Wakacyjny raj

Wiele osób wierzy, że choćby ich związek w ciągu roku troszeczkę „szwankował”, wystarczy wspólny wyjazd na wakacje, by naprawić nadwątloną bliskość. Niestety, nie jest to takie proste. Może się okazać, że wakacyjny raj zamieni się w… wakacyjne piekło.

Życie w wiecznym pędzie nie sprzyja pielęgnowaniu bliskości. Jesteśmy zajęci robieniem kariery, zarabianiem pieniędzy i wydawaniem ich na coraz wymyślniejsze dobra. To daje satysfakcję i przyjemność, ale ma też skutki uboczne: wieczorami jesteśmy tak zmęczeni, że sił i energii wystarcza nam jedynie na oglądanie telewizji. Niestety, ludzie, których łączy wspólne zamiłowanie do ulubionych seriali, nie są w stanie wytworzyć takiej bliskości i intymności, która pozwala przetrwać emocjonalne burze i pokonać trudności.


Romantyczna miłość

Wspólnemu budowaniu bliskości nie służy też mit romantycznej miłości, w który z wielkim oddaniem wierzy zachodnie społeczeństwo. W myśl tego mitu miłość jest czymś pięknym, dobrym i wspaniałym, co się ludziom przydarza w postaci „daru z niebios”. Nie chcemy widzieć związku miłosnego jako pasma kompromisów, wspólnej pracy i wysiłku wkładanego każdego dnia w to, żeby się rozumieć. Wolimy wierzyć, że „jeśli kocha, będzie wiedział, co zrobić”. Wiarę tę podsycają w nas dodatkowo niezbyt mądre romantyczne komedie, promujące postawę „dla miłości zrobię wszystko”, a kończące się w momencie, gdy bohaterowie zaczynają „życie długie i szczęśliwe” – nie pokazując tego, co ewentualnie działo się dalej. A co się dalej dzieje? Pojawia się szara codzienność. Przysłowiowe skarpetki rozsiewane po podłodze w sypialni, niezakręcane tubki z pastą do zębów, okruszki na prześcieradle, długie czekanie, aż partner się wyszykuje, działające na nerwy niedzielne spotkania z teściami… Wszystko to jest do przejścia, wszystko można potraktować z wyrozumiałością, humorem, miłością i przymrużeniem oka – i wtedy nie będzie problemem, a drobną niedogodnością.

Psychologowie często podkreślają, że wspólne przeżywanie codzienności i traktowanie jej jak czegoś, co jest nasze, bardziej spaja związek i przywiązuje partnerów do siebie niż romantyczne uniesienia. Jeśli jednak jesteśmy skupieni na pogoni za pieniędzmi, własnych egoistycznych oczekiwaniach oraz mrzonkach na temat tego, jak powinna wyglądać miłość – nie budujemy więzi „tu i teraz”, a żyjemy w świecie, w którym dobre chęci przeplatają się z nierealistycznym, życzeniowym myśleniem. Efekt? Często tylko wydaje się nam, że z partnerem łączy nas głęboka więź. Kiedy przychodzą nieporozumienia i kłopoty okazuje się, że nie potrafimy o nich rozmawiać czy traktować ich jak coś, co trzeba pokonać razem. W takich warunkach trudno o szczęście we dwoje.


Wyjedźmy gdzieś razem

Sprawę dodatkowo komplikuje fakt, że wielu z nas wierzy, iż w udanym związku ludzie się nie kłócą. Dlatego ewentualne nieporozumienia są raczej „zamiatane pod dywan” niż otwarcie nazywane i dyskutowane. Wolimy udawać, że jest dobrze, w nadziei, że dobrze „zrobi się samo”, niż przyznać, że w tej chwili o relacji można powiedzieć wszystko, tylko nie to, że jest w porządku.

Ale wciąż mamy nadzieję, że związek uda się „wyprostować”. Przecież tak naprawdę kochamy naszych partnerów i chcemy jak najlepiej. I nawet jeśli o psychologii budowania relacji wiemy niewiele, podświadomie wyczuwamy, że kluczem do poprawy stosunków między nami jest wspólne spędzanie czasu, rozmowa, spacery, jedzenie razem posiłków – po prostu bycie razem i robienie czegoś z partnerem. I słusznie! Zdaniem wielu psychologów wspólne ugotowanie obiadu zbliża ludzi bardziej niż seks. Tylko co zrobić, jeśli na co dzień nie mamy na to czasu? To proste: wyjedźmy gdzieś razem! Na wakacjach, wypoczęci, zrelaksowani, opaleni i uśmiechnięci – tak, jak ci wszyscy ludzie z reklamy biur podróży – znajdziemy i czas, i energię, i dobrą wolę, by pracować nad związkiem, zbliżać się do siebie. Tak więc pełni dobrych chęci pakujemy walizki, wykupujemy wycieczkę w jakieś egzotyczne miejsce i wyruszamy. Niestety, na miejscu często okazuje się, że nasze nadzieje są płonne.


Problematyczne zaległości

Psychologowie ostrzegają: nadwątlonej czy zaniedbanej bliskości nie da się „nadrobić”. Bliskość i intymność wymagają pracy na co dzień, aby były mocne, spajające i prawdziwe. Wakacyjny wyjazd może być przygodą i może stanowić spoiwo dla par, które potrafią się ze sobą porozumiewać i pracować nad nieporozumieniami. Ludzie, którzy tylko udają, że wszystko w porządku, mogą na wakacjach napotkać dodatkowe problemy. Dlaczego? Bo nagle są na siebie skazani przez 24 godziny na dobę. Nie ma dokąd uciec. W takich warunkach wszystko, co nas w partnerze drażniło, a o czym mu nie mówiliśmy, może się stać nie do zniesienia. Wszystko, co do tej pory znosiliśmy, bo „tak trzeba”, teraz uderzy ze zdwojoną siłą.

Na co dzień taką kryjówką były zwykłe, domowe obowiązki – na przykład zamiast ze sobą rozmawiać, można było ukryć się w kuchni pod pretekstem gotowania obiadu. Mąż mógł się schować za gazetą czy oglądaniem ważnego meczu. Na urlopie stajemy ze sobą twarzą w twarz, mieszkamy w jednym pokoju, nie trzeba sprzątać ani gotować – tylko być ze sobą. I nagle się okazuje, że nie mamy sobie nic do powiedzenia. Albo co gorsza – że obecność partnera i jego nawyki nas drażnią. Kiedy między nami panuje pustka lub mamy jakieś poważne, acz nie załatwione nieporozumienia, nawet drobiazgi mogą urastać do rangi problemu. I zamiast planowanego raju mamy wakacyjny koszmar.


Jak tego uniknąć?

Jest na to tylko jeden sposób – realne spojrzenie na całą sytuację. Bez udawania, że jest między nami dobrze. Bez życzeniowego myślenia: „jak wyjedziemy daleko od domu, wszystko się ułoży”. Nic nie ułoży się samo, wszystko będzie wymagało naszej pracy. Psychologowie uważają, że świadomość nas chroni i broni. Dlatego bądźmy świadomi. Lepiej, zdrowiej i – paradoksalnie – łatwiej jest spojrzeć odważnie i trzeźwo na związek, zobaczyć nękające nas problemy i nazwać je. Dopiero wtedy będziemy mogli z nimi się zmierzyć. Lepiej jest rozprawić się z problemem od razu – choćby miało to być bolesne. Dzięki temu nie tylko „przewietrzymy” relację, ale odkryjemy też coś, co nam naprawdę pomoże: odkryjemy, że kiedy możemy powiedzieć partnerowi o tym, co nas boli, nęka, gryzie i się nie podoba, i zostaniemy z tym przyjęci, poczujemy się kochani i akceptowani. Wiele bardziej, niż kiedy dla „dobra związku” udajemy, że wszystko jest, jak powinno być. Dopiero wtedy będziemy mieć naprawdę udane wakacje, które nas, jako parę, wzbogacą.

Autor: Hanna Mądra

Komentarze