Spokojnie, to tylko histeria

Wymierzenie policzka jest starym i co więcej – skutecznym sposobem -  na napad histerii dorosłego. U maluchów i nastolatków atak niekontrolowanych emocji trzeba przeczekać.

Najbardziej znaną histeryczką polskiej literatury jest zapewne Emilia Korczyńska z “Nad Niemnem” Elizy Orzeszkowej, która zwykła była terroryzować swoje otoczenie nie tylko wiecznym „globusem”, ale i atakami histerii. Nie znalazł się w książce żaden odważny, kto wymierzyłby jej siarczystego policzka, przywracając tym samym równowagę emocjonalną. No właśnie: czy potraktowanie w taki sposób mocno wzburzonej osoby – pomaga jej?
- Policzek czy potrząśniecie jest starym ludowym sposobem. Prawdopodobnie ten dosyć zdecydowany krok stawia granice wylewającym się uczuciom i mówi: “Już dość” - twierdzi dr Sławomir Murawiec, psychiatria i psycholog z warszawskiego Instytutu Psychiatrii i Neurologii. - W ten sposób mamy szanse przywrócić danej osobie świadomą kontrolę nad swoim zachowaniem. Wraca wtedy do działania rozum i osoba histeryzująca na powrót przejmuje świadomą kontrole nad swoim zachowaniem.


Rozum kontra emocje

Ludzki mózg, potocznie ujmując, składa się z części “emocjonalnej” i “rozumowej”. Część rozumowa trzyma w szachu część emocjonalną i nie pozwala na niekontrolowany wypływ emocji, popędów, uczuć. Gdyby tak nie było, świat zapełniłby się ludźmi śmiejącymi, płaczącymi, krzyczącymi i robiącymi jeszcze inne – znacznie gorsze rzeczy - w najbardziej nieoczekiwanych miejscach i momentach.

Mechanizm histerii, jest dosyć prosty. Następuje odwrócenie sytuacji: nagle część emocjonalna mózgu bierze górę nad rozumową.

Psychologowie podkreślają, że uczucia wydobywające się na zewnątrz w czasie histerii to nie jest zwykły gniew czy po prostu “nerwy”. Emocje histeryczne dotyczą uczuć związanych z relacją z drugą osobą. - To nie jest sam gniew na daną osobę, to są uczucia „zmiksowane” - złości i lęku, zależności, przywiązania i frustracji – mówi dr Murawiec.
W internecie można obejrzeć półtoraminutowy film obrazujący histerię dorosłej kobiety, która reaguje wzburzeniem i krzykiem na jakieś słowa towarzyszącego mu mężczyzny. Dwukrotnie kładzie się na ziemię, krzyczy, tupie nogami. Takie zachowanie przypomina zachowanie dwulatka. Tyle, że dwulatek, nie ma w swojej czołowej części mózgu tylu mechanizmów kontrolnych, ile mają dorośli ludzie. Dlatego histerię dziecka, czy nastolatka należy cierpliwie przeczekać.


Pisk o batonik

Repertuar histerycznych reakcji małego człowieka jest dość szeroki. Tupanie, wrzask, pisk, agresja, rzucanie się na ziemię, krztuszenie się, a nawet wymioty. Wszystko to jest reakcją na frustrację, bo mały człowiek nie doszedł jeszcze w swoim rozwoju do etapu, kiedy na brak czegoś reaguje się z zimnym uśmiechem i stwierdzeniem: “Uprzejmie proszę o dwa czekoladowe batoniki”. Maluch dysponuje najbardziej naturalnymi formami ekspresji i z nich korzysta. Co na to rodzice? Powinni zachować się dokładnie odwrotnie niż maluch. Oddychać głęboko, liczyć do 10 albo do 100. I … cierpliwie czekać. W żadnym wypadku nie kłaść się obok dziecka, żeby “przejąć jego perspektywę” (tak, tak, są tacy rodzice). Nie krzyczeć, nie tłumaczyć, nie błagać, dziecko i tak tego nie słyszy. Jeżeli histeria zdarzyła się w miejscu publicznym, dobrze jest zmienić otoczenie i nie zastanawiać się nawet przez chwilę, co inni myślą na temat nas i naszego dziecka (“ale rozwydrzony bachor”, “co z niej za matka, że nie potrafi go uspokoić” – jeżeli tak myślą, to znaczy, że daaaaawno nie mieli do czynienia z dwulatkiem).

Dobrze jest powiedzieć maluchowi: “będziemy rozmawiać, jak się uspokoisz”. Poczekać, aż się dziecko wyciszy i dopiero zacząć rozmawiać. Wtedy jasno i wyraźnie wytłumaczyć kwestię balonika, batonika czy też innego problemu, który stał się zarzewiem histerii. A co najważniejsze: nie ulegać presji, mimo że ma się ochotę kupić mu różową gumę do żucia, żeby tylko się uspokoił. Jeżeli hołduje się zasadzie: żadnej różowej gumy do żucia, histeria dziecka nie ma prawa jej zmienić.

Jeżeli maluch raz wywalczy swoje przy pomocy nieopanowanego ryku, już zawsze będzie próbował tej metody.Wtedy dopiero będzie można się zorientować, jak mało wytrzymałym jest się na dziecięcy wrzask.

Psychologowie radzą, żeby na dziecięcą histerię spojrzeć jak na etap rozwoju, w którym dziecko uczy się kontrolowania swoich emocji, impulsów, niezaspokojonych potrzeb. Najbardziej znany psycholog amerykański Philip Zimbardo, udowodnił, że maluchy, które otrzymują tzw. “odroczone nagrody”, czyli np. więcej słodyczy, ale trochę później, lepiej radzą sobie w dorosłym życiu, niż dzieciaki dostające wszystko na życzenie.


Silnie kochający

Histerycznie reagującego nastolatka należy potraktować podobnie jak małe dziecko, z mniejszą dozą tolerancji, ale ze świadomością skomplikowanych procesów biochemiczno-hormonalnych odbywających się w jego mózgu.
- To osoby z silniejszą emocjonalnością, bardziej „egzaltowane”. Takie, które mocno przeżywają swoje emocje - wymienia dr Sławomir Murawiec. - Potocznie mówiąc, “silniej kochają".

Czy można działać antyhisterycznie, czyli czy istnieje coś w rodzaju profilaktyki histerii? W przypadku małych dzieci – unikanie ataków histerii kończy się wychowaniem osławionego “małego tyrana”, przez wrzaskiem którego będą drżeli domownicy spełniając jego najbardziej wymyślne zachcianki. Ta metoda jest bardzo zawodna.

Podobnie z dorosłymi. Oznaczałoby to bycie w zawsze jednoznacznej i dobrej relacji z histeryzującą osobą, a to nie zawsze się udaje i nawet nie zawsze jest możliwe. - Na pewno potrzebny jakiś rodzaj spokoju, jednoznaczności, czytelności w relacji – uważa dr Sławomir Murawiec. - To może pomóc. Ale co zrobić jeśli pojawiają się trudności? Histeryk może wybuchać z powodu własnych trudności psychologicznych, niemożności ułożenia relacji czy własnej przeszłości emocjonalnej.

Histeria często dotyka ludzi mocno uzależnionych od innych, którym brakuje poczucia bezpieczeństwa, gdy utracą osobę, pod którą są "podwiązani". Wybuchy histerii zdarzają się osobom, których poczucie własnej wartości zależy od aprobaty otoczenia, a także u ludzi przesadnie chwalonych za nawet niewielkie osiągnięcia. Takie osoby mają wysoką, ale chwiejną samoocenę i popadają w narcyzm. W efekcie tracą do siebie dystans i nie umieją spojrzeć na siebie tzw. chłodnym okiem. Trudno wskazać dobry sposób na opanowanie histerii u dorosłego. Psychologowie mówią, że paradoksalnie dobrze sprawdza się lekki policzek, bądź dosyć mocne potrząśnięcie rozhisteryzowaną osobą (Uwaga! Histeryk jest w stanie oddać cios). Taki silny bodziec zwykle pomaga wrócić emocjom na swoje miejsce. Można, oczywiście, przeczekać atak lub mocno przytulić histeryzującą osobę. Nie należy zostawiać jej samej. Niestety, nie oszukujmy się, obojętnie czy u dorosłych czy u dzieci – histeria jest krótka, gwałtowna, niezbyt przyjemna i właściwie nie ma na nią uniwersalnego środka.

Zdarza się, że osoby wpadające w histerię oczekują, że partner wszystko wytrzyma, niczym się nie przejmie i weźmie na siebie odpowiedzialność za ich zachowanie.

Kobiety mówią: “Chciałabym, abyś ty jako silny mężczyzna wszystko wstrzymał, bo ja jestem taka słaba i nie daję sobie rady”.

Psychologowie ostrzegają, że w ten sposób przerzucają odpowiedzialności za swoje własne zachowanie w związku na partnera. - Jest to rodzaj nadużycia i szantażu emocjonalnego, który nie powinien być wspierany i akceptowany - ostrzega dr Sławomir Murawiec. - W skrajnych wypadkach ktoś długo wytrzymuje napady histerii partnera, a potem się po prostu pakuje się i odchodzi. Histeryzujący partner nie może się nadziwić, że tamten zawsze wszystko wytrzymywał, a teraz nie.

Być może jako małe dziecko piskiem wywalczał batoniki i nikt mu nigdy nie powiedział, że ta metoda ma smutny koniec.

Dolegliwości związane z histerią były znane już w XX wieku p.n.e. Przez stulecia kojarzono je z wędrowaniem macicy w ciele kobiety (hystera - z grec. macica). Za przyczynę tego zjawiska uważano brak spełnienia seksualnego. Macica, uciskając na poszczególne organy, miała powodować różne dolegliwości, takie jak duszność, zawroty głowy czy cierpnięcie nóg. Potem histerię wiązano z padaczką i syfilisem. Uskarżających się na nią osób unikano, często przypisując im konszachty z czarownicami, a nawet z diabłem.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze