Światło pokona chorobę

Dni coraz krótsze, za oknem szaro, pada deszcz albo śnieg. Taka pogoda typowa dla późnej jesieni sprawia, że nie tylko barometr idzie w dół, lecz również samopoczucie wielu osób. Nie jest to powód do niepokoju. Jeśli jednak pojawią się inne utrudniające życie odczucia, to mogło dojść do depresji sezonowej.

Jakie są objawy depresji sezonowej?

Nadmierna senność, przygnębienie, apatia, brak energii, kłopoty z mobilizacją i koncentracją, niepokój, wzmożony apetyt, zwłaszcza na potrawy mączne i słodkie to najczęstsze kłopoty powodowane przez depresję sezonową. Ale nie zawsze występują wszystkie równocześnie, poza tym różny może być stopień dyskomfortu, jaki powodują. Bywa, że daje się jakoś zapanować nad fatalnym samopoczuciem, ale zdarza się, że choroba nie pozwala normalnie funkcjonować. A każdą chorobę należy przecież leczyć. Dlatego przy wystąpieniu dolegliwości, szczególnie jeśli pojawiają się jesienią, już po raz kolejny nie należy bawić się w samoleczenie, tylko po prostu pójść do lekarza psychiatry. Ewentualnie zgłosić się do najbliższej poradni zdrowia psychicznego. Nie są tam konieczne żadne skierowania.


Czego można oczekiwać po wizycie u lekarza?

Przede wszystkim diagnozy. Gdyż czasem rzekoma depresja sezonowa może okazać się depresją endogenną (przez pacjentów określaną nieraz jako stała) lub depresją reaktywną, czyli związaną z określonymi wydarzeniami. Następnie rozpoczęcia stosownej terapii. Gdyż wszystkie te choroby można leczyć. Przy czym z reguły najłatwiej przezwyciężyć depresję sezonową. Choćby dlatego, że pacjent wie lub dowie się od lekarza, że jego choroba ma określony czas trwania – w naszej szerokości geograficznej najczęściej od października do marca, a potem samoistnie mija.

Ale po to, by także w tym okresie normalnie funkcjonować, stosuje się terapię światłem. Są już dość liczne ośrodki, gdzie można się tej terapii poddać. Można też kupić leczniczą lampę do domu. Powinna ona dawać wyłącznie jasne, białe światło, bez żadnej podczerwieni czy ultrafioletu. Jej natężenie powinno wynosić blisko 7000 luksów. Przy zakupie koniecznie trzeba zwrócić uwagę, czy ma oficjalny certyfikat pozwalający na zastosowanie do fototerapii.


Jaka jest skuteczność leczenia światłem?

Ten sposób leczenia depresji sezonowej sprawdza się u 70-80 proc. pacjentów. Już po kilkunastu seansach część z nich odczuwa wyraźną poprawę samopoczucia. Jeśli jednak sama fototerapia nie daje oczekiwanego skutku, dodaje się leczenie farmakologiczne środkami antydepresyjnymi.


Jak wygląda seans fototerapii?

Jeśli z naświetlań korzysta się w specjalnym ośrodku, to zgodnie z ustaleniami obsługi należy stawić się o określonej porze i posiedzieć przy lampie tyle, ile zalecił lekarz. Bywa, że takiej kuracji nie sposób połączyć z normalnym funkcjonowaniem, pracą itd. Natomiast lampa w domu daje większy komfort w użytkowaniu w życiu. Np. rano wystarczy już 30 min naświetlania, by poczuć się dobrze. Można w jej świetle zjeść śniadanie, przejrzeć gazetę, uporządkować torebkę itd. Nie traci się więc czasu, co dla wielu osób jest istotne.

Poza tym warto, gdy jest taka możliwość przed południem, posiedzieć przy lampie 3-4 godz. I nie musi się leniuchować, lecz czytać, pisać, planować. Warunek: tylko wtedy, gdy nie korzysta się z okularów. Taka lampa w domu jest więc prawdziwym ułatwieniem. Jej wada to wysoka cena. Jeszcze jedna uwaga, istotna dla „fototerapii domowej”. Nie należy naświetlać się po południu i w żadnym wypadku wieczorem, gdyż dochodzi do aktywizacji organizmu, co będzie utrudniać zaśnięcie. Białe światło pada na siatkówkę oka i uaktywnia neuroprzekaźniki, co sprawia, że wzrasta produkcja serotoniny, noradrenaliny, powodujących dobry humor i samopoczucie.


Na czym powinny polegać korzystne dla zdrowia zmiany?

Zacznę od propozycji na poprawę samopoczucia jesienią i zimą. Wystarczy codziennie przez kwadrans, gdy pokazuje się słońce lub przynajmniej nie ma chmur, wyjść na dwór i wpatrywać się w niebo, ale nie w samo słońce. Najlepiej połączyć to ze spacerem. Poza tym dobrze robi każda forma ruchu, szczególnie na świeżym powietrzu, gdyż pod jego wpływem wydzielają się endorfiny, czyli tzw. hormony szczęścia.

Warto też zwolnić tempo, znaleźć czas na wypoczynek, unikać stresów. A także rozbudzić w sobie asertywność, czyli umiejętność otwartego wyrażania swojego zdania i oczekiwań, gdyż stale tłumione nieprzyjemne uczucia wywołują autoagresję, skierowaną przeciwko własnemu organizmowi, a jej skutkiem jest m.in. depresja. Ważna jest też higiena psychiczna. Wskazana więc jest pogodna lektura czy film, spokojna muzyka. I jak najwięcej śmiechu. Istotne zwłaszcza teraz i zimą jest mocne oświetlenie wszystkich pomieszczeń, w których się przebywa. Wiem, że oznacza to dodatkowe koszty i jest wbrew głoszonej potrzebie oszczędzania, ale rzeczywiście jasno oświetlone mieszkanie to lepsze samopoczucie.


O fototerapii

O tym, że światło leczy, wie chyba każdy. Słońce zapobiega przecież krzywicy, wzmacnia kości, mobilizując organizm do wytwarzania witaminy D, dodaje energii, poprawia odporność, gdyż pod jego wpływem wzrasta poziom białych ciałek krwi. Podstawy specjalistycznej współczesnej wiedzy o leczeniu światłem wiąże się z utworzeniem w roku 1896 w Kopenhadze Instytutu Światłolecznictwa. Tam udowodniono lecznicze działanie światła słonecznego, ale także sztucznego nadfioletowego na toczeń gruźlicy i inne choroby skóry.

Kolejne ustalenia specjalistów to leczenie lampami z podczerwienią różnorakich bólów kości i stawów, m.in. na tle reumatycznym oraz tkanek miękkich, np. przy menstruacji. Obecnie specjalne naświetlanie stosuje się także u niemowląt z podwyższonym poziomem bilirubiny przy żółtaczce fizjologicznej. Prawdopodobnie najmłodszą jak dotąd formą fototerapii jest leczenie światłem białym. Sprawdza się przy wszystkich rodzajach depresji, poza tym poprawia samopoczucie w różnych przypadkach dyskomfortu i napięć psychicznych.

Zobacz także: Dieta 3D Chili

Autor: Ewa Łuszczuk

Komentarze