Ryzyko we krwi

Czy amatorki mocnych wrażeń rzeczywiście mają ciekawsze, lepsze życie niż spokojne domatorki?

Stan wyjątkowy - tak można zatytułować niemal każdy dzień z życia Anki. Jest urodzoną ryzykantką i nie usiedzi chwili w jednym miejscu. Ciągle coś ją gna... Biegnie na ściankę wspinaczkową, wyjeżdża na wyprawę do jaskiń albo uczestniczy w kursie nurkowania. Ona po prostu musi ciągle próbować czegoś nowego - tak przynajmniej twierdzi. I trudno się z nią nie zgodzić. Bo, jak wiadomo, adrenalina nie tylko dodaje wigoru, ale też uzależnia. Bardzo trudno odmówić sobie kolejnej dawki wrażeń.


Życie na pełnych obrotach

Olga zdecydowała się założyć własną firmę. Pomysł chwycił i biznes szybko zaczął się rozrastać. Z dwudziestosześcioletniej młodej mamy szybko przeistoczyła się w bizneswoman, która każdego dnia musiała podejmować trudne decyzje. Bardzo chciała się sprawdzić w nowej roli.

Poza tym każdy kolejny sukces napędzał ją do działania. Nawet nie spostrzegła, kiedy zamieniła ulubione zajęcia fitness na dodatkowe spotkania z doradcą finansowym. A wieczorną lekturę książki zastąpiła studiowaniem wyciągów od księgowej. Natomiast kontrolne badania u lekarza przełożyła na ... kiedyś tam. Przecież i tak czuła się świetnie! Miała w sobie tyle wigoru, że mogłaby góry przenosić. Do czasu ...

Choć adrenalina jest najlepszym i najzdrowszym z ludzkich środków dopingujących, to nawet ją można przedawkować. Częste podejmowanie ryzyka zdecydowanie podwyższa poziom tego hormonu.


Do boju!

Wielu badaczy twierdzi, że m.in. dzięki adrenalinie rodzaj ludzki w ogóle przetrwał. I jak na ironię, po wielu stuleciach, ten sam hormon jest przyczyną coraz większej liczby chorób cywilizacyjnych i zgonów. Zawały serca, nadciśnienie czy depresje to cena życia w ciągłym napięciu.

Taka nieustanna gotowość do działania powoduje nagły wzrost adrenaliny we krwi. Mobilizuje ona w pierwszej kolejności serce, mózg i mięśnie, np. do szybkiej ucieczki przed niebezpieczeństwem, do intensywniejszej pracy, ale zapomina o innych organach, np. układzie trawiennym czy rozrodczym.


Przedawkowanie

Organizm nie jest przystosowany do tego, by taki stan utrzymywał się długo. To właśnie powiedział ginekolog Olgi, kiedy po wielu nieudanych próbach zajścia w drugą ciążę zaczęła myśleć o in-vitro. Tłumaczył, że powinna trochę zwolnić tempo życia, odpuścić sobie czasem, wypoczywać i nie robić nic, co mogłoby ją zestresować.

Ania natomiast od kilku miesięcy chodzi na terapię do psychologa. Wspólnie próbują ustalić, czemu nie układa jej się z żadnym mężczyzną, przed czym tak usilnie stara się uciec w ryzyko. O czym chce zapomnieć, rzucając się w dół na bungee albo wisząc na krawędzi skały bez asekuracji.

Wygląda na to, że obie kobiety wpadły w sidła adrenaliny. U większości ludzi na całym świecie zbyt duże jej dawki powodują te same kłopotliwe konsekwencje.


Zło to dobro w nadmiarze

Tak głosi jedna z chińskich sentencji. Wiadomo, że niewielka dawka adrenaliny mobilizuje, a zbyt duża szkodzi. Psychologów od lat fascynuje skłonność do ryzykownych zachowań. Są one bowiem sprzeczne z naturalną ludzką potrzebą poczucia bezpieczeństwa. Ryzykujemy, choć wcale nie musimy.

Sądzono, że niektórzy mają to po prostu w genach. Ponad dziesięć lat temu grupa izraelskich psychologów i psychiatrów wyodrębniła gen, który sprawia, że w ludziach budzi się potrzeba ryzyka. Okazało się, że wszyscy uczestniczący w badaniach hazardziści i piraci drogowi mieli nieco dłuższą wersję genu D4DR.

Jednak samo posiadanie tej wersji genów nie przesądza o byciu ryzykantką. Sprawia jedynie, że takie osoby prawdopodobnie chętniej będą próbowały nowych rzeczy. Ale najpierw przefiltruje je rozsądek. I tu dochodzimy do kluczowej sprawy - wolisz zrobić coś szalonego czy nie ryzykować?

Zdaniem psychologów o skłonności do ryzyka decyduje temperament, płeć i wiek danej osoby oraz cała grupa cech indywidualnych. Tyle tylko, że im częściej postanawiasz zaryzykować, tym bardziej usypiasz swój rozsądek. Właśnie tak to działa.

Po pierwsze, ryzykantki coraz mniej racjonalnie oceniają stopień ryzyka. Po drugie, budzi się u nich tzw. magiczne myślenie. Zaczynają wierzyć, że są w pewien sposób nietykalne i wyjątkowe. Po trzecie, tworzą fałszywy obraz świata. To, co inni uznają za szalone, dla nich staje się normą. Do tego dochodzi jeszcze zadowolenie po udanej transakcji, skoku na bungee czy spotkaniu z nieznajomym.

Przy tym zwykłe życie, spotkania z przyjaciółmi czy czytanie nawet sensacyjnej książki w domowym zaciszu wydaje się mało kręcące. Ale z medycznego punktu widzenia - o wiele zdrowsze!

Autor: Joanna Szutkowska

Komentarze