Witammina promieni słońca

Starszemu pokoleniu witamina D kojarzy się z piciem tranu, obawą przed krzywicą i deformacją kości. Młodszemu nie mówi nic. Warto jednak o niej pamiętać.

W okresie powojennym nie każdy mógł sobie pozwolić na urozmaiconą dietę, a tym bardziej na luksus wysyłania swoich pociech na wieś. Ale każdego było stać na tran, źródło witaminy D, która miała zapobiegać rozwojowi krzywicy u dzieci. Na szczęście, w miarę jak jadłospis ulegał urozmaiceniu i coraz popularniejsze stawały się suplementy witaminowe, krzywica praktycznie zniknęła z naszego słownika. Mimo to witamina D wciąż jest nam potrzebna, ponieważ oprócz dobroczynnego wpływu na nasze kości ma też inne ważne zadania do wypełnienia.

Pod pojęciem witamina D kryją się trzy związki. Dwa z nich pozyskujemy z pokarmów: D1 znajduje się w roślinach, drożdżach i grzybach, D2 w tranie, a trzecią D3 nasz organizm produkuje samodzielnie. D1 i D2 są wchłaniane przez ścianki jelit do krwiobiegu i stanowią 20 proc. witaminy D, jakiej potrzebuje ludzki organizm. Resztę, czyli 80 proc, zapewnia mu proces syntezy, do którego dochodzi w skórze. Tam właśnie znajduje się substancja zwana 7-dehydrocholesterolem, zmieniająca się pod wpływem promieni słonecznych UVB w witaminę D3.

Wystarczy przebywać na dworze kwadrans i to wcale nie w ostrym słońcu. Gdybyśmy byli tak uzależnieni od dawki silnego światła, proces syntezy nie zachodziłby w czasie zimy, kiedy dni są krótkie i pochmurne. Dla nas ważne jest jednak to, że w ostatecznym rozrachunku wszystkie trzy postaci witaminy D trafiają do wątroby i nerek, gdzie uaktywniają się i przystępują do wykonywania swoich obowiązków - a jest ich kilka.

Główny obowiązek witaminy D to polepszenie o 30-80 proc. przyswajania potrzebnego organizmowi wapnia. Dzięki niej jelita produkują białka i wtedy więcej soli mineralnych dostaje się do krwiobiegu. Chociaż 99 proc. soli wapnia jest zmagazynowane w kościach, to ich obecność we krwi jest konieczna, gdyż dzięki nim przesyłane są sygnały nerwowe.

Oczywiście nasz organizm jest na tyle sprytny, że kiedy wapnia we krwi zabraknie, sięga po zapasy zgromadzone w kościach. Gdyby nie witamina D, która blokuje ten rabunkowy proceder, takie zaspokajanie bieżących potrzeb na wapń groziłoby ruiną układu kostnego.

Kolejnym ważnym zadaniem witaminy D jest dopilnowanie, by organizm, oprócz wapnia, przyswajał fosfor. Pierwiastek ten jest nam potrzebny do tego, aby doszło do procesu mineralizacji wapnia w kościach i zębach. Natomiast duet wapnia i fosforu zapewnia prawidłowe przekazywanie impulsów nerwowych, ma wpływ na skurcze mięśni, m.in. mięśnia sercowego. Nie zdajemy sobie sprawy, że tym samym witamina D ma wpływ na nasz słuch, bo kostki ucha wewnętrznego potrzebują fosforu i wapnia, by przekazywać informacje akustyczne do mózgu.

Przebywanie na słońcu przez kwadrans dziennie stanowi wystarczającą gwarancję, że dojdzie do syntezy witaminy D. Lato sprzyja temu procesowi, ale uwaga - silne filtry anty-UV ograniczają dostęp UVB do skóry. Nie należy też liczyć, że słoneczne promienie zastąpią nam seanse w solarium - lampy solariów emitują promienie UVA, które nie biorą udziału w wytwarzaniu witaminy D.

Potrzebną organizmowi pozasłoneczną dawkę (20 proc.) mogą zapewnić kompozycje witaminowe, tran (obecnie szczęśliwie w kapsułkach) lub pokarm. Bogate w witaminę D są tłuste ryby morskie, takie jak: węgorz, sardynki, szprotki, makrela, a także nabiał, czyli: sery, masło, śmietana i mleko.

U małych dzieci zaburzenia w przyswajaniu witaminy D objawiają się psuciem zębów. Zjawisko to może być sygnałem celiakii. Nietolerancja glutenu i związane z tym zaburzenia w funkcjonowaniu jelit utrudniają wchłanianie składników mineralnych. U dorosłych niedobory witaminy D mogą powodować kruszenie zębów i z pewnością związane są z osteoporozą. W razie niepokojących objawów lekarz zleci stosowne badania i zaproponuje dawki witaminy D, jakie powinno się przyjmować. Kuracja na własną rękę grozi przedawkowaniem, co prowadzi do hyperkalcemii, czyli podniesienia poziomu wapnia we krwi. Konsekwencją tego stanu jest jego odkładanie na ściankach naczyń krwionośnych oraz w nerkach, co prowadzi do kamicy nerkowej i miażdżycy.

Autor: Renata Wójcik

Komentarze