Serce na wakacjach - urok brugii

Średniowieczne i renesansowe zabytki, brukowane uliczki poprzecinane kanałami, a także niezwykły klimat – to wszystko sprawiło, że Brugia nazywana jest „flamandzką Wenecją”. W przeciwieństwie jednak do włoskiego miasta miłości ma ona o wiele więcej do zaoferowania niż przejażdżka gondolą.

Brugię najlepiej zwiedzać pieszo albo – jak jej mieszkańcy – rowerem, który można sobie wypożyczyć na czas wizyty. Aby jednak spokojnie poznawać miasto, należałoby wpaść do Brugii po sezonie albo… wstać wcześnie rano, nim tłumy turystów zaleją ulice. Sława Brugii jako jednego z najlepiej zachowanych średniowiecznych miast Europy Zachodniej sprawiła, że jest ona ważnym punktem w planie wycieczki wszystkich tych, którzy wybierają się do Flandrii.


Spacer po „flamandzkiej Wenecji”

Tłumy turystów, które w sezonie zalewają miasto, nie zmalały od czasów średniowiecza, kiedy to Brugia była jednym z najchętniej odwiedzanych europejskich miast, a to dlatego, że była ważnym miejscem handlu, a z czasem również – po otwarciu giełdy – miastem o najbardziej rozwiniętym rynku pieniężnym w Europie. Poza tym Brugia była również siedzibą księcia Burgundii, który z czasem przeniósł tam swój dwór, powodując tym samym napływ artystów i powstanie słynnej szkoły flamandzkiej (reprezentowanej przez Jana van Eycka i Hansa Memlinga).

Efektem „złotego wieku” miasta, który obejmował całe średniowiecze, jest to, iż dziś centrum Brugii umieszczone jest na liście światowego dziedzictwa UNESCO jako jedna z najlepiej zachowanych średniowiecznych dzielnic.
Chociażby z tego względu zwiedzanie Brugii zacząć najlepiej od jej starówki: rynku Grote Markt, a także przylegających do niego ulic z budynkami stanowiącymi rekonstrukcje średniowiecznych budowli. Żeby spojrzeć na miasto z lotu ptaka, można – po zapłaceniu 6 euro i pokonaniu 366 schodków – wspiąć się na wieżę dzwonniczą Belfort z XIII wieku przy Grote Markt. Można również podziwiać miasto podczas przejażdżki statkiem turystycznym po licznych kanałach Brugii.


Czas na zabytki

Z racji tego, że wstęp do większości kościołów w Brugii jest wolny, warto od nich właśnie zacząć zwiedzanie. Koniecznie trzeba zajrzeć do Heilige Bloed Basiliek (Bazylika Świętej Krwi), bazyliki na Burg Square, gdzie w srebrnym tabernakulum z 1611 r., będącym darem króla i królowej Hiszpanii, znajduje się relikwiarz zawierający podobno krew Chrystusa. Kryształowy flakon, który flamandzki rycerz Thierry d'Alsace (który wsławił się wielką odwagą podczas drugiej krucjaty) otrzymał od wdzięcznego patriarchy Jerozolimy, był jedną z najświętszych relikwii średniowiecznej Europy. Po kilku tygodniach od złożeniu flakonu odkryto, że relikwia wyschła. Jednak z czasem zauważono, że zaczęła się wypełniać w każdy piątek o osiemnastej, aż do 1325 r. Uznano to za cud, który badali dygnitarze kościelni wszystkich szczebli, łącznie z papieżem Klemensem V. Raz w roku, w Dzień Wniebowstąpienia, relikwia obnoszona jest przez miasto w Uroczystej Procesji Krwi Świętej. Uwaga dla zwiedzających: bazylika jest zamknięta w środy po południu.

Kolejny wart odwiedzin kościół to Onze Lieve Vrouwkerk (Kościół Najświętszej Marii Panny) z najwyższą wieżą w mieście (122 metry). Znajdziemy tam rzadko spotykany poza Włochami ślad twórczości Michała Anioła – rzeźbę „Madonny z Dzieciątkiem”, bardziej znaną jako Madonna z Brugii. W przeciwieństwie do słynnej „Piety watykańskiej” przedstawia ona Marię z małym Jezusem między jej kolanami.

Z kolei wizyta w gotyckim Jerusalem Kerk z ośmiokątną wieżą i kapliczką, w której znajduje się naturalnej wielkości figura pośmiertna Chrystusa, jest już płatna. Kupując jednak bilet, opłacamy równocześnie wstęp do pobliskiego Muzeum Koronczarstwa, pamiętając o tym, że Brugia jest mekką koronczarstwa, a w koronki z Brugii ubierały się w dzień ślubu europejskie panny z dobrych domów. Dziś możemy tam obejrzeć na żywo, jak powstają pracochłonne dzieła koronczarskie. W zasadzie na każdej ulicy znajdziemy sklepik z wyrobami z koronki, a ponadto przechadzając się śródmiejskimi uliczkami zauważymy siedzące przed drzwiami swych domów kobiety wyrabiające plecionki za pomocą szydełka lub na klockach.

Skoro rozpoczęliśmy rajd po muzeach, kolejnym punktem na naszej mapie może być Diamanthuis Museum, gdzie codziennie o 12.15 można podejrzeć, jak szlifuje się te cenne kamienie. Wielbiciele malarstwa koniecznie muszą zajrzeć do Musée Groeninge, gdzie obejrzą sześć wieków malarstwa flamandzkiego, belgijskiego i holenderskiego. Część sal poświęcona jest wczesnemu malarstwu flamandzkiemu, znajdziemy tam m.in. kilka dzieł Jana van Eycka. Ważną część zbiorów muzeum stanowi sztuka XX wieku z Magrittem, Ensorem, Delvaux, Woutersem czy Permeke. Muzeum otwarte jest codziennie z wyjątkiem wtorku.

Musée Memling z kolei znajduje się w byłym 600-letnim hospicjum św. Jana, które stanowi doskonały przykład jednego ze starszych szpitali średniowiecznych w Europie. Warto pamiętać, że urodzony w pobliżu Frankfurtu Hans Memling większość swego twórczego życia spędził w Brugii. W kościele szpitala znajduje się sześć jego dzieł: m.in. tryptyk Memlinga „Mistyczne zaślubiny św. Katarzyny” oraz „Relikwiarz św. Urszuli”. Muzeum otwarte jest codziennie z wyjątkiem środy.

Lubiący słodkości nie mogą ominąć muzeum czekolady Choco-Story. Bilet w cenie 6 euro to mały wydatek w porównaniu z ilością darmowych próbek, które czekają na turystów-łakomczuchów. W porze obiadowej natomiast można zajrzeć do Muzeum Frytek, czyli Friet Museum i spróbować podobno najlepszych frytek na świecie. Są one smażone przez kucharza, który przygotowuje je dla belgijskiej rodziny królewskiej.

Ci, którzy nie lubią zgiełku, mogą oddalić się nieco od centrum i pospacerować pustymi, urokliwymi uliczkami dzielnicy St. Anna (na północ od centrum), gdzie przechadzać się będziemy między budynkami mającymi 300 lat. Można wstąpić do sklepików i kupić jakąś pamiątkę z koronki. Zakochanym polecamy spacer nad romantycznym Jeziorem Miłości (Minnewater), które dawniej było basenem portowym, do którego wpływały barki zapewniające transport pomiędzy Brugią a Gandawą.

Tuż za Jeziorem Miłości przy ulicy Wijngaardstraat znajduje się Begijnhof – zespół białych domków wśród starych platanów. Zamieszkiwane były przez średniowieczną wspólnotę religijną kobiet grupującą wyłącznie panie, które – w przeciwieństwie do zakonnic – nie składały ślubów wieczystych. Mogły one w każdej chwili opuścić Begijnhof i rozpocząć świeckie życie. Większość z nich (w tym również bogate panny, z racji tego, że nie musiały składać ślubów ubóstwa) pracowała przy wyrobie koronek i innych materiałów. Dziś mieszkają tam siostry benedyktynki. Znajduje się tam również muzeum, w którym możemy się dowiedzieć więcej o życiu jego dawnych mieszkanek.


Po sezonie

Brugia zaprasza na festiwal rzeźb lodowych, który trwa od końca listopada do stycznia. Przed stacją centralną znajduje się wielki namiot ze stałą temperaturą 6°C. Co roku profesjonalni artyści zużywają aż 300 ton lodu i pół tony śniegu, by stworzyć swe dzieła.

Autor: Oprac. (KB)

Komentarze