Syndrom kury domowej

„Siedzi w domu” – zwykło się mówić o kobiecie, która nie pracuje zawodowo. To określenie tak wrosło w nasz język, że nie dostrzegamy nawet, jak jest negatywne. Wręcz chciałoby się dopowiedzieć: „siedzi i nic nie robi –  jak kura na grzędzie”. A przecież każda pani domu wie, że to „nic” to ogrom pracy i niezliczone obowiązki.

Praca w domu jest niewdzięczna, bo „syzyfowa” – cokolwiek by się nie zrobiło, nie starcza tego na długo. Pracownik etatowy ma konkretne godziny pracy (np. od 8-16). W domu wypełnia ona niemal 24 godziny na dobę, bo zawsze jest coś do zrobienia.

Na dodatek, zajmowanie się „tylko” domem uważa się za zajęcie mało ambitne. W praktyce jednak, wymaga sporych umiejętności menedżerskich – dobrej organizacji pracy, planowania czasu, radzenia sobie ze stresem i rozwiązywania wielu problemów. Wystarczy przypatrzeć się, jak działa mechanizm, jakim jest „dom”.


„House manager”

Zajmowanie się domem przypomina zarządzanie przedsiębiorstwem wielobranżowym – z działem gastronomii, zakupów, sprzątania, prania i wszelkiej innej obsługi klienta. Tyle że w prawdziwej firmie te wszystkie działy obsługuje kilku menedżerów. W domowym „biznesie” wszystko zazwyczaj spoczywa na barkach jednej osoby.
Gdy dochodzi do tego zajmowanie się dziećmi – odprowadzanie ich do przedszkola, szkoły; wożenie na zajęcia, pomoc w odrabianiu lekcji, jest co robić. A przecież ich wychowanie to nie tylko dbałość, by chodziły czyste i najedzone. Liczy się przede wszystkim zaangażowanie i darowana dzieciom uwaga. Wie to każda mama, która rzuca najbardziej pilne zajęcia po to, by biec do zasmuconego czy płaczącego dziecka.

Zważywszy to wszystko, trzeba przyznać, że tak zwana „kura domowa” nie ma szansy się nudzić, a co dopiero bezproduktywnie siedzieć „na grzędzie”. Może warto więc zmienić to krzywdzące określenie na bardziej adekwatne? Dlaczego by nie na: „House manager” (menedżer do spraw domu)?


Patronka „ogniska domowego”

Bycie w domu to nie tylko pranie i sprzątanie. Pozostające w domach kobiety pełnią jeszcze inną ważną funkcję – pilnują, by nie wygasał płomień ogniska domowego. W czasach kryzysu rodziny, gdy wciąż wzrasta liczba rozwodów, wiele par przyznaje po czasie, że zgubiło je nadmierne skupienie na własnych karierach. W codziennym kieracie zabrakło czasu i sił na rozmowę i wzajemne zrozumienie. Dlatego coraz więcej małżeństw świadomie wybiera ostry podział funkcji. Jedna osoba skupia się na relacjach rodzinnych, druga na nią zarabia.

Wielu mężczyzn cieszy się, że ich żona nie pracuje zawodowo. Lubią wracać do schludnego, pachnącego obiadem domu, w którym „druga połowa” znajduje czas, by posłuchać o tym, co wydarzyło się w ich pracy. Kobiety jednak często skarżą się, że nie są doceniane za swoją rolę. Niejednemu panu zdarzy się zadawać mało dyplomatyczne pytanie: „Co ty robisz przez cały dzień?” – pomniejszając w ten sposób znaczenie jej pracy. Wielu z nich nie zastanawia się nigdy, ile wysiłku ich żony wkładają w to, co im się wydaje oczywiste – sielski stan „domowego przedsiębiorstwa”. Jedynym na to lekarstwem jest zaangażowanie partnera w pracę i zrobienie sobie od czasu do czasu „urlopu” od prowadzenia domu, by mógł doświadczyć tego trudu na własnej skórze.


Udomowiona – nie znaczy bez ambicji

Kobieta, która decyduje się pozostać w domu, bywa odbierana jako leniwa lub mało ambitna. To krzywdzący stereotyp. To, że kobieta zajmuje się domem, nie oznacza, że jej zainteresowania ograniczają się do tego, co zrobić na obiad i jak wywabić plamę z obrusa. Ten okres życia (bo przecież nie musi trwać wiecznie) wiele kobiet przeznacza na możliwość samorozwoju lub wykorzystuje do podniesienia kwalifikacji. Gospodarując sprawnie czasem wykrawa jego część na naukę języków obcych, kursy zawodowe czy rozwijanie własnych pasji. Część pań znajduje pracę, którą może wykonywać w domu – daje korepetycje dzieciom, pisze artykuły do prasy czy choćby zarobkowo piecze ciasta. Nierzadko nie chce później zmieniać jej na stały etat. W ten sposób powiększa domowy budżet, nie tracąc z oczu domowego „przedsiębiorstwa”, co przy dobrej organizacji jest możliwe i przynosi dużą satysfakcję.


Nie spłonąć w ognisku domowym

Wiele spośród niezawodnych, perfekcyjnych w każdym calu pań domu zapomina o czymś ważnym – że im także należy się odpoczynek, a ich praca nie może trwać nieprzerwanie. To jeden z powszechnie popełnianych błędów . „House managerki” zapominają, że zarządzając domem mają prawo wymagać także czegoś od innych. Porzucone byle gdzie ubranie albo nieumyty po sobie zlew to powód, by postawić veto.

Wiele pań domu nie umie egzekwować od innych członków rodziny, by mieli swój wkład w życie domu. Tę trudność widać w niektórych wypowiedziach: „Mąż pomaga mi w sprzątaniu” – bo zaniósł własne skarpetki do prania, czy: „Pomaga mi przy dzieciach” – tak, jakby ich wychowanie nie należało także do niego. Absurdalność tych stwierdzeń nie jest czytelna dla wielu kobiet, bo tak zostały wychowane, by być pomocne i opiekuńcze za wszelką ceną – przy okazji, zapominając o sobie. A przecież wypalenie zawodowe może dopaść także panią domu.


Odwieczne wybory

Jak to się więc dzieje, że jednym kobietom łatwiej godzić życie rodzinne z zawodowym, inne czują się rozdarte między pracą a domem? I są takie, które świadomie przyznają, że nie są w stanie podołać tym dwóm „etatom”. Odpowiedź wydaje się prosta. Każda z nas jest inna, inaczej rozumie rolę matki, w inny sposób spędza czas z bliskimi, inaczej angażuje się w pracę. Dla jednej mamy dwie godziny w ciągu dnia spędzone z dzieckiem to dosyć, dla drugiej to zdecydowanie za mało.

Prawdziwym życiowym powołaniem wielu kobiet jest praca zawodowa. Zajmując się tylko domem i dziećmi czują się zniewolone, zamknięte w czterech ścianach, nieszczęśliwe. Czy muszą czuć się z tego powodu winne? Niezależnie od wyboru, wszystkim kobietom towarzyszą jakieś zadry w sercu. Jedne przejmują się tym, że są za mało „domowe”, drugie, że zakopane w domowych pieleszach uwsteczniają się.

Nie ma rozwiązań doskonałych. Rzecz w tym, by szczerze odpowiadać sobie na pytanie: „Co jest dla mnie najważniejsze? W jakiej roli w tym momencie życia czuję się najlepiej?”. Warto robić bilans zysków i strat. Pomyśleć, jakie będą konsekwencje naszych decyzji z dzisiaj za kilka lat? Może ominie nas spektakularna kariera, ale za to będziemy żyć szczęśliwie i spokojnie?

To nie wstyd ani żadna ujma, jeśli na koniec przyznamy przed sobą, że bycie mamą, żoną i panią domu nas zadowala – po prostu cieszy. Że nie „poświęcamy się” (co za straszne słowo). I ważne, by nie mieć z tego powodu poczucia winy czy nie czuć się gorszą.

Autor: Eliza Koźmińska-Sikora
dom

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    mądrze napisane:)