Szczęśliwa jestem, gdy gram - wywiad z adrianną biedrzyńską

Chciałabym mieć dwadzieścia lat i ten rozum, co teraz... Wtedy miłość byłaby idealna.

Z Adrianną Biedrzyńską rozmawia Małgorzata Jaworska

- Jesteś bardzo zapracowaną aktorką.


Rzeczywiście mam dużo zająć. Jednak nie narzekam, wręcz przeciwnie - jestem bardzo zadowolona, tym bardziej że mam szansą grać wiele różnorodnych ról. Wcielam się np. w Pchłę Szachrajką Brzechwy w inscenizacji Teatru Muzycznego „Protalent" gościnnie występują w teatrze w Białymstoku w pięknej rosyjskiej sztuce „Kobieta nad nami", kreują postać Markizy de Merteuil w „Niebezpiecznych związkach", gram też w Teatrze Prezentacje w niezwykle pogodnej i zabawnej sztuce „Harcerki", gdzie mam zaszczyt grać u boku Ani Chodakowskiej. Na specjalne zamówienie kustoszów Leśniczówki Pranie K.I. Gałczyńskiego przygotowałam razem z moją siostrą Joanną, która jest pianistką, specjalny recital „Przeboje liryczne". A przeboje, to poezja Gałczyńskiego, Osieckiej, Kofty, Tuwima. Jednym słowem, lubię swój zawód i gdy gram, jestem bardzo szczęśliwa.


- Lubisz swoją rolą z serialu „Barwy szczęścia"?


Postać Małgorzaty Zwoleńskiej, matki trójki dorosłych już dzieci, daje mi dużo radości i satysfakcji. Ilona Łepkowska podarowała mi wspaniały prezent - rolę, która stanowi niezwykłe wyzwanie. W czasach, gdy tak rzadko powstają ciekawe kreacje dla kobiet w moim wieku, dostałam znakomity materiał dający ogromną satysfakcję artystyczną. Jednocześnie zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób utożsamia się z postacią graną przeze mnie, a to przecież zobowiązuje.


- Jakie role dają ci większą satysfakcję – komediowe czy dramatyczne?


Obie formy dają mi wielką satysfakcję, choć uważam, że role dramatyczne łatwiej się gra, łatwiej można uzyskać pożądaną reakcję widza. Wystarczy jakaś łzawa historia, którą należy wzmocnić odpowiednią, nastrojową lub dramatyczną muzyką, i widzowie już płaczą. Wydaje mi się, że łatwiej widza wzruszyć i doprowadzić do łez, niż wywołać u niego szczery śmiech i rozbawienie. Być dobrym aktorem komediowym to mistrzostwo. Dla mnie takim ideałem jest Woody Allen.


- Zawód aktora to nieustanna huśtawka emocjonalna. Euforia często przeplata się ze spadkami nastroju. Jak sobie z nimi radzisz?


Staram się uciekać od takich nastrojów. Wierzę, że trzeba myśleć pozytywnie i każdą złą chwilę czy kiepski nastrój szybko zwalczyć, aby nie wysyłać negatywnych emocji otoczeniu. Mam wielu przyjaciół, z którymi mogę porozmawiać i dzielić się swoimi wątpliwościami, rozterkami, ale i radościami. W takich chwilach dodaje mi siły i optymizmu książka Rondy Byrne pt. „Sekret" Czerpię z niej przede wszystkim ogromną energię. Książka ta otworzyła przede mną możliwość pozytywnego myślenia i działania, aby osiągnąć zamierzony cel. Książka oparta jest na Dekalogu - polecam ją każdemu, kto chce osiągnąć coś ważnego albo uporać się z problemami życia codziennego. Poza tym brakuje mi czasu na rozmyślania o złym nastroju, bo mam bardzo dużo zainteresowań i pracy. Szkoda mi życia na głupstwa.


- Jakie zainteresowania ma Ada Biedrzyńska?


Przede wszystkim uwielbiam czytać książki, o każdej porze i w każdym miejscu. Najbardziej lubię biografie. Interesuję się sztuką. Był taki okres w moim życiu, że jeździłam po całej Europie samochodem i zwiedzałam wszystkie muzea, gdzie mogłam zobaczyć dzieła moich ulubionych malarzy. Chodziłam też na lekcje malarstwa i rysunku, żeby poznać jeszcze bardziej nie tylko tajniki tego rodzaju sztuki, ale i atmosferę panującą w pracowni.
Muszę również powiedzieć o moich ukochanych skrzypcach, na których uczyłam się grać. Miłość do nich nigdy nie przeminęła. Wykorzystuję te umiejętności na przykład w recitalach, gdzie nie tylko śpiewam, ale i gram.


- Kilka lat temu nagrałaś płytę „Ada-Debiut" która była bardzo dobrze przyjęta w Polsce i za granicą.


Ta płyta była moim debiutem wokalnym. Bardzo lubię śpiewać. Głównie zwracam uwagę na tekst. To nie może być piosenka o niczym, gdyż śpiewam emocjami. Przez teksty przekazuję słuchaczom siebie, swoje myśli, uczucia i treści, pod którymi mogę się podpisać, które akceptuję. Moja płyta bardzo dobrze sprzedała się w USA, Australii, Kanadzie. Stąd moje liczne podróże. Oczywiście w Polsce nie jest tak różowo - raczej przysłowiowo: sami nie wiemy, co posiadamy...


- Sprawiasz wrażenie odważnej i przebojowej osoby. Boisz się czegoś?


Chciałabym, aby ludzie, szczególnie młodzi, nie identyfikowali się z szaleństwem, dziwactwem czy chamstwem, które się pojawia. Obawiam się, że przestają teraz obowiązywać jakiekolwiek normy. Aby zaistnieć, trzeba naśladować wariata i szokować za wszelką cenę. A na normalność jest coraz mniej miejsca. Śpiewam taką piękną piosenkę Jonasza: „Gdzie ta bohema? Gdzie ten gorzki poeta? Umarł i przeszedł na etat..." Boję się, że ten piękny niegdyś świat odchodzi bezpowrotnie.


- To teraz powiedzmy coś o pozytywnych uczuciach. Czym dla ciebie jest miłość?


Chciałabym mieć dwadzieścia lat i ten rozum, co teraz... Wtedy miłość byłaby idealna. Ale w życiu bywa inaczej. Oczywiście ideałem byłoby, gdyby w związku kobiety i mężczyzny miłość przeplatała się z przyjaźnią, lojalnością, szacunkiem. Nawet gdy to pierwsze zauroczenie, fascynacja, podziw, zaczynają blaknąć, pozostają inne wartości, które w związku trwają dłużej i z czasem stają się bardziej cenne. Wiele razy okazywałam w swoim życiu miłość i wiele razy była ona odtrącana, więc teraz chyba już nie wierzę w miłość.


- Gdy się pojawi, będziesz się przed nią broniła?


Oczywiście, że nie. Zazwyczaj miłość przychodzi niespodziewanie, nagle, gdy wcale jej nie oczekujemy. Wtedy znowu otwieram się na nią, bo wiem, że jest najważniejsza i dla mnie, i zapewne dla każdego człowieka. To ona dodaje skrzydeł, energii. Jest też cierpliwa, potrafi wybaczać, otwiera kolejne szanse dla drugiej osoby. Ale tego wszystkiego trzeba się nauczyć, najczęściej na własnych błędach. Jeżeli spotykam człowieka, który takie uczucie odwzajemnia i też chce się uczyć, to wielkie szczęście. Dla mnie najważniejsza jest miłość do dziecka - piękna, bezwarunkowa, pełna życzliwości i akceptacji. Jest takie powiedzenie, że mężczyznę można zmienić, natomiast rodziców i dziecka nie. W tym zawiera się wszystko.


- W jaki sposób i gdzie najlepiej odreagowujesz stres i zmęczenie?


Miejsce to dom, a sposób - cisza. Tak mogłabym w skrócie odpowiedzieć na to pytanie. Dom jest dla mnie miejscem, gdzie mam swój azyl, gdzie czuję się dobrze i bezpiecznie. A cisza jest dla mnie muzyką, która mnie uspokaja. Mam też komputer, który łączy mnie z moimi przyjaciółmi, którym mogę się zwierzyć, których mogę się poradzić. Jest to dla mnie najlepszy sposób relaksu.


- Jesteś przesądna?


Niestety tak. Ma to związek oczywiście z pracą w teatrze, gdzie istnieje od pokoleń wiele przesądów. Taki najbardziej znany, to ze spadającym scenariuszem. Trzeba przydeptać go, bo inaczej pech będzie prześladował sztukę lub aktora. U mnie to jest już nawyk, który prowadzi do tego, że wszystko, co upada na ziemię, przydeptuję: gazety, talerze czy zapałki. Nie mogę pominąć też wszelkich innych przesądów, jak czarny kot, który przebiegnie mi drogę. Natychmiast zawracam i idę inną. Albo gdy zapomnę czegoś i muszę wrócić się do domu, to siadam i odliczam do dziesięciu. Ale to tylko tak na wszelki wypadek...


- Jakie jest twoje największe marzenie?


Mam jedno najważniejsze, żeby moi bliscy byli zdrowi. Ze wszystkim innym dam sobie radę. A jeśli chodzi o sprawy zawodowe, to mam takie marzenie, abym mogła nadal grać piękne role, takie jak ostatnio. Na marzeniach opieram całe swoje życie. Dlatego jestem przekonana, że te, które mam, spełnią się nie za sprawą jakiegoś cudu, tylko ponieważ ja tego chcę.


Adrianna Biedrzyńska ukończyła PWSFTViT w Łodzi. Jest doskonałą aktorką komediową, gwiazdą estrady i piosenkarką. Grała m.in. u Bondarczuka, Kieślowskiego, Andrzeja Wajdy. W 2003 roku wydała płytę „Ada - Debiut". Koncertuje w Australii, Kanadzie i Stanach Zjednoczonych. Obecnie gra w wielu teatrach w całym kraju, m.in. w warszawskim Teatrze Komedia w „Niebezpiecznych związkach", w Teatrze Scena Prezentacje w „Harcerkach" oraz w bardzo popularnym serialu „Barwy szczęścia".

Autor: Małgorzata Jaworska

Komentarze