Uczymy się uczuć

Emocje towarzyszą nam od chwili narodzin. Pierwszym krzykiem dziecko sygnalizuje, że zaczyna czuć i objawiać swoje emocje. Ale zanim nauczy się je rozumieć i wyrażać w inny sposób, czeka je dużo nauki.



Emocje towarzyszą nam od chwili narodzin. Pierwszym krzykiem dziecko sygnalizuje, że zaczyna czuć i objawiać swoje emocje. Ale zanim nauczy się je rozumieć i wyrażać w inny sposób, czeka je dużo nauki.
Bez emocji nie ma życia. Są czymś, w co wyposażyła nas natura, byśmy przeżyli. Mówią nam, czy coś jest dla nas dobre, czy złe. Ciepły, czuły głos matki budzi radość i poczucie bezpieczeństwa. Gniewny i obcy wyzwala strach (to może być ktoś, kto chce nas skrzywdzić). Emocje skłaniają nas do działania - lgnięcia, ucieczki, obrony lub ataku. Mijając na ulicy grupę agresywnych wyrostków, czujemy strach, który być może skłoni nas do pójścia inną drogą. Czerpiąc przyjemność z bycia w czyimś towarzystwie, będziemy dążyć, by przebywać z tą osobą częściej. To emocje sprawiają, że zawieramy przyjaźnie, zaczynamy kochać. Dążymy do czegoś lub czegoś unikamy.
Choć od chwili narodzin jesteśmy istotami czującymi, nie rodzimy się od razu z całym repertuarem emocji. W ciągu życia nabieramy umiejętności różnicowania ich, nazywania i wyrażania w taki sposób, który umożliwia nam życie w społeczeństwie. Towarzyszą nam w tym najpierw rodzice, potem inni opiekunowie, nauczyciele i rówieśnicy. Wpływają na nas wrodzone cechy naszego charakteru, temperament. Podlegamy różnym doświadczeniom życiowym. To sprawia, że nie jesteśmy jednakowi ani pod względem odczuwania, ani wyrażania emocji. I różnie radzimy sobie podczas nauki na „uniwersytecie uczuć".
Małe jest inne
Emocje dziecka różnią się zasadniczo od emocji dorosłych. Niedojrzały układ nerwowy sprawia, że jego reakcje są gwałtowne i krótkotrwałe. Dziecko silnie reaguje na bodźce zarówno pozytywne, jak i negatywne, balansując między skrajnymi zachowaniami. W jednej chwili płacze, za moment się śmieje, choć łzy jeszcze nie wyschły na policzkach. Impulsywne, reaguje niewspółmiernie do wywołujących emocje bodźców. Uzewnętrznia je całym ciałem, głosem, mimiką, słowami, co dla dorosłych bywa czasem trudne do zniesienia. Wystarczy sobie przypomnieć dwulatka podczas ataku złości. Do mniej więcej końca okresu przedszkolnego dziecko słabo kontroluje swoje emocje. Stopniowo nabiera samokontroli na początku okresu szkolnego. Życie emocjonalne dziecka (i spokój rodziców) zostaje zachwiane ponownie w okresie dojrzewania, gdy zaczyna się burza hormonów.
Rozwój emocjonalny dziecka przebiega skokowo. Okresy, w których dziecko nabywa nowe umiejętności i jest bardziej opanowane, przeplatają się z takimi, kiedy wydaje się cofać do faz poprzednich - znów jest labilne emocjonalnie, łatwo ulega skrajnym nastrojom. Pozorny regres jest naturalny, poprzedza kolejny krok do przodu. W rozwoju dziecka fazy łatwiejsze (w odbiorze rodziców) następują na przemian z trudniejszymi.
„Dziedziczenie" uczuć
Sposobów, w jakie dziecko uzewnętrznia emocje, uczy się w dużej mierze przez naśladowanie. Obserwuje ważne osoby ze swego otoczenia. Co robi mama, gdy się złości, a co tata? Impulsywni, wybuchowi rodzice mają mniejsze szanse na wychowanie spokojnego potomka niż ci, którzy sami reagują spokojnie. Dziecko ma skłonność do przyswajania takich sposobów reagowania, jakie obserwuje w otoczeniu, bo takie zna najlepiej. Każda rodzina ma swoje „ulubione" wzorce emocjonalne. Widoczne są one nie tylko w intensywności reakcji (na przykład wybuchowość versus zrównoważenie), ale także w preferowaniu pewnych emocji (na przykład poczucia winy jako uczucia dominującego) lub niechęci do ich wyrażania (na przykład złości). Złość w niektórych rodzinach jest postrzegana jako emocja niepożądana, zła, której nie powinno się okazywać. Jej członkowie mniej lub bardziej świadomie unikają wszelkich jej przejawów i tak modelują zachowanie dziecka, żeby ono również uczyło się ją tłumić („Podnosisz głos na ojca? Spotka cię ciężka kara!"). Czasem, wypieraną emocją bywa radość („Z czego się tak cieszysz? Nie ma powodów do radości!"). Unikanie wyrażania emocji ma tendencję do uogólniania i z czasem może prowadzić do trudności z jej rozpoznawaniem. I tak, dziecko, któremu broniono ujawniania złości lub radości, może mieć trudność ze spostrzeganiem, że jest złe lub że odczuwa zadowolenie. A taki mechanizm zubaża je emocjonalnie i może prowadzić do zaburzeń nerwicowych.
Zdrowo czuć
Co sprzyja temu, by mały człowiek wyrósł na otwartego i radzącego sobie z emocjami dorosłego? Kluczem do sukcesu jest akceptacja dziecka i reagowanie na jego potrzeby emocjonalne. Kiedy wzrasta w kochającej, akceptującej go rodzinie, może bez lęku wyrażać swoje uczucia, jego opiekunowie pomagają mu je nazywać i pokazują różne możliwości ich wyrażania (najlepiej poprzez własny przykład), ma szansę wyrosnąć na szczęśliwego, szanującego siebie i innych człowieka. W takich warunkach uczy się nie tylko, jak radzić sobie z własnymi emocjami, ale jak odczytywać i rozumieć uczucia innych osób, brać je pod uwagę, dostosowywać do nich. Zauważa, że sam bywa ich sprawcą. Tak rodzą się uczucia wyższe: empatia, poczucie odpowiedzialności, myślenie w kategoriach moralnych.
Akceptacja emocjonalna nie może oznaczać jednak ignorowania złych zachowań. W relacjach rodzice-dziecko w naturalny sposób pojawiają się negatywne emocje. Wychowywane pod kloszem i nie poddawane poważniejszym wymaganiom, nie ma szans na pełen rozwój. Prędzej czy później będzie doznawało frustracji, zetknie się z sytuacjami trudnymi (wyzwania szkolne, zawodowe, nieżyczliwość innych ludzi), do których może być wtedy emocjonalnie nieprzygotowane.
Czasem coś idzie źle
Jak każdy rozwój, także emocjonalny może napotkać niesprzyjające warunki i potoczyć się niekorzystnie dla dziecka. W rodzinach, w których spotyka się ono z brakiem akceptacji, pomiędzy jej członkami panuje niekorzystna atmosfera (alkoholizm, przemoc, kłótnie), stosowane są surowe, nieuwzględniające perspektywy dziecka zasady lub nieprawidłowe wzorce zachowań (na przykład agresja), dziecko zamiast nabierać umiejętności związanych z emocjami, może zmagać się z zaburzeniami nerwicowymi, przejawiać reakcje destrukcyjne. Negatywne emocje, jakich doznaje w domu rodzinnym, sprawiają, że postrzega świat jako wrogi i zagrażający poczuciu bezpieczeństwa. Może stać się lękliwe, wycofane lub odwrotnie - nadmiernie agresywne, borykać się z niskim poczuciem wartości. Jeśli środowisko rodzinne dziecka samo nie poszukuje sposobów na poprawę sytuacji (a często tak właśnie jest), ważną rolę odegrać mogą nauczyciele lub inni opiekunowie dziecka, którzy mogą poszukiwać alternatywnych form pomocy dla niego lub całej rodziny.

Bez emocji nie ma życia. Są czymś, w co wyposażyła nas natura, byśmy przeżyli. Mówią nam, czy coś jest dla nas dobre, czy złe. Ciepły, czuły głos matki budzi radość i poczucie bezpieczeństwa. Gniewny i obcy wyzwala strach (to może być ktoś, kto chce nas skrzywdzić). Emocje skłaniają nas do działania - lgnięcia, ucieczki, obrony lub ataku. Mijając na ulicy grupę agresywnych wyrostków, czujemy strach, który być może skłoni nas do pójścia inną drogą. Czerpiąc przyjemność z bycia w czyimś towarzystwie, będziemy dążyć, by przebywać z tą osobą częściej. To emocje sprawiają, że zawieramy przyjaźnie, zaczynamy kochać. Dążymy do czegoś lub czegoś unikamy.

 

Choć od chwili narodzin jesteśmy istotami czującymi, nie rodzimy się od razu z całym repertuarem emocji. W ciągu życia nabieramy umiejętności różnicowania ich, nazywania i wyrażania w taki sposób, który umożliwia nam życie w społeczeństwie. Towarzyszą nam w tym najpierw rodzice, potem inni opiekunowie, nauczyciele i rówieśnicy. Wpływają na nas wrodzone cechy naszego charakteru, temperament. Podlegamy różnym doświadczeniom życiowym. To sprawia, że nie jesteśmy jednakowi ani pod względem odczuwania, ani wyrażania emocji. I różnie radzimy sobie podczas nauki na „uniwersytecie uczuć".

 

 

Małe jest inne

 

Emocje dziecka różnią się zasadniczo od emocji dorosłych. Niedojrzały układ nerwowy sprawia, że jego reakcje są gwałtowne i krótkotrwałe. Dziecko silnie reaguje na bodźce zarówno pozytywne, jak i negatywne, balansując między skrajnymi zachowaniami. W jednej chwili płacze, za moment się śmieje, choć łzy jeszcze nie wyschły na policzkach. Impulsywne, reaguje niewspółmiernie do wywołujących emocje bodźców. Uzewnętrznia je całym ciałem, głosem, mimiką, słowami, co dla dorosłych bywa czasem trudne do zniesienia. Wystarczy sobie przypomnieć dwulatka podczas ataku złości. Do mniej więcej końca okresu przedszkolnego dziecko słabo kontroluje swoje emocje. Stopniowo nabiera samokontroli na początku okresu szkolnego. Życie emocjonalne dziecka (i spokój rodziców) zostaje zachwiane ponownie w okresie dojrzewania, gdy zaczyna się burza hormonów.

 

Rozwój emocjonalny dziecka przebiega skokowo. Okresy, w których dziecko nabywa nowe umiejętności i jest bardziej opanowane, przeplatają się z takimi, kiedy wydaje się cofać do faz poprzednich - znów jest labilne emocjonalnie, łatwo ulega skrajnym nastrojom. Pozorny regres jest naturalny, poprzedza kolejny krok do przodu. W rozwoju dziecka fazy łatwiejsze (w odbiorze rodziców) następują na przemian z trudniejszymi.

 

 

„Dziedziczenie" uczuć

 

Sposobów, w jakie dziecko uzewnętrznia emocje, uczy się w dużej mierze przez naśladowanie. Obserwuje ważne osoby ze swego otoczenia. Co robi mama, gdy się złości, a co tata? Impulsywni, wybuchowi rodzice mają mniejsze szanse na wychowanie spokojnego potomka niż ci, którzy sami reagują spokojnie. Dziecko ma skłonność do przyswajania takich sposobów reagowania, jakie obserwuje w otoczeniu, bo takie zna najlepiej. Każda rodzina ma swoje „ulubione" wzorce emocjonalne. Widoczne są one nie tylko w intensywności reakcji (na przykład wybuchowość versus zrównoważenie), ale także w preferowaniu pewnych emocji (na przykład poczucia winy jako uczucia dominującego) lub niechęci do ich wyrażania (na przykład złości).

 

Złość w niektórych rodzinach jest postrzegana jako emocja niepożądana, zła, której nie powinno się okazywać. Jej członkowie mniej lub bardziej świadomie unikają wszelkich jej przejawów i tak modelują zachowanie dziecka, żeby ono również uczyło się ją tłumić („Podnosisz głos na ojca? Spotka cię ciężka kara!"). Czasem, wypieraną emocją bywa radość („Z czego się tak cieszysz? Nie ma powodów do radości!"). Unikanie wyrażania emocji ma tendencję do uogólniania i z czasem może prowadzić do trudności z jej rozpoznawaniem. I tak, dziecko, któremu broniono ujawniania złości lub radości, może mieć trudność ze spostrzeganiem, że jest złe lub że odczuwa zadowolenie. A taki mechanizm zubaża je emocjonalnie i może prowadzić do zaburzeń nerwicowych.

Zdrowo czuć

 

Co sprzyja temu, by mały człowiek wyrósł na otwartego i radzącego sobie z emocjami dorosłego? Kluczem do sukcesu jest akceptacja dziecka i reagowanie na jego potrzeby emocjonalne. Kiedy wzrasta w kochającej, akceptującej go rodzinie, może bez lęku wyrażać swoje uczucia, jego opiekunowie pomagają mu je nazywać i pokazują różne możliwości ich wyrażania (najlepiej poprzez własny przykład), ma szansę wyrosnąć na szczęśliwego, szanującego siebie i innych człowieka. W takich warunkach uczy się nie tylko, jak radzić sobie z własnymi emocjami, ale jak odczytywać i rozumieć uczucia innych osób, brać je pod uwagę, dostosowywać do nich. Zauważa, że sam bywa ich sprawcą. Tak rodzą się uczucia wyższe: empatia, poczucie odpowiedzialności, myślenie w kategoriach moralnych.

 

Akceptacja emocjonalna nie może oznaczać jednak ignorowania złych zachowań. W relacjach rodzice-dziecko w naturalny sposób pojawiają się negatywne emocje. Wychowywane pod kloszem i nie poddawane poważniejszym wymaganiom, nie ma szans na pełen rozwój. Prędzej czy później będzie doznawało frustracji, zetknie się z sytuacjami trudnymi (wyzwania szkolne, zawodowe, nieżyczliwość innych ludzi), do których może być wtedy emocjonalnie nieprzygotowane.

 

 

Czasem coś idzie źle

 

Jak każdy rozwój, także emocjonalny może napotkać niesprzyjające warunki i potoczyć się niekorzystnie dla dziecka. W rodzinach, w których spotyka się ono z brakiem akceptacji, pomiędzy jej członkami panuje niekorzystna atmosfera (alkoholizm, przemoc, kłótnie), stosowane są surowe, nieuwzględniające perspektywy dziecka zasady lub nieprawidłowe wzorce zachowań (na przykład agresja), dziecko zamiast nabierać umiejętności związanych z emocjami, może zmagać się z zaburzeniami nerwicowymi, przejawiać reakcje destrukcyjne. Negatywne emocje, jakich doznaje w domu rodzinnym, sprawiają, że postrzega świat jako wrogi i zagrażający poczuciu bezpieczeństwa. Może stać się lękliwe, wycofane lub odwrotnie - nadmiernie agresywne, borykać się z niskim poczuciem wartości. Jeśli środowisko rodzinne dziecka samo nie poszukuje sposobów na poprawę sytuacji (a często tak właśnie jest), ważną rolę odegrać mogą nauczyciele lub inni opiekunowie dziecka, którzy mogą poszukiwać alternatywnych form pomocy dla niego lub całej rodziny.

Bez emocji nie ma życia. Są czymś, w co wyposażyła nas natura, byśmy przeżyli. Mówią nam, czy coś jest dla nas dobre, czy złe. Ciepły, czuły głos matki budzi radość i poczucie bezpieczeństwa. Gniewny i obcy wyzwala strach (to może być ktoś, kto chce nas skrzywdzić). Emocje skłaniają nas do działania - lgnięcia, ucieczki, obrony lub ataku. Mijając na ulicy grupę agresywnych wyrostków, czujemy strach, który być może skłoni nas do pójścia inną drogą. Czerpiąc przyjemność z bycia w czyimś towarzystwie, będziemy dążyć, by przebywać z tą osobą częściej. To emocje sprawiają, że zawieramy przyjaźnie, zaczynamy kochać. Dążymy do czegoś lub czegoś unikamy.

 

Choć od chwili narodzin jesteśmy istotami czującymi, nie rodzimy się od razu z całym repertuarem emocji. W ciągu życia nabieramy umiejętności różnicowania ich, nazywania i wyrażania w taki sposób, który umożliwia nam życie w społeczeństwie. Towarzyszą nam w tym najpierw rodzice, potem inni opiekunowie, nauczyciele i rówieśnicy. Wpływają na nas wrodzone cechy naszego charakteru, temperament. Podlegamy różnym doświadczeniom życiowym. To sprawia, że nie jesteśmy jednakowi ani pod względem odczuwania, ani wyrażania emocji. I różnie radzimy sobie podczas nauki na „uniwersytecie uczuć".

 

 

Małe jest inne

 

Emocje dziecka różnią się zasadniczo od emocji dorosłych. Niedojrzały układ nerwowy sprawia, że jego reakcje są gwałtowne i krótkotrwałe. Dziecko silnie reaguje na bodźce zarówno pozytywne, jak i negatywne, balansując między skrajnymi zachowaniami. W jednej chwili płacze, za moment się śmieje, choć łzy jeszcze nie wyschły na policzkach. Impulsywne, reaguje niewspółmiernie do wywołujących emocje bodźców. Uzewnętrznia je całym ciałem, głosem, mimiką, słowami, co dla dorosłych bywa czasem trudne do zniesienia. Wystarczy sobie przypomnieć dwulatka podczas ataku złości. Do mniej więcej końca okresu przedszkolnego dziecko słabo kontroluje swoje emocje. Stopniowo nabiera samokontroli na początku okresu szkolnego. Życie emocjonalne dziecka (i spokój rodziców) zostaje zachwiane ponownie w okresie dojrzewania, gdy zaczyna się burza hormonów.

 

Rozwój emocjonalny dziecka przebiega skokowo. Okresy, w których dziecko nabywa nowe umiejętności i jest bardziej opanowane, przeplatają się z takimi, kiedy wydaje się cofać do faz poprzednich - znów jest labilne emocjonalnie, łatwo ulega skrajnym nastrojom. Pozorny regres jest naturalny, poprzedza kolejny krok do przodu. W rozwoju dziecka fazy łatwiejsze (w odbiorze rodziców) następują na przemian z trudniejszymi.

 

 

„Dziedziczenie" uczuć

 

Sposobów, w jakie dziecko uzewnętrznia emocje, uczy się w dużej mierze przez naśladowanie. Obserwuje ważne osoby ze swego otoczenia. Co robi mama, gdy się złości, a co tata? Impulsywni, wybuchowi rodzice mają mniejsze szanse na wychowanie spokojnego potomka niż ci, którzy sami reagują spokojnie. Dziecko ma skłonność do przyswajania takich sposobów reagowania, jakie obserwuje w otoczeniu, bo takie zna najlepiej. Każda rodzina ma swoje „ulubione" wzorce emocjonalne. Widoczne są one nie tylko w intensywności reakcji (na przykład wybuchowość versus zrównoważenie), ale także w preferowaniu pewnych emocji (na przykład poczucia winy jako uczucia dominującego) lub niechęci do ich wyrażania (na przykład złości).

 

Złość w niektórych rodzinach jest postrzegana jako emocja niepożądana, zła, której nie powinno się okazywać. Jej członkowie mniej lub bardziej świadomie unikają wszelkich jej przejawów i tak modelują zachowanie dziecka, żeby ono również uczyło się ją tłumić („Podnosisz głos na ojca? Spotka cię ciężka kara!"). Czasem, wypieraną emocją bywa radość („Z czego się tak cieszysz? Nie ma powodów do radości!"). Unikanie wyrażania emocji ma tendencję do uogólniania i z czasem może prowadzić do trudności z jej rozpoznawaniem. I tak, dziecko, któremu broniono ujawniania złości lub radości, może mieć trudność ze spostrzeganiem, że jest złe lub że odczuwa zadowolenie. A taki mechanizm zubaża je emocjonalnie i może prowadzić do zaburzeń nerwicowych.

 

Zdrowo czuć

 

Co sprzyja temu, by mały człowiek wyrósł na otwartego i radzącego sobie z emocjami dorosłego? Kluczem do sukcesu jest akceptacja dziecka i reagowanie na jego potrzeby emocjonalne. Kiedy wzrasta w kochającej, akceptującej go rodzinie, może bez lęku wyrażać swoje uczucia, jego opiekunowie pomagają mu je nazywać i pokazują różne możliwości ich wyrażania (najlepiej poprzez własny przykład), ma szansę wyrosnąć na szczęśliwego, szanującego siebie i innych człowieka. W takich warunkach uczy się nie tylko, jak radzić sobie z własnymi emocjami, ale jak odczytywać i rozumieć uczucia innych osób, brać je pod uwagę, dostosowywać do nich. Zauważa, że sam bywa ich sprawcą. Tak rodzą się uczucia wyższe: empatia, poczucie odpowiedzialności, myślenie w kategoriach moralnych.

 

Akceptacja emocjonalna nie może oznaczać jednak ignorowania złych zachowań. W relacjach rodzice-dziecko w naturalny sposób pojawiają się negatywne emocje. Wychowywane pod kloszem i nie poddawane poważniejszym wymaganiom, nie ma szans na pełen rozwój. Prędzej czy później będzie doznawało frustracji, zetknie się z sytuacjami trudnymi (wyzwania szkolne, zawodowe, nieżyczliwość innych ludzi), do których może być wtedy emocjonalnie nieprzygotowane.

 

 

Czasem coś idzie źle

 

Jak każdy rozwój, także emocjonalny może napotkać niesprzyjające warunki i potoczyć się niekorzystnie dla dziecka. W rodzinach, w których spotyka się ono z brakiem akceptacji, pomiędzy jej członkami panuje niekorzystna atmosfera (alkoholizm, przemoc, kłótnie), stosowane są surowe, nieuwzględniające perspektywy dziecka zasady lub nieprawidłowe wzorce zachowań (na przykład agresja), dziecko zamiast nabierać umiejętności związanych z emocjami, może zmagać się z zaburzeniami nerwicowymi, przejawiać reakcje destrukcyjne. Negatywne emocje, jakich doznaje w domu rodzinnym, sprawiają, że postrzega świat jako wrogi i zagrażający poczuciu bezpieczeństwa. Może stać się lękliwe, wycofane lub odwrotnie - nadmiernie agresywne, borykać się z niskim poczuciem wartości. Jeśli środowisko rodzinne dziecka samo nie poszukuje sposobów na poprawę sytuacji (a często tak właśnie jest), ważną rolę odegrać mogą nauczyciele lub inni opiekunowie dziecka, którzy mogą poszukiwać alternatywnych form pomocy dla niego lub całej rodziny.

 

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora

Komentarze