Tadek niejadek. Gdy dziecko nie chce jeść.

Wielu z nas pamięta z dzieciństwa momenty grozy nad talerzem pełnym znienawidzonej marchewki. Od lat nic się nie zmieniło, rodzice ciągle używają forteli, by zmusić pociechę do zjedzenia obiadu.

Niejadek – to odwieczne utrapienie wielu matek. Ciągła dbałość o to, czy dziecko nie jest głodne, serwowanie wymyślnych potraw, zmuszanie do jedzenia to codzienność niejednego rodzica. W miarę upływu lat z przejściem z wieku niemowlęcego w okres przedszkolny dziecko szczupleje, jego sylwetka się wydłuża, zmieniają się proporcje. Nasze dziecko z pulchnego bobasa przeistacza się w chudego, domowego tyrana, poza tym zainteresowane poznawaniem świata, najzwyczajniej w świecie, nie ma czasu na jedzenie. Maluch bardzo szybko orientuje się, że jego apetyt może być kartą przetargową. Bezlitośnie uderza więc w nasze słabe punkty, negocjuje przyjemności i nagrody.


Po pierwsze: nie nagradzaj za jedzenie

Błędem popełnianym przez rodziców jest nagradzanie za zjedzony posiłek. Zapłatą są najczęściej słodycze, które skutecznie zapychają dziecku żołądek. Koło się zamyka – maluch nie chce jeść kolacji, bo czekolada, batonik czy chipsy skutecznie mu go wypełniły. Agnieszka Bleja, psycholog, radzi, by „nie rozdmuchiwać problemu jedzenia, trzeba poświecić dziecku uwagę, ale w innej formie, bo jeżeli ta uwaga będzie skupiona tylko i wyłącznie na jedzeniu, jeżeli będziemy biegać za maluchem z łyżką, zastanawiać się ciągle ile zjadło, czy nie za mało, błagać by zechciało zjeść za mamusię, tatusia a dodatkowo, w nagrodę pójdziemy do kina czy teatrzyku to problem się będzie utrwalał. Dziecko szybko się zorientuje, że ma z tego realne korzyści i za każdym razem bezwzględnie to wykorzysta.” Pamiętajmy zatem, że nagradzając malucha za zjedzenie szpinaku czy marchewki pokazujemy swoją bezradność i jednocześnie wychowujemy małego tyrana.


Po drugie: eksperymentuj w kuchni

Nieustanne jedzenie tej samej potrawy, nietolerowanie nowości czy niechęć do wszystkiego, co zdrowe i pożywne, dla maluchów jest normalne, dla rodziców niepokojące. Tymczasem dzieci przyzwyczajone w niemowlęctwie do wszelkiego rodzaju papek, później nie zawsze się godzą na jedzenie potraw stałych. Gryzienie czy żucie jest męczące i nudne, o wiele łatwiej połknąć papkę.„Wiele dzieci ma niechęć do zmian, wprowadzanie nowego posiłku jest dla nich problemem, boją się, że nie będzie im smakować, jak już się raz do czegoś zraziły to trudno je przekonać, by spróbowały jeszcze raz. Wielu rodziców idzie na łatwiznę i serwuje małym papki ze słoiczków – są one komfortowe, ale dla rodziców a nie dzieci, generalnie mają taki sam smak, trudno się więc dziwić, że w momencie, gdy wprowadzamy normalne posiłki dzieci buntują się. Dorośli są w błędzie oczekując, że Adaś czy Ola zaczną nagle jeść wszystko” wyjaśnia Agnieszka Bleja.

Rodzice, powinni stopniowo oswajać pociechę z nowymi smakami, nowości wprowadzać raz lub dwa razy w tygodniu. Niezwykle ważny jest również sposób podania posiłku, estetyka menu. Warto zaangażować do tego dziecko, wspólne wymyślanie potraw, ich dekoracja są doskonałą zabawą a zarazem nauką. Maluch chętniej zje posiłek, który sam przygotowało. Dzięki takiemu fortelowi dieta dziecka będzie urozmaicona a my będziemy spokojni.


Po trzecie: ogranicz słodycze

W krajach skandynawskich popularna jest metoda jednego, słodkiego dnia w tygodniu. W wybranym przez siebie dniu dzieci mogą jeść czekoladę, batony czy cukierki właściwie bez ograniczeń, jednak w pozostałe sześć dni słodkości zamknięte są w szufladach. System jest dobry i sprawdza się od lat. W Polsce maluchy jadają słodycze kilka razy dziennie. Podjadając między posiłkami czekoladę, są po prostu najedzone i na obiad nie mają już miejsca. Dwie godziny przed posiłkiem dziecko nie powinno jeść żadnych słodkości, chipsów czy paluszków. Jeżeli dostaje je po posiłku, to najlepiej odczekać godzinę - w żadnym razie nie może traktować ich, jako nagrodę za zjedzony obiad.


Po czwarte: dziecko chore nie je

Naturalne jest, że dziecko przeziębione czy chore nie ma apetytu. Nie możemy zmuszać malucha do jedzenia, wystarczy jak będziemy podawać płyny: wodę, herbatkę lub rosół. Problem zaczyna się wtedy, gdy przez dłuższy czas nie przybiera lub traci na wadze, wymiotuje i ma biegunkę. Może to oznaczać alergię, cukrzycę, problemy z wchłanianiem pokarmu czy przewodem pokarmowym. Według pediatry, prof. Mariana Krawczyńskiego „ Wszelkie stany zapalne przewodu pokarmowego, manifestujące się biegunką, wymiotami mogą utrudniać żywienie i dawać subiektywny brak apetytu” W takich przypadkach zawsze trzeba zgłosić się z dzieckiem do lekarza.

Autor: Daria Kaczmarek

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    Wystarczy, jak na dziewczynę, czyż nie?Acha, jeszcze jedno; mleko to nie picie, tylko jedzenie. Niektóre dzieci po wypiciu szklanki słodkiego mleka są zapchane na parę godzin. A niektórzy pediatrzy twierdzą, że ludzkie dzieci nie powinny pić słodkiego krowiego mleka, a to ze względu na brak podobieństwa do cielęcia...

  • 2016-03-31 gość

    cd 2.osobiście nie spotkał jeszcze dziecka, które dobrowolnie chciałoby się zagłodzić 3. zasady w porządku, tylko przestać truć na temat niejedzenia 4. najważniejsze, żeby rosło i przybywało na wadze, nawet bardzo powoli. I po piąte: zgłosić się, jakby zaczęło się kurczyć, albo chudnąć. Dziś dziewczyna ma 175cm wzrostu i choć wygląda szczupło, spodnie nosi w rozmiarze 30.

  • 2016-03-31 gość

    Moje dziecko-niejadek będąc w wieku przedszkolnym uwielbiało słodycze i różne niezdrowe przekąski, jak czipsy, hamburgery itp.Zasada była prosta: słodycze (w tym np. cukier do owoców) dopiero po 17ej, słodkie napoje gazowane zakazane z wyjątkiem urodzin, czipsy też tylko na imprezach, McDonald tylko w trakcie kilkugodzinnych zakupów. Wyrosło cienkie i długie jak owsik, no i w podstawówce przy pierwszych oględzinach dostało skierowanie do specjalisty od chorób metabolicznych. Specjalista stwierdził stanowczo, że: 1. nie ma dzieci za szczupłych, za to rośnie cała armia za grubych. cdn

  • 2016-03-31 gość

    Klapsy jakie za klapsy? Są lepsze i skuteczniejsze metody.