Święta bez niespodzianek – cz.1

Kolacja wigilijna składa się z potraw, na które czeka się przez cały rok. Warto je celebrować, próbując wszystkiego, ale po trochu. Znajomość kilku kulinarnych trików sprawi, że w te święta będziesz się czuć wyjątkowo lekko.

Święta i karnawał to czas, kiedy niechęć do systematycznego uprawiania sportu rośnie, niestety, podobnie jak apetyt. Możesz się o tym przekonać wiosną, kiedy ubrania stają się za ciasne, a ty czujesz się w nich jak Fiona. A wszystko zaczyna się od jednorazowego szaleństwa – kolacji wigilijnej.


Odrobina rozsądku

Próbowanie każdej potrawy, nawet po trochu, może dać rekordową ilość zjedzonych kalorii – nawet trzy tysiące. Wystarczy, że zjesz tylko kilka smażonych pierogów, śledzie, zupę migdałową czy grzybową, smażoną rybę, kulebiaka, kluski z makiem, rybę w galarecie, dwie porcje kutii i ciasta: makowiec, sernik czy piernik z bakaliami.Oczywiście nie przytyjesz natychmiast w brzuchu czy biodrach. Ale jeśli powtórzysz takie biesiady w kolejne dni świąt i kilka razy podczas karnawału, to za kilka miesięcy okaże się, że przestaniesz mieścić się w swoje ubrania.Dietetycy są zgodni: nieumiarkowane świąteczne biesiadowanie kończy się rozchwianiem ośrodka głodu i sytości. Zaczynamy jeść trochę więcej i po pół roku przybywa nam na wadze ok. 5-6 kg. Co zrobić, aby tego uniknąć? Po pierwsze, nie głodować w świąteczne dni, aby nie nadrabiać smakołykami wieczorową porą. Po drugie, ograniczyć spożycie potraw kalorycznych, tłustych i słodkich, nawet jeśli są z dodatkiem miodu i zdrowych tłuszczów. Po trzecie, nie przesadzać z alkoholem – jego nadmiar źle wpływa na siłę woli i motywację.


Powiedz stop

Każdy wie, że apetyt rośnie w miarę jedzenia. Badania prof. Katza z Harvardu pokazują, że aromat i wygląd wielu potraw powodują wysyłanie mnóstwa impulsów do ośrodka głodu i sytości w podwzgórzu. Ten z kolei informuje przewód pokarmowy, że czeka go bardzo wiele pracy, i dlatego rozpoczyna nadprodukcję enzymów trawiennych.Im więcej spróbujesz, tym więcej zjesz. Profesor w tej sytuacji zaleca jedzenie jednej potrawy, np. samych pierogów, albo dań z makiem, albo ryb, aby nasycić się mniejszą ilością jedzenia. Jest to dobry sposób dla tych, którzy nie są wierni tradycji wigilijnej wieczerzy.Innym pozostaje skrupulatne liczenie kalorii i pilnowanie, aby nie przekroczyły one 1000 w przypadku kobiet i 1500 w przypadku mężczyzn.Nie bez znaczenia jest też ilość tłuszczów w potrawach. Gdy jest ich dużo, nawet jeśli są dobre, w żołądku rusza produkcja hormonu – greliny. Jego rolą jest dodatkowa eskalacja apetytu, a to prosta droga do nawagi i otyłości. Warto zatem ograniczyć do minimum jedzenie potraw tłustych: smażonych ryb, mięs, bigosu, śledzi w oleju i śmietanie, kutii, chałwy i potraw z ciasta francuskiego.


Uwaga, tłuszcze

Dietetycy podzielili tłuszcze na dobre i złe. Dobre to oczywiście te pochodzące z ryb morskich oraz roślinne: oleje tłoczone na zimno i oliwa z oliwek. Złe to tłuszcze zwierzęce. Pierwsze zapobiegają chorobom cywilizacyjnym, są niezbędne do prawidłowej pracy neuronów. Drugie sprzyjają nadwadze, otyłości i są markerami chorób cywilizacyjnych.Jednak w zdrowym żywieniu zawsze trzeba pamiętać o ograniczaniu tłuszczów. Nawet jeśli są one dobre, a jest ich zbyt wiele w diecie, zwalniają przemianę materii i powodują, że zamiast na spacer, ma się ochotę na drzemkę. Krew zamiast do mięśni, dociera do wątroby, aby uporać się z trawieniem. Reszta organizmu, czyli mięśnie czy mózg, musi pracować na zwolnionych obrotach.Kolejny niekorzystny aspekt nadmiaru tłuszczów to błyskawiczna zamiana zjadanych węglowodanów w tkankę tłuszczową.Ciąg dalszy artykułu i triki na „odchudzenie świąt” – zob. CZ.2

Autor:

Komentarze