Uśmiech bez kamienia

"Zabiegi skalingu i porady fachowców nie wystarczą, najważniejsza jest codzienna higiena" - mówi o walce z kamieniem nazębnym stomatolog Piotr Bartkowiak.

Nasze zęby pokrywają się stale na nowo płytką nazębną, od wiodącego jej składnika zwaną też bakteryjną. Osad nie wyróżnia się kolorem, jest miękki i łatwy do usunięcia. Jeśli jednak pozwalamy, żeby płytka pozostawała na zębach, w szybkim czasie staje się idealnym siedliskiem dla wytrącających się ze śliny soli mineralnych. - Taki zwapniały nalot to właśnie kamień nazębny - wyjaśnia Piotr Bartkowiak, stomatolog z Poznania. - W porowatej strukturze zmineralizowanej płytki gromadzą się kolejne bakterie, ich metabolity, resztki jedzenia. Nadbudowują się następne pokłady soli i osad rozrasta się.


Kamień jest twardy i ściśle przylega do powierzchni zębów. Może się odkładać na koronach, a także przy szyjkach i korzeniach poniżej linii dziąseł.


To brzydkie i niebezpieczne

Widocznym od razu efektem kamienia są nieestetyczne przebarwienia. Kolor zależy od tego, co spożywamy, ponieważ szorstki osad łatwo chłonie inne substancje. Szczególnie niekorzystnie wpływają kawa, herbata, czerwone wino, a także dym papierosowy. Powstałe przebarwienia, aż po ciemnobrązowe, mogą występować na zębach i dziąsłach.
Prócz problemów kosmetycznych pacjentom z kamieniem grożą też konsekwencje niebezpieczne dla zdrowia. Bakterie zgromadzone bezpośrednio przy zębie żywią się nieusuniętymi resztkami pokarmów. Wytwarzają kwasy niszczące szkliwo, w następstwie czego powstaje próchnica.
Z kolei kamień poddziąsłowy prowadzi do paradontozy, czyli niebezpiecznego zapalenia tkanek przyzębia otaczających ząb i utrzymujących go na właściwym miejscu. Jak rozpoznać chorobę? Niepokojące są wszelkie zmiany w wyglądzie dziąseł: zaczerwienienie, krwawienie, obrzęk. Bakterie zalegające między zębem a dziąsłem sprawiają, że dziąsło obniża się odsłaniając szyjki. Zalegające, gnijące części żywności wywołują nieświeży oddech. Zapalenie i niszczenie tkanki łączącej zęby z kością prowadzi ostatecznie do ich rozchwiania i wypadania. Choroba potrafi latami rozwijać się bezobjawowo.


Szczotkuj, nitkuj i kontroluj

Odkładanie płytki nazębnej to proces naturalny, któremu nie jesteśmy w stanie przeciwdziałać. Należy regularnie ją usuwać, dzięki czumu możemy bronić się przed kamieniem.


- Zęby najlepiej szczotkować po każdym posiłku, ze względu na tempo narastania kamienia, minimum to dwa razy dziennie - zaleca stomatolog Piotr Bartkowiak. - Powinniśmy zwrócić uwagę, by dokładnie czyścić całe powierzchnie wszystkich zębów. Często nawykowo pacjenci omijają przy szczotkowaniu wybrane partie uzębienia, należy zapytać o to w gabinecie podczas rutynowej kontroli. Oddzielnej uwagi wymagają przestrzenie międzyzębowe, z oczyszczeniem których nie poradzimy sobie za pomocą szczoteczki. Płytka bakteryjna, choć jeszcze niezmineralizowana, przylega już do zębów na tyle mocno, że możemy ją usunąć jedynie mechanicznie. Przy higienie jamy ustnej uzupełnieniem szczoteczki powinna więc być nić dentystyczna. Samo przepłukanie wodą jamy ustnej bezpośrednio po wypiciu kawy czy czerwonego wina, pomoże nam usunąć nieprzylegające jeszcze do zębów barwiące substancje. Nie zastąpi jednak szczotkowania ani nitkowania, wodą nawet pod sporym ciśnieniem nie uda się usunąć płytki.
Część past do zębów ogranicza wapnienie płytki dzięki zawartości pirofosforanów, warto też wybierać pasty antybakteryjne. W walce z drobnoustrojami pomagają płyny do płukania ust. Przydają się też gumy bez cukru, które zwiększają wydzielanie śliny, dzięki czemu jama ustna zostaje szybciej oczyszczona z resztek jedzenia. Pamiętajmy, że narastanie kamienia i jego niekorzystny wpływ można ograniczyć, walcząc i z bakteriami, i z resztkami pożywienia, będącymi dla bakterii pożywką.


Specjalista zainterweniuje

Powstały już kamień nazębny należy usuwać. Służy temu rutynowy zabieg skalingu. W miejsce tradycyjnej praktyki ręcznego zdrapywania skalerem obecnie popularniejsze są piaskowanie i wykorzystanie ultradźwięków, pacjenci mogą korzystać również z usuwania m.in. chemicznego czy laserowego. Zależnie od osobniczych przypadków, zabiegi zalecane są raz na rok, pół roku, a w przypadku amatorów kawy czy palenia częściej.
- Skaling jest bezbolesny i bezpieczny, wymaga jednak precyzji i dlatego zabiegowi należy poddawać się wyłącznie w gabinecie, próbując robić to samodzielnie narażamy się na uszkodzenie szkliwa i dziąseł - zapewnia Bartkowiak. - Rolą stomatologa jest prowadzenie badań kontrolnych, najlepiej raz na pół roku, w razie potrzeby wykonujemy skaling i oczywiście udzielamy indywidualnych porad. Jednak kluczowa w walce z kamieniem jest systematyczność i sumienność w codziennym, samodzielnym dbaniu o higienę.


Inny problem - halitoza

Mówi się o nim różnie: fetor ex ore, fetor oris, oral matador, halitoza. Ale obojętnie jakiej nazwy użyjemy, oznaczać będzie zawsze to samo: nieprzyjemny zapach z ust, wstydliwy problem, z którym - podobno - boryka się okresowo aż 80 procent ludzkości! Okresowo? Ano tak, przykry oddech może pojawiać się na przykład tylko po posiłku, męczyć nas przez cały dzień albo raz na jakiś czas - wiosną, parę razy w roku, raz na kilka lat. I to nie tylko nas, a może nawet przede wszystkim otoczenie, naszych znajomych, klientów, pracodawców. Zaatakowany halitozą rzadko bowiem czuje, że coś jest nie tak z jego oddechem, a o tym, że ma problem, domyśla się, gdy rozmówca kiedy się nachylamy ku niemu, odsuwa się, krzywi, a ukochana unika pocałunków.


Od zębów do języka

U większości ludzi przykry zapach z ust pojawia się rano, zaraz po przebudzeniu. Podczas snu bowiem zmniejsza się wydzielanie śliny, która jest naturalnym środkiem bakteriobójczym, a bakterii w jamie ustnej jest sporo (specjaliści mówią o 500 różnych szczepach). Zmniejszona ilość śliny sprzyja więc rozwojowi flory bakteryjnej, a ta nie ma przyjemnego zapachu. Ale spokojnie, tym nie musimy się martwić, tak po prostu jest i już. No, chyba że po rannym umyciu zębów lub protezy, bo na niej też mnożą się bakterie, nieświeży oddech nie ustąpi. Jeśli tak się dzieje, koniecznie należy umówić się na wizytę u stomatologa.


Najczęściej bowiem, bo aż w ponad 80 procentach, przyczyna halitozy tkwi w zaniedbanej higienicznie jamie ustnej. Próchnica, choroby dziąseł, zapalenie śluzówki, grzybica np. po kuracji antybiotykami oraz nalot na tylnej części języka, gdzie mnożą się bakterie beztlenowe - wszystkim tym przypadłościom może towarzyszyć nieprzyjemna woń. Wszystkich też - oprócz nalotu na języku - pomoże pozbyć się nam dentysta (język powinniśmy czyścić sami, specjalną szczoteczką, którą mają po zewnętrznej stronie niektóre szczoteczki do zębów).

A co, gdy wyjdziemy już z gabinetu? To proste: nie zapomnijmy o myciu zębów rano (przed śniadaniem), po każdym posiłku i wieczorem. Nie zapomnijmy też o nitkowaniu zębów i płukaniu jamy ustnej specjalnymi płynami (lepiej wybierać te bezalkoholowe). No i oczywiście nie możemy zapomnieć o tylnej części języka.

Rada na koniec

By odświeżyć oddech, zamiast miętówek czy gumy do żucia, warto zaopatrzyć się w tabletki z cynkiem. Jony cynku wchodzą bowiem w reakcję z odpowiedzialnymi za przykry zapach lotnymi związkami siarki i eliminując je z organizmu, usuwają przyczynę nieświeżego oddechu. Cynk ma też działanie bakteriobójcze.

I jeszcze jedno: jeżeli nie jesteśmy pewni, czy nasz oddech aby na pewno nie przypomina oddechu smoka, możemy poddać się badaniom, które stwierdzą, jak jest. Służy do tego urządzenie przypominające alkomat. Jak działa to cudo? Halimetr, bo to o nim mowa, mierzy w wydychanym powietrzu stężenie lotnych związków siarki, które są produktami bakterii beztlenowych gromadzących się w jamie ustnej.
(JG)

Autor: Marlena Przybył

Komentarze