Rozstanie w smudze cienia

Dlaczego mężczyźni odchodzą? Rozmowa z Wojciechem Eichelbergerem.

- Dlaczego mężczyźni po kilkunastu latach małżeństwa, kiedy osiągnęli już upragnioną życiową stabilizację, odchodzą do nowych, często znacznie młodszych partnerek?


Jest bardzo wiele powodów. Wydaje się jednak, że najczęściej zdarza się to z bardzo prozaicznego powodu. Czują się niedocenieni, traktowani przez kobiety jak bankomat. Odrzuceni jako partnerzy seksualni. Pozbawieni możliwości decydowania o ważnych sprawach domowych. I jest to dla mężczyzn bardzo trudne.


- I znów wszystkiemu winne są kobiety?


Nigdy nie jest tak, że tylko jedna strona w związku ponosi wszelką odpowiedzialność za brak harmonii pomiędzy partnerami. Na ogół ten, kto odchodzi pierwszy, wypiera ze świadomości swój wkład w kryzys. Albo sobie tego nie uświadamia, albo nie chce uświadomić. I całą winę przypisuje drugiej stronie. To typowe zarówno dla kobiet, jak i dla mężczyzn. Bezkrytyczny stosunek do samego siebie pozwala im wchodzić w rolę ofiary. Przyjmują ją chętnie obie strony. Zwłaszcza osoba pozostawiana. Bycie ofiarą jest przecież bardzo wygodne: Zwalnia z odpowiedzialności i jakiejkolwiek refleksji nad tym, co się wydarzyło.


- Mężczyźni skarżą się na swoją słabą pozycję w domu, ale przecież latami ciężko na nią pracują, wymigując się od domowych obowiązków. Wychodzą do pracy, a po powrocie chcą mieć święty spokój.


Ale nie do końca uświadamiają sobie konsekwencje takiego postępowania. Dlaczego? Bo bardzo często zdarza się, że to kobieta, czasem nieświadomie, wymusza na partnerze zajęcie pozycji domowego rezydenta. Panie bardzo często mają sprzeczne oczekiwania w stosunku do mężczyzn. Trudno im sprostać. Żądają: rób tak, byśmy mieli wystarczająco dużo pieniędzy, żyli na odpowiednim poziomie i mieli wszystko, czego dusza zapragnie, ale jednocześnie bądź w domu, pomagaj w sprzątaniu, zakupach, wychowywaniu dzieci i w całej domowej logistyce. I bądź cudownym kochankiem. Czułym, wyrozumiałym i fascynującym.


- Ale przecież tego samego mężczyzna wymaga od kobiety. Słynny zbiór męskich oczekiwań w stosunku do żony to kucharka w kuchni, dama w salonie i kochanka w sypialni. On także mógłby się postarać.


Stara się, ale jeśli kobieta nie pracuje, albo ma wyraźnie słabszą pozycję finansową, sytuacja się bardzo komplikuje. Wówczas mężczyzna, chcąc sprostać oczekiwaniom, musi coś wybrać. Nie może robić wszystkiego naraz. Na ogół rzuca się w wir pracy i stara się zarobić za dwoje. Mężczyzna musi przecież przede wszystkim zapewnić rodzinie byt. Nakazuje mu to męski etos i wpajany od dzieciństwa przekaz kulturowy. Niemożność utrzymania rodziny ściąga na niego wstyd i hańbę. A partnerstwo w domu jest tylko luksusowym dodatkiem. Jeśli nie zarabia odpowiednio do potrzeb, nie pomoże mu nawet wirtuozeria w łóżku czy bieganie z dziećmi po parku każdej niedzieli. Nie zasłuży na szacunek ani swojej kobiety, ani otoczenia, ani nawet na swój własny. Taki przekaz kulturowy jest niesłychanie mocno zakorzeniony w świadomości. Wtłaczany jest już w umysły małych chłopców i działa niezwykle skutecznie. Od niedawna siła tego nakazu słabnie, ale myślę, że to jest trochę groteskowe odwrócenie poprzedniej sytuacji.

Optymalna byłaby prawdziwie partnerska, symetryczna relacja dwojga osób, które mają podobną sytuację ekonomiczną i odczuwają porównywalną satysfakcję zawodową. Wtedy mogą się one lepiej porozumieć i bardziej harmonijnie dzielić pozostałymi obowiązkami.


- Czy to najważniejszy powód małżeńskich rozstań?


Drugim, bardzo częstym powodem jest brak płaszczyzny porozumienia. Swoje rozgoryczenie z tego powodu podkreślają mężczyźni odwiedzający mój gabinet. Jeśli światem kobiety jest dom, a światem mężczyzny praca, on czuje się całkowicie niezrozumiany, bo ona nie jest w stanie pojąć rzeczywistości, w jakiej on żyje. Jeśli ktoś nie otarł się nigdy o prowadzenie własnej firmy, nie jest w stanie wyobrazić sobie, jaka odpowiedzialność, a co za tym idzie lęki, stresy i obowiązki się z tym wiążą. I kobieta nie akceptuje tego, że jej mąż nie zachowuje się tak, jak mąż koleżanki, który wraca do domu o czwartej po południu i do następnego ranka praca dla niego nie istnieje.

Dlatego, często zdarza się, że mężczyźni wymieniają partnerkę na kogoś, z kim pracują. Na osobę, która jest towarzyszem broni w codziennej bitwie o rynek i wie, na czym ona polega. Nie trzeba jej tłumaczyć, dlaczego wciąż chodzi się z laptopem i nie wolno wyłączać komórki w niedzielę.


- Ale oni też nie chcą mieszać pracy i domu. Dom jest święty i należy do innego porządku, oni też chcą go takim zachować. Ma pozostać cichą przystanią.


Więc po co przynosić do niej kłopoty?


- Ale bez rozmowy przepaść pomiędzy światami partnerów się pogłębia!


Kobiety żalą się, że mężczyźni je zanudzają opowieściami o pracy. Nie czekają z utęsknieniem na najświeższe wiadomości z frontu. Wręcz przeciwnie, narzekają, że mąż tylko o tym chce z nimi rozmawiać, a na rodzinę i dom nie ma czasu. Wtedy bilans czasowy jest tak trudny do utrzymania, że trzeba wybierać. I motywem odejścia do innej kobiety jest to, że ze swoją partnerką po prostu nie można się porozumieć. Ona tego wszystkiego, co jest dla mężczyzny tak ważne, nigdy nie doświadczyła. Słucha, ale oczy jej gasną i widać, że myślami jest zupełnie gdzie indziej. Właśnie dlatego, jeśli mężczyzna jest bardzo zaangażowany w związek, musi odłożyć swoje problemy zawodowe. Widząc objawy nadchodzącego kryzysu, powinien poświęcić więcej czasu partnerce i rozmawiać z nią przede wszystkim o niej samej.


- A skąd bierze się u mężczyzn taka krótkowzroczność, by budować kolejne gniazdko z kobietą o kilkanaście lat młodszą? Przecież ona też będzie chciała mieć dziecko, zostanie wtedy w domu i z towarzyszki broni zamieni się stopniowo w kolejną wersję byłej żony.


Ale bez jej umiejętności i doświadczenia w budowaniu związku. Ale to właśnie brak doświadczenia jest dla mężczyzny najbardziej pociągający. W nowym związku zajmuje pozycję mentora, ma wręcz z definicji zagwarantowane uznanie i autorytet. Dlatego jest to dla niego takie atrakcyjne.


- Pozostają konsekwencje.


Tak widocznie musi już być. Coś za coś. Wydaje się, że dla wielu mężczyzn te koszta bilansują się pozytywnie. Znacznie łatwiej mężczyźnie jest wyobrazić sobie, że zaczyna nowe życie. Łatwiej niż kobiecie, która jest obarczona potomstwem z poprzedniego związku. I tutaj mężczyźni mają znacznie większą swobodę, ale bardzo często nie zdają sobie sprawy z tego, w co wchodzą. Działają pod wpływem euforii. W przekonaniu, że teraz wreszcie ktoś ich w pełni docenia. A dzieci? Nie ma problemu. To nie oni będą je wychowywać.


- To mamy błędne koło. Kobieta zostaje w domu i ...


... i sytuacja zaczyna się powtarzać. W dodatku jest to kobieta z innego pokolenia, świata, z innymi, oczekiwaniami. Chce się bawić, bywać i zwiedzać świat, a mężczyzna jest zmęczony. I to jest bardzo często przyczyną konfliktów w tym drugim związku.


- Współczesne kobiety po czterdziestce wyglądają o niebo lepiej niż ich matki. Świadome własnej wartości potrafią olśniewać urodą, emanować seksapilem. Co więcej, niejednokrotnie są też bardziej atrakcyjne niż ich rówieśnicy i zarazem partnerzy. Skąd więc bierze się u mężczyzn ta niesłabnąca ochota wymiany żony na "nowszy model"?

To nie chęć wymiany jest najważniejsza. Tego typu motywacje były o wiele bardziej powszechne w pierwszym okresie przemian w latach 90. Wówczas częściej widać było mężczyzn nastawionych bardzo narcystycznie. Uważali oni, że wizytówką ich błyskotliwej kariery i nowej pozycji społecznej może być tylko nowa, zwykle dużo młodsza i bardzo atrakcyjna żona. Jednak takie zachowanie świadczy przede wszystkim o instrumentalnym traktowaniu partnerki i braku głębszej więzi pomiędzy ludźmi.

Dziś mężczyźni w nowym związku szukają zazwyczaj emocji, których brakuje im w życiu małżeńskim, a które potwierdzałyby ich przekonanie o własnej doskonałości. Jeśli nie widzą już zachwytu w oczach żony, nie będą się starać, by na niego zasłużyć. Raczej poszukają go u innej kobiety. Poza tym, jednym z ulubionych męskich mitów jest mit o Pigmalionie, który dzięki swemu uporowi i talentowi stworzył kobietę doskonałą. Innym wariantem tej opowieści może być bajka o Kopciuszku czy o księciu całującym żabę. W każdej z nich celem jest wydobycie ze skromnej istoty pełni kobiecości, a nagrodą jest jej absolutna wdzięczność i uwielbienie.


- Dojrzali mężczyźni zakochują się w Kopciuszkach?


Właśnie tak. Jeśli chcą uzyskać ten rodzaj satysfakcji, a jest on bardzo ważny, to najłatwiej jest uzyskać go w kontaktach z królewną zaklętą w żabę czy Kopciuszkiem. One przecież nie muszą być nieatrakcyjne zewnętrznie. Często są bardzo ładne, ale nieświadome własnej wartości, jeszcze mentalnie niedojrzałe czy pełne kompleksów wyniesionych z własnego środowiska. To wszystko decyduje o tym, że taka osoba czuje się gorsza. A związek z mężczyzną, który jest pewny siebie i doskonale radzi sobie w życiu, nobilituje ją we własnych oczach.


- I żyją długo i szczęśliwie?


Niekoniecznie. Takiej kobiecie wystarcza kilka lat, by dojrzeć i porzucić mężczyznę, który w jakimś sensie wykorzystuje ją, by poprawić samopoczucie. Ostatnio nawet spotkałem osobę, która była w takim związku przez kilka lat i bardzo trudno było jej odejść. W końcu jednak zrobiła to, mimo, a może właśnie dlatego, że słyszała bez przerwy: "to ja cię stworzyłem".


- Tego rodzaju "stwarzanie" przypomina wychowywanie dziecka.


I skończyło się zupełnie niezamierzonym sukcesem pedagogicznym. Nie jest to sytuacja wyjątkowa. W związku, gdzie partner jest dużo starszy od partnerki, w sposób naturalny mogą zdarzać się problemy związane z męską zazdrością. Jego siły biologiczne będą słabnąć, a to zwykle wywołuje niepokój, że kobieta znajdzie sobie innego, bardziej sprawnego kochanka.


- Czy kobieta może coś zrobić, by zapobiec kryzysowi pojawiającemu się po kilkunastu latach małżeństwa?


Ważnym problemem, który muszą oboje rozwiązać, jest "syndrom pustego gniazda". Kiedy dzieci wyfruwają z domu, ubywa codziennych obowiązków i przychodzi czas na refleksję. Zaczynają się długie rozmowy i to wszystko, co w codziennym kieracie było pomijane do tej pory "zamiatane pod dywan": pretensje, poczucie niespełnienia nagle dochodzi do głosu. To moment, kiedy robimy bilans dotychczasowego życia. I to zwykle kobieta jest w nastroju do rozliczeń. Zwłaszcza, gdy zajmowała się przede wszystkim domem i jej praca była mniej doceniana. Tymczasem takie dyskusje niczemu nie służą. Najlepiej byłoby wejść w nowe narzeczeństwo. Umawiać się na randki, wyjeżdżać na weekendy, słowem robić wszystko to, na co miało się ochotę, ale nie starczało czasu, pieniędzy i siły. To jest bardzo dobry sposób, lecz trzeba się na to trochę odważyć.


- I mieć na to ochotę.


Powinno się zmienić swoje kilkuletnie przyzwyczajenia, nawet jeśli nie odczuwamy przemożnej chęci. Brak motywacji może być tylko nawykiem, wynikać z nieuzasadnionej obawy, że wspólne bycie skończy się jakąś katastrofą. Więc jeśli partnerzy powstrzymają się przed wylewaniem żalów, wybaczą sobie wszelkie popełnione wcześniej zaniechania i nadużycia, mają szansę przejść przez tę zapowiedź smugi cienia. I być może pierwszy raz prawdziwie będą trzymać się za ręce.

Autor: Beata Pankau

Komentarze