Strefy zakazane. Wybierz odpowiedni urlop.

Marzą ci się wakacje w tropikach, ale serce mówi stop. Planujesz wypad nad jeziora, a twój organizm reaguje alergią. Zanim się na dobre posprzeczacie, przeczytaj nasz poradnik.

Paulina uwielbia góry. Gdy była nastolatką jeździła w Beskidy, na studiach chodziła po rumuńskich Karpatach, w końcu postanowiła przejechać przez najwyżej położoną na świecie przełęcz Karakorum Highway. - To miała być podroż życia. Niestety, niewiele z jej kulminacyjnego punktu pamiętam. Im było wyżej, tym gorzej się czułam - przyznaje. Najpierw pomyślała, że to zatrucie pokarmowe, bo bolała ją głowa i żołądek. Potem zaczęła mieć mroczki przed oczami. Jej znajomi zaczęli się niepokoić, bo twarz Pauliny zrobiła się najpierw ciemnoczerwona, potem sina.

Chiński kierowca rozkładał bezradnie ręce i pokazywał, że trzeba zjechać na dół. Rzeczywiście, im była niżej, tym lepiej się czuła. W pakistańskim mieście Gilgit poszła do lekarza, który powiedział „Ma pani wysokie ciśnienie, nie powinna pani przebywać na takich wysokościach”. Lekarze w Warszawie potwierdzili, że jest wyjątkowo podatna na chorobę wysokościową, a głównym powodem w jej przypadku jest prawdopodobnie wysokie ciśnienie. - Choć moja dusza rwie się w wysokie góry, rozsądek każe wybierać mi niziny – mówi.

Paulina musi pogodzić się, że jej organizm ma inne plany wakacyjne niż ona sama. Nie ona jedna. Strefy zakazane dotyczą wielu z nas.


Tatry kontra mazury

To prawda, że w górach dzięki ostremu klimatowi poprawia się ogólna odporność organizmu. We krwi wzrasta ilość hemoglobiny i żelaza, a to chroni przed anemią. A jednak nie wszystkim dobrze robią wyprawy w góry, powinny je przemyśleć zwłaszcza osoby z chorobami serca.

Im wyżej się wdrapiemy, tym czystszym powietrzem będziemy oddychać. I nie chodzi tylko o zanieczyszczenia przemysłowe, ale także o pyłki roślinne. Dlatego góry polecane są alergikom. Jedno zastrzeżenie. Chorzy powinni przebywać na wysokości powyżej 1200 metrów n. p. m. Niżej ilość alergenów jest podobna, co na nizinach. A więc zamiast chaty u podnóży Beskidu Niskiego, górskie schronisko w Tatrach. A kto wie, może i wycieczka na Karakorum Highway.

Pływanie żaglówkami, ogniska do białego rana, śpiewanie szant. Pojezierze mazurskie ma swój niepowtarzalny klimat - a także największe stężenie pyłków roślin, roztoczy i pleśni w Polsce. Alergicy wiedzą, że dla nich oznacza to zakaz wstępu.

Jeziora są też niewskazane dla osób, które mają problemy z nerkami. Jeśli pływać, to w morzu lub w rzece. W wodach stojących gromadzi się bowiem o wiele więcej bakterii, a te mogą okazać się zabójcze dla naszych nerek. Bałtyk, choć zimny, ma wiele zalet. Balneolodzy, czyli specjaliści od leczenia uzdrowiskowego polecają go głównie alergikom (zwłaszcza przy astmie i katarze siennym, ze względu na małe stężenie pyłków i zanieczyszczeń), osobom z chorobami układu oddechowego (np. przy nieżytach oskrzeli, morskie powietrze doskonale nawilża i działa wykrztuśnie), a także osobom o słabej odporności i niskim ciśnieniu.

Morskie powietrze, zwłaszcza to nad zimnym Bałtykiem, pełne jest jodu. I to on jest sprawcą największego zamieszania. Z jego powodu lekarze polecają pobyt nad morzem osobom z niewielkim przerostem tarczycy, ale odradzają go przy nadczynności tarczycy. Poza tym ostry morski klimat nie służy osobom z chorobami serca i wahaniami ciśnienia.


Ciepło, cieplej, tropiki

Może więc lepiej wybrać się nad ciepłe morze? Mniej tam, co prawda jodu, ale zamiast porywistych wiatrów i deszczy, mamy wspaniałe słońce. Byle by nie za wspaniałe. Opalania się w takim miejscu powinny unikać osoby o jasnej skórze, bo w ich przypadku bardzo łatwo o poparzenie, a nawet czerniaka. Wysokie temperatury z pewnością nie służą osobom z chorobami serca, a także cukrzykom. Tym diabetykom, którzy mają problemy z czuciem nie wolno chodzić boso, np. po gorącym piasku, bo grozi to poparzeniem stóp.

Słońce i to w solidnych dawkach polecane jest za to chorym na bielactwo oraz na łuszczycę. Promienie ultrafioletowe, szczególnie UVB pomagają zmniejszyć stan zapalny na skórze. Pozytywny wpływ ma też w tym wypadku słona woda morska. Warunek jest jeden, powietrze powinno być możliwie suche. Takie warunki panują w basenie Morza Śródziemnego, zwłaszcza na Bliskim Wschodzie. Numerem jeden są plaże Morza Martwego, jednego z najbardziej nasłonecznionych miejsc na ziemi. Tam też leczy się astmę i różnego rodzaju alergie.

Dużo gorsze notowania u lekarzy mają wilgotne tropiki. Nie dość, że więcej tam zagrożeń egzotyczną amebą czy malarią, to jeszcze mogą nasilać się choroby, które już mamy, choćby atopowe zapalenie skóry. Wydzielany w dużych ilościach pot może bowiem podrażniać chore miejsca i nasilać objawy.

Tropikalne kraje, to także nie najlepsze miejsce na wypoczynek dla osób chorych na nerki. Przy tak wysokich temperaturach łatwo o zatrzymanie wody w organizmie.


Zemsta Czyngis Chana

Prawie każdy, kto samolotem pokonuje kilka stref czasowych odczuwa skutki lotu. Diabetykom dochodzi kolejny kłopot, czyli rozplanowanie posiłków i wstrzykiwanie dodatkowej dawki insuliny zgodnie z nowym czasem, nie zapominając o „podarowanych” lub „odebranych” podczas podróży godzinach.

Cukrzycy muszą zwracać specjalną uwagę na nowe jedzenie i częściej przeprowadzać badania poziomu glukozy we krwi. Ale nawet osoby zupełnie zdrowe, z wrażliwym żołądkiem, odczuwają problemy w związku ze zmianą jedzenia. Zamiast na plaży, spędzamy czas w toalecie. Przewodnicy żartują, że to tak zwana zemsta faraona, ale prawda jest o wiele mniej romantyczna. W naszych jelitach następuje wymiana flory bakteryjnej. To właśnie na wakacjach w Indiach czy Egipcie wiele osób odkrywa u siebie tzw. zespół jelita wrażliwego. Na szczęście w większości przypadków schorzenie po powrocie do Polski zupełnie znika.

Jeśli cierpisz na skrajnie odwrotną przypadłość, lepiej nie jedź do miejsc, gdzie jada się mało warzyw. A zwłaszcza tam, gdzie nie ma ich prawie w ogóle, czyli do Mongolii. Wegetarianie mają tam do wyboru cebulę i kiszony szczypior. No i oczywiście nabiał, czyli kumys, jogurty, suszone na słońcu sery oraz kożuchy z mleka na deser.

Paulina, ze swoim świeżo upieczonym mężem, nie pojedzie w tym roku do Francji. - Niestety, mój ukochany często miewa migreny. A przecież zarówno sery, jak i czerwone wino wywołują ataki tej choroby - martwi się. Na pocieszenie pozostaje mu szampan i ostrygi.

Autor: Anita Szarlik

Komentarze