Teściowa też człowiek

Relacja dorosłych dzieci i ich rodziców staje się tym trudniejsza, im bardziej w niej pozostajemy.

Potyczki z teściami nie są tylko polską specjalnością. A ściślej rzecz ujmując - z teściowymi, bo to panie wiodą prym w międzypokoleniowych konfliktach. Instytut Badań Społecznych w Manchesterze opracował ranking Najbardziej Szkodliwych Grup Społecznych. Teściowe zajęły szóstą lokatę, wyżej plasowali się już tylko terroryści, mordercy, dilerzy narkotyków, złodzieje i gwałciciele. Z raportu obejmującego trzy lata badań wynika, że teściowe winne są 235 samobójstw, 14 mln rozwodów oraz blisko 5 mln osieroconych dzieci (dane za 2005 r.).

- Nowa rodzina powinna mieć własne terytorium - mówi psycholog Bogusław Włodawiec. -Wspólne mieszkanie z teściami grozi konfliktami o miejsce w hierarchii, o to, kto jest głową rodziny, a kto jest panią domu. Jeśli wygrywa teściowa, siłą rzeczy dorośli ludzie spychani są do roli dziecka, co im nie odpowiada. Bezkonfliktowe zamieszkiwanie pod jednym dachem jest możliwe tylko tam, gdzie realne jest wyraźne zaznaczenie granic obu rodzin (np. osobne wejścia do mieszkań) i gdzie teściowie tę oddzielność respektują.


Odcinanie pępowiny boli

Gdy dzieci dorastają, odchodzą. Ale rodzicom trudno jest pogodzić się z myślą, że ich dzieci zaczynają żyć swoim życiem i coraz mniej czasu i miejsca w tym życiu znajdują dla nich. Winą za poczucie osamotnienia obwiniają partnera albo partnerkę swojego dziecka.

Odcinanie pępowiny bywa bolesne, a samodzielne, oderwane od rodziców życie potomka odbierane jest jak okazywanie niewdzięczności za trudy wychowania. Ogromnej dojrzałości i zgody na koleje losów wymaga uszanowanie przez nich faktu, że gdy syn czy córka dorasta i wiąże się z kimś dla siebie ważnym - traci się dawny kontakt psychologiczny, ekonomiczny i emocjonalny ze swoim dzieckiem. A nawet jeśli nie traci, to z pewnością ma inny wymiar, na rzecz nowej relacji.

Często rodzice z trudem odnajdują się w tej nowej sytuacji. Pojawia się smutek, lęk przed zmianą. Stan rodzinny się zmienia, przestają obowiązywać znane zasady, trzeba stworzyć sobie nową rzeczywistość.

- Najlepiej byłoby, by rodzice, zamiast dalej skupiać się na dziecku, skoncentrowali swoją uwagę na sobie, na swoich potrzebach i pozwolili tym samym dziecku odejść - mówi Ingrid Dahl, psycholog. - Ale często zamiast nareszcie rozwijać swoje pasje, odnawiać stare znajomości czy dokształcać się, podróżować, nie wychodzą z roli rodzica i dalej chcą niańczyć swoje dorosłe już dzieci. Często w dobrej wierze, by dalej je chronić. A przecież, gdy córki i synowie odchodzą i zakładają własne rodziny, to bardzo dobry moment, by uświadomić sobie, że bycie rodzicem to nie jest jedyna ich rola życiowa. Są także pracownikami, czyimiś przyjaciółmi, być może mentorami, działkowcami, podróżnikami, fotografami itd.


Nie o takiej synowej marzyłam

Pogodzić się z odejściem dziecka z domu to jedno. Ale pogodzić się z jego wyborem? Synowa albo zięć nie zawsze witani są w nowej rodzinie z otartymi ramionami. To kolejny powód do konfliktów. Malwina od początku swojego małżeństwa wiedziała, że nie jest wymarzoną synową. Trafiła do bardzo religijnej i wymagającej rodziny.

- Moich teściów nie obchodzi ani moja ciąża, ani przyszły wnuk, ani ja. Nie rozmawiają ze mną i nigdy nie rozmawiali. Nie zwracają się do mnie po imieniu, najczęściej „dziewczyno". Nie akceptują mnie z powodów religijnych, bo jestem protestantką. Uważają także, że jestem z mężem dla jego pieniędzy, choć wchodząc w to małżeństwo posiadałam dwa mieszkania i dobrą pensję. Teściowa nalegała jednak na rozdzielność majątkową, bo mój mąż, według niej, powinien pomyśleć o siostrze i rodzicach. Na naszym ślubie przez całą ceremonię mieli miny jak na pogrzebie. Jest mi bardzo przykro, bo jestem rodzinna i zależy mi na porozumieniu, ale już zupełnie nie wiem, co robić.

Wymarzoną synową nie jest także Ola, ale stara się tym nie przejmować. - Skupiam się na dbaniu o własną rodzinę, bo choćbym na głowie stanęła, teściów i tak nie zadowolę. Więc jeśli mają imieniny - składam życzenia przez telefon. Jak już muszę pójść, np. na Wigilię, to zachwalam to, co teściowa ugotuje, co teść powie. Potem wychodzę i zamykam za sobą drzwi . Incydenty, jeśli się pojawiają, bagatelizuję. Cokolwiek bym zrobiła, pozostanę do śmierci dla moich teściów tą lafiryndą, z którą ich syneczek wpadł i musiał się ożenić.

Ale żeby nie pozostawiać suchej nitki jedynie na teściowych, trzeba przyznać, że panowie też potrafią dokuczyć zięciowi czy synowej.

- Mój teść jest fenomenem w najgorszym tego słowa znaczeniu - opowiada Katarzyna. - Jest despotą i treserem, zdradza teściową na prawo i lewo, co tolerują wszyscy, także mój mąż. Nikt mu się nie postawi, bo wszyscy się go boją. Po każdej kłótni, z kimkolwiek by ona była, siada i spisuje scenariusz tej kłótni, później, w razie konfrontacji wyciąga te swoje teczki i zaczyna: „ty powiedziałeś wtedy to i to". Ma teczkę na każdego. To, że jest hipochondrykiem nawet mi nie przeszkadzało, dopóki skupiał się na sobie, ale on teraz wtrąca się do zdrowia moich dzieci, zna wszystkie normy każdego badania i wmawia mi, że moja superzdrowa córeczka ma krzywicę, a starsza córka uszkodzony staw w łokciu. Niech mi nikt nie wmawia, zwłaszcza psychologowie, że mogę z nim usiąść i spokojnie porozmawiać, że ta rozmowa go oświeci, a problem sam się rozwiąże z czasem. Wszyscy chodzą na paluszkach, by go tylko nie urazić. To psychopata! Wpędził mnie w nerwicę i depresję. Chyba najlepszym wyjściem jest pokłócić się na śmierć i życie i mieć święty spokój na długie miesiące, a jak się uda, to i lata.

Dlaczego tak trudno niektórym dogadać się z teściami? - Niekiedy ludzie fałszywie zakładają, że relacja między synową czy zięciem a teściami powinna być taka sama, jak relacja z rodzicami. To nierealne - przekonuje Bogusław Włodawiec. - Teściowie nie staną się tak samo bliscy i ważni, jak rodzice. Z kolei synowa lub zięć nie jest już dzieckiem, które można tak wychować, by dostosowało się do oczekiwań teściów. Jest dorosłym człowiekiem i teściowie powinni to respektować.


Lepiej nie oczekiwać zbyt wiele

Wiele konfliktów rodzi się z niespełnionych oczekiwań. I to w obie strony - rodzice oczekują, że dzieci będą żyć według ich wyobrażeń, dzieci oczekują, że choć się usamodzielniły, rodzice wciąż powinni im pomagać - a to w wychowaniu i niańczeniu dzieci, a to dorzucając się finansowo do zakupu mebli czy wręcz mieszkania.

- Zmniejszenie wzajemnych oczekiwań ułatwia utrzymanie poprawnych relacji - przekonuje psycholog Bogusław Włodawiec. - Świadomość, że syn czy córka założyli nową rodzinę, która jest dla nich ważniejsza niż rodzina pochodzenia, pozwala ograniczyć oczekiwania.

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze