Ukryj znamiona przed słońcem

Kąpiele słoneczne niosą – oprócz  przyjemności – pewne niebezpieczeństwo. Dotyczy to zwłaszcza posiadaczy jasnej karnacji i licznych znamion. Co prawda, odsetek znamion ulegających złośliwieniu jest niewielki, ale lepiej dmuchać na zimne i nie wystawiać ich na słońce.

Rozmowa z dr. Sławomirem Urbanowskim, dermatologiem


Zdarzyło się kiedyś panu, że zjawił u pana pacjent z jakimś drobnym problemem dermatologicznym, a pan dostrzegł u niego zmianę na skórze, która mogła być czerniakiem?


Zdarzyło się, ale najczęściej zgłaszają się pacjenci zaniepokojeni znamionami w celu sprawdzenia, czy wszystko jest w porządku.


Więc to słuszny pogląd: łączenie występowania czerniaka z opalaniem się?


Lekarze już od lat biją na alarm, że taka zależność istnieje. Prawidłowość tę dostrzeżono już dawno. W latach 70. ubiegłego wieku w Australii zauważono na przykład, że lawinowo wzrosła tam liczba zachorowań na czerniaka, u co drugiego mieszkańca antypodów podejrzewano raka skóry. A wszystko dlatego, że byli to przeważnie potomkowie irlandzkich emigrantów, którzy mają wyjątkowo bladą cerę. A takie osoby bardzo źle znoszą ostre słońce.


Wystarczy jasna karnacja, by wzrastało zagrożenie czerniakiem?


Tak, choć czerniak najczęściej wykształca się ze znamion, które mamy na ciele. To może dotyczyć zmian, które mamy „od zawsze”, ale i takich, które dopiero co dostrzegliśmy. Z góry chciałbym jednak zastrzec, że nie można popadać w panikę. Statystyki medyczne mówią, że w czerniaka przekształca się jedno na 200 tys. znamion. Każdy z nas ma ich na ciele co najmniej kilka. Jest i druga strona medalu – czerniak pojawić może się i na wolnym od znamion fragmencie skóry. Powinniśmy więc bacznie przyglądać się znamionom, pamiętając o jeszcze jednej prawidłowości. U kobiet ryzykowne zmiany to najczęściej te ulokowane na nogach, u mężczyzn – znajdujące się na ramionach bądź plecach.


Które znamiona są niebezpieczne?


Nie wszystkie znamiona są jednakowo „podejrzane”. Niegroźne są na ogół narośla duże i wypukłe, „kalafiorowate”, które mamy na ciele przez wiele lat. Choć szpecą, to rzadko ulegają zezłośliwieniu, więc nie należy się ich obawiać. Jeśli decydujemy się na ich usunięcie, przeważają zwykle względy estetyczne lub umiejscowienie zmian tam, gdzie narażone są na urazy, pocieranie. Są to podeszwy stóp i owłosiona skóra na głowie, ale także okolice odbytu i narządów płciowych.

Szczególnie uważnie powinniśmy kontrolować tzw. znamiona atypowe, a więc takie, które mają ponad pół centymetra średnicy i nierówny, postrzępiony brzeg. Często są one asymetryczne, a w momencie uzłośliwienia zaczynają się przebarwiać, rozrastać, zmieniać strukturę. Mogą swędzić i krwawić.


Czerniak ma bardzo złą opinię. W potocznej opinii uchodzi za raka niedającego się wyleczyć.


To nieprawda. Czerniak wykryty we wczesnej fazie, gdy nie naciekł w głąb skóry więcej niż 1,5 mm, daje szansę wyleczenia. Najskuteczniejsze jest wycięcie zmiany wraz z niewielkim fragmentem otaczającej ją skóry, by mieć pewność, że usunięto całe ognisko raka. Znacznie lepiej jest jednak dbać o skórę, zanim pojawią się kłopoty. Przed nadchodzącym latem warto pomyśleć więc przede wszystkim o ochronie skóry przed słońcem. Wyjątkowo uważać powinny osoby, które mają na ciele wiele znamion, jasną cerę lub chorych na czerniaka w rodzinie. Najlepiej, gdyby po prostu nie opalały się, ale na promieniowanie będą narażone i tak. Wśród Europejczyków najbardziej na czerniaka narażeni są… Norwegowie. Nie Włosi czy Hiszpanie, którzy żyją na obszarze nasłonecznionym, gdzie lato trwa znacznie dłużej niż w innych rejonach Europy. Norwegowie przyjmują jednak duże dawki promieni, także tych odbitych od śniegu. Chodzą też chętnie do solarium.


Jak często powinniśmy więc badać znamiona?


Tu nie ma reguły. Postępowanie każdego powinno być uzależnione od sposobu reagowania jego skóry na słońce i od trybu życia. Osoba o śniadej karnacji, z małą liczbą znamion, niechodząca do solarium i do tego preferująca wypoczynek bez leżenia na plaży może rzadziej zaglądać do lekarza. Każdy z nas powinien jednak co pewien czas znaleźć chwilę na wizytę u dermatologa. Jeśli nie mamy obciążeń genetycznych, znamion lub jakichkolwiek innych, niepokojących symptomów, zdecydować się na nią powinniśmy raz na dwa lata. Nowoczesne metody diagnostyczne pozwalają bezinwazyjnie odróżnić łagodne znamię od zmiany nowotworowej z dokładnością niemal 90 proc. Badanie, nazywane dermatoskopią cyfrową, wykonuje się za pomocą specjalnego urządzenia, które umożliwia przyjrzenie się skórze z 20-, a nawet 100-krotnym powiększeniem. Co ważne, w jego pamięci zostają wcześniejsze obrazy, przy powtórnym badaniu łatwo więc porównać ewentualne różnice w wyglądzie zmian.


Mamy narzędzie, ale chyba nie korzystamy z niego zbyt często, skoro w Polsce śmiertelność z powodu czerniaka jest bardzo wysoka.


Niestety, nie badamy znamion zbyt chętnie. Gdyby było inaczej, nie mielibyśmy wyleczalności czerniaka na poziomie 44 proc., ale – jak w Australii – sięgałaby ona 90 proc. Większość aktualnie chorych osób to kobiety, które intensywnie opalały się w latach 80. ubiegłego wieku. Zadaniem stosowanych wówczas specyfików na opalanie była nie ochrona skóry przed nadmiernym promieniowaniem, ale głównie jej nawilżenie. Takie kremy dostępne są na rynku do dziś, część osób chętnie ich używa, bo tak robiły kiedyś i zawsze miały ładną opaleniznę. Dwadzieścia parę lat temu te kobiety miały po 20 lat i bardzo dbały o swój wygląd. Dziś są po czterdziestce i stanowią w Polsce dominującą grupę wśród chorych na czerniaka. Drugą stanowią 70-letni mężczyźni. Jednak 5 chorych na 100 stanowią nastolatki poniżej 15 roku życia.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze