Terapia skrojona na miarę - każda z nas musi przejść menopauzę

Każda z nas kiedyś zacznie się starzeć. W walce ze zmarszczkami wspomogą nas kremy, tłuszczyk na biodrach i brzuchu wyeliminuje gimnastyka i masaże. Włosy w końcu staną się srebrne, ale co to za problem nałożyć na nie farbę? Jednemu jednak nie możemy zapobiec – stopniowemu wygasaniu czynności hormonalnej jajników, co skutkuje ustaniem miesiączkowania i utratą zdolności do rodzenia dzieci.

W bydgoskim Szpitalu im. dra Jana Biziela 49-letnia kobieta urodziła niedawno dziecko. Mimo że nasze rodaczki coraz częściej decydują się na ciążę po 35., a nawet po 40. roku życia, tak późne macierzyństwo zdarza się bardzo rzadko. Część kobiet w tym wieku znajduje się bowiem już w okresie menopauzy, co oznacza, że ostatnia miesiączka wystąpiła u nich kilka miesięcy wcześniej. Statystycznie Polki wkraczają w okres menopauzy w wieku około 50 lat.

Objawy zwiastujące menopauzę mogą się jednak pojawić znacznie wcześniej. Są nimi zaburzenia snu, uderzenia gorąca, nocne poty. Gdy wystąpią w okolicach 45. roku życia lub nieco wcześniej, zamiast martwić się, powinnyśmy wybrać się na konsultację do ginekologa-endokrynologa. Jeśli kobieta zaczyna odczuwać pierwsze symptomy starzenia się wcześniej, przed 40. rokiem życia, może cierpieć na przedwczesne wygaśnięcie czynności hormonalnej jajników, co wymaga leczenia.


Zlewne poty i drażliwość

W pozostałych przypadkach mamy jednak do czynienia z naturalnymi procesami zachodzącymi w organizmie. W pierwszym okresie wiążą się one ze spadkiem progesteronu, w późniejszym, ze spadkiem poziomu estrogenów. Zmiany te odbijają się na całym układzie hormonalnym, choć nie tylko. Pojawiają się rozmaite objawy, nazywane wypadowymi, których wcześniej nie doświadczałyśmy. Są to uderzenia gorąca, zlewne poty, zwłaszcza nad ranem, skłonność do zaczerwienienia skóry twarzy i dekoltu w najmniej stosownych chwilach. Szacuje się, że uderzenia gorąca odczuwa aż 75 procent kobiet. U 85 procent z nich utrzymują się one przez ponad rok, u 25-50 procent przez 5 lat, a u kilku procent powyżej 5 lat. Te dane najlepiej opisują skalę problemu.

Do tego doliczyć należy drażliwość, wahania nastroju, poczucie osamotnienia, smutek, kłopoty z pamięcią i koncentracją. Często ich konsekwencją są stany depresyjne, wzmocnione jeszcze dodatkowo sytuacją życiową kobiety – na przykład ciężkimi chorobami w rodzinie, odejściem dzieci z domu czy utratą pracy. Paniom doświadczającym takich stanów psychicznych spada samoocena, tracą chęć do życia, pewność siebie, przestają czuć się atrakcyjne, kobiece. Obserwując swoje ciało dostrzegają wiotczejącą skórę twarzy i szyi, postarzałe dłonie, utratę jędrności piersi, powiększające się fałdy tłuszczu na brzuchu, biodrach, udach. Gdy dodatkowo pojawia się suchość w pochwie i stosunki seksualne stają się bolesne, nie przynoszą satysfakcji, panie zaczynają unikać współżycia.

Najbardziej dokuczliwe i wstydliwe dla kobiety są jednak te zmiany w układzie moczowo- płciowym, które mogą być przyczyną nietrzymania moczu. Ten problem zgłasza co trzecia kobieta po menopauzie, a u 60 procent stwierdza się obniżenie narządu rodnego. Wiele pań męczą także nawracające infekcje dróg moczowych i stany zapalne pochwy.


Łatwiej kobietom szczęśliwym

– Pomimo tych wszystkich objawów menopauzy i starzenia się organizmu powinnyśmy ją traktować jako zjawisko powszechne i naturalny proces fizjologiczny, który występuje u każdej z nas – podkreśla dr n. med. Iwona Jagielska, specjalista położnictwa i ginekologii oraz endokrynologii, adiunkt w Klinice Położnictwa, Chorób Kobiecych i Ginekologii Onkologicznej Collegium Medicum w Bydgoszczy UMK w Toruniu. – Objawy zmian hormonalnych zachodzących w naszym organizmie mogą mieć różny stopień nasilenia, ale zaledwie kilka procent z nas może powiedzieć, że nie odczuwa żadnego dyskomfortu związanego ze starzeniem się.

Ważny jest tu czynnik psychologiczny – nie ma wątpliwości, że łagodniej menopauzę przechodzą kobiety szczęśliwe, zadowolone z życia, aktywne, znajdujące akceptację i podporę w partnerze i rodzinie. Pewien odsetek z nich jest nawet zadowolony, że przestają miesiączkować, bo to ułatwia im życie, pozwala czerpać więcej przyjemności z podróżowania, kończy obawy przed niechcianą ciążą. Gdy jednak kobieta zamiast wsparcia odczuwa odrzucenie ze strony męża i niezrozumienie najbliższego otoczenia dla jej drażliwości czy wahań nastroju, bywa, że potrzebuje pomocy psychologa bądź nawet psychiatry.


Wyniki budzące niepokój

Zarówno u kobiety dobrze, jak i źle znoszącej menopauzę, warto rozważyć stosowanie hormonalnej terapii zastępczej, nazywanej obecnie menopauzalną terapią hormonalną. – Od kilku lat zmieniły się w tej sprawie zalecenia i nie stosuje się już terapii hormonalnej u każdej kobiety i przez długi okres – dodaje dr Iwona Jagielska.
W 2002 roku przedstawione zostały pierwsze wyniki przeprowadzanego w USA badania grupy ok. 40 tysięcy kobiet, u których stosowano taką terapię. Choć do tej pory podkreślano jedynie jej korzystne efekty, wyniki zaniepokoiły środowisko medyczne i wywołały dezorientację wśród pacjentek.

Okazało się, że hormonalna terapia zastępcza może spowodować wzrost zagrożenia chorobą niedokrwienną serca, zakrzepicą, udarem mózgu i rakiem sutka. – Podobne badania przeprowadzono nieco później w Wielkiej Brytanii – dodaje dr Iwona Jagielska. – One również wykazały wzrost zagrożenia rakiem sutka u kobiet stosujących hormonalną terapię. Jednak niektóre bardzo ważne ustalenia nie przebiły się do powszechnej świadomości, a szkoda, bo zniekształca to ich wynik.

Po pierwsze – wzrost ryzyka zachorowania na raka sutka był nieistotny statystycznie. Po drugie – stosowanie hormonów zmniejsza o 30 procent ryzyko zachorowania na raka jelita grubego i aż o 30-40 procent ogranicza zagrożenie złamaniami, a narażona na nie jest co druga kobieta po menopauzie. Jednym z jej następstw jest bowiem rzeszotowienie kości, czyli osteoporoza spowodowana obniżonym poziomem estrogenów. W konsekwencji paniom około 50. roku życia często zdarzają się złamania kości promieniowej przedramienia, po 60. roku życia trzonów kręgów, a w późniejszym wieku – szyjki kości udowej.

Po menopauzie kobiety narażone są także na inne choroby: zakrzepicę, cukrzycę, otyłość, choroby serca i nadciśnienie. Opieka medyczna nad kobietą w tym okresie życia niejednokrotnie wymaga współpracy lekarzy różnych specjalności: ginekologów, endokrynologów, internistów, ortopedów, a także psychiatrów.
Wróćmy jeszcze do amerykańskich badań. Przy ich analizie pojawiły się liczne uwagi krytyczne, m.in. dotyczące doboru grupy badanej. Średni wiek kobiet biorących w nim udział wynosił 60 lat, u wielu z pań występowały czynniki ryzyka naczyniowego, otyłość, nadciśnienie tętnicze, a więc stany zwiększające niezależnie od hormonalnej terapii ryzyko choroby niedokrwiennej serca, udaru mózgu, zakrzepicy i raka sutka.


Rozważyć za i przeciw

Pomimo krytycznych uwag dotyczących sposobu przeprowadzenia amerykańskich i brytyjskich badań nie można jednak przedstawionych wyników całkowicie zignorować. Dlatego też decyzja o rozpoczęciu terapii hormonalnej powinna być podjęta po rozważeniu potencjalnych korzyści i ewentualnego ryzyka dla danej kobiety. Musi ona być skutkiem współpracy lekarza i pacjentki. Terapia powinna być zindywidualizowana (tzw. terapia skrojona na miarę), oparta na małych dawkach hormonów, krótkotrwała i ściśle monitorowana.

Według obowiązujących rekomendacji terapia powinna być stosowana jedynie w przypadku występowania objawów wypadowych, zmian zanikowych w układzie moczowo-płciowym, przedwczesnej menopauzy oraz w celu zapobiegania i leczenia osteoporozy. W praktyce decydują się na nią przede wszystkim panie aktywne zawodowo, którym w wypełnianiu obowiązków przeszkadza gorsze samopoczucie fizyczne i psychiczne. Nie należy jednak z rozpoczęciem terapii zwlekać do menopauzy. Lepiej zareagować szybciej i zainteresować się nią już przy pierwszych niepokojących objawach.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Nie polecam htz po tym nabawilam sie guzkow w sutkach