Uzdrowiska na rozdrożu?

Sanatoria powoli zamieniają się w prywatne hotele, a ich goście to coraz częściej nie pacjenci, a turyści.

Rozmowa z prof. dr hab. Ireną Ponikowską z Katedry i Kliniki Balneologii Collegium Medicum z siedzibą w Ciechocinku, Krajowym Konsultantem w Dziedzinie Balneologii i Medycyny Fizykalnej, prezes Polskiego Towarzystwa Balneologicznego i Medycyny Fizykalnej.

 

 

Czy znana jest liczba chorych korzystających z lecznictwa uzdrowiskowego? Podejrzewam, że jest ich wielu...

 

Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, rokrocznie z lecznictwa uzdrowiskowego korzysta około 300 tys. osób. Pobyty są całkowicie lub częściowo finansowane przez NFZ. Do tego trzeba dodać pacjentów prywatnych, którzy płacą pełną sumę za pobyt w uzdrowisku. Stanowią oni 15-20 proc. kuracjuszy. Około 10 proc. to osoby korzystające z rehabilitacji przedrentowej ZUS.

Czym konkretnie zajmuje się leczenie uzdrowiskowe? Nie jest to przypadkiem forma wczasów dofinansowywana przez NFZ?
Na pewno nie. Lecznictwo uzdrowiskowe zajmuje się leczeniem chorób przewlekłych w różnych stadiach rozwoju choroby. Istnieje 18 kierunków leczniczych. Dzięki pobytowi w określonym uzdrowisku i odpowiedniemu leczeniu stan zdrowia chorego poprawia się, zmniejszają się dolegliwości i ogólnie poprawia się ich jakość życia. Pacjent dochodzi do zdrowia.
Ile, na tę chwilę, mamy w Polsce uzdrowisk?
W naszym kraju jest 45 miejscowości ze statusem uzdrowiska. Wszystkie spełniają określone kryteria: muszą posiadać naturalne surowce lecznicze, specjalistyczne urządzenia lecznictwa uzdrowiskowego i odpowiednią kadrę. W każdej z tych miejscowości są zakłady lecznictwa uzdrowiskowego. W Polsce jest ich ponad 300.
Do kogo należą owe zakłady? Ponoć ostatnimi czasy zmieniają właścicieli?
Bywa różnie. Właścicielami są spółki oraz osoby prywatne, lecz także spółki państwowe. Ale rzeczywiście mamy też do czynienia z postępującą prywatyzacją.
I coraz mniej jest „państwowych uzdrowisk", co wywołuje lęk w naszym społeczeństwie. Od lat są prywatyzowane i zmieniają swój profil, najczęściej na hotele typu spa. Prywatni właściciele likwidują też dziecięce zakłady lecznicze, bo są zbyt drogie. Liczą na bogatych klientów i są to raczej turyści niż pacjenci. Poza tym mają na pewno inną, często lepszą ofertę hotelową, przez co mogą realizować potrzeby rynku. Jak ocenia to zjawisko pani, prezes Polskiego Towarzystwa Balneologicznego i Medycyny Fizykalnej?
To fakt, że zakłady lecznictwa uzdrowiskowego zamieniają się w prywatne hotele. Przykładowo w Ciechocinku były zakład przyrodoleczniczy jest teraz hotelem. A jeszcze do niedawna 26 spółek państwowych było prawdziwą lokomotywą lecznictwa uzdrowiskowego. To tam byli kierowani najciężej chorzy, to tam była właściwa opieka i najlepsza kadra. Kilka lat temu znowelizowano ustawę i postanowiono, że pozostanie niesprywatyzowanych jedynie sześć spółek państwowych. I tak powinno być, ale już wiadomo, że wszystkie spółki czeka prywatyzacja. I z tych 20 spółek państwowych wiele już zostało sprywatyzowanych, pozostałe są w trakcie przejmowania przez osoby prywatne.
Podobno trzytygodniowy pobyt w państwowym sanatorium w Busku Zdroju kosztuje chorego około 600 złotych, zaś w prywatnym Nałęczowie prawie 3 tys. zł. Ogromna różnica. Jednak w Niemczech i innych krajach europejskich, tylko 80 proc. uzdrowisk jest w rękach prywatnych, a piecza nad pozostałymi 20 proc. pozostaje w gestii państwa.
Dlatego z pomysłem pełnej prywatyzacji walczą i związki zawodowe, i lekarze. Walczą, bo ten pomysł może oznaczać smutny koniec lecznictwa uzdrowiskowego, które rozwijało się w naszym kraju przez setki lat. Mamy 650 specjalistów z podwójną specjalizacją, bo zarówno z balneologii i medycyny fizykalnej, jak i klinicznej. Mamy 23 profesorów i mnóstwo publikacji, wydajemy własne czasopismo naukowe „Acta Balneologica". Jesteśmy wysoko oceniani na świecie. Jest to wielki dorobek wielu pokoleń. Właśnie jadę na kongres balneologiczny do Chin, gdzie będę mówiła o walorach polskiego lecznictwa uzdrowiskowego. Szkoda byłoby to zaprzepaścić.
Pobyt w uzdrowisku jest refundowany przez NFZ, ale i pacjent ponosi pewne koszty. Niestety, nie pozwalają one na unowocześnianie sanatoriów, które często nie mogą sprostać prywatnej konkurencji. Bywają więcej niż skromne, a czasami nawet biedne. Wiele z nich upada lub upadnie, jeżeli nie znajdzie się prywatny inwestor.
Ważne jest, aby nowy właściciel kontynuował działalność leczniczą. Medycyna kosztuje. I jeżeli ktoś bogaty i zdrowy chce pojechać na weekend do spa, to dobrze. Jednak jest mnóstwo chorych ludzi, choćby z cukrzycą i jej powikłaniami. Zmniejszamy ich dolegliwości, dobieramy właściwą insulinę, a nawet zmieniamy dotychczasowe leczenie. A także edukujemy. Po każdym leczeniu chorego w uzdrowisku widzimy poprawę. Leczenie to nie jest drogie. Trzy tygodnie pobytu chorego w uzdrowisku kosztują w przybliżeniu tyle, co jeden dzień leczenia w szpitalu uniwersyteckim.
Jak kształtują się ceny za pobyt w sanatorium?
Obowiązuje współfinansowanie. Lżej chorzy pacjenci w sanatoriach płacą za każdy dzień swojego pobytu. Nie uiszczają opłat za leczenie, ale z własnej kieszeni muszą pokryć koszty zakwaterowania. Ta suma wynosi około 20 zł, jest jednak zależna od standardu ośrodka. W okresie wakacyjnym ceny są wyższe. Świadczenia zdrowotne są wykupywane przez NFZ także w prywatnych zakładach, ale Fundusz płaci niewiele i nikt tam nie będzie zajmował się chorym nie przynoszącym dochodu.
A pobyt w szpitalu uzdrowiskowym jest płatny?
Pacjent za szpital nie płaci. Są do niego kierowani ciężko chorzy ludzie, po ostrych incydentach, także po wypadkach.
Kto wydaje skierowanie na leczenie uzdrowiskowe?
Lekarz rodziny, poradnia i szpital. Skierowania są przesyłane do NFZ, który wykupuje świadczenia zdrowotne w różnych jednostkach. Kieruje także ZUS, w ramach prewencji rentowej i wówczas chory nie ponosi żadnych kosztów.
Kto może otrzymać skierowanie?
Chorzy cierpiący na różne dolegliwości, zgodnie z ustalonymi wskazaniami. Kuracja uzdrowiskowa polega na stosowaniu bodźców leczniczych odpowiednio dawkowanych, by wzmocnić organizm. Duże efekty przynosi leczenie bólów stawowych czy dolegliwości naczyniowych. Można rozluźnić mięśnie, usprawnić chorych po ciężkich chorobach neurologicznych, zlikwidować obrzęki, wyrównać cukrzycę, a także obniżyć poziom stresu. Jednym słowem, poprawić jakość życia chorego.
Kuracjusze wracają z uzdrowiska zdrowsi?
Są jak nowo narodzeni, mają mniejsze dolegliwości. I dobrze by było, aby każdy chory, który kwalifikuje się do leczenia uzdrowiskowego, mógł korzystać z niego co roku. Niestety, nie ma na to pieniędzy.
Z naszej rozmowy wynika, że leczenie uzdrowiskowe znajduje się na rozdrożu. I nikt za bardzo nie wie, jak będzie ono wyglądać za kilka czy kilkanaście lat. Ma pani jakąś wizję?
Lecznictwo uzdrowiskowe przechodzi zawirowanie, ale całkowicie nie upadnie. Przetrwało całe wieki i dalej będzie się rozwijać, bo jest potrzebne. Przede wszystkim jest skuteczne i nie powoduje skutków ubocznych.

 

 

Rozmowa z prof. dr hab. Ireną Ponikowską z Katedry i Kliniki Balneologii Collegium Medicum z siedzibą w Ciechocinku, Krajowym Konsultantem w Dziedzinie Balneologii i Medycyny Fizykalnej, prezes Polskiego Towarzystwa Balneologicznego i Medycyny Fizykalnej.

 

 

Czy znana jest liczba chorych korzystających z lecznictwa uzdrowiskowego? Podejrzewam, że jest ich wielu...

 

Według danych Narodowego Funduszu Zdrowia, rokrocznie z lecznictwa uzdrowiskowego korzysta około 300 tys. osób. Pobyty są całkowicie lub częściowo finansowane przez NFZ. Do tego trzeba dodać pacjentów prywatnych, którzy płacą pełną sumę za pobyt w uzdrowisku. Stanowią oni 15-20 proc. kuracjuszy. Około 10 proc. to osoby korzystające z rehabilitacji przedrentowej ZUS.

 

 

Czym konkretnie zajmuje się leczenie uzdrowiskowe? Nie jest to przypadkiem forma wczasów dofinansowywana przez NFZ?

 

Na pewno nie. Lecznictwo uzdrowiskowe zajmuje się leczeniem chorób przewlekłych w różnych stadiach rozwoju choroby. Istnieje 18 kierunków leczniczych. Dzięki pobytowi w określonym uzdrowisku i odpowiedniemu leczeniu stan zdrowia chorego poprawia się, zmniejszają się dolegliwości i ogólnie poprawia się ich jakość życia. Pacjent dochodzi do zdrowia.

 

 

Ile, na tę chwilę, mamy w Polsce uzdrowisk?

 

W naszym kraju jest 45 miejscowości ze statusem uzdrowiska. Wszystkie spełniają określone kryteria: muszą posiadać naturalne surowce lecznicze, specjalistyczne urządzenia lecznictwa uzdrowiskowego i odpowiednią kadrę. W każdej z tych miejscowości są zakłady lecznictwa uzdrowiskowego. W Polsce jest ich ponad 300.

 

 

Do kogo należą owe zakłady? Ponoć ostatnimi czasy zmieniają właścicieli?

 

Bywa różnie. Właścicielami są spółki oraz osoby prywatne, lecz także spółki państwowe. Ale rzeczywiście mamy też do czynienia z postępującą prywatyzacją.

 

 

I coraz mniej jest „państwowych uzdrowisk", co wywołuje lęk w naszym społeczeństwie. Od lat są prywatyzowane i zmieniają swój profil, najczęściej na hotele typu spa. Prywatni właściciele likwidują też dziecięce zakłady lecznicze, bo są zbyt drogie. Liczą na bogatych klientów i są to raczej turyści niż pacjenci. Poza tym mają na pewno inną, często lepszą ofertę hotelową, przez co mogą realizować potrzeby rynku. Jak ocenia to zjawisko pani, prezes Polskiego Towarzystwa Balneologicznego i Medycyny Fizykalnej?

 

To fakt, że zakłady lecznictwa uzdrowiskowego zamieniają się w prywatne hotele. Przykładowo w Ciechocinku były zakład przyrodoleczniczy jest teraz hotelem. A jeszcze do niedawna 26 spółek państwowych było prawdziwą lokomotywą lecznictwa uzdrowiskowego. To tam byli kierowani najciężej chorzy, to tam była właściwa opieka i najlepsza kadra. Kilka lat temu znowelizowano ustawę i postanowiono, że pozostanie niesprywatyzowanych jedynie sześć spółek państwowych. I tak powinno być, ale już wiadomo, że wszystkie spółki czeka prywatyzacja. I z tych 20 spółek państwowych wiele już zostało sprywatyzowanych, pozostałe są w trakcie przejmowania przez osoby prywatne.

 

 

Podobno trzytygodniowy pobyt w państwowym sanatorium w Busku Zdroju kosztuje chorego około 600 złotych, zaś w prywatnym Nałęczowie prawie 3 tys. zł. Ogromna różnica. Jednak w Niemczech i innych krajach europejskich, tylko 80 proc. uzdrowisk jest w rękach prywatnych, a piecza nad pozostałymi 20 proc. pozostaje w gestii państwa.

 

Dlatego z pomysłem pełnej prywatyzacji walczą i związki zawodowe, i lekarze. Walczą, bo ten pomysł może oznaczać smutny koniec lecznictwa uzdrowiskowego, które rozwijało się w naszym kraju przez setki lat. Mamy 650 specjalistów z podwójną specjalizacją, bo zarówno z balneologii i medycyny fizykalnej, jak i klinicznej. Mamy 23 profesorów i mnóstwo publikacji, wydajemy własne czasopismo naukowe „Acta Balneologica". Jesteśmy wysoko oceniani na świecie. Jest to wielki dorobek wielu pokoleń. Właśnie jadę na kongres balneologiczny do Chin, gdzie będę mówiła o walorach polskiego lecznictwa uzdrowiskowego. Szkoda byłoby to zaprzepaścić.

 

 

 

 

Pobyt w uzdrowisku jest refundowany przez NFZ, ale i pacjent ponosi pewne koszty. Niestety, nie pozwalają one na unowocześnianie sanatoriów, które często nie mogą sprostać prywatnej konkurencji. Bywają więcej niż skromne, a czasami nawet biedne. Wiele z nich upada lub upadnie, jeżeli nie znajdzie się prywatny inwestor.


Ważne jest, aby nowy właściciel kontynuował działalność leczniczą. Medycyna kosztuje. I jeżeli ktoś bogaty i zdrowy chce pojechać na weekend do spa, to dobrze. Jednak jest mnóstwo chorych ludzi, choćby z cukrzycą i jej powikłaniami. Zmniejszamy ich dolegliwości, dobieramy właściwą insulinę, a nawet zmieniamy dotychczasowe leczenie. A także edukujemy. Po każdym leczeniu chorego w uzdrowisku widzimy poprawę. Leczenie to nie jest drogie. Trzy tygodnie pobytu chorego w uzdrowisku kosztują w przybliżeniu tyle, co jeden dzień leczenia w szpitalu uniwersyteckim.

 

 

Jak kształtują się ceny za pobyt w sanatorium?

 

Obowiązuje współfinansowanie. Lżej chorzy pacjenci w sanatoriach płacą za każdy dzień swojego pobytu. Nie uiszczają opłat za leczenie, ale z własnej kieszeni muszą pokryć koszty zakwaterowania. Ta suma wynosi około 20 zł, jest jednak zależna od standardu ośrodka. W okresie wakacyjnym ceny są wyższe. Świadczenia zdrowotne są wykupywane przez NFZ także w prywatnych zakładach, ale Fundusz płaci niewiele i nikt tam nie będzie zajmował się chorym nie przynoszącym dochodu.

 

 

A pobyt w szpitalu uzdrowiskowym jest płatny?

 

Pacjent za szpital nie płaci. Są do niego kierowani ciężko chorzy ludzie, po ostrych incydentach, także po wypadkach.

 

 

Kto wydaje skierowanie na leczenie uzdrowiskowe?

 

Lekarz rodziny, poradnia i szpital. Skierowania są przesyłane do NFZ, który wykupuje świadczenia zdrowotne w różnych jednostkach. Kieruje także ZUS, w ramach prewencji rentowej i wówczas chory nie ponosi żadnych kosztów.

 

 

Kto może otrzymać skierowanie?

 

Chorzy cierpiący na różne dolegliwości, zgodnie z ustalonymi wskazaniami. Kuracja uzdrowiskowa polega na stosowaniu bodźców leczniczych odpowiednio dawkowanych, by wzmocnić organizm. Duże efekty przynosi leczenie bólów stawowych czy dolegliwości naczyniowych. Można rozluźnić mięśnie, usprawnić chorych po ciężkich chorobach neurologicznych, zlikwidować obrzęki, wyrównać cukrzycę, a także obniżyć poziom stresu. Jednym słowem, poprawić jakość życia chorego.

 

 

Kuracjusze wracają z uzdrowiska zdrowsi?

 

Są jak nowo narodzeni, mają mniejsze dolegliwości. I dobrze by było, aby każdy chory, który kwalifikuje się do leczenia uzdrowiskowego, mógł korzystać z niego co roku. Niestety, nie ma na to pieniędzy.

 

 

Z naszej rozmowy wynika, że leczenie uzdrowiskowe znajduje się na rozdrożu. I nikt za bardzo nie wie, jak będzie ono wyglądać za kilka czy kilkanaście lat. Ma pani jakąś wizję?

 

Lecznictwo uzdrowiskowe przechodzi zawirowanie, ale całkowicie nie upadnie. Przetrwało całe wieki i dalej będzie się rozwijać, bo jest potrzebne. Przede wszystkim jest skuteczne i nie powoduje skutków ubocznych.

Autor: Bożenna Szymańska

Komentarze