W pułapce tolerancji

W ostatnim czasie możemy zaobserwować swoistą modę na bycie tolerancyjnym. Tymczasem wiele przykładów – zarówno tych, które znamy z mediów, jak i tych z najbliższego otoczenia – pokazuje, z jaką łatwością przychodzi nam nadużywać tego pojęcia. Rozmowa z Tomaszem Jarmużem psychoterapeutą, współzałożycielem toruńskiego Ośrodka Psychoterapii i Rozwoju Osobistego „PRO”.

Czy możemy paść ofiarą własnej tolerancji?


Zwykle deklarujemy się jako osoby tolerancyjne. Nie tolerujemy (sic!) osób nietolerancyjnych.


Czy rzeczywiście tolerancja ma same dobre strony?


Tolerancja jest rzeczywiście modnym pojęciem. I dobrze, bo przecież dzięki tej postawie możemy lepiej funkcjonować wśród innych. Ważne jest to, abyśmy mieli w sobie przestrzeń do przyjmowania poglądów czy zachowań innych osób, nawet jeśli są one dla nas obce, niezrozumiałe, czy też po prostu się z nimi nie zgadzamy. Według jednej ze współczesnych koncepcji filozoficznych, jaką jest postmodernizm, nie istnieje coś takiego jak obiektywna rzeczywistość. Osoby oglądające ten sam obraz mogą mieć skrajnie różne wrażenia, przemyślenia i przekonania na jego temat. Ktoś będzie bardzo chciał go mieć na własność, ktoś inny zaś w życiu nie powiesiłby go na swojej ścianie. Ile osób, tyle sposobów postrzegania rzeczywistości. W takiej różnorodności powinna być więc przestrzeń na przyjmowanie odmienności innych. Taki sposób myślenia jest podstawą społeczeństwa demokratycznego.


Czy to zawsze dobre?


Ryzyko pojawia się wówczas, kiedy tolerancja zaczyna mieć znamiona obojętności, od której jest już tylko krok do krzywdy. Obojętności na to, że np. osobę innej narodowości ktoś wyzywa od „brudasów” czy „czarnuchów”, uznając jego prawo do rasistowskich zachowań.


Jakie są zatem granice tolerancji? Kto je ustala?


Każdy z nas ma osobiste granice tolerancji będące wynikiem wychowania, samodzielnie zbudowanego systemu poglądów i norm, naszej indywidualnej wyjątkowości. Mnie na przykład trudno jest tolerować przejawy skrajnych form przemocy wobec dzieci. Gdybym miał pracować z pacjentem, który wyrażałby jawnie tego typu poglądy i nie byłby gotów do refleksji nad nimi, to prawdopodobnie nie mógłbym mu dobrze pomagać, ponieważ utraciłbym niezbędną w terapii postawę neutralności. Zaproponowałbym mu wówczas pracę z innym terapeutą, u którego temat ten nie uruchamia takich reakcji.

Granice tolerancji są także wynikiem norm, jakie ustala dana grupa narodowościowa, społeczna, etniczna czy religijna, w której żyjemy. W niektórych krajach dopuszczane, a nawet sankcjonowane prawnie są rozwiązania, które w innych społeczeństwach są nie do pomyślenia (przykładem mogą tu być kwestie stosunku np. wobec odmiennych preferencji seksualnych, dostępności do miękkich narkotyków, a nawet – jak ostatnio w Szwajcarii – dyskutowany temat związków kazirodczych). Wobec przekraczania pewnych norm jest jednak prawie wszędzie postawiona granica. Granica ta ustalona przez prawo określa kary za dopuszczenie się zachowań uznawanych powszechnie jako przestępstwa. Są to m.in. zabójstwo, kradzież itp. W sytuacjach, gdy naruszenie powszechnie obowiązujących norm życia społecznego jest w miarę oczywiste, nie prowadzi się dyskusji na temat tolerancji wobec tych zachowań (nie ma np. wątpliwości że ktoś, kto świadomie popełnił morderstwo, powinien ponieść za to karę).

Jest jednak sporo przypadków, które wywołują ciągle żywą dyskusję na temat tego, czy określone zachowania należy tolerować, czy też postawić wobec nich jasną granicę (np. prawo par homoseksualnych do wychowywania dzieci, prawo do decydowania o własnej śmierci czy prawo kobiet do aborcji). Pewne granice naszej tolerancji są wypracowywane w toku ścierania się różnych poglądów, co do zakresu ludzkiej wolności i jej wpływu na innych ludzi.


Czy tolerancja oznacza to samo co akceptacja?


Słowo tolerancja wywodzi się od łac. czasownika „tolerare”, co oznacza „znosić, wytrzymać, przecierpieć”. Akceptacja z kolei pochodzi od słowa „acceptatio”, co oznacza dosłownie „przyjmowanie, wyrażanie zgody, aprobatę”. Tolerować zatem to nie to samo, co akceptować. Tolerancja oznacza bowiem, że możemy przyjmować czyjeś poglądy czy zachowania, mimo że sami ich nie podzielamy, nie podobają się nam, nie zachowywalibyśmy się w ten sposób. Uznajemy jednak, że inni mają do nich prawo i nie podejmujemy działań, aby zmusić ich np. przemocą do zmiany.

Tolerancja jest bardzo dobrym podłożem do konstruktywnych dyskusji, w których często odmienne poglądy mogą się ze sobą ścierać, przy zachowaniu jednak wzajemnego, bazowego szacunku. Akceptacja to jednak coś więcej. Jest to nie tylko przyjmowanie czyichś poglądów, ale często też ich podzielanie, sprzyjanie im. Akceptujemy to, z czym sami często się zgadzamy. Akceptacja to przestrzeń, w której drugi człowiek może rozwijać swoją indywidualność, swój potencjał w poczuciu, że jest przyjmowany takim jakim jest, nawet mimo słabości.

Autor: Karina Bonowicz

Komentarze