Świat się śmieje. Każdy kraj ma swój wąchock

Każdy kraj ma swój Wąchock. Czyli miasto lub region, z którego można nabijać się do woli. Czy warto się tym przejmować planując urlop? Ależ tak! To zwykle właśnie tam jest najwięcej atrakcji turystycznych.

Lekarz z Dublina rozmawia z lekarzem z hrabstwa Kerry. „Badania pokazują, że natura świetnie rekompensuje ludziom ich ułomności. Osoba głucha ma zwykle sokoli wzrok. Człowiek niewidomy ma wyostrzony zmysł dotyku i powonienia”– mówi Dublińczyk. Na co lekarz z hrabstwa Kerry kiwa głową. „Też to zauważyłem. Jeśli jakiś mój pacjent ma jedną nogę krótszą, druga zawsze jest dłuższa”.

To tylko jeden, i to dość niewinny żart z mieszkańców wysuniętego na południowy-zachód krańca Irlandii. Ponoć pielęgniarki budzą tam swoich pacjentów, żeby podać im środki usypiające, a pracownicy platform wiertniczych rzucają okruszki chleba nadlatującym helikopterom. Co tu kryć, hrabstwo ma łatkę wylęgarni głupców. Żarty o Kerrymenach opowiadane są jak Irlandia długa i szeroka. Z wyjątkiem jej południowo- zachodniego krańca, oczywiście.


Po irlandzku

Ale mieszkańcy hrabstwa już dawno pogodzili się ze stereotypem na swój temat. Zamiast obrażać się na pozostałych Irlandczyków, ruszyli z odsieczą. Turystyczną. I zaczęli intensywnie promować swój region, a mają się czym pochwalić. To w hrabstwie Kerry znajduje się Carrantuohill, najwyższy szczyt wyspy. Co prawda to tylko 1041 metrów n.p.m., ale na szczycie znajduje się pięciometrowy krzyż.

Większość turystów zaczyna zwiedzanie hrabstwa w Killarney. To urocze 12-tysięczne miasto i idealna baza wypadowa do pobliskich pałaców, gór czy wysp. A także do średniowiecznego zamku Ross, rodowej siedziby klanu O’Donoghue. Podobnie bajkowe wrażenie robi opactwo Muckross Abbey. Do listy „musisz zobaczyć” warto w hrabstwie Kerry dodać Muckross House w Killarney, czyli pałac w stylu wiktoriańskim z 1843 roku, Oratorium Gallarus, wczesnochrześcijański kościół z VI wieku wykonany z kamienia w kształcie odwróconej łodzi, oraz Narodowe Muzeum Transportu. Dość ciekawe, ale… może nie tędy droga? Może zamiast muzeum transportu trzeba było promować humor? Tak jak robi to nasz niepozorny Wąchock.


Po polsku

„Jaką rozpiętość skrzydeł ma bocian? – Trzy metry. – A jaką rozpiętość skrzydeł ma bocian, jak leci nad Wąchockiem? – Półtora metra, bo jednym skrzydłem zakrywa sobie oczy”.

Głównym bohaterem żartów o Wąchocku nie jest jednak bocian, a sołtys. To jego oczy wiszą na dębie, bo powiedział „oczywiście”. Sołtys jest przygłupi, a jednak wciąż mądrzejszy od reszty mieszkańców, którzy „chodzą po śniegu w białych butach, żeby nie zostawiać śladów” albo „trzymają w ustach żarówkę, żeby wyrażać się jasno”. Problem w tym, że sołtysa w Wąchocku nie ma. W 1994 roku zastąpił go burmistrz, ponieważ Wąchock odzyskał prawa miejskie. Dlaczego Wąchock stał się pośmiewiskiem? Najprawdopodobniej z powodu zabawnie brzmiącej nazwy.

Na szczęście Wąchock wie, jak żarty wykorzystać. W mieście stoi pomnik sołtysa, który jedną rękę opiera się na kole wozu, drugą z zakłopotaniem drapie się za uchem. Od kilkunastu lat wybierany jest sołtys honorowy, który odwiedza sąsiednie gminy i udziela się na festynach i jarmarkach. To on 8 czerwca 2007 roku podczas zjazdu sołtysów ogłosił, że Wąchock jest polską Stolicą Humoru.

Ale do Wąchocka warto przyjechać nawet wtedy, jeśli żarty o nim nas nie śmieszą. Miasto może się poszczycić wspaniałymi zabytkami, z opactwem cystersów na czele. Klasztor został ufundowany w 1179 roku, a zbudowany na początku XII wieku przez sprowadzonych z Włoch budowniczych. Koniecznie trzeba przespacerować się po mrocznych krużgankach. Od ich północnej strony została umieszczona urna z prochami majora Jana Piwnika „Ponurego”, słynnego dowódcy Armii Krajowej. Oprócz klasztoru w Wąchocku warto odwiedzić starą hutę żelaza, cmentarz żydowski z XIX wieku, gdzie pozostało około 30 zabytkowych macew, a także dawny zajazd, gdzie swoją kwaterę podczas powstania styczniowego miał generał Marian Langiewicz.


Po arabsku

Nad cmentarzem w mieście Homs rozbił się samolot. Wszyscy zginęli. Miejscowe służby ratunkowe długo nie mogły doliczyć się ofiar. W końcu ogłosiły, że „zmarłych jest więcej niż pasażerów. I wciąż w ziemi odnajdywani są nowi”. Jeśli dowcipy z Wąchocka można by tłumaczyć jego nazwą, to jak wytłumaczyć żarty z Homs w Syrii? Przecież miasto znajduje się w centrum kraju, jest trzecie co do wielkości, jest silnym ośrodkiem przemysłowym i naukowym. To tu tętniło starożytne miasto Emesa. A jednak cała Syria bez pardonu naśmiewa się z mieszkańców Homs. Ponoć sami są temu winni. Legenda głosi, że podbijani przez kolejnych najeźdźców (w tym krzyżowców) wywodzili ich regularnie w pole, udając głupców.

Mieszkańcy Homs próbują nadrobić to inaczej. Każdy, kto przyjedzie do tego miasta, szybko zorientuje się, że takiej serdeczności i gościnności nie ma w całej Syrii. Jest tu też sporo do zobaczenia – stare mury miejskie, brama Ewy, zabytkowy meczet el-Walid (przebudowany z bazyliki wczesnochrześcijańskiej na początku VIII w.), ruiny kościoła Marii Panny i dawnego klasztoru chrześcijańskiego. Największą atrakcją jest jednak pobliski Krak des Chevaliers, czyli najwspanialszy z zamków krzyżowców. Jest ogromny i świetnie zachowany nie tylko jak na swoje 800 lat. Mieszkańcy długo nie kwapili wynieść się z zamku, udając (jak to mają w tradycji) głupich i twierdząc, że nie rozumieją problemu. Zniknęli z niego dopiero w latach 30., na wyraźną i stanowczą prośbę francuskich konserwatorów zabytku.


Po angielsku

„Ulicą idą Święty Mikołaj, Wróżka Zębuszka, głupia dziewczyna z Essex i mądra dziewczyna z Essex. Widzą 10-funtowy banknot. Kto go podnosi? – Głupia dziewczyna z Essex. Bo Święty Mikołaj, Wróżka Zębuszka i mądra dziewczyna z Essex nie istnieją”. No to już wiemy, skąd wzięły się dowcipy o blondynkach! Z hrabstwa Essex, na wschód od Londynu. Bliskość stolicy powodowała, że mieszkańcy tych okolic przyjeżdżali do Londynu po pracę, albo w weekendy, żeby się zabawić. I robili na londyńczykach nie najlepsze wrażenie. Co ciekawe, Essex men to określenie polityczne, oznaczające prostych robotników głosujących na Margaret Thatcher. Zaś Essex girl to już symbol głupiej i wulgarnej blondynki, która chodzi w białych kozaczkach na obcasach, jest wysmarowana samoopalaczem , przeklina i nie odmawia nikomu seksu.

Ale poszukiwacze łatwych uciech będą w hrabstwie Essex . Turyści od razu powinni nastawić się raczej na kontakt z naturą. Szczególnie godne polecenia są wycieczki szlakiem ogrodów (Beth Chatto, Elmstead Market czy Colchester na południu regionu). Każdy ogrodnik, także ten niedoszły rozpłynie się na widok kunsztownie przyciętych rabatek. Warto zabrać aparat fotograficzny, żeby uwiecznić pomysły essexańczyków na wykorzystanie każdego skrawka ziemi. Na miejscu można kupić nasiona, które zasadzimy na swojej działce po powrocie. W hrabstwie Essex mieści się też rezydencja Audley End. To niezwykły XIX-wieczny dom z ogrodem kwiatowym i warzywnym (rosną tam wyłącznie gatunki roślin uprawiane w XIX wieku), oczkiem wodnym, a nawet własnym wodospadem. Tak wygląda Stara Anglia!

A dla wszystkich, którzy mają wątpliwości, ten region rzeczywiście produkuje wyłącznie głupie blondynki, warto zaznaczyć, że całkiem niedaleko mieści się najlepszy uniwersytet świata, czyli Cambridge.


Po czesku

„Na rzece w Kocourkovie umieszczono napis „Uwaga! Jeśli poziom wody wzrośnie na tyle, że zakryje ten napis, kąpiel wzbroniona”. Jaka rzeka płynie przez Kocourkov? I w ogóle, gdzie mieści się to miasteczko? Hmm, gdzieś w Czechach, ale nie wiadomo gdzie. Bo nasi południowi sąsiedzi zamiast naśmiewać się z konkretnego miasteczka czy regionu, wymyślili sobie fikcyjny Kocourkov. O mieszkańcach Kocourkova pisane są książki (na przykład „Kronika města Kocourkova”), kręcone filmy (ten pierwszy to „U nás v Kocourkově” z 1932 roku). No i powstają coraz to nowe dowcipy. Kocourkovianie są w nich równie głupi jak mieszkańcy hrabstwa Kerry, Wąchocka czy Homs. To, co ich różni, to że się żartami na swój temat wcale nie przejmują. Bo ich nie ma…

Autor: Anita Czech

Komentarze