W związku z odległością

Jest ich coraz więcej - par, które żyją razem, ale i osobno. Jedno z nich wyjeżdża, by pracować w innym mieście lub kraju. Czy partnerom blisko do siebie, pomimo że są od siebie daleko?



Jest ich coraz więcej - par, które żyją razem, ale i osobno. Jedno z nich wyjeżdża, by pracować w innym mieście lub kraju. Czy partnerom blisko do siebie, pomimo że są od siebie daleko?
Wiele par nie wyobraża sobie takiego życia i deklaruje, że na taki scenariusz się nie zdecyduje. Zdać się na telefon, maile i ciągłe rozłąki? Ci, którzy tego spróbowali, przyznają, że to niełatwe doświadczenie. A jednak coraz więcej osób funkcjonuje w ten sposób. Co je do tego skłania?
- Najczęściej względy ekonomiczne - mówi dr Aleksandra Peplińska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Ludzie chcą w ten sposób poprawić jakość bytu własnej rodziny, zapewnić sobie i dzieciom lepszą przyszłość.
Rozłąka z partnerem i rodziną często podyktowana jest specyfiką pracy. Dotyczy to choćby kierowców TIR-ów, pracowników platform wiertniczych. Czasem to kwestia rozwoju zawodowego, korporacja awansuje pracownika i wysyła do innego kraju, by tam kontynuował karierę. Wiele przedsiębiorstw ma swoje centrale w stolicy, dlatego wielu pracowników mieszkających w całej Polsce musi spędzać w niej roboczy tydzień, niekoniecznie ciągnąc za sobą rodziny. Wielu naszych rodaków migruje zarobkowo. Najmniej par to te, którym taki styl życia po prostu odpowiada. - To związki typu LAT (Living Apart Together - z ang.: „żyjąc razem, ale osobno") - u nas jeszcze mało powszechne, w których partnerzy cenią sobie poczucie niezależności. Mieszkają osobno z wyboru - mówi dr Peplińska.
Ciemna strona rozstań
- Najgorsze jest poczucie bycia samej. Nie można liczyć na to, że ten ktoś pojawi się wieczorem czy za kilka godzin. Cokolwiek by się działo, na przykład dziecko trafiło do szpitala, ma się świadomość, że jest się zdanym tylko na siebie - mówi Marta Szefler, mama dwójki dzieci i żona managera, który przez kilka lat pracował w innym mieście.
Osamotnienie odczuwają nie tylko osoby pozostające na miejscu, które mogą przecież liczyć na wsparcie rodziny czy znajomych. Dotyczy także osób, które wyjeżdżają, szczególnie daleko, do innego kraju. Tam są oderwane nie tylko od swoich bliskich, ale także wrzucone w inne środowisko i inną kulturę, a to obniża poziom poczucie bezpieczeństwa i wymaga procesu adaptacji. - Pierwsze tygodnie były najtrudniejsze - mówi Izabela Trzcielińska, która spędziła kilka miesięcy w Anglii bez rodziny, zanim ściągnęła do siebie męża i synka. - Wszystko było dla mnie nowe, nieznane. Czułam się tak, jakbym zaczęła nowe życie, zupełnie sama. Start ułatwiło mi to, że miałam mieszkanie, pracę i znałam angielski.
Najtrudniej jest osobom pozbawionym stałych elementów odniesienia. Doświadczają tego kierowcy TIR-ów czy marynarze, którzy nie zagrzewają nigdzie miejsca na dłużej, zmieniają załogi i kraje, przez które podróżują.
Bolesna niepewność
To, co trapi rozstające się na dłużej pary, to także obawa, czy partner dochowa wierności. Czy nie pojawi się pokusa poszukania kogoś, kto zapełni - przynajmniej czasowo - puste miejsce po nieobecnym.
- Wokół takich związków krąży wiele nieprawdziwych mitów i stereotypów, dotyczących właśnie zdrady. Tymczasem związek pomiędzy zdradą a rozłąką jest wyolbrzymiony. Przecież niewierni są także partnerzy, którzy nigdzie nie wyjeżdżają - mówi dr Peplińska. - Niestety, wiara w stereotypy potęguje niepewność u samych partnerów i wywołuje specyficzne zachowania: zaborczość, nadmierną zazdrość, a nawet obsesyjne myśli dotyczące niewierności partnera. Niepewność dopada nie tylko osoby, które pozostają na miejscu. Rozterki mają również ci, którzy są daleko. Prowadzi to do specyficznych zachowań: kontrolowania partnera przez telefon, sprawdzania, czy dojechał do pracy, z kim jest, co robi. Obarczane zazdrością osoby różnie sobie z tym radzą. Badania dotyczące żon marynarzy pokazują, że część kobiet, aby przeciwdziałać zazdrości męża, pod jego nieobecność asekuracyjnie ogranicza liczbę swoich kontaktów towarzyskich nawet z rodziną i przyjaciółmi, choć stanowi to dla nich naturalne wsparcie w okresie osamotnienia.
Od czego zależy poczucie zaufania do partnera? To złożone zagadnienie. Od cech osobowości partnerów, od historii ich związku, ale, generalnie, wiele mówi o ich więzi emocjonalnej. Im bliższa, tym łatwiej nie poddać się czarnym spekulacjom. - Często i długo rozmawialiśmy przez telefon. Mój mąż się śmiał, że nawet, gdyby był z kimś w łóżku, ten ktoś by uciekł, bo potrafiłam zadzwonić o czwartej nad ranem z powodu złego snu. Ale być może dzięki temu zawsze byliśmy ze sobą blisko - mówi Marta Szefler.
Ciężkie powroty
Nie tylko czas rozłąki jest trudny, powroty też bywają niełatwe. Wyjeżdżający partner po jakimś czasie staje się w domu bardziej gościem niż domownikiem. A goście, wiadomo, są mile widziani, ale na krótko. Przyjazd partnera, który na co dzień nie uczestniczy w rodzinnych rytuałach, zaburza ustalony porządek i rodzi konflikty. Okazuje się, że buty stoją nie tam, gdzie powinny. Nie ma zgody, o której godzinie dzieci mają pójść spać, bo stęskniony tata chętnie im pobłaża, a mama chce podtrzymać codzienną dyscyplinę. Partner nawykły, że w domu rządzi się sam, źle reaguje, gdy drugi zaczyna wprowadzać swoje zmiany. Przyzwyczajeni do różnych rytmów dnia znów muszą zgrać się w jeden. Czasem oboje mają problem, by przyzwyczaić się do siebie na nowo. Dlatego po chwilach radości u wielu osób pojawia się tęsknota: kiedy on wyjedzie? Wtedy wszystko wreszcie wróci do „normy".
Długie rozstania sprawiają, że partnerzy zmieniają się pod wpływem doświadczeń, ale każde osobno, z dala od siebie. Każdy dzień niesie coś nowego - w pracy, w domu. Dzieci dorastają, pojawiają się nowe problemy, zdarzenia, które wpływają na całą rodzinę. Jeśli ktoś nie jest na bieżąco, może poczuć, że już nie pasuje do tej układanki. Na szczęście współczesne technologie umożliwiają łączność, nawet jeśli jest się bardzo daleko. - Od samego początku dbaliśmy o codzienny kontakt między sobą. Najpierw pisaliśmy maile, później codziennie rozmawialiśmy przez Skype'a. Wiedziałam o wszystkim, co działo się u moich chłopaków, a oni u mnie. Przez to nie czuliśmy się tacy od siebie oddaleni - wspomina Izabela Trzcielińska.
„Niedzielni" rodzice
Jeśli wyjeżdżający partner jest rodzicem, jego nieobecność wpływa także na dzieci i ich wzajemną relację. Według dr Peplińskiej często się zdarza, że pod wpływem rozłąki układy rodzinne wchodzą w pewne sztywne schematy, a ich członkowie przyjmują charakterystyczne role, nie do końca dla nich korzystne. I tak „niedzielny" tata często przybiera postawę „egzekutora" - głowy rodziny, która rozlicza z przewinień i rozwiązuje wszystkie nieprzyjemne sprawy, które nawarstwiły się podczas jego nieobecności. To buduje jego nie najlepsze kontakty z dziećmi, ale bywa wygodne dla mamy, która czeka na niego z rozwiązywaniem problemów: „Zobaczysz, jak przyjedzie tata, to zrobi z tobą porządek".
Czasem ojciec wchodzi w rolę „Świętego Mikołaja", który obdarowuje prezentami, rozpieszcza, ale unika spornych kwestii. To równie niekorzystna sytuacja, bo sprawia, że relacja jest wprawdzie miła, ale mało autentyczna. Często współgra z tym postawa mamy, która oszczędza męża: „Nie mówmy o tym tacie, po co ma się denerwować". Niestety, wtedy ona przejmuje rolę „egzekutora". Dzieci uczą się komunikować głównie z nią i wykluczają ojca z wielu ważnych spraw. Na dłuższą metę, żadna z tych strategii nie jest dobra.
Szczęśliwe zakończenia?
Partnerzy, którzy doświadczają długotrwałej rozłąki, odnajdują także jej pozytywne strony.
- Nie grozi nam nuda, bo nie ma kiedy. Gdy partner wraca do domu tylko na weekend, trudno się sobą znużyć - mówi Marta Szefler. Rozstania sprzyjają podtrzymywaniu namiętności, zafascynowania sobą, związek ma szansę zachować wciąż wysoką temperaturę.
Ale według dr Peplińskiej tylko niewielki odsetek małżeństw może mówić o pozytywnych konsekwencjach takiego stylu życia. U większości, im dłużej i częściej trwa rozłąka, tym więcej jest negatywnych skutków: postępujący rozpad więzi emocjonalnej i satysfakcji ze związku. Bywa i tak, że relacja nie wytrzymuje próby, następuje definitywne rozstanie, separacja, rozwód. Komu udaje się wyjść z tego cało?
- Wiele zależy od osobowości partnerów, jakości ich relacji, gdy zakładali związek i gdy decydowali się na rozłąkę. Jednak sukces takich par to zawsze wynik wspólnej ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń i kompromisów. Innymi słowy, trzeba się napracować, żeby się udało - mówi dr Peplińska.
Izabela Trzcielińska wspomina: - Byliśmy pewni swojej miłości i tego, czemu służy rozstanie - przygotowaniu gruntu pod nasze dalsze wspólne życie. Dlatego rozłąka, zamiast oddalić, jeszcze bardziej nas zbliżyła.
Konsultacja - dr Aleksandra Peplińska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego.
Wyimek
Przyjazd partnera, który na co dzień nie uczestniczy w rodzinnych rytuałach, zaburza ustalony porządek i rodzi konflikty

 

 

 

 

 

Wiele par nie wyobraża sobie takiego życia i deklaruje, że na taki scenariusz się nie zdecyduje. Zdać się na telefon, maile i ciągłe rozłąki? Ci, którzy tego spróbowali, przyznają, że to niełatwe doświadczenie. A jednak coraz więcej osób funkcjonuje w ten sposób. Co je do tego skłania?

 

- Najczęściej względy ekonomiczne - mówi dr Aleksandra Peplińska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Ludzie chcą w ten sposób poprawić jakość bytu własnej rodziny, zapewnić sobie i dzieciom lepszą przyszłość.

 

Rozłąka z partnerem i rodziną często podyktowana jest specyfiką pracy. Dotyczy to choćby kierowców TIR-ów, pracowników platform wiertniczych. Czasem to kwestia rozwoju zawodowego, korporacja awansuje pracownika i wysyła do innego kraju, by tam kontynuował karierę. Wiele przedsiębiorstw ma swoje centrale w stolicy, dlatego wielu pracowników mieszkających w całej Polsce musi spędzać w niej roboczy tydzień, niekoniecznie ciągnąc za sobą rodziny. Wielu naszych rodaków migruje zarobkowo. Najmniej par to te, którym taki styl życia po prostu odpowiada. - To związki typu LAT (Living Apart Together - z ang.: „żyjąc razem, ale osobno") - u nas jeszcze mało powszechne, w których partnerzy cenią sobie poczucie niezależności. Mieszkają osobno z wyboru - mówi dr Peplińska.

 

 

Ciemna strona rozstań

 

- Najgorsze jest poczucie bycia samej. Nie można liczyć na to, że ten ktoś pojawi się wieczorem czy za kilka godzin. Cokolwiek by się działo, na przykład dziecko trafiło do szpitala, ma się świadomość, że jest się zdanym tylko na siebie - mówi Marta Szefler, mama dwójki dzieci i żona managera, który przez kilka lat pracował w innym mieście.

 

Osamotnienie odczuwają nie tylko osoby pozostające na miejscu, które mogą przecież liczyć na wsparcie rodziny czy znajomych. Dotyczy także osób, które wyjeżdżają, szczególnie daleko, do innego kraju. Tam są oderwane nie tylko od swoich bliskich, ale także wrzucone w inne środowisko i inną kulturę, a to obniża poziom poczucie bezpieczeństwa i wymaga procesu adaptacji. - Pierwsze tygodnie były najtrudniejsze - mówi Izabela Trzcielińska, która spędziła kilka miesięcy w Anglii bez rodziny, zanim ściągnęła do siebie męża i synka. - Wszystko było dla mnie nowe, nieznane. Czułam się tak, jakbym zaczęła nowe życie, zupełnie sama. Start ułatwiło mi to, że miałam mieszkanie, pracę i znałam angielski.

 

Najtrudniej jest osobom pozbawionym stałych elementów odniesienia. Doświadczają tego kierowcy TIR-ów czy marynarze, którzy nie zagrzewają nigdzie miejsca na dłużej, zmieniają załogi i kraje, przez które podróżują.

 

 

Bolesna niepewność

 

To, co trapi rozstające się na dłużej pary, to także obawa, czy partner dochowa wierności. Czy nie pojawi się pokusa poszukania kogoś, kto zapełni - przynajmniej czasowo - puste miejsce po nieobecnym.

 

- Wokół takich związków krąży wiele nieprawdziwych mitów i stereotypów, dotyczących właśnie zdrady. Tymczasem związek pomiędzy zdradą a rozłąką jest wyolbrzymiony. Przecież niewierni są także partnerzy, którzy nigdzie nie wyjeżdżają - mówi dr Peplińska. - Niestety, wiara w stereotypy potęguje niepewność u samych partnerów i wywołuje specyficzne zachowania: zaborczość, nadmierną zazdrość, a nawet obsesyjne myśli dotyczące niewierności partnera. Niepewność dopada nie tylko osoby, które pozostają na miejscu. Rozterki mają również ci, którzy są daleko. Prowadzi to do specyficznych zachowań: kontrolowania partnera przez telefon, sprawdzania, czy dojechał do pracy, z kim jest, co robi. Obarczane zazdrością osoby różnie sobie z tym radzą. Badania dotyczące żon marynarzy pokazują, że część kobiet, aby przeciwdziałać zazdrości męża, pod jego nieobecność asekuracyjnie ogranicza liczbę swoich kontaktów towarzyskich nawet z rodziną i przyjaciółmi, choć stanowi to dla nich naturalne wsparcie w okresie osamotnienia.

 

Od czego zależy poczucie zaufania do partnera? To złożone zagadnienie. Od cech osobowości partnerów, od historii ich związku, ale, generalnie, wiele mówi o ich więzi emocjonalnej. Im bliższa, tym łatwiej nie poddać się czarnym spekulacjom. - Często i długo rozmawialiśmy przez telefon. Mój mąż się śmiał, że nawet, gdyby był z kimś w łóżku, ten ktoś by uciekł, bo potrafiłam zadzwonić o czwartej nad ranem z powodu złego snu. Ale być może dzięki temu zawsze byliśmy ze sobą blisko - mówi Marta Szefler.

 

Ciężkie powroty

 

Nie tylko czas rozłąki jest trudny, powroty też bywają niełatwe. Wyjeżdżający partner po jakimś czasie staje się w domu bardziej gościem niż domownikiem. A goście, wiadomo, są mile widziani, ale na krótko. Przyjazd partnera, który na co dzień nie uczestniczy w rodzinnych rytuałach, zaburza ustalony porządek i rodzi konflikty. Okazuje się, że buty stoją nie tam, gdzie powinny. Nie ma zgody, o której godzinie dzieci mają pójść spać, bo stęskniony tata chętnie im pobłaża, a mama chce podtrzymać codzienną dyscyplinę. Partner nawykły, że w domu rządzi się sam, źle reaguje, gdy drugi zaczyna wprowadzać swoje zmiany. Przyzwyczajeni do różnych rytmów dnia znów muszą zgrać się w jeden. Czasem oboje mają problem, by przyzwyczaić się do siebie na nowo. Dlatego po chwilach radości u wielu osób pojawia się tęsknota: kiedy on wyjedzie? Wtedy wszystko wreszcie wróci do „normy".

 

Długie rozstania sprawiają, że partnerzy zmieniają się pod wpływem doświadczeń, ale każde osobno, z dala od siebie. Każdy dzień niesie coś nowego - w pracy, w domu. Dzieci dorastają, pojawiają się nowe problemy, zdarzenia, które wpływają na całą rodzinę. Jeśli ktoś nie jest na bieżąco, może poczuć, że już nie pasuje do tej układanki. Na szczęście współczesne technologie umożliwiają łączność, nawet jeśli jest się bardzo daleko. - Od samego początku dbaliśmy o codzienny kontakt między sobą. Najpierw pisaliśmy maile, później codziennie rozmawialiśmy przez Skype'a. Wiedziałam o wszystkim, co działo się u moich chłopaków, a oni u mnie. Przez to nie czuliśmy się tacy od siebie oddaleni - wspomina Izabela Trzcielińska.

 

 

„Niedzielni" rodzice

 

Jeśli wyjeżdżający partner jest rodzicem, jego nieobecność wpływa także na dzieci i ich wzajemną relację. Według dr Peplińskiej często się zdarza, że pod wpływem rozłąki układy rodzinne wchodzą w pewne sztywne schematy, a ich członkowie przyjmują charakterystyczne role, nie do końca dla nich korzystne. I tak „niedzielny" tata często przybiera postawę „egzekutora" - głowy rodziny, która rozlicza z przewinień i rozwiązuje wszystkie nieprzyjemne sprawy, które nawarstwiły się podczas jego nieobecności. To buduje jego nie najlepsze kontakty z dziećmi, ale bywa wygodne dla mamy, która czeka na niego z rozwiązywaniem problemów: „Zobaczysz, jak przyjedzie tata, to zrobi z tobą porządek".

 

Czasem ojciec wchodzi w rolę „Świętego Mikołaja", który obdarowuje prezentami, rozpieszcza, ale unika spornych kwestii. To równie niekorzystna sytuacja, bo sprawia, że relacja jest wprawdzie miła, ale mało autentyczna. Często współgra z tym postawa mamy, która oszczędza męża: „Nie mówmy o tym tacie, po co ma się denerwować". Niestety, wtedy ona przejmuje rolę „egzekutora". Dzieci uczą się komunikować głównie z nią i wykluczają ojca z wielu ważnych spraw. Na dłuższą metę, żadna z tych strategii nie jest dobra.



Szczęśliwe zakończenia?

 

Partnerzy, którzy doświadczają długotrwałej rozłąki, odnajdują także jej pozytywne strony.

 

- Nie grozi nam nuda, bo nie ma kiedy. Gdy partner wraca do domu tylko na weekend, trudno się sobą znużyć - mówi Marta Szefler. Rozstania sprzyjają podtrzymywaniu namiętności, zafascynowania sobą, związek ma szansę zachować wciąż wysoką temperaturę.

 

Ale według dr Peplińskiej tylko niewielki odsetek małżeństw może mówić o pozytywnych konsekwencjach takiego stylu życia. U większości, im dłużej i częściej trwa rozłąka, tym więcej jest negatywnych skutków: postępujący rozpad więzi emocjonalnej i satysfakcji ze związku. Bywa i tak, że relacja nie wytrzymuje próby, następuje definitywne rozstanie, separacja, rozwód. Komu udaje się wyjść z tego cało?

 

- Wiele zależy od osobowości partnerów, jakości ich relacji, gdy zakładali związek i gdy decydowali się na rozłąkę. Jednak sukces takich par to zawsze wynik wspólnej ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń i kompromisów. Innymi słowy, trzeba się napracować, żeby się udało - mówi dr Peplińska.

 

Izabela Trzcielińska wspomina: - Byliśmy pewni swojej miłości i tego, czemu służy rozstanie - przygotowaniu gruntu pod nasze dalsze wspólne życie. Dlatego rozłąka, zamiast oddalić, jeszcze bardziej nas zbliżyła.

 

Konsultacja - dr Aleksandra Peplińska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego.

Wiele par nie wyobraża sobie takiego życia i deklaruje, że na taki scenariusz się nie zdecyduje. Zdać się na telefon, maile i ciągłe rozłąki? Ci, którzy tego spróbowali, przyznają, że to niełatwe doświadczenie. A jednak coraz więcej osób funkcjonuje w ten sposób. Co je do tego skłania?

 

- Najczęściej względy ekonomiczne - mówi dr Aleksandra Peplińska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego. - Ludzie chcą w ten sposób poprawić jakość bytu własnej rodziny, zapewnić sobie i dzieciom lepszą przyszłość.

 

Rozłąka z partnerem i rodziną często podyktowana jest specyfiką pracy. Dotyczy to choćby kierowców TIR-ów, pracowników platform wiertniczych. Czasem to kwestia rozwoju zawodowego, korporacja awansuje pracownika i wysyła do innego kraju, by tam kontynuował karierę. Wiele przedsiębiorstw ma swoje centrale w stolicy, dlatego wielu pracowników mieszkających w całej Polsce musi spędzać w niej roboczy tydzień, niekoniecznie ciągnąc za sobą rodziny. Wielu naszych rodaków migruje zarobkowo. Najmniej par to te, którym taki styl życia po prostu odpowiada. - To związki typu LAT (Living Apart Together - z ang.: „żyjąc razem, ale osobno") - u nas jeszcze mało powszechne, w których partnerzy cenią sobie poczucie niezależności. Mieszkają osobno z wyboru - mówi dr Peplińska.

 

 

Ciemna strona rozstań

 

- Najgorsze jest poczucie bycia samej. Nie można liczyć na to, że ten ktoś pojawi się wieczorem czy za kilka godzin. Cokolwiek by się działo, na przykład dziecko trafiło do szpitala, ma się świadomość, że jest się zdanym tylko na siebie - mówi Marta Szefler, mama dwójki dzieci i żona managera, który przez kilka lat pracował w innym mieście.

 

Osamotnienie odczuwają nie tylko osoby pozostające na miejscu, które mogą przecież liczyć na wsparcie rodziny czy znajomych. Dotyczy także osób, które wyjeżdżają, szczególnie daleko, do innego kraju. Tam są oderwane nie tylko od swoich bliskich, ale także wrzucone w inne środowisko i inną kulturę, a to obniża poziom poczucie bezpieczeństwa i wymaga procesu adaptacji. - Pierwsze tygodnie były najtrudniejsze - mówi Izabela Trzcielińska, która spędziła kilka miesięcy w Anglii bez rodziny, zanim ściągnęła do siebie męża i synka. - Wszystko było dla mnie nowe, nieznane. Czułam się tak, jakbym zaczęła nowe życie, zupełnie sama. Start ułatwiło mi to, że miałam mieszkanie, pracę i znałam angielski.

 

Najtrudniej jest osobom pozbawionym stałych elementów odniesienia. Doświadczają tego kierowcy TIR-ów czy marynarze, którzy nie zagrzewają nigdzie miejsca na dłużej, zmieniają załogi i kraje, przez które podróżują.

 

 

Bolesna niepewność

 

To, co trapi rozstające się na dłużej pary, to także obawa, czy partner dochowa wierności. Czy nie pojawi się pokusa poszukania kogoś, kto zapełni - przynajmniej czasowo - puste miejsce po nieobecnym.

 

- Wokół takich związków krąży wiele nieprawdziwych mitów i stereotypów, dotyczących właśnie zdrady. Tymczasem związek pomiędzy zdradą a rozłąką jest wyolbrzymiony. Przecież niewierni są także partnerzy, którzy nigdzie nie wyjeżdżają - mówi dr Peplińska. - Niestety, wiara w stereotypy potęguje niepewność u samych partnerów i wywołuje specyficzne zachowania: zaborczość, nadmierną zazdrość, a nawet obsesyjne myśli dotyczące niewierności partnera. Niepewność dopada nie tylko osoby, które pozostają na miejscu. Rozterki mają również ci, którzy są daleko. Prowadzi to do specyficznych zachowań: kontrolowania partnera przez telefon, sprawdzania, czy dojechał do pracy, z kim jest, co robi. Obarczane zazdrością osoby różnie sobie z tym radzą. Badania dotyczące żon marynarzy pokazują, że część kobiet, aby przeciwdziałać zazdrości męża, pod jego nieobecność asekuracyjnie ogranicza liczbę swoich kontaktów towarzyskich nawet z rodziną i przyjaciółmi, choć stanowi to dla nich naturalne wsparcie w okresie osamotnienia.

 

Od czego zależy poczucie zaufania do partnera? To złożone zagadnienie. Od cech osobowości partnerów, od historii ich związku, ale, generalnie, wiele mówi o ich więzi emocjonalnej. Im bliższa, tym łatwiej nie poddać się czarnym spekulacjom. - Często i długo rozmawialiśmy przez telefon. Mój mąż się śmiał, że nawet, gdyby był z kimś w łóżku, ten ktoś by uciekł, bo potrafiłam zadzwonić o czwartej nad ranem z powodu złego snu. Ale być może dzięki temu zawsze byliśmy ze sobą blisko - mówi Marta Szefler.

 

 

Ciężkie powroty

 

Nie tylko czas rozłąki jest trudny, powroty też bywają niełatwe. Wyjeżdżający partner po jakimś czasie staje się w domu bardziej gościem niż domownikiem. A goście, wiadomo, są mile widziani, ale na krótko. Przyjazd partnera, który na co dzień nie uczestniczy w rodzinnych rytuałach, zaburza ustalony porządek i rodzi konflikty. Okazuje się, że buty stoją nie tam, gdzie powinny. Nie ma zgody, o której godzinie dzieci mają pójść spać, bo stęskniony tata chętnie im pobłaża, a mama chce podtrzymać codzienną dyscyplinę. Partner nawykły, że w domu rządzi się sam, źle reaguje, gdy drugi zaczyna wprowadzać swoje zmiany. Przyzwyczajeni do różnych rytmów dnia znów muszą zgrać się w jeden. Czasem oboje mają problem, by przyzwyczaić się do siebie na nowo. Dlatego po chwilach radości u wielu osób pojawia się tęsknota: kiedy on wyjedzie? Wtedy wszystko wreszcie wróci do „normy".

 

Długie rozstania sprawiają, że partnerzy zmieniają się pod wpływem doświadczeń, ale każde osobno, z dala od siebie. Każdy dzień niesie coś nowego - w pracy, w domu. Dzieci dorastają, pojawiają się nowe problemy, zdarzenia, które wpływają na całą rodzinę. Jeśli ktoś nie jest na bieżąco, może poczuć, że już nie pasuje do tej układanki. Na szczęście współczesne technologie umożliwiają łączność, nawet jeśli jest się bardzo daleko. - Od samego początku dbaliśmy o codzienny kontakt między sobą. Najpierw pisaliśmy maile, później codziennie rozmawialiśmy przez Skype'a. Wiedziałam o wszystkim, co działo się u moich chłopaków, a oni u mnie. Przez to nie czuliśmy się tacy od siebie oddaleni - wspomina Izabela Trzcielińska.

 

 

„Niedzielni" rodzice

 

Jeśli wyjeżdżający partner jest rodzicem, jego nieobecność wpływa także na dzieci i ich wzajemną relację. Według dr Peplińskiej często się zdarza, że pod wpływem rozłąki układy rodzinne wchodzą w pewne sztywne schematy, a ich członkowie przyjmują charakterystyczne role, nie do końca dla nich korzystne. I tak „niedzielny" tata często przybiera postawę „egzekutora" - głowy rodziny, która rozlicza z przewinień i rozwiązuje wszystkie nieprzyjemne sprawy, które nawarstwiły się podczas jego nieobecności. To buduje jego nie najlepsze kontakty z dziećmi, ale bywa wygodne dla mamy, która czeka na niego z rozwiązywaniem problemów: „Zobaczysz, jak przyjedzie tata, to zrobi z tobą porządek".

 

Czasem ojciec wchodzi w rolę „Świętego Mikołaja", który obdarowuje prezentami, rozpieszcza, ale unika spornych kwestii. To równie niekorzystna sytuacja, bo sprawia, że relacja jest wprawdzie miła, ale mało autentyczna. Często współgra z tym postawa mamy, która oszczędza męża: „Nie mówmy o tym tacie, po co ma się denerwować". Niestety, wtedy ona przejmuje rolę „egzekutora". Dzieci uczą się komunikować głównie z nią i wykluczają ojca z wielu ważnych spraw. Na dłuższą metę, żadna z tych strategii nie jest dobra.



Szczęśliwe zakończenia?

 

Partnerzy, którzy doświadczają długotrwałej rozłąki, odnajdują także jej pozytywne strony.

 

- Nie grozi nam nuda, bo nie ma kiedy. Gdy partner wraca do domu tylko na weekend, trudno się sobą znużyć - mówi Marta Szefler. Rozstania sprzyjają podtrzymywaniu namiętności, zafascynowania sobą, związek ma szansę zachować wciąż wysoką temperaturę.

 

Ale według dr Peplińskiej tylko niewielki odsetek małżeństw może mówić o pozytywnych konsekwencjach takiego stylu życia. U większości, im dłużej i częściej trwa rozłąka, tym więcej jest negatywnych skutków: postępujący rozpad więzi emocjonalnej i satysfakcji ze związku. Bywa i tak, że relacja nie wytrzymuje próby, następuje definitywne rozstanie, separacja, rozwód. Komu udaje się wyjść z tego cało?

 

- Wiele zależy od osobowości partnerów, jakości ich relacji, gdy zakładali związek i gdy decydowali się na rozłąkę. Jednak sukces takich par to zawsze wynik wspólnej ciężkiej pracy, wielu wyrzeczeń i kompromisów. Innymi słowy, trzeba się napracować, żeby się udało - mówi dr Peplińska.

 

Izabela Trzcielińska wspomina: - Byliśmy pewni swojej miłości i tego, czemu służy rozstanie - przygotowaniu gruntu pod nasze dalsze wspólne życie. Dlatego rozłąka, zamiast oddalić, jeszcze bardziej nas zbliżyła.

 

Konsultacja - dr Aleksandra Peplińska, psycholog z Uniwersytetu Gdańskiego.

 

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze