Słowa też ranią - jak się kłócić bez obrażania

Nie da się w związku dwojga ludzi unikać sprzeczek. I nie warto. Dobrze jest jednak nauczyć się, że kłótnia powinna być wstępem do negocjacji, a nie wzajemnym zadawaniem sobie bólu.

„Związek dwojga ludzi to taniec miłości i nienawiści“ – pisze w książce „Ogień w brzuchu“ amerykański filozof i terapeuta Sam Keen. Dlatego, jeżeli po upojnej nocy, wieczorem następnego dnia, zamiast spijać sobie z dzióbków, zażarcie kłócicie się o niewyniesione śmieci, to właśnie dowód na to, że chwilowo tańczycie taniec niezbyt miłosny.

Nie kłócą się bowiem tylko anioły, a o te – jak wiadomo – dosyć trudno na codzień. Nie kłócą się także ludzie w związku symbiotycznym („bo przecież oboje jesteśmy tacy sami, więc nie musimy się o nic spierać“) ale taki, zwykle kończy się bolesnym rozstaniem.

Sprzeczki nie są niczym złym, wręcz przeciwnie – mogą nieźle „wentylować“ układ dwojga ludzi. Często burzliwa wymiana zdań jest potrzebna, by związek nie stanął w miejscu mógł się rozwijać. Oczyszcza ona atmosferę, rozładowuje napięcie, nie pozwala na chowanie wzajemnej urazy oraz na narastanie poczucia krzywdy. Związek dwóch niekłócących się ludzi jest znakiem, że któreś z partnerów tłumi w sobie emocje.

Dlaczego się kłócimy? Bo nie jesteśmy ideałami (chociaż sądzimy zgoła inaczej), a każde z nas jest inne: dzieli nas temperament, charakter, poglądy. Nierealnie więc jest, że między tobą a partnerem nigdy nie pojawią się różnice zdań, a próba forsowania własnej opinii, nie doprowadzi do kłótni. Doprowadzi. Problem nie polega jednak na tym, by uciekać od kłótni, tylko by się dobrze kłócić.


Dobrze, to znaczy jak?

- Kłótnia z klasą to taka, w której obie strony dyskutują o tym, co ich dotyczy tu i teraz – mówi Izabela Kurzejewska, psycholog i psychoterapeuta. – Bez wycieczek osobistych w przeszłość, bez wypominania bolesnych fragmentów z dzieciństwa, wracania do momentów, o których oboje chcę zapomnieć. W dobrej kłótni nie chodzi o pokazywanie, kto jest tutaj lepszy. Dobra kłótnia ma do czegoś doprowadzić.

Do czego? Najlepiej do negocjacji w sprawie, która stała się jej przedmiotem: sprzątanie, wynoszenie śmieci albo poważniej: sposobu wychowywania dziecka czy kłopotów finansowych.

Jeżeli kłótnia kończy się na samej kłótni, po czym obie strony rozchodzą się w sobie tylko znanych kierunkach, nie wróży to rychłego powrotu do tańca miłości. – Takie zakończenie oznacza frustrację obu stron i niepotrzebną utratę energii – uważa Izabela Kurzejewska. – Każda kłótnia powinna mieć konstruktywną konkluzję pod hasłem: “Co robimy, by zmienić niekomfortową dla jednej albo dwóch stron, sytuację”.

Mechanizm “pokłótniowej” frustracji jest prosty: kiedy jedna strona związku wychodzi z pokoju w najbardziej emocjonującym momencie wymiany zdań, druga – interpretuje to jako wyraz pogardy, lekceważenia i braku uczuć. Taki sposób kończenia kłótni ma fatalne skutki dla związku. Oddala i złości.


Dobrze oznacza uważnie

Mimo, że oczywiście to TY masz rację w sporze z partnerem, dobrze by było posłuchać: “o czym” on się na ciebie wydziera? A nuż ma rację? Może dzisiaj wyjątkowo wina leży po twojej stronie? Warto wyobrazić siebie na miejscu partnera, wejść na chwilę “w jego buty” i pomyśleć: “Chyba rzeczywiście jest trochę racji w tym, co mówi”. Często w ogóle nie interesuje nas, co partner ma nam do powiedzenia. Przerywamy mu w pół słowa albo wyłączamy się z rozmowy.


Dobrze znaczy bezboleśnie

- Słowa ranią bardziej niż czyny – uważa Izabela Kurzejewska. – Ze słowami nie da rady dyskutować, czyny można się starać usprawiedliwiać. Jeżeli ktoś usłyszy, że jest kretynem/kretynką, nie może „przegadać“ z partnerem tego określenia. Ono już padło i na zawsze pozostanie w podświadomości.

Niewielu z nas zdaje sobie sprawę z niszczącej mocy słów i sądów. Osoba, którą obrażono, zwykle czuje, że ten, kto ją obraża, ma nad nią władzę. Angażuje więc podświadomość, siły i myślenie w to, żeby się „złe słowo“ spełniło.

Nazwanie kogoś „fleją“, „leniem“ – czyni z tego kogoś „fleję“ i „lenia“, choćby był osobą najczystszą z czystych. Zwłaszcza wtedy, gdy jej poczucie własnej wartości jest nieco zachwiane. Poza tym, najprościej w świecie – przykro jest słyszeć z ust osoby, której się zaufało.

Czyli wiedząc, że partner był bity przez swojego ojca, w czasie kłótni używamy to jako argumentu, który ma mu uświadomić, dlaczego krzyczy na swoje własne dzieci. Albo, skoro w domu rodzinnym partnerki panuje wiecznie lekki chaos, krytykując jej małe zamiłowanie do porządku, przywołujemy obraz jej mamy nieradzącej sobie z pucowaniem okien. – Takie manipulacje, nawet stosowane w dobrej wierze – czasami myślimy, że to wstrząśnie partnerem i każe mu się zastanowić nad swoim postępowaniem – nic nie dadzą – podkreśła Izabela Kurzejewska.

– Nie jesteśmy terapeutą swojego partnera, nie pomożemy mu w uporaniu się z kłopotami z przeszłości, a osobiste wycieczki pod jego adresem tylko go rozwścieczą.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze