszych dzieci siedzących przed komputerem lub telewizją ma go zdecydowanie za mało). Nie oznacza to jednak, że dziecko w pierwszej klasie musi od razu chodzić na angielski, lekcje rysunku i karate. Wiele zależy od samego malucha. Czy lubi czynnie spędzać czas, przebywać dużo poza domem? Czy potrzebuje wielu bodźców, czy ma naturę kontemplacyjną i bardziej łaknie spokoju i wyciszenia? Wielu pierwszakom wystarczy wrażeń z samych zajęć szkolnych, inne potrzebują dodatkowych wyzwań.

Rozmawiajmy z naszą pociechą. Obserwujmy, na ile zmęczona wraca ze szkoły, czy znajduje siłę na coś jeszcze, czy zajęcia pozaszkolne ją cieszą? Nikt inny nam nie powie, ile zajęć dla naszego dziecka to za dużo lub za mało. Uważny rodzic nie będzie miał problemu, by to ocenić.


Mi się już nie chce!

Często dziecko samo daje znać, że ma dość. Co zrobić, gdy po dłuższym czasie chce zrezygnować z zajęć? Przede wszystkim porozmawiać z nim, jakie są tego powody. Jeśli brak mu wytrwałości lub jest rozczarowane wolnymi postępami, warto mu tłumaczyć, że każda umiejętność wymaga czasu i cierpliwości. Trzeba też zbadać, jak przebiegają same zajęcia. Być może prowadząca je osoba, nie przykłada się do nich starannie, nie ma dobrego kontaktu z dziećmi. Można wtedy pomyśleć o kontynuowaniu ich w innym miejscu, z innym prowadzącym. Czasem winne jest przeładowanie dnia. Gdy dziecko ma dużo lekcji, później jest jeszcze w świetlicy, może nie znajdować sił nawet na najciekawszą formę zabawy.

Dziecko ma prawo się znudzić, rozczarować, poszukiwać dla siebie nowych, ciekawszych zajęć. Warto podążać za nim w tych poszukiwaniach. Nawet, jeśli oznacza to, że co pół roku będzie odkrywać nową pasję. Wybór zainteresowań, zawodu, czy drogi życiowej to długotrwały proces, a ostateczna decyzja jest tym bardziej świadoma, o ile była poparta wieloma doświadczeniami.


Nieoceniony czas wolny

Nadprogramowe zajęcia to konieczność dojazdów, a to dodatkowe kilometry i czas spędzany w korkach. Tworzy się z tego niezły maraton, a gdzie tu jeszcze czas na odpoczynek i zabawę? Przemęczenie zajęciami może być groźne dla rozwoju dziecka. Przytłoczone zbyt dużą ilością bodźców, gorzej przyswaja wiedzę, ma trudności ze skupianiem uwagi. Może reagować lękiem na nowe sytuacje. Przed nadmiarem aktywności dziecko może uciekać w chorobę – często zapadać na infekcje, skarżyć się na bóle brzucha i głowy (i naprawdę je odczuwać). Poza tym, nabiera przekonania, że uczenie się jest ciężką pracą i nawet zabawa może być nużąca.

Tak naprawdę, czas wolny jest nieoceniony. Daje okazję do przetrawienia tego, czego dziecko nauczyło się w ciągu dnia, na utrwalenie, ułożenie się informacji w głowie. Nie można bezustannie chłonąć wiedzy. Dziecku potrzeba też spokoju dla odreagowania napięcia i stresu związanego ze szkołą, przebywaniem poza domem. Psychologowie doradzają, by jak najdłużej chronić dziecko przed przeciążeniem, pozwalać mu na „nic nie robienie”, bujanie w obłokach, patrzenie (wydawałoby się – bezmyślne) w sufit. Nuda jest twórcza i potrzebna, bo właśnie wtedy dziecko uruchamia wyobraźnię, snuje fantazje – rozwija sposób myślenia, który nam, dorosłym nie jest już tak dostępny. Uczy samodzielnego organizowania sobie czasu. Inaczej, dziecko „wisi” na rodzicach w nadziei, że to oni zawsze podpowiedzą, co ma robić.

Poza tym, mały uczeń wciąż potrzebuje spędzać dużo czasu z rodzicami. Porozmawiać o szkole, poprosić o pomoc, w tym co sprawia mu trudność, opowiedzieć o swoich relacjach z kolegami - podzielić się tym, co w jego życiu ważne. Wspólne robienie zakupów, gotowanie, czy zwykła rozmowa przy stole, to cenne momenty w życiu dziecka, z których rodzice nie zawsze zdają sobie sprawę. Kiedy znaleźć na to wszystko czas pośród codziennego kieratu? No, właśnie kiedy? Pomyślmy o tym, zanim zapiszemy dziecko na kolejne zajęcia.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze