Wizyta na wagę zdrowia

Rodzice dziewczynki, która właśnie zaczęła miesiączkować, często biedzą się nad tym, czy od razu powinni z nią iść do ginekologa. „Nie” odpowiadają lekarze i dodają, że wizyta nastolatki w gabinecie powinna dojść do skutku, jeśli dzieje się coś niepokojącego.

Kobieta, której córka właśnie zaczęła miesiączkować, od razu wraca pamięcią do swojej pierwszej menstruacji. Zastanawia się, jak i kiedy to było? Czy bolało? I na podstawie własnych doświadczeń próbuje ustalić, czy u jej córki wszystko przebiega prawidłowo. Bardziej niż własna matka czy babka jest przecież świadoma rozmaitych zagrożeń medycznych, chciałaby więc być pewna, że zadbała o córkę.


Nie przerywać dzieciństwa

– Nie należy przerywać dziecku dzieciństwa wizytą u ginekologa – nie ma jednak wątpliwości dr nauk medycznych Piotr Siwek, specjalista ginekologii i położnictwa. – Mówię dziecka, bo przecież dwunastoletnia czy nawet czternastoletnia panienka to ciągle jeszcze dziecko. Wizyta jest niezbędna tylko wówczas, jeśli pojawiają się niepokojące objawy, takie jak upławy, mogące dowodzić stanu zapalnego narządów rodnych, bóle podbrzusza, świąd, także w przypadku, gdy silny ból (tak silny, że jego uśmierzenie wymaga wielu tabletek) towarzyszy miesiączkowaniu.

Nieregularne miesiączkowanie powinno natomiast zaniepokoić dziewczynę i jej rodziców dopiero po dwóch, trzech latach od pierwszego krwawienia. Przez ten czas organizm nastolatki może nie działać punktualnie jak zegarek. Nie warto więc zmiennymi odstępami między krwawieniem denerwować siebie i dziecka. Dopiero u dojrzałych kobiet regularność miesiączkowania jest oznaką zdrowia.


Z kimś bliskim

Choć nie ma jednoznacznych zaleceń, w jakim wieku dziewczyna powinna pierwszy raz wybrać się do ginekologa, to jednak dobrze by było, gdyby uczyniła to przed rozpoczęciem życia seksualnego, choćby po to, by porozmawiać o antykoncepcji. – Z zadowoleniem mogę powiedzieć, że dziewczęta zaczynają się tą sprawą interesować, zanim dojdzie do współżycia, pytają o metody ochrony przed ciążą i o choroby przenoszone drogą płciową – dodaje dr Piotr Siwek.

Na taką pierwszą wizytę większość pacjentek zabiera ze sobą kogoś bliskiego. Najczęściej jest to mama, nierzadko to mamy po prostu przyprowadzają swoje córki do ginekologa, chcąc im ułatwić ten kontakt. Często w poczekalni jest też serdeczna przyjaciółka lub tata, bo wiele nastolatek lepiej dogaduje się z ojcem niż z mamą.

Niektóre dziewczyny są wyjątkowo dobrze przygotowane do wizyty – przychodzą z gotowymi pomysłami na antykoncepcję, bo koleżance ona służy. Pomijając fakt, że nie w każdym przypadku te same metody są tak samo dobrze tolerowane, to ogromny postęp w stosunku do poprzednich lat. Oznacza, że młode dziewczyny zdają sobie sprawę z konsekwencji uprawiania seksu, myślą o przyszłości. To może ustrzec je od wielu dramatów.

Świadomość, że zdrowie dziewczyny, rozpoczęcie przez nią współżycia, ciąża, nie są tylko jej osobistymi sprawami, jest coraz bardziej wyraźna w naszych zachowaniach. Rodzinne porody stały się już normą, wspólne przychodzenie do lekarza w czasie ciąży – również. Teraz jednak, zwłaszcza młode dziewczyny chcą, by chłopak uczestniczył w rozmowie z ginekologiem, gdy na przykład zapada decyzja o rodzaju stosowanej antykoncepcji. Uważają, że to tak samo sprawa partnera, więc nie chcą przekazywać mu informacji, chcą, by sam ich wysłuchał. Wiele tych spraw dotyczy przecież obojga. – To bzdury, gdy ktoś twierdzi, że wzrost wiedzy na temat naszych organizmów, ich działania i seksualności to zachęta, wręcz przymuszanie do rozpoczęcia życia seksualnego – podkreśla dr Piotr Siwek.


Pokazać i wytłumaczyć

O sensie edukacji seksualnej świadczą między innymi dane z innych krajów. Dowodzą one, że brak wiedzy nie powstrzymuje młodzieży przez zbliżeniami, za to wiedza pozwala zrozumieć partnera i jego obawy. Dlatego właśnie warto młodzież edukować. W Zakładzie Profilaktyki i Promocji Zdrowia w bydgoskim Centrum Onkologii im. prof. Franciszka Łukaszczyka odbywają się specjalne zajęcia dla młodzieży ze szkół ponadgimnazjalnych. Ich uczestnicy (i dziewczęta, i chłopcy) mogą sami się przekonać, jak wygląda gabinet ginekologiczny. Dowiadują się, co to jest wziernik, na czym polega badanie cytologiczne i czemu służy. – Wyczulamy też dziewczyny na to, by nie dały się badać u ginekologa sprzętem wielorazowego użytku – dodaje dr Piotr Siwek.

–W dzisiejszych czasach takie rzeczy nie powinny się już zdarzać, ale, niestety, ciągle jeszcze w części gabinetów nie stosuje się wyłącznie jednorazowego sprzętu. Uwrażliwiamy więc dziewczyny na tę kwestię, uczymy też młodzież, jak wykonać samobadanie piersi i jąder. W końcu to profilaktyka onkologiczna jest głównym celem tego programu.

Nastolatki wyczula się też na jeszcze jedną rzecz – by nie dały się namówić na niepotrzebne zabiegi. Młodym dziewczynom często sugeruje się konieczność „wymrożenia nadżerki”, powołując na całkiem dobry wynik badania cytologicznego – podkreśla dr Piotr Siwek.

Zajęcia edukacyjne prowadzą doświadczone położne, które są w kontakcie ze szkołami, pedagogami szkolnymi, dyrektorami placówek. Jeśli jest taka potrzeba, spotkanie z młodzieżą przeprowadzą nie na miejscu, w Centrum Onkologii, ale w szkole.

Lekarzom bardzo zależy na tym, by młode osoby nie czerpały wiedzy od osób przypadkowych, a za takie uważają między innymi aktywne forumowiczki, które zawsze w swej rodzinie lub w kręgu znajomych mają kogoś, kto miał takie same problemy, jak osoba poszukująca odpowiedzi. Udzielają więc rad nie bacząc na to, czy mają rację. Jeśli już więc chcemy podpowiedzi szukać w Internecie, to raczej w artykułach fachowców, na stronach ośrodków medycznych, nie na forach.


Regularnie po dwudziestce

Po 20 roku życia kobieta powinna już regularnie odwiedzać ginekologa. W czasie badania pobierany powinien być wymaz z szyjki macicy do cytologii. To znakomite badanie przesiewowe, bo daje wiedzę, czy w organizmie kobiety nie doszło do zmian, które w konsekwencji, nieleczone, mogą prowadzić do nowotworów.

Profilaktyczny program zwalczania raka szyjki macicy przewiduje, że od 25 roku życia kobieta powinna takie badania robić co trzy lata. Jeśli ktoś stwierdzi, że to rzadko, warto odwołać się do doświadczeń Finlandii, w której taka profilaktyka prowadzona jest od lat 50. ubiegłego wieku, a rak szyjki macicy jest chorobą w zasadzie nieznaną. Okresowe badania kobieta przechodzi tam co 5 lat, z tym że są to badania masowe, dotyczące całej populacji kobiet.

W Polsce, w niektórych regionach kraju, odzew na zaproszenia na badania profilaktyczne jest zaledwie kilkuprocentowy. – Gdyby każda pacjentka odwiedzała swego ginekologa raz na 3 lata, byłoby więc naprawdę dobrze – podkreśla dr Piotr Siwek. – Rak szyjki macicy jest chorobą, która do rozwoju potrzebuje nawet kilkunastu lat, poza wyjątkowymi sytuacjami, badając kobietę w trzyletnich odstępach można wychwycić jej pierwsze objawy i dzięki temu skutecznie leczyć.

Dr Siwek opowiada też o zwyczaju, który jest od dawna kultywowany w niektórych niemieckich landach. Dorosłe kobiety w dniu swoich urodzin wybierają się do ginekologa i na mammografię. Wybór takiego terminu powoduje, że o nim nie zapominają. Urodziny to doskonały dzień, by poświęcić trochę czasu własnej osobie, własnemu zdrowiu.


Szczepionka zamiast quada

Profilaktykę związaną z rakiem szyjki macicy można zresztą rozpocząć znacznie wcześniej, nie od badań cytologicznych, a od szczepienia przeciwko wirusowi brodawczaka ludzkiego HPV, który może przyczynić się do zachorowania – naukowcy udowodnili silny związek między zakażeniem tym wirusem a zachorowaniem na raka szyjki macicy. Szczepienia te mają największy sens w przypadku dziewcząt, które nie rozpoczęły życia seksualnego, a więc nie miały możliwości zetknięcia się z tym wirusem.

Takiego szczepienia dokonują nie tylko ginekolodzy, włączają się w nie również lekarze pierwszego kontaktu, pediatrzy. Na powszechne szczepienie decydują się niektóre gminy, placówki oświatowe. Problemem jest koszt szczepionki. Dr Piotr Siwek ma pomysł, jak temu zaradzić. – Wystarczy, że zamiast na komputer, quada czy jakiś inny tego typu sprzęt, kochające ciocie złożą się na szczepionkę. Nie będzie tanio, ale z drugiej strony w tej cenie nie kupią komputera. To chyba lepsze niż po latach mieć do siebie żal, że zaniedbało się tę sprawę – dodaje dr Piotr Siwek.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze