Tworzę świat swoich marzeń

Bardzo lubię marzyć - układać własne historie i się tam przenosić - rozmowa z aktorką, Jadwigą Gryn.

Skąd wziął się pomysł na aktorstwo - podobno chciałaś archeologię? A to przecież dwa zupełnie różne zawody.


Chciałam studiować archeologię, ponieważ fascynowały mnie inne kraje, podróże, możliwość poznawania kultur, historii, a poza tym mam cechę, którą powinien mieć archeolog - jestem cierpliwa. Myślę, że mogłabym grzebać w ziemi i potem godzinami składać z tych elementów np. wazę lub inne przedmioty. Zaletą takiej żmudnej pracy jest możliwość zagłębienia się w inną rzeczywistość. Bardzo lubię marzyć - układać własne historie i się tam przenosić. Chciałam też zdawać do Akademii Sztuk Pięknych, ale w dzisiejszych czasach ciężko się utrzymać, będąc artysta plastykiem. Poza tym wydawało mi się, że aktorstwo i szansę na połączenie wszystkich moich pasji, że mogę stać się każdym.


- Czy postać Asi w serialu „M jak miłość" jest do Ciebie podobna?


Jest zupełnie inną osobą niż ja. Na szczęście, bo dzięki temu mam pole do manewru. Asia przechodzi metamorfozę. Z infantylnej, nieśmiałej dziewczynki, pod wpływem doświadczeń, które ją spotkały, staje się stopniowo dojrzalsza. Cieszę się, że nie jest cały czas taka sama i przewidywalna.


- Jakbyś określiła swój charakter? Uważasz się za osobę spokojną czy raczej tryskającą energią?


Trudno jest mi jednoznacznie określić mój charakter. Czasami jestem spokojna, zrównoważona, opanowana i wyciszona. Wtedy mogę skupić się na pracy, przygotowywać rolę, czytać, odpoczywać czy medytować. Ale jestem też wulkanem energii. Lubię się bawić, śmiać i rozśmieszać innych. Uprawiam różne rodzaje sportu, które jeszcze bardziej dodają mi energii, czyli wszystkiego po trochu. Raczej określiłabym siebie jako mocną i silną, z temperamentem. Staram się też wsłuchiwać w mój organizm i zachowywać się zgodnie z jego potrzebami.


- Uprawiasz nietypowe dla kobiety sporty. Czy możesz coś o nich opowiedzieć?


Tak, uwielbiam różne sporty. Czy są one nietypowe dla kobiet, to sprawa umowna. Wszystko zaczęło się, gdy byłam mała. Byłam gruba, zezowata, z rudymi kępkami włosów. Nazywali mnie „zdrowa rzepa", bo to było określenie najbardziej do mnie pasujące. Do końca liceum bardziej lubiłam przebywać w gronie moich kolegów niż koleżanek. Nie przepadałam za rozmowami z dziewczynami, bo nie interesowało mnie, jak wyglądałam, jak powinnam się ubierać... W pewnym okresie zaczęłam się zmieniać i wtedy zauważyłam, że ludzie postrzegają mnie jako bardzo spokojną, miłą, nieśmiałą, grzeczną, romantyczną dziewczynkę o długich włosach. Nie mogłam tego znieść i chciałam wszystkim udowodnić, że taka nie jestem. To była moja metoda na pokazanie światu, że jestem inna. Stąd właśnie pojawiła się w moim życiu jazda konna, strzelanie, pływanie, obozy przetrwania, wspinaczka skałkowa i samodzielne podróże.


- Prowadzisz intensywne życie. Czy nie masz kłopotów z wyciszeniem się i zasypianiem?


Generalnie potrzebują dużo snu, 10-12 godzin. Dlatego staram się nie zarywać nocy i przesypiać tyle, ile mój organizm potrzebuje do regeneracji. Ostatnio mam wiele trudnych spraw do rozwiązania. Więc po intensywnym dniu staram się wyciszyć. Przychodzę do domu, włączam nastrojową muzykę, odpowiednie oświetlenie. Potem tylko kąpiel, dobra książka i jestem gotowa do spokojnego snu. Gdy zdarzają się gorsze dni i trudno jest mi się tym sposobem wyciszyć, to znam kilka technik relaksacyjnych, które mi pomagają. Cenię sobie medytacje również podczas wieczornego biegu.


- A imprezowanie?


Nie unikam zabawy, wszystko zależy od tego, co mi jest w danym momencie potrzebne i na co mam ochotę.


- A jeżeli takie techniki również zawiodą?


Wtedy nie wpadam w panikę i nie staram się usnąć na siłę, bo to i tak nic nie da. Po prostu wstaję i robię różne rzeczy, które mogłabym robić w ciągu dnia. Oglądam filmy, te z wyższej półki, czytam książki, sprzątam, maluję, piszę itd.


- A rano budzisz się dopiero po porannej kawie czy masz jakiś inny skuteczny sposób na rozbudzenie się?


Jeżeli mam tego dnia do załatwienia jakieś sprawy, to po przebudzeniu rozpoczynam dzień bardzo energicznie. Potrzebuję kilku minut, żeby być gotowa do wyjścia. Natomiast, gdy nie muszę się nigdzie spieszyć, nie zrywam się łóżka, tylko wszystko robię w zwolnionym tempie i powoli dojrzewam do powitania dnia.


- Podobno dla relaksu zamieniasz się w malarkę. Jaki rodzaj malarstwa fascynuje Cię najbardziej?


Ostatnio coraz mniej maluję. Traktuję to jako zabawę, czasami jako sposób na odreagowanie stresu. Zawód aktora powoduje nagromadzenie wielu emocji i to nie swoich. Maluję więc negatywne uczucia, które mam w sobie. Gdy wszystko jest na kartce, stopniowo przerabiam to na coś pozytywnego, co poprawia mi nastrój.


- A gdy masz dobry nastrój, to co wtedy robisz?


Wtedy wychodzę do ludzi. Chcę się swoją radością dzielić z innymi, zarażać uśmiechem, pozytywną energią. Wtedy jestem dobrym słuchaczem.


- W jaki sposób radzisz sobie z przeciwnościami losu?


Zostałam wychowana w przekonaniu, że dam sobie radę w każdej sytuacji. To zasługa mojej mamy, która wpajała mnie i mojemu rodzeństwu wiarę we własne siły. Dlatego dla mnie jest to sprawa oczywista, że gdy pojawiają się jakieś przeciwności losu, problemy, to je rozwiązuję. Oczywiście miło jest wiedzieć, że można na kogoś liczyć, ale w ostatecznym rozrachunku... no cóż... najlepiej się znam i najlepiej jestem w stanie sobie pomóc. Ponieważ jestem uparta, to gdy problemu nie udaje mi się rozwiązać za pierwszym podejściem, nie zniechęcam się i dotąd próbuję, aż się uda.


- Mieszkasz w Warszawie. Tęsknisz za bliskimi, domem rodzinnym, Tychami, gdzie się wychowałaś?


Bardzo kocham swoją rodzinę, ale dopiero teraz, po prawie siedmiu latach mieszkania poza domem, zaczynam za nimi tęsknić. Tata dał mi poczucie pełnej akceptacji. A mama? Byłam niesamowicie z nią zżyta do 13. roku życia. Była dla mnie najważniejsza. Co powiedziała, to było święte, byłam przekonana, że tak samo myślimy. Rozumiałyśmy się bez słów. I nagle odkryłam, że moja mama nie ma we wszystkim racji, że ja się z nią nie zgadzam. To odkrycie było dla mnie szokiem. Uznałam, że muszę iść swoją drogą i utwierdzić się w przekonaniu, że ja też mogę mieć rację, że dam sobie radę. Rodzice jednak zawsze mi ufali i nie ograniczali moich planów. Mam ogromne wsparcie także ze strony rodzeństwa, co jest dla mnie równie ważne. Zresztą muszę powiedzieć, że rodzina to jest największa siła, którą czuje się przez całe życie.


- Co najbardziej cenisz u innych ludzi? Jest ktoś, podziwiasz i naśladujesz?


U ludzi przede wszystkim cenię szczerość, prostotę, lojalność, uczciwość, umiejętność słuchania oraz chęć bezinteresownej pomocy. Najbardziej chyba podziwiam Janusza Gajosa, który był moim profesorem. On był i jest z całą pewnością moim mentorem, przewodnikiem w zawodzie. Jeżeli chodzi o osoby spoza mojej profesji, to moja mama jest tą osobą, którą cenię najbardziej. Ona mnie nauczyła wszystkiego, co jest najbardziej wartościowe dla mnie jako człowieka. Sama jest bardzo mądra. Całe życie studiuje i rozwija się. Jest jedynym fachowcem w Polsce ze swojej dziedziny z takim doświadczeniem. A zajmuje się dziećmi głęboko upośledzonymi, autystycznymi, z porażeniem mózgowym.


- Jakie masz marzenia związane z karierą



Moim największym marzeniem jest dostać pracę w teatrze warszawskim. Mam ten swój wymarzony, ale nie będę mówiła o nim głośno, żeby nie zapeszyć. Jest to bardzo trudne, ale nie poddaję się. Cały czas próbuję coś robić, rozwijać się. Przymierzam się też do pracy doktorskiej. Będzie ona dotyczyła ustawień hellingerowskich. Jak można je zastosować w spektaklach, co to daje, kto tę technikę stosuje w Polsce itp. Jest to bardzo ciekawy sposób ustawień aktorów w odpowiedniej pozycji ciał, stanowiący swoisty porządek. Ustawiając jakiś problem w systemie, pracując na nim, wywołujemy głębokie, niekontrolowane emocje: płacz, śmiech, totalną nienawiść, rozedrganie itp.


- A marzenia prywatne?


Chciałabym pracując, móc jednocześnie podróżować, zwiedzać świat i miejsca, o których mogę teraz tylko poczytać. Częściowo to marzenie spełniło się w czasie ostatnich wakacji. Przejechaliśmy starym mercedesem prawie całą Europę, po drodze robiąc film o dwójce ludzi, którzy uciekają z kraju i próbują odnaleźć siebie. W czasie tej podróży przeżyliśmy niesamowite przygody. Pewnego dnia w Alpach wybraliśmy krętą drogę na szczyt i gdzieś w jej połowie okazało się, że kończy się nam benzyna. Niestety, nie mieliśmy odwrotu, bo droga była stroma i bardzo wąska. Jadąc ciągle pod górę, modliliśmy się, żeby starczyło nam benzyny. Na szczęście udało się. Gdy już wracaliśmy z góry, okazało się, że zepsuły się nam hamulce i powrotna droga upłynęła nam również na modlitwie, żeby szczęśliwie dojechać - tym razem na dół. Też się udało. To jest właśnie cudowne w podróżach, że człowiek staje oko w oko z sytuacjami, które są trudne do przewidzenia. Nawet moja wyobraźnia może nie nadążyć.

Autor: Małgorzata Jaworska

Komentarze