Trudno dźwigać swoje ciało

Katarzyna ważyła 129 kilogramów. Nieco mniej niż Barbara, która przekroczyła 132 kilogramy. Andrzej nie mógł normalnie żyć przez te swoje 183 kilogramy. Wszyscy schudli dzięki operacji.

Gdy po raz pierwszy spotkałam Katarzynę Woźniak, kadrową w radziejowskim Sanepidzie, ważyła 129 kg. - Jak ja walczyłam z tą nadwagą. Jadłam tabletki, zupki odchudzające, stosowałam wszystkie diety świata. Chudłam najwyżej 2-3 kilogramy, a potem znowu tyłam pięć.

Pani Kasia miała operację 7 listopada 2002 roku. Jeszcze rano, tuż przed zabiegiem, była głodna jak wilk. Po nim głód nagle przestał doskwierać. Do czerwca 2003 roku chudła: - Raz 12, raz 5, raz 8 kilogramów miesięcznie. Jadłam 3-4 razy dziennie, a powinnam 6-7 razy. Ale mi się nie mieściło. Jestem teraz o połowę chudsza! -

Staje przed lustrem kilka razy dziennie i nie może się nadziwić: - Ja to, czy nie ja? Taka jestem ładna, taka szczupła. I wie dobrze, że sama by sobie z tą otyłością nie poradziła.

Barbara Marciniak z Bydgoszczy ważyła 132 kg i mówiła wtedy, że był to wielki ciężar do codziennego noszenia. Już nie mogła z nim żyć, ale ciągle nie potrafiła sobie odmówić chleba ze smalcem i polskiej kiełbasy. A waga szła w górę. Pięć kilo co roku...

Jedynym ratunkiem była operacja, zwana gastroplastyką. I tej operacji podjął się prof. Stanisław Dąbrowiecki ze swoim chirurgicznym zespołem z Collegium Medicum w Bydgoszczy.

Jest rok 2009. Kolejny, w którym prof. Dąbrowiecki z Katedry i Kliniki Chirurgii Ogólnej i Endokrynologicznej w Szpitalu Uniwersyteckim im. Antoniego Jurasza ratuje życie, zdrowie i duszę ludziom bardzo otyłym.

- Jest kilkanaście rodzajów zabiegów i dzielimy je na dwie grupy. Pierwsza ma zmusić pacjenta, aby przyjmował mniej pokarmów, ta druga ma za zadanie skrócić czas kontaktu zjedzonej żywności z przewodem pokarmowym. Dlatego trzeba wyłączyć pewien odcinek przewodu pokarmowego z trawienia.


- Czyli jedzenie przelatuje przez człowieka?

- Tak, przelatuje - uśmiecha się profesor. - Aby zmniejszyć łaknienie wprowadzamy do żołądka balonik. To nie jest zabieg operacyjny, ponieważ balonik wprowadzamy za pomocą endoskopu. Pacjent ma więc w żołądku piłkę, która zmniejsza łaknienie. Przez pół roku może schudnąć kilkanaście kilogramów. Potem balon przekłuwamy i usuwamy z żołądka - profesor tłumaczy, że ten zabieg jest często wstępem do kolejnej operacji, której nie można było przeprowadzić, bo otyły pacjent miał na przykład przepuklinę, a tej przy jego ogromnej wadze nie można było usunąć. Spadek 20 kg za pomocą balonika pozwala na zabieg ratujący życie.

- To także pomoc dla osób, które są skłonne w ciągu sześciu miesięcy zmienić swój sposób odżywiania, czyli po prostu jeść mniej, częściej i nie tak kalorycznie. Jeśli jednak nie zmienią swoich zwyczajów żywieniowych, a my usuniemy balon, to zaczynają znowu tyć, jedząc bez opamiętania.


Zamiast balonika

Można też założyć silikonową opaskę na część żołądka łączącą wpust żołądka z przełykiem. - To także metoda mało inwazyjna - tłumaczy profesor. - Jednak pacjent musi być kontrolowany, aby opaska spełniała swoje zadanie. Ona utrudnia przechodzenie pokarmów i można nią sterować zaciskając lub rozluźniając przez podawanie płynu do jej wnętrza.

Ludzie otyli zazwyczaj cierpią na choroby towarzyszące. Mają cukrzycę, nadciśnienie, choroby stawów, często są niepłodni.

A kiedy jest się otyłym? Profesor tłumaczy: - Sprawdza się wskaźnik BMI, czyli Body Mass Index, dzieląc wagę w kilogramach przez wzrost w metrach do kwadratu. Na przykład kobieta mająca 160 cm wzrostu i ważąca powyżej 74 kg jest już otyła, bo norma dla niej wynosi 62 kg. Natomiast jeśli waży do 74 kg, to ma jedynie nadwagę.- Gdy ta sama osoba waży 87 kg i cierpi na choroby towarzyszące, to kwalifikuje się do operacji zmniejszającej łaknienie. Natomiast pacjenci o wadze 100 kg, nawet bez dodatkowych chorób, mają prawo do operacji - dodaje Stanisław Dąbrowiecki.


- A co jeszcze można zrobić z takim puszystym człowiekiem? -

- Można mu zaproponować gastroplastykę pionową z taśmą ograniczającą, czyli tak zwaną operację Masona. Za pomocą zszywaczy chirurgicznych wydziela się zbiornik o pojemności 30 ml z pierwszej części żołądka. Pokarm wpada do tego zbiorniczka, który się rozciąga i wysyła sygnał do mózgu - jestem najedzony! Trawienie jest spowolnione, ale prawidłowe. Przestaje istnieć problem „nocnej lodówki". Mówi się, że jest to bardziej „operacja na mózgu", bo zmienia sposób myślenia o jedzeniu. Przestaje ono być nałogiem.


Pani Maria

Gdy operowano Marię Jaskólską z Torunia, chemika na emeryturze, ważyła 134 kg. Dziś - na spotkaniu pacjentów prof. Dąbrowieckiego i jego zespołu - mówi, że waży 91 kg i 200 gramów - Zaczęłam tyć w wieku 25 lat, tuż po urodzeniu pierwszego dziecka. Potem przyplątała się cukrzyca. Walczyłam z tą otyłością, ale bezskutecznie. No, ale skoro uważałam, że dzień bez kiełbasy to dzień stracony, to trudno żebym chudła. Z drugiej strony głodziłam się, jeździłam do sanatorium dla otyłych do Ciechocinka. I czułam się coraz bardziej bezradna. Operacja była jedynym ratunkiem i nadzieją.

Pani Maria wreszcie chudnie. Powolutku, ale systematycznie... - Teraz mogę się już oporządzić w toalecie, bo przy wadze 134 kilogramów miałam za krótkie ręce. Biorę też mniejsze dawki insuliny. Chodzę na basen i chce mi się żyć!

Wysoka waga wywołała u pani Marii problemy z kolanami. Ortopedzi radzili wstawienie endoprotez. Teraz mówią, że chyba obejdzie się bez operacji, bo spadek wagi poprawił stan kolan. - Mięsa praktycznie nie jem, może troszkę wędliny. Można powiedzieć, że jem wszystko, ale niewiele. Dziś na śniadanie zjadłam pół tosta, a na obiad cztery malutkie pierożki z twarogiem. Na kolację drugie pół tosta.

Pani Maria przeszła operację polegająca na stworzeniu małego zbiornika z żołądka przy pomocy sztaplerów (wspomnianych przez prof. Dąbrowieckiego chirurgicznych zszywaczy) i podłączeniu jelita do tego nowego żołądka.
- Wówczas znaczna część jelita zostaje wyłączona z trawienia. Pokarm się nie wchłania. Pacjent szybko chudnie, ale wadą tego sposobu odchudzania są niedobory białkowe i witaminowe. Jak ktoś mieszka daleko od naszego szpitala, to nie może pojechać do domu – wyjaśnia profesor Dąbrowiecki. - Jeden z naszych pacjentów schudł 100 kg. Pamiętam też 40-letnią pacjentkę z Suwałk. Ważyła 160 kg. Przyszła do nas o dwóch kulach i czekały ją operacje ortopedyczne stawów biodrowych i kolanowych. Ze względu na wagę ortopedzi odmówili ich wykonania. Po naszej operacji schudła 100 kg. Operacje ortopedyczne okazały się zbędne, a pacjentka wygląda dziś doskonale. Jeździ na rowerze, chodzi na pływalnię.


Pan Andrzej

31–letni lekarz weterynarii z Torunia Andrzej Borowski przed operacją ważył 183 kilogramy, dziś tylko (?!) 144,8. - Codziennie ważę coraz mniej. Odzyskałem radość życia. Dwa razy w tygodniu chodzę na siłownię, a do trzech razy na basen.

Miał etap z niesprawnością kolan i stopy, ale nie tracił wiary, był pewien, że znów będzie chodził bez bólu. Pan Andrzej wie to na pewno - dostał „drugie życie”. Mówi, że na nowo odkrywa świat. Myśli nawet o…skokach spadochronowych. - Prowadziłem życie bez sensu, bo z pilotem na kanapie. Teraz narzucam sobie rygor ruchu, choć to dla mnie wielki wysiłek. Wcześniej kochałem jeść, dziś też gotuję, bo lubię, ale nie jem. Byłem mięsożerny, teraz jestem wegetarianinem. Mięso mnie zatyka. Jedzenie przestało być przyjemnością, bo chudnąc, odkryłem inne przyjemności.


Zabiegi ograniczające ilość spożytego pokarmu

1. Balonik wprowadzany do żołądka za pomocą endoskopu

2. Silikonowa opaska zakładana na tę część żołądka, która łączy wpust z przełykiem

3. Operacja Masona, czyli gastroplastyka pionowa z taśmą ograniczającą pojemność żołądka


Zabiegi skracające czas kontaktu spożytej żywności z przewodem pokarmowym

1. Utworzenie małego zbiornika z żołądka za pomocą staplerów i podłączeniu jelita do tego nowego żołądka.

2. Inne modyfikacje ograniczające dopływ żółci i soku trzustkowego, dzięki czemu trawienie pokarmu jest upośledzone

Autor: Bożena Szymańska

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Popieram! Dziewczyny (faceci zresztą też) - na siłownię i na pływalnię marsz!

  • 2016-03-31 gość

    Trzeba ładnie jeść i się ruszać, a nie gapić się na "M jak miłość". ;-)