Sztuka rozmowy

Rozmowy mężczyzn i kobiet często wyglądają tak, jakby mówili dwoma różnymi językami. Wcale nie musi tak być!

Wciąż mamy w sobie trochę z ludzi pierwotnych. Z polujących na mamuta mężczyzn i pilnujących obozowiska kobiet. Widać to wyraźnie, kiedy rozmawiamy. Kobiety często głośno myślą, dla nich mówienie to sposób na życie. Łatwiej jest im znaleźć rozwiązanie kłopotu, jeśli opowiedzą o nim mężowi, matce czy koleżance.

Mężczyźni kompletnie tego nie rozumieją. Mają problem i skupiają się na nim bez reszty, kiedy pracują, oczekują ciszy. Próbują zawrzeć jak najwięcej faktów w jak najmniejszej liczbie stów. Zdarza im się zastygać w bezruchu, gdy nad czymś myślą. Nie mają w mózgu wydzielonego ośrodka mowy, którym dysponują kobiety. Dlatego mówienie wiąże się u panów ze skupieniem, jest dla nich osobną czynnością, tak jak np. piłowanie deski. Dla kobiet jest ono tak naturalne jak oddychanie.


Patrz w przeszłość

Londyńska psycholog Marie Woodread nagrywała rozmowy 140 małżeństw przez dwa miesiące. Okazało się, że mężowie i żony przez 80 proc. czasu mówią o przeszłości. Referują, jak im minął dzień, ale też drobiazgowo analizują to, w czym ich partner zawiódł. Statystyczny mąż cztery razy w tygodniu mówi „Bo ty zawsze/nigdy" Statystyczna żona - aż jedenaście razy! To wyjątkowo zły argument: nie odwołuje się do konkretu i nie pozwala znaleźć rozwiązania. Nie można rozsądnie odpowiedzieć na argument „Ty zawsze robisz z igły widły" albo „Ciebie nigdy nie obchodzi, jak się czuję"? Lepiej mówić o tym, czego byśmy chcieli, na czym nam zależy.

Zamiast narzekania, że za rzadko wychodzicie do kina albo na spacer, powiedz „Bardzo bym chciała, żebyśmy wychodzili częściej. Może uda się w ten weekend?” W ten sposób przenosimy ciężar rozmowy z rzeczy, które już nie da się zmienić na te, które możemy stworzyć we dwoje. Zaczynamy planować, marzyć, budować.


Szacunek przede wszystkim

Kilku psychologów przed Woodread robiło podobne badanie: nagrywali rozmowy małżeństwa i analizowali padające w nich stówa. Niektórzy sprawdzali potem przez pięć, dziesięć albo piętnaście lat, które małżeństwa się rozpadały, a które nie. Wyniki niemal zawsze były takie same: Para nie musi mówić w kółko „kocham" spędzać razem całych dni ani mieć takich samych zainteresowań. Najważniejsze jest to, czy okazuje sobie szacunek. Szansa na to, że małżeństwo przetrwa, gwałtownie maleje, jeśli używamy słów „głupek" „idiota" albo „co ty za bzdury opowiadasz, zastanów się!" Różnica zdań nie powinna oznaczać epitetów i obraźliwych uwag. Szacunek to inwestycja w przyszłość związku!


Zwołajmy naradę

Kolejną, równie istotną inwestycją, może być zwyczaj, który od kilku lat robi karierę w USA. To narady partnerskie. Raz na tydzień, o wyznaczonej porze, małżeństwo siada na godzinę i rozmawia. Narada zawsze przebiega według tego samego schematu. Najpierw jedno z partnerów mówi „Chciałbym powiedzieć ci o czymś, czego być może o mnie nie wiesz" Może to być informacja, że lubi kolor żółty albo że marzy o seksie analnym - cokolwiek. Po chwili rozmowy na ten temat jakąś jedną, nową rzecz mówi o sobie druga osoba. Zwolennicy narad rodzinnych twierdzą, że jest to bardzo istotne: pozwala partnerom wciąż się poznawać, rozwijać związek, co zapobiega rutynie. Kolejne punkty to „W ostatnim tygodniu bardzo podobało mi się..!' i „W ostatnim tygodniu było mi smutno, kiedy.." - oraz robienie planów na następny tydzień. Proste i naprawdę działa.

Autor: Ewelina Krynicka

Komentarze