Słoneczne menu

Gdy upał i wakacje połączą się w jedno, następuje wielkie rozleniwienie, gotować się nie chce. Dlatego najlepiej zjeść coś nieskomplikowanego w przygotowaniu i najlepiej na zimno.

A jeśli na zimno, to niech to będą zupy, polewki, chłodniki i inne płynne pożywne dania. O tym, że zupy są doskonałym źródłem energii, wiedzieli nasi przodkowie. Aż do XIX wieku jadali je na najważniejszy posiłek dnia, czyli śniadanie. Ta tradycja przetrwała w niektórych domach, gdzie dzieci dostają na śniadanie zupę mleczną, albo w wersji współczesnej płatki z mlekiem - czyli polewkę na zimno, jakby na to nie patrzeć.


Trochę historii

Archeolodzy badający szczątki neandertalczyków natknęli się na szczękę mężczyzny pozbawioną zębów. Zbadali ją i doszli do wniosku, że żył on jeszcze długo, mimo że zębów nie miał - a jeść coś musiał i nie było to pożywienie wymagające żucia. Wniosek? Jadł zupy! Technologia gotowania była prosta - wykopywało się dołek w ziemi, wykładano go skórą - do środka wlewano wodę i dodawano wszelkie gorszej jakości resztki upolowanych zwierząt. Na koniec skórę zwijano i nakrywano rozgrzanymi kamieniami. Potem zaczęto używać do warzenia polewek muszli i naczyń z gliny. I tak zupy zostały z nami na zawsze. Chyba najstarszą z nich, którą do tej pory zajadają się Ślązacy, jest wodzianka. W średniowiecznych przepisać można znaleźć przepis na identyczną polewkę zwaną bryją. Bierze się czerstwy chleb, rwie na kawałeczki do talerza, dodaje czosnku lub lubczyku i zalewa wodą - gorącą lub zimną, na koniec dodaje się nieco tłuszczu. Patrząc na skład można więc rzec, że wodzianka jest przodkiem słynnego hiszpańskiego chłodnika - białego gazpacho, które powstaje z białego pieczywa, migdałów, czosnku i oliwy.


Smaki na chłodno

Najlepszy obiad na upalne dni to sałatka z pieczywem i chłodna zupa. W tradycyjnej polskiej kuchni mamy duży wybór zup niewarzonych. Klasykiem jest chłodnik litewski, koniecznie na kwaśnym mleku (wersja light z kefirem) z burakami, ogórkami, koprem i dla podniesienia kaloryczności - chłodnym jajkiem na twardo. Mniej klasyczna jest zupa krem z brokułów na zimno. Jednak w naszej kuchni najsłynniejszymi chłodnikami, które każdy zna z dzieciństwa, są zupy owocowe. Czy to będzie wiśniowa z lanymi kluseczkami, czy jagodowa z kleksami bitej śmietany - zawsze smakują doskonale. Można też pokusić się o zrobienie pysznej polewki rabarbarowej - kiedyś chętnie jadanej w letnie poranki, dziś zapomnianej. Gotujemy wodę z cukrem, goździkami i skórką z cytryny, na wrzątek wrzucamy obrany i pokrojony w kosteczkę rabarbar. Gotujemy krótko, około 5 minut. Przecieramy przez sito lub rozdrabniamy w malakserze. Dodajemy śmietanę zmieszaną z łyżeczką kisielu malinowego lub cytrynowego i gotujemy jedną minutę. Schładzamy i jemy.


Coś z zagranicy

Kolorów, w jakie może się stroić zupa na zimno z zagranicy, jest nieskończenie wiele. Jeśli jest zielona, może się nazywać po hindusku Raita i składać z jogurtu, ogórków, cebuli z dodatkiem świeżej mięty i ostrej papryki. Może być małym co nieco w kolorze czerwonym, czyli najsłynniejszym gazpacho andaluzyjskim, które pojawiło się na iberyjskich stołach dzięki odkryciu Ameryki i przywiezieniu z niej pomidorów. To właśnie one, papryka i ogórek tworzą bazę tej zupy. Jeśli ktoś ma ochotę na coś francuskiego, polecam zupę-krem Vichy - drobno pokrojone ziemniaki i por podsmażamy na maśle, zalewamy lekkim bulionem i gotujemy do miękkości, miksujemy, doprawiamy solą, pieprzem i gałką muszkatołową. Po schłodzeniu podajemy z kleksem kwaśnej śmietany. Smacznego!

Autor: Maria Ziemiańska

Komentarze