Trudne rozmowy o „tych sprawach”

Rodzicom trudno też uświadomić sobie, że seksualność dziecka nie zaczyna się od dojrzewania, osiemnastego roku życia czy od ślubu. Ono jest seksualne od urodzenia, choć w inny sposób niż dorosły - rozmowa z  Agnieszką Izdebską, psychologiem, psychoterapeutą.

Rodzice często unikają rozmów z dziećmi na temat seksu. Czują się skrępowani, mają nadzieję, że te kwestie załatwią za nich: szkoła, rówieśnicy. Czy to dobry pomysł?


Zły. W ten sposób rodzice marnują okazję, by wpływać na kształtowanie się seksualności ich dziecka. Traci na tym ich autorytet. Rówieśnicy przekazują niepełny, często wypaczony obraz dotyczący tej sfery. Dziecko przyswaja przypadkowy zasób słownictwa. Może mieć później kłopot, by prawidłowo porozumiewać się z rodzicami czy lekarzem. Poza tym, seks nie sprowadza się tylko do aspektu fizycznego. Dotyczy relacji między dwojgiem ludzi, szacunku do siebie, dbania o własne i cudze granice, brania odpowiedzialności za swoje zachowanie.

To podstawy, które buduje się latami w relacji z dzieckiem. W pewnym momencie ta sfera wymyka się kontroli rodziców, czy tego chcą, czy nie. Mogą nie pozwolić na wyjazd na obóz czy na wyjście na imprezę, ale nie będą wszędzie chodzić z nastolatkiem za rękę. Gdy dziecko ma 16-17 lat jest zwykle za późno, by to nadrobić. Niestety, często bywa tak, że pierwsza gorączkowa rozmowa o antykoncepcji pojawia się, gdy zbliżają się wakacje. Tymczasem dziecko powinno czuć, że na tematy związane z intymnością może rozmawiać z rodzicami. W przeciwnym razie będzie mu trudno zwrócić się do nich, gdy zdarzy się w jego życiu coś niepokojącego. Nie chodzi nawet o nadużycie, czy czyjeś niewłaściwe zachowanie, ale o sprawy zdrowotne, na przykład choroby.


Kiedy trzeba zaczynać takie rozmowy?


Nie ma jednego konkretnego momentu. Powinny nam towarzyszyć właściwie od początku. Najlepiej, gdy nawiązują do realnych sytuacji. Gdy widzimy kobietę w ciąży czy przytulającą się parę – możemy to skomentować, wytłumaczyć. Czym jest intymność, dziecko dowiaduje się na co dzień. Bo rodzice nie zawsze pozwalają wchodzić do łazienki, bo na początku kąpią je sami, lecz gdy jest starsze, budziłoby to w nim poczucie wstydu. Nie ma sensu wyprzedzać pytań dziecka, robić mu wykładu. One i tak się pojawią. Dziecko unika ich tylko wtedy, jeśli jego ciekawość dotycząca tej sfery była wcześniej jakoś tłumiona, a pytania zbywane. Rodzice powinni inicjować rozmowy wtedy, gdy dziecko jest świadkiem czegoś niepokojącego, niezrozumiałego (co zobaczyło w telewizji czy w internecie) – z czym nie powinno zostać samo.

Im dziecko mniejsze, tym naturalniej przyjmuje wiele wiadomości, które nam, dorosłym, wydają się kłopotliwe. Nie ma jeszcze tak silnie rozwiniętego poczucia wstydu, wpojonych norm kulturowych. Powinniśmy swobodnie odpowiadać na pytania dziecka, zgodnie z prawdą, oczywiście, dostosowując sposób tłumaczenia do możliwości jego rozumienia.


Dlaczego rodzice mają opory, by rozmawiać z dziećmi na te tematy?


Bo dotyczy to spraw intymnych, obwarowanych różnego rodzaju tabu. I to całkiem naturalne, bo to nie jest temat, jak każdy inny. Z innym napięciem emocjonalnym wypowiadamy słowa związane z seksem – to nie jest rozmowa o śniadaniu. Rodzicom trudno też uświadomić sobie, że seksualność dziecka nie zaczyna się od dojrzewania, osiemnastego roku życia czy od ślubu. Ono jest seksualne od urodzenia, choć w inny sposób niż dorosły. Nie ma ani tych samych potrzeb, ani zachowań. Co nie zmienia faktu, że rozwija swoją seksualność od początku.


Czasem trudno dobrać odpowiednie słowa.


Język polski jest dość ograniczony, jeśli chodzi o słownictwo związane z seksualnością. Operujemy określeniami typowo medycznymi, wulgarnymi lub infantylnymi. Język francuski, na przykład, jest pod tym względem o wiele bogatszy. W rozmowach z dzieckiem możemy używać zdrobnień, słów charakterystycznych dla naszej rodziny – i to jest w porządku. Ale to też nie może być nazewnictwo zupełnie niepowtarzalne, ponieważ później dziecku będzie trudno porozumieć się z innymi osobami, na przykład z lekarzem. Najlepiej wziąć słowik synonimów i wybrać słowa, których chcemy dziecko nauczyć.


Najtrudniej rodzicom opowiedzieć, na czym polega sam akt płciowy. A o te kwestie dopytują się już maluchy.


Pierwsza zasada jest taka, że informacje muszą być prawdziwe! Druga rzecz, jakie są kluczowe słowa, których trzeba użyć, kluczowe czynności, które trzeba nazwać? Jakie wartości z tym związane chcemy dziecku przekazać? Nie trzeba też od razu wdawać się w wielkie szczegóły. Rozmawiając z małym dzieckiem warto użyć porównania, na przykład, że w brzuszku u mamusi jest nasionko, które czeka na nasionko, które jest u tatusia. Tatuś wkłada penis w otwór między nóżkami mamy i kiedy bardzo mocno się przytulają, i jest im bardzo przyjemnie, wtedy nasionko z penisa taty przechodzi i łączy się z nasionkiem mamy. To powinno być zrozumiałe nawet dla malucha.


Część osób obawia się, że jeśli za wcześnie zapozna dziecko z tematyką seksualną, może nadmiernie rozbudzić jego ciekawość.


Jeśli udzielamy dziecku informacji, które wynikają z jego potrzeby wiedzy, a nie jest to rozmowa zainicjowana przez rodzica, nie używamy wulgarnych słów, nie tworzymy erotycznej aury wokół tematu – jedynym ryzykiem jest to, że dziecko nie zrozumie, o czym mówimy lub się znudzi. Ale taka rozmowa z pewnością nie zaszkodzi. Pamiętajmy, że wiedza chroni. Im więcej dziecko wie o sobie i o zachowaniu innych ludzi, tym większą ma możliwość wpływu na zdarzenia.


Pomaga więc chronić dziecko przed molestowaniem.


To, co dziecko powinno wiedzieć od najwcześniejszych lat, to które części ciała uważa się za intymne, i że nie wolno ich dotykać osobom niepowołanym. Musi wiedzieć, że ma prawo odmawiać kontaktu fizycznego. Nie wystarczy jednak, że usłyszy to w teorii. Ważny jest sposób, w jaki rodzice odnoszą się do dziecka. Jeśli stosują kary fizyczne, ciągną je na siłę, gdy nie chce iść, każą całować na powitanie innych członków rodziny, choć ono nie ma na to ochoty – to uczą je, że jego ciała nie trzeba szanować. Że może przyjść ktoś dorosły i zrobić z nim, co będzie chciał – bo dorosłym nie można się sprzeciwiać. Szacunku do siebie i dbania o własne granice uczymy dziecko sami je szanując. Pamiętajmy, że nawet kilkunastoletnie dziecko nie jest na tyle dojrzałe, żeby planować i przewidywać skutki swoich działań i rozpoznawać intencje innych. Osoby, które wykorzystują dzieci, są sprytne i wiedzą, jak je podejść. Odpowiedzialność za bezpieczeństwo dziecka długo spoczywa wyłącznie na rodzicach.

Autor: Eliza Koźmińska

Komentarze