Słowa, które niszczą

Zaczyna się niewinnie: kąśliwa uwaga, drobny żart na nasz temat, który nas nie śmieszy. Lekceważymy to, aż któregoś dnia nie poznajemy samej siebie. Z ufnej, radosnej dziewczyny stałyśmy się pełną kompleksów, niepewną siebie kobietą. Co takiego się stało?

Jeśli ktoś cię obraża, komentuje w przykry dla ciebie sposób twój wygląd, twoje wypowiedzi lub zachowanie; docina ci, nawet żartem, ale ty czujesz się z tym źle i nie ma w tobie na to zgody – to masz do czynienia z przemocą słowną i masz prawo przed nią się bronić.

Konflikt w bliskim związku nie jest niczym złym – o ile nie jest w nim normą. Poprzez różnice zdań wyrażamy swoje potrzeby, wyznaczamy granice, ustalamy kompromisy, zaznaczamy, co jest dla nas ważne, a na co się nie zgadzamy. Jednak ubliżanie, obrzucanie epitetami, poniżanie czy zastraszanie jest wykorzystywaniem silniejszej pozycji jednego z partnerów, by uzyskać na drodze przemocy korzystne dla siebie rezultaty. Twoje ustępstwa i ugodowość mogą napastnika zachęcić do dalszych roszczeń, a kłótnie mogą się przemienić w trwały konflikt i nękanie psychiczne. Dlatego ważne jest, by już na wstępnym etapie znajomości postawić granice.


Co jest, a co nie jest dopuszczalne

Podczas rodzących się w każdym związku nieporozumień, na drodze negocjacji można dojść wspólnych ustaleń, które – choć nie zawsze w pełni – ale satysfakcjonują obie strony, uwzględniając wzajemne potrzeby i ograniczenia. Tak powinno być w zdrowej relacji. Są jednak osoby, które w sposób agresywny chcą uzyskać więcej, a jeśli się nie da, dopiec partnerowi dla uzyskania przewagi.

Paweł Droździak, psycholog i psychoterapeuta przyznaje, że często krytykę ubieramy w trudną do przyjęcia przez partnera formę. Na przykład określając go w jakiś sposób: „Nie zapłaciłeś ubezpieczenia za samochód na czas, jesteś debilem”. – Jeśli w takiej chwili będziemy kontynuować rozmowę o ubezpieczeniu, skutki tego będą absolutnie katastrofalne – ostrzega Paweł Droździak. – Bo właśnie milcząco wyraziliśmy zgodę na to, by o nas mówiono, że jesteśmy debilami. Zwrot „jesteś debilem” wszedł właśnie do kanonu wzajemnych kontaktów i odtąd już będzie tam siedział. Nie wolno kontynuować rozmowy na jakikolwiek inny temat, dopóki się nie załatwi sprawy „jesteś debilem”. Trzeba powiedzieć: „absolutnie się nie zgadzam, byś tak do mnie mówiła, jeśli to się powtórzy, w ogóle nie będę z tobą rozmawiać”. Jeżeli nazywamy partnera w jakiś obraźliwy sposób, to już nie jest to kłótnia, tylko przemoc.

Uwagi typu: „ale ci się przytyło”, „chyba kupiłaś sukienkę dwa rozmiary za małą”, „nie pytam cię nawet, bo nie masz o niczym pojęcia”. „zawsze byłaś kiepska w te klocki”, „nic z ciebie nie będzie”, „głupia się urodziłaś i głupia umrzesz”, „co oni w tobie widzieli, że dali ci tę pracę”, „zdania porządnie nie umiesz sklecić” – podkopują wiarę w siebie osoby obrażanej. Niereagowanie i niestawianie stanowczego oporu, zwłaszcza gdy tak zachowuje się bliska nam osoba, prowadzi do pogłębienia problemu – sprawca będzie pozwalał sobie na coraz więcej, a ty będziesz czuła się coraz gorzej: niepewna swojej wartości, zaszczuta, a wręcz zagrożona.


Niepokojące sygnały

Sprawców przemocy można rozpoznać już na wstępnym etapie znajomości. Zaczyna się zazwyczaj niewinnie. – Powinny nas zaniepokoić, a przynajmniej zastanowić próby partnera, byśmy się jakoś do niego dopasowywali – radzi Paweł Droździak, psycholog. – Byłem świadkiem sceny w restauracji – oto para w okresie zalotów, widać, że dopiero się poznawali, miło sobie rozmawiali. Ale ten mężczyzna, w ciągu pierwszej półgodziny, żartem wprawdzie, na odpowiedź dziewczyny „nie” na jakieś jego pytanie, zademonstrował, że ją zaraz czymś obleje. Wszystko odbywało się na poziomie żartów, ale już widać, na czym będzie polegać ta relacja: ten mężczyzna nie przyjmuje do wiadomości słowa „nie”, a ta kobieta z jakiegoś powodu tego „nie widzi”. A to pierwszy sygnał, gdy ktoś nie słyszy naszego „nie”, że mamy do czynienia albo z osobą przemocową, albo agresywną, albo zbyt kontrolującą. I to się raczej nie zmieni.


Ofiara i sprawca

Przemocy psychicznej używają zarówno mężczyźni, jak i kobiety, osoby wykształcone i nie, biedne i bogate, religijne i te, które w nic nie wierzą. Ktoś, kto atakuje, zazwyczaj sam czuje się niepewnie. Fatalne myślenie o sobie samym rekompensuje poniżając kogoś słabszego od siebie. Na skutek trudnych doświadczeń życiowych wytworzył taki mechanizm obronny – wyrażana przez niego agresja nie pozwala, żeby to on był ofiarą. Ludzie używający przemocy boją się, że to oni zostaną znów zranieni, więc ranią innych, jakby uprzedzając własne zranienie. Ukrywają swoją nadwrażliwość pod maską agresora. Sprawują nad ofiarą kontrolę, by mieć pewność, że nie zostaną porzuceni, opuszczeni. Użyją wszelkich metod, by zapewnić sobie poczucie bezpieczeństwa. Będą obwiniać każdego za cokolwiek, wmówią partnerowi, że tylko dzięki nim coś znaczy, by go do siebie przywiązać na zawsze.

Kim jest ofiara? Zazwyczaj osobą poszukującą kogoś silniejszego od siebie, bardziej pewnie poruszającego się w świecie pełnym zagrożeń. Początkowo „twarda” postawa partnera może ją pociągać, bo on ma to, czego jej brakuje, albo na co ona sobie nie pozwala. Dlaczego pomimo zachowań przemocowych tkwi w związku? Ze strachu przed sprawcą?

– Jedynym powodem, dla którego jest się z kimś w bliskiej relacji, jest przywiązanie do tej osoby – tłumaczy Paweł Droździak. – Przywiązanie, więź jest ważniejsza niż jakakolwiek inna potrzeba. Przywiązanie jest dla człowieka ważniejsze niż bezpieczeństwo. To nieprawda, że zostajemy w relacji ze strachu. Decyduje przywiązanie, potrzeba więzi.


Odejść czy zostać?

Warto się zastanowić, „dlaczego zostaję w przemocowym związku”, „co on mi załatwia, co daje”. Być może masz już tak niskie poczucie własnej wartości, że wierzysz, że nikt inny cię nie zechce; być może jesteś przekonana, że sama sobie nie poradzisz. Poczucie siły i poczucie sprawstwa umieszczasz na zewnątrz, w kimś albo w czymś, nie w sobie.

Koszty przemocy słownej są ogromne i długotrwałe – osoba nękana może zapłacić utratą pewności siebie, załamaniem nerwowym, depresją, rozbitym życiem emocjonalnym, zawodowym, rodzinnym. Proces zdrowienia należy zawsze rozpocząć od siebie – od refleksji: dlaczego w tym tkwię, co mi daje bycie ofiarą i czy chcę dalej nią być? Jeżeli nie powiemy stop, ułatwimy agresorowi drogę do coraz większej agresji i przemocy fizycznej, do której od przemocy słownej już tylko jeden krok.

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze