Wakacje od siebie?

Teoretycznie każdy marzy o takim samym urlopie - o oderwaniu się od obowiązków i wypoczynku. W praktyce sprawa jest trudniejsza, bo powstaje pytanie, czy chcemy to robić razem czy osobno?

Pary zwykle dzielą się na te, którzy nie wyobrażają sobie oddzielnych wakacji i te, które z różnych powodów muszą lub chcą je spędzać osobno. Dla pary zakochanych gołąbków każda wspólnie przeżyta chwila jest na wagę złota. Jeśli na dodatek nie mieszkają jeszcze wspólnie, urlop we dwoje jest świetną okazją, by się lepiej poznać, co, jak wiadomo, jest cenniejsze niż niejedna romantyczna kolacja przy świecach. Będąc ze sobą ustawicznie przez kilka dni trudniej pozować na kogoś, kim się nie jest. Można też sprawdzić, jakie uczucia wzbudza w nas osoba, którą widzimy rano z odciśniętą poduszką na policzku, a nie perfekcyjnie przygotowaną na randkę. Wspólny wyjazd może więc zbliżyć, ale też oddalić.

Natomiast dojrzali wiekiem małżonkowie z odchowanymi dziećmi chętniej spędzają czas na odrębnych wyjazdach, bo bez skrępowania mogą realizować swoje pasje. I tak on woli wybrać rejs jachtem, a ona wyjazd z przyjaciółkami.


Nareszcie razem

Bez wątpienia jednak wspólne wyjazdy to domena małżeństw z dziećmi. Sielankowy obrazek rodziny biegnącej przez plażę lansowany przez biura podróży to nie tylko stereotyp. Wspólny wyjazd jest okazją, by wreszcie ze sobą pobyć, nadrobić rodzinne zaległości. Można wówczas poświęcić więcej czasu dzieciom - pojeździć na rowerach czy porobić babki z piasku. Bez pośpiechu i z radością być razem. Ale taki wyjazd to też dobrostan dla samej pary. Wreszcie można popatrzeć sobie głęboko w oczy, obejrzeć zachód słońca nad morzem, trzymając się za ręce. Zauważyć w sobie nawzajem to coś, co na co dzień nam umyka.


Nadrabianie zaległości

Wspólny wyjazd jest szczególnie ważny wtedy, gdy partnerzy mają poczucie, że zwykle poświęcają sobie zbyt mało czasu, gdy w codziennym kieracie przestali dbać o związek. Na wakacjach wypoczęci i zrelaksowani mają wreszcie okazję zacząć niejedną odkładaną na później rozmowę, przypomnieć sobie powody, dla których są razem. Warto zrobić wtedy coś szalonego, romantycznego, żeby nie zaprzepaścić tej szansy. Czasem dopiero podczas wakacji rodzice zauważają, że dzieci podrosły już na tyle, że są świetnymi kompanami w wielu rozrywkach.


Wiarygodny test

„Urlopiku powiedz przecie, jak się w naszym związku plecie?". Wspólny urlop jest dobrym testem na kondycję związku. Trudno oszukać wzajemne uczucia, gdy jest się ze sobą przez wiele dni dwadzieścia cztery godziny na dobę. Jeśli wyczekiwaliśmy wspólnego wyjazdu z utęsknieniem, a teraz nie potrafimy się dogadać, wciąż się kłócimy, atmosfera jest ciężka, byle drobiazg wyprowadza nas z równowagi, trzeba się zastanowić, co jest tego przyczyną? Jeśli zaszyliśmy się w domku nad jeziorem, wciąż pada i brak nam pomysłu, co można przez ten czas robić, być może winny jest zły wybór miejsca i niesprzyjające okoliczności. Ale gdy leżymy pod palmą i co jakiś czas zanurzamy się w ciepłym morzu, a mimo to czujemy, że obecność partnera nas drażni, trzeba spojrzeć prawdzie w oczy - coś między nami nie gra. Na co dzień zajęci pracą, dziećmi, dbaniem o „prywatne przedsiębiorstwo", jakim jest rodzina, nie dostrzegamy czającego się w naszym związku kryzysu. Często te zgrzyty wypływają na wierzch dopiero wtedy, gdy mamy dla siebie więcej czasu. Odzywają się dawne urazy i nierozwiązane konflikty. Zamiast trwać w wakacyjnej idylli, skaczemy sobie do gardeł i po kilku dniach mamy siebie dość.

Co w takiej sytuacji robić? Wykorzystajmy urlop na domknięcie ważnych, choć trudnych spraw. Nie udawajmy, że wszystko jest w porządku. Rozmawiajmy o tym, co nas boli, problemy nazwijmy po imieniu.


Dlaczego osobno?

Nie wszystkim jednak wspólny urlop wychodzi na dobre. Dla par, które nie tylko razem mieszkają, ale także pracują lub prowadzą jedną firmę, oddzielne wakacje mogą być prawdziwym błogosławieństwem. Czasem po prostu trzeba się rozstać, zatęsknić za sobą, by nie „przedawkować" swojej relacji. Łatwiej docenić partnera i wspólne życie, gdy można na wszystko spojrzeć z dystansu. To dobry sposób na zachowanie „higieny" w związku.

Na osobny urlop często decydują się pary, które lubią spędzać czas zupełnie inaczej. Jeśli on jest wielbicielem ekstremalnych wędrówek po górach, a ona woli gwar tłocznych kurortów, wspólny urlop może być przykrym i niewygodnym obowiązkiem. Jadąc osobno, nie muszą na siłę dostosowywać się do siebie. Trudno odpocząć, gdy trzeba się wciąż do kogoś naginać.

Czasem też nie ma wyjścia i trzeba spędzać urlop „po kolei", by jedna „połowa" pilnowała czegoś na miejscu: interesów albo na przykład budowy domu.

Osobny wyjazd bywa pretekstem do docinków ze strony otoczenia: „Pozwoliłaś mu jechać samemu? Nie boisz się, że będzie balował?". Zazwyczaj ci, którzy spędzają wakacje wspólnie, nie rozumieją tych, co spędzają je osobno - i na odwrót. Czy taki wyjazd jest bezpieczny dla związku, najlepiej mogą ocenić sami partnerzy. Wiele zależy od tego, jak wiele wolnej przestrzeni dają sobie wzajemnie i jaka jest ich relacja. Jeśli darzą się szczerym uczuciem, ufają sobie, a urlop spędzają osobno nie dlatego, że trudno im ze sobą wytrzymać, ale po to, by przeżyć coś bez ciągnięcia na siłę współmałżonka, to przejaw dojrzałości i szanowania tego, że jesteśmy różni. W takich związkach czasowa rozłąka nie tylko nie osłabia, ale wręcz wzmacnia relacje między partnerami.

Nie mylą się też ci, którzy w osobnym urlopowaniu widzą jednak pewne zagrożenia. Przeżywając coś naprawdę ważnego, na przykład mistyczną podróż życia w pojedynkę, narażamy się na to, że partner nie będzie „na bieżąco". Pewne ważne dla jednego z partnerów doświadczenia mogą być trudne do odrobienia w relacji. To rzeczywiście może nas od siebie oddalić.


Różnica zdań

Gorzej, gdy jedna strona chce oddzielnego wyjazdu, a druga się na to nie godzi. Niezgoda w tym zakresie może bardzo ranić. Co zrobić w takiej sytuacji? Walczyć o wspólny wyjazd, czy ulec? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Z pewnością warto przyjrzeć się związkowi. Dlaczego mamy odmienne potrzeby i czemu obawiamy się oddzielnego urlopu? Czy nie ufam partnerowi, bo daje mi ku temu powody? A może moje obawy są na wyrost? Propozycji osobnego wyjazdu nie należy od razu oceniać jako zapowiedzi katastrofy. Być może wchodzimy w nowy, lepszy etap związku.

Kiedy osobny urlop może być naprawdę niebezpieczny? Gdy nasz związek przeżywa poważny kryzys. Oddalenie i spojrzenie na związek z dalszej perspektywy może zaowocować pomysłami na uzdrowienie relacji albo... decyzją o rozstaniu. Może też się zdarzyć, że rozczarowani aktualnym partnerem znajdziemy ukojenie w czyichś bardziej atrakcyjnych ramionach. Ktoś zachwyci się nami, doceni - zrobi to, czego od dawna nie robił partner. Oczywiście, otwarte pozostaje pytanie, czy prędzej lub później i tak nie doszłoby do takiej sytuacji. Być może oddzielny wyjazd tylko przyspieszył nieuniknioną agonię związku?


Trudna sztuka kompromisu

Wiele par wyjeżdża wspólnie, a swoje odmienne preferencje rozwiązuje na miejscu. On lubi aktywny odpoczynek, więc spędza większość dnia, surfując na desce lub jeżdżąc na rowerze. Ona szuka przede wszystkim spokoju, dlatego wybiera leżak i książkę. Starają się opiekować dziećmi na zmianę, by żadna ze stron nie czuła się pokrzywdzona. Zabierają ze sobą też znajomych, którzy są podobni pod względem upodobań. Dzięki temu nikt nie czuje się samotny. Wieczorami wszyscy idą na kolację do miłej restauracyjki. Z dużym prawdopodobieństwem cała rodzina uzna taki wyjazd za udany.

Przeszkodą w wypracowaniu kompromisu bywa zbyt symbiotyczny charakter związku. Czasem małżonkowie trwają w błędnym przekonaniu, że dobra relacja to tylko taka, kiedy robią zawsze i wszystko razem. Wolność kojarzy im się ze zdradą. Zapominają, że tworząc nawet najbardziej zgraną parę, są nadal dwojgiem różnych osób.

Całkowite zespolenie jest typowe dla początkowej fazy zakochania i po jakimś czasie zwykle mija, a podtrzymywane na siłę bywa duszące dla partnerów. Prędzej czy później może się zdarzyć, że któryś z nich zatęskni za większą swobodą, a to może być o wiele bardziej groźne niż umiejętne dawkowanie wolności w ramach związku.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze