Wiosenne przesilenie. Powrót do dobrej formy.

Kiedy pierwsze wiosenne słońce zagląda do okien, czujemy, że… powinien nastąpić przypływ energii. Powinien, ale jakoś nie nadchodzi. Wręcz przeciwnie – rano z trudem wstajemy z łóżka, przez cały dzień brak nam sił, wieczorem zasypiamy jak susły.

Skąd ten spadek formy? Choć zabrzmi to trochę dziwnie, ale wynika z praw natury. U jego podstaw leżą dwa zjawiska. Pierwsze to ogólnie gorsza kondycja, związana z brakiem ruchu i świeżego powietrza. Jak bowiem spędzamy czas zimą? Najchętniej na kanapie, zawinięci w ciepłe koce, z książką na kolanach lub kubkiem gorącego kakao. Unikamy wysuwania nosa na dwór, a na spacery chodzimy tylko wtedy, kiedy to konieczne – na przykład robiąc zakupy.

Rozleniwiony organizm jest mniej aktywny, produkuje też mniej energii na potrzeby mięśni. I kiedy rozochoceni wiosenną aurą radośnie zrywamy się z kanapy, możemy poczuć zawroty głowy, a podczas zwykłego marszu dostać zadyszki. To nasz organizm mówi: - Nie tak szybko, daj mi trochę czasu na to, by się znów do ruchu przyzwyczaić.


Powrót do formy

Zajmie nam trochę czasu, bo ciało jest ogólnie osłabione. Po pierwsze, zimą łapiemy różne infekcje, z których część jest leczona antybiotykiem. A to, jak wiadomo, osłabia organizm, czasem nawet na parę tygodni. Po drugie, nasza zimowa dieta pozostawia wiele do życzenia. I nie chodzi tylko o fakt, że ponura aura skłania nas do dogadzania sobie i np. objadania się słodyczami. Trzeba pamiętać, że nawet zwracając uwagę na dietę i dbając o zdrowe odżywianie się możemy mieć tu trochę problemów. Dlaczego? Bo warzywa i owoce są najzdrowsze i naprawdę obfitują w witaminy i mikroelementy, kiedy są świeże, najlepiej prosto z pola. Te, które spożywamy zimą czy na przednówku, zostały poddane składowaniu, a w tym procesie tracą sporo wartości. Podobnie dzieje się z warzywami mrożonymi czy przetworami z owoców. Stąd w marcu czy kwietniu może się okazać, że nawet najostrożniejsi z nas mają jakieś niedobory.

Na szczęście, choć wiosenne osłabienie dotyka wiele osób, nie jesteśmy skazani na brak energii i spadek formy bez końca. Można z nimi walczyć – i to wcale nie jest takie trudne!


Na dobry początek

Jeśli chcemy radzić sobie z chorobami i infekcjami, które lubią dopadać nas na przednówku, dbajmy o dostarczanie organizmowi odpowiedniej dawki witaminy C. Skąd ją czerpać? Zawsze można połknąć tabletkę, ale jednak najlepsza jest witamina, która powstała w sposób naturalny. Nowalijek jeszcze wprawdzie nie ma, ale niezłym źródłem witaminy C wciąż są konfitury z dzikiej róży, sok z aronii, jabłek czy kiszona kapusta lub ogórki. To właśnie te ostatnie pomagały ludziom przetrwać trudy przednówka przez wiele setek lat.


Ważne: śpij!

Najnowsze badania dowodzą, że ciągłe niedosypianie niekorzystnie wpływa na układ odpornościowy. Zwiększa się wówczas ryzyko przeziębienia, grypy i zakażeń dróg oddechowych. Poza tym ośmiogodzinny sen jest konieczny, żeby organizm mógł się zregenerować – pamiętajmy o tym, kiedy czujemy brak energii, bo może po prostu spaliśmy za krótko? Nie jest prawdą, że ludzie starsi potrzebują mniej snu niż młodzi! Im także służy osiem godzin wypoczynku.


Powitanie dnia

Po pierwsze nie należy się gwałtownie zrywać z łóżka, bo to może powodować zawroty głowy i przeciążenie kręgosłupa. Powinniśmy najpierw usiąść na łóżku, dopiero po chwili spuścić nogi na ziemię, przeciągnąć się parę razy, a dopiero potem wstać.

Drugi żelazny punkt poranka to śniadanie. Może być ciepłe (np. płatki, musli) lub w postaci kanapki – najlepiej wybierzmy chleb pełnoziarnisty. Ważne, by śniadanie zawierało dawkę złożonych węglowodanów, które przez długi czas będą uwalniać zawartą w nich energię. Gdy w ciągu dnia ogarnie nas senność, zjedzmy jabłko, gruszkę czy mandarynkę i kubeczek naturalnego jogurtu. Pozwoli to na utrzymanie stałego poziomu cukru we krwi i sprawi, że nie będziemy odczuwać zmęczenia.


Trochę ruchu

Codzienna, półgodzinna dawka aktywności to absolutne minimum! Dlaczego? Z dwóch powodów: po pierwsze dobrze robi zdrowiu, a po drugie poprawia samopoczucie. Kiedy się ruszamy organizm wzmaga produkcję ciałek odpornościowych, więc łatwiej mu walczyć z chorobami. Poza tym gdy ćwiczą duże mięśnie, wyzwalają się endorfiny, zwane hormonami szczęścia – i poprawia się nasze samopoczucie. Dodatkowa korzyść: smukleje nasza sylwetka, która z reguły po zimie potrzebuje trochę uwagi i troski. Pamiętajmy jednak, by wybrać taki rodzaj aktywności fizycznej, która sprawia nam przyjemność, nieważne, czy będzie to spacer z psem, rundka na stacjonarnym rowerze czy basen.


Walcz ze stresem

Naukowcy wciąż dorzucają do spowodowanych stresem problemów ze zdrowiem kolejne: okazuje się, że stres nawet osłabia pracę nerek! A ciemna pora roku, jaką jest zima, sprzyja pogarszaniu się samopoczucia, jesteśmy w związku z tym ogólnie bardziej podatni na stres. Starajmy się codziennie odprężyć, czy to przy miłej lekturze, słuchając muzyki, przytulając do partnera czy podczas spaceru.


Idźmy ku światłu

Właśnie światła najbardziej brakuje naszym organizmom podczas ciemnej, mrocznej zimy i jesieni. Kiedy jest go mało, czujemy się ospali i mało energiczni, więcej śpimy i więcej jemy. Dlatego powinniśmy mieć w domu mocne, jasne żarówki – zwykła żarówka daje światło słabsze od słonecznego nawet 500 razy. Poza tym starajmy się jak najwięcej przebywać na świeżym powietrzu, zwłaszcza w słoneczne dni i to rano. Naukowcy odkryli, że ekspozycja na światło przed godziną 10 rano sprawia, że reguluje się nasz rytm snu i czuwania, dzięki czemu jesteśmy bardziej rześcy w dzień i bardziej senni wieczorami.

Autor: Hanna Mądra

Komentarze