Weekend na dwóch kółkach

Koniec wakacji nie musi oznaczać końca wakacyjnych wrażeń. Przecież każdy weekend ma przynajmniej dwa dni, a to oznacza, że można choć przez chwilę poczuć się jak na urlopie. Trzeba tylko ruszyć się z domu.

Jak? Sposobów jest wiele, a jednym z najlepszych jest rower. Zwłaszcza we wrześniu, kiedy woda w morzu i jeziorach jest chłodna, a słoneczne dni wciąż zachęcają do spędzania czasu pod gołym niebem. Dla rowerzysty, zwłaszcza tego, który nie lubi letnich upałów, ale też nie przepada za słotą, właśnie wrzesień i październik są zwykle wymarzonym czasem na jazdę.

Najtrudniejszy pierwszy krok?

Weekend to krótki czas, co ma swoje dobre strony. Twój rower nie musi być najlepszym z najlepszych. Wystarczy ten, którym jeździsz na co dzień, a nawet ten, który kilka ostatnich tygodni, miesięcy (nie daj Boże, lat!) spędził w piwnicy, garażu lub na balkonie. W takim wypadku należy doprowadzić go do przyzwoitego stanu. Przede wszystkim trzeba go umyć i osuszyć. Nawet jeśli zamierzasz oddać go w ręce fachowca, zrób to, bo mechanicy wyjątkowo nie lubią, gdy przyprowadza się im brudne rowery. Może nawet po wyczyszczeniu roweru masz szanse na przychylniejsze oko podczas przeglądu i przy wystawianiu rachunku?

Kompleksowy przegląd roweru – ok. 100-180 zł

Tak czy owak, kiedy rower jest po przeglądzie – ma wymienione zużyte części, podokręcane śruby, naoliwiony łańcuch, wyregulowane hamulce i przerzutki, można wreszcie ruszyć w drogę. Tylko dokąd i w jaki sposób?

Czasem po prostu wystarczy wsiąść na rower i ruszyć przed siebie, ale jeśli miejsce, które chcemy odwiedzić, jest gdzieś dalej, najlepszą opcją jest zabranie roweru do samochodu (czasem wystarczy bagażnik i składana tylna kanapa) lub pociągu. Obecnie już prawie nie ma pociągów, które nie oferują przewozu rowerów, zazwyczaj w specjalnych przedziałach – za niewielką opłatą, a czasami nawet za darmo.

Bilet jednorazowy na przewóz roweru koleją – maks. 9,10 zł

W ostatnich latach w Polsce wyznaczono wiele szlaków rowerowych. Są to, co prawda, zazwyczaj zwykłe, często polne lub leśne nieutwardzone drogi, którymi większości rowerzystów jeździ się po prostu źle, lecz powstały również takie, po których jazda jest samą przyjemnością. Są to zwykle krótkie odcinki, ale z jednej strony weekend ma przecież tylko dwa dni, a w okolicy jest na pewno wiele lokalnych szos i szutrowych dróg, po których samochody osobowe jeżdżą rzadko, a ciężarówki właściwie nigdy.

Kiedyś pociągi, dziś rowery

Sporo interesujących tras rowerowych znajdziemy na Pomorzu. Wśród nich tę wciąż najpopularniejszą, wybrzeżem Bałtyku. Na sporych odcinkach, zwłaszcza w województwie zachodniopomorskim, jest to szlak poprowadzony albo wydzielonymi drogami asfaltowymi, albo lokalnymi szosami. Jak na polskie warunki liczba rowerzystów podróżujących szlakiem nadmorskim jest imponująca. Po wakacjach, kiedy ruch turystyczny drastycznie spada, możemy liczyć na tańszy nocleg i mniejszy ruch na drogach. Inną pomorską propozycją jest Kaszubska Marszruta, czyli sieć zazwyczaj szutrowych szlaków w powiecie chojnickim, którymi dotrzemy np. do Parku Narodowego Bory Tucholskie czy nad Jezioro Charzykowskie. W północnych województwach jest również coraz więcej dróg rowerowych poprowadzonych śladem nieczynnych linii kolejowych. Znajdziemy je np. w okolicy Połczyna-Zdroju, Kołobrzegu, Pucka i Torunia. Trasy pokolejowe są szczególnie interesujące, bo poprowadzono je nasypami, dzięki czemu rowerzyści na pewno nie napotkają na nich ostrych podjazdów, a często unikną ruchliwych skrzyżowań dzięki istniejącym od ponad stu lat mostom i wiaduktom, którymi niegdyś jeździła kolej.

Mimo że większość tras dawnymi liniami kolejowymi znajduje się w północnej Polsce, warto wspomnieć o szlaku z Nowego Targu do słowackiej Trzciany, który jest pierwszym ukończonym fragmentem szlaku rowerowego dookoła Tatr. Ta droga, podobnie jak większość innych pokolejowych, ma nawierzchnię asfaltową i nadaje się do jazdy na każdym rowerze. Nie powinna sprawić trudności nawet początkującemu rowerzyście czy takiemu, którego rower kurzył się w piwnicy przez parę lat. Małopolska, podobnie jak Pomorze Zachodnie, inwestuje w turystykę rowerową i ma ambitny plan budowy kilkunastu szlaków rowerowych, w większości dolinami rzek. Na razie można polecić trasę Doliną Prądnika przez Ojcowski Park Narodowy oraz innymi dolinkami krakowskimi, np. Będkowską. Te trasy są jednocześnie widowiskowe i raczej łatwe. Jeszcze większe wrażenie zrobi Droga Pienińska, prowadząca przełomem Dunajca. Ten krótki i popularny szlak jest jednak jednocześnie dość niebezpieczny, a na kilkusetmetrowym odcinku na Słowacji należy rower przeprowadzić. Przy takich widokach, na jakie możemy liczyć w dolinie Dunajca, łatwo się zagapić i… wpaść do rwącej rzeki.

Zielone szlaki

Szlaki górskie to propozycja dla bardziej zaawansowanych rowerzystów, a w wypadku traktów leśnych trzeba mieć dodatkowo rower MTB lub przynajmniej trekkingowy. Szczególnie dużo do zaoferowania mają w tym zakresie Sudety, a również Beskidy. Ograniczenia w jeździe będą nas czekały w parkach narodowych i niektórych nadleśnictwach. Takie miejsca jak Tatry, Karkonosze, Bieszczady czy masyw Babiej Góry są dla rowerzystów niemal zupełnie niedostępne. Jednak jeśli ktoś chciałby spędzić weekend na dwóch kółkach w parku narodowym, ma do dyspozycji wszystkie parki nizinne, gdzie turysta rowerowy jest równie mile widziany, jak pieszy. Warto polecić np. parki Biebrzański, Białowieski, Poleski, Drawieński, Wielkopolski, Kampinoski, Ujście Warty czy wspomniane już Ojcowski i Bory Tucholskie. Pamiętajmy jednak, że w parkach narodowych w większości wypadków trudno liczyć na szerokie asfaltowe drogi dla rowerów. Zazwyczaj są to po prostu terenowe szlaki, choć czasem utwardzone.

Jednodniowy bilet wstępu do parku narodowego – od 0 do 7 zł

Nie sposób nie wspomnieć również o najbardziej rozreklamowanej i jednej z najnowszych atrakcji, czyli liczącego ok. 2 tys. km szlaku Green Velo. Opinie o pierwszym długodystansowym szlaku rowerowym w Polsce są rozbieżne, prawdopodobnie ze względu na niezwykłą w naszych warunkach, rozwiniętą kampanię promocyjną, która czasami przerasta to, co ma reklamować. Tak długiego szlaku w dwa dni nie przejedzie nawet zawodowiec, ale z pewnością warto poznawać wschodnią Polskę z rowerowego siodełka dzięki Green Velo po kawałku. Dużą wartością tego szlaku są gęsto rozstawione wiaty dla rowerzystów, wzorowe oznakowanie, ale przede wszystkim obszar, przez który biegnie. Ci, którzy szukają spokoju i wytchnienia, nie powinni się zawieść, bo szlak prowadzi terenami, na których nawet w wakacje ruch turystyczny jest niewielki.

Na koniec trzeba wspomnieć, że dwa dni to również wystarczająco dużo czasu, by skoczyć gdzieś zagranicę. Dobrze przygotowane trasy rowerowe czekają na Polaków np. w Czechach i Niemczech. Puszcza Białowieska nie kończy się na białoruskiej granicy, a słowackie Tatry są znacznie bardziej dostępne dla miłośników dwóch kółek niż polskie. Spośród szlaków w pobliżu naszych granic szczególnie popularny jest niemiecki szlak wzdłuż Odry i Nysy Łużyckiej – asfaltowy, płaski i bardzo krajobrazowy, w większości poprowadzony wałami przeciwpowodziowymi. Tak czy owak, nawet jeśli podobnej jakości trasy rowerowej nie ma w pobliżu twojego miejsca zamieszkania, nie załamuj rąk, tylko podwiń nogawki i przypomnij sobie wakacyjny klimat lata.

Autor: Marek Rokita

Komentarze