Tykająca bomba zegarowa

Statystyki biją na alarm - stan zdrowia uczniów pozostawia wiele do życzenia. Ponad 80 proc. z nich ma próchnicę, 40 proc. wady postawy, a to dopiero początek długiej listy chorób dzieci w wieku szkolnym.

Dlatego też Polskie Towarzystwo Pediatryczne robi wszystko, aby dla dzieci w wieku szkolnym przywrócić badania profilaktyczne.


Powszechna próchnica

Po raz pierwszy kompleksowe badania przesiewowe PTP przeprowadziło we Wrocławiu. Wyniki nie napawają optymizmem.

- Problemów jest bardzo wiele. Aż ponad 80 procent dzieci ma próchnicę, 40 procent wady postawy, do tego należy doliczyć nierozpoznane alergie, co jest znakiem naszych czasów, nierozpoznane wady serca, choroby nerek, a nawet nowotwory. Jest naprawdę niedobrze - mówi prof. Alicja Chybicka, prezes Polskiego Towarzystwa Pediatrycznego. - Pokarmy są teraz witaminizowane, bogate w związki odżywcze, dzieci szybko przerastają własnych rodziców, ale kiedy na badaniu przede mną staje wysoka dziewczyna czy piękny wysoki chłopak, to ręce mi opadają: krzywe łopatki, płaskostopie, zepsute zęby i całe mnóstwo innych różnych defektów. Jeśli wysoki chłopak chodzi na płaskich stopach, to w przyszłości będzie miał problemy z kręgosłupem. A przecież wystarczą proste działania, tj. odpowiednia wkładka do butów. Ale rodzice wcześniej o tym płaskostopiu muszą się dowiedzieć. To oczywiste, że takie pokolenie nie wyrośnie na zdrowe. Wychowujemy sobie w tej chwili przyszłych rencistów. Co gorsze, kiedy badania przeprowadzano w innych miastach - w Katowicach czy Bydgoszczy - wypadły identycznie.


Zdrowie na drugim planie

Taki stan rzeczy wynika z bardzo słabej opieki medycznej w szkołach. Nacisk kładzie się na naukę oraz wychowanie, zaś kwestie zdrowotne pozostają gdzieś na dalekim planie albo w ogóle o nich się zapomina. Owszem, w szkołach są tzw. higienistki, i - jak zapewnia prezes PTP - wykonują doskonale pracę. Problem w tym, że to za mało. Mogą one co najwyżej zmierzyć dziecko, zważyć i ocenić stan higieny osobistej. Lekarz jest w stanie wykryć defekty i następnie skierować ucznia do specjalisty - ortopedy, alergologa czy kardiologa. Wycofanie w 1994 roku pediatrów z „pierwszej linii frontu", czyli ze szkół, było poważnym błędem, za który zapłacą kolejne pokolenia. Tym bardziej że Polska szkoła wciąż odstaje od światowych standardów pod względem wyposażenia. Wciąż spotkać można placówki, gdzie nie ma sal gimnastycznych, krzesła i ławki są nieprawidłowo wyprofilowane lub zwyczajnie niedostosowane do wzrostu uczniów.


Dziury w systemie

Trzeba też wspomnieć o dziurawym systemie badań profilaktycznych prowadzonych poza szkołami - w placówkach medycznych. W Polsce badane są 2-, 4-, 8-, 10- i 14-latki, kiedy na przykład w Stanach Zjednoczonych w pierwszym roku życia niemowlę badane jest raz w miesiącu, w drugim roku życia dziecko trafia do lekarza raz na kwartał, później zaś raz do roku, aż ukończy 18 lat. Nie oznacza to, że mniej dzieci tam choruje, statystyki wyglądają podobnie. Różnica polega na tym, że schorzenia są szybko rozpoznawane, a więc także szybko leczone.
- Zastanawia mnie jedna kwestia. Państwo pod groźbą kary więzienia zmusza rodziców, aby posyłali dzieci do szkół. Jednak, kiedy uczeń leży na ławce i kaszle, ta kwestia pozostaje już poza sferą zainteresowania państwa - nie kryje irytacji prof. A. Chybicka. - Badania profilaktyczne powinny wrócić do szkół i my, jako towarzystwo, o to zabiegamy


Polopiryna na wszystko

Z przerażeniem w oczach prezes PTP wspomina sytuację, kiedy rozpoczynała we Wrocławiu akcję badań przesiewowych w szkołach. Gdy trafiła do jednej z elitarnych placówek, w tzw. „dobrej dzielnicy miasta", przeżyła szok, gdy zobaczyła listę leków w gabinecie higienistki.

- Ogarnęła mnie czarna rozpacz. Kiedy dziecko przychodziło do higienistki z bólem głowy, dostawało polopirynę, gdy ucznia bolała noga lub brzuch - tak samo. Polopiryna była lekiem na wszystko, bo na więcej leków nie było pieniędzy. Na szczęście po naszych badaniach znalazły się środki na doposażenie szkolnej apteczki - wspomina lekarka.

Zdaniem profesor Chybickiej, istotna jest również świadomość nauczycieli. Powinni oni wiedzieć np. o tym, że w szkole jest dziecko chore na cukrzycę lub uczeń z alergią. Muszą mieć wiedzę, w jaki sposób się zachować w sytuacjach krytycznych, decydujących nawet o życiu ich podopiecznych.


Punkty konsultacyjne

Postulaty PTP są proste - należy przywrócić badania profilaktyczne dla uczniów szkół. Wprowadzenie tego postulatu w życie nie jest jednak proste, ponieważ brakuje pediatrów. Kiedy w 1994 roku wyprowadzono lekarzy ze szkół, nastąpił masowy odwrót studentów od tej specjalizacji. Zainteresowanie powraca teraz, ponieważ rezydentura pediatryczna jest znacznie lepiej płatna. Oznacza to jednak, że pierwszy szereg wykształconych pediatrów wyruszy w Polskę dopiero za 6 lat. Niemniej PTP udało się wywalczyć u minister zdrowia zorganizowanie w miastach tzw. punktów konsultacyjnych, w których pracowaliby pediatrzy. Badania mogłyby odbywać się na dwa sposoby - albo lekarz udawałby się do szkoły, albo niewielkie grupy uczniów przyjmowane byłyby w punkcie konsultacyjnym. Należy tylko trzymać kciuki za to, że uda się znaleźć pediatrów, którzy zechcą tam pracować.


Autor: Jerzy Dziekoński

Komentarze