Uwielbiam polską golonkę

Uwielbiam waszą golonkę, w Polsce jest miękka, bo gotowana. Od czasu do czasu pozwalam sobie również na porcję polskich pierogów. Rozmowa z Kurtem Schellerem.

Pracował pan w Egipcie, Kuwejcie, na Jamajce i w większości krajów Europy. Na dobre osiadł pan jednak w naszym kraju. Dlaczego?


Z prostego powodu: Polacy mnie zaakceptowali. Tutaj nareszcie poczułem się u siebie. Polska jest moją nową ojczyzną. Ważne było również to, że kiedy przyjąłem pracę w hotelu Sheraton, nikt mi nie mówił, co mam gotować, a czego nie. Miało być smaczne i przyciągające gości. Innych warunków mi nie stawiano. Dla kucharza taka wolność jest bardzo ważna.


Później przez 5 lat prowadził pan własną restaurację w hotelu Rialto w Warszawie. Świetnie prosperowała, a pan ją zamknął. Gdzie tu logika?


Nie da się robić wszystkiego naraz. Zawsze marzyłem o stworzeniu akademii gotowania. Kiedy w końcu mi się to udało i interes zaczął się rozkręcać, musiałem dokonać wyboru: albo restauracja, albo Akademia Kurta Schellera. Uznałem, że Akademia ma większy potencjał.


Czyli więcej pan zarobi?


Nie chodzi o pieniądze. Prowadzę zajęcia z dwoma kategoriami ludzi. Pierwsi to profesjonalni kucharze. Praca z nimi daje frajdę, ale nie do końca, ponieważ oni są - mówiąc najdelikatniej - mało otwarci na nowe doświadczenia kulinarne. Wydaje się im, że wszystko już potrafią, więc po co mają się uczyć czegoś nowego? W dodatku z wielkim trudem znoszą słowa krytyki. Co innego amatorzy. Ci w gotowanie wkładają tyle serca, tak bardzo chcą się uczyć, tak bardzo się cieszą z każdej potrawy, która im wyszła, że praca z nimi to czysta przyjemność! Obserwując rozwój ich kunsztu, wiem, że podjąłem dobrą decyzję.


Zna pan kuchnie całego świata. Które są najbardziej inspirujące?


Bardzo lubię kuchnię azjatycką, ponieważ jest to kuchnia fast foodowa.


Przecież to niezdrowe!


Zdrowe, zdrowe. Mówi się nawet, że Azjaci się lepiej odżywiają niż my, Europejczycy. Pod warunkiem, że mają co jeść. Chodzi o to, że azjatyckie potrawy przyrządza się bardzo szybko. Wystarczy na chwilę wrzucić warzywa na mocno rozgrzaną patelnię i gotowe! Zaletą kuchni azjatyckiej jest również świeżość. Tam nie ma mrożonek, bo w domach nie ma zamrażarek. Zycie Azjatów toczy się wokół jedzenia, tak jak u Francuzów. Często zapraszają do siebie gości, lubią dla nich przyrządzać potrawy i biesiadować.


A my, Polacy, lubimy?


Życie Polaków coraz częściej skupia się wokół stołu, co szczególnie mnie cieszy - rośnie zainteresowanie gotowaniem wśród panów. W mojej Akademii jest ich coraz więcej. Są tacy, którzy twierdzą, że gotują lepiej od kobiet. Kobiety zazwyczaj gotują to, co potrafią, czyli to, czego się nauczyły od babci i mamy. Nie twierdzę, że źle gotują, ale na mój gust mężczyźni mają więcej fantazji. Lubią eksperymentować w kuchni.


A propos kobiet. Ciotka pana miała piekarnię i cukiernię. Czy to Właśnie tam zaczęła się pana przygoda Kulinarna?


Chleba piec nie potrafię, ale u ciotki nabyłem umiejętności cukiernika. Specjalizowałem się w kremach, deserach, lodach i zajmowałem się dekoracją ciast. Zdecydowałem się jednak zostać kucharzem.


Miewał pan szalone pomysły w czasach młodości?


Pewnego razu postanowiłem zrobić wycieczkę rowerową wzdłuż Lazurowego Wybrzeża. W 10 dni przejechałem je tam i z powrotem. Dziennie robiłem 200-250 km. Wtedy miałem kondycję.


A dziś? Jak pan dba o kondycję i zdrowie?


Niestety, obecnie nie należę do osób wysportowanych. Za mało się ruszam, a za dużo stoję na nogach.


Jak odżywia się szef kuchni? Czy liczy pan kalorie?


Prawie każdy kucharz odżywia się fatalnie. Kucharze jedzą trzema palcami. Tego trochę spróbują, później tamtego ... Pod koniec dnia można czuć się najedzonym, ale to nie ma nic wspólnego z normalnym spożywaniem posiłków.


A pan co jada najchętniej?


Kanapki. Bardzo je lubię. Również dlatego, że mogę je jeść na stojąco lub przechodząc ze stanowiska do stanowiska.


Czy w polskiej kuchni ma pan jakąś ulubioną potrawę?


Uwielbiam waszą golonkę.


Przecież golonka, czyli słynna "Schweinshaxe", jest też specjałem w Szwajcarii i w Niemczech.


Ale tam ona jest bardziej chrupiąca, a w Polsce jest miękka, bo gotowana. Od czasu do czasu pozwalam sobie również na porcję polskich pierogów.

Autor: Alexandra Machera

Komentarze