Różne oblicza sauny

Wszystko zaczęło się w Finlandii całe wieki temu. Od tego czasu sauna podbiła cały świat i znalazła gorących wyznawców w najdalszych zakątkach globu.

Dziś już słowo „sauna” nie jest tak jednoznaczne jak kiedyś. Obok tradycyjnej parowej łaźni fińskiej są bowiem i sauny suche, i mokre, i na podczerwień.


Z sauny do morza

W tradycyjnej łaźni fińskiej powietrze jest najpierw gorące i suche, a potem, po zmoczeniu gorących kamieni wodą, staje się również wilgotne. W fińskim zwyczaju jest też kąpiel w zimnej wodzie po wyjściu z sauny. Kiedyś budowano je więc chętnie nad brzegiem morza, by w nim ochłodzić się po rozgrzaniu. Cóż, ktoś, kto był w stanie wytrzymać takie zmiany, takie przeskoki temperatur, rzeczywiście musiał być zahartowany, a hartował się, oczywiście, dzięki tym zabiegom…

Dziś daleko nam do fińskich wojów. Powiedzmy sobie szczerze – chyba tylko w przypadku morsów, kapiących się w środku zimy, taka rozrywka nie zakończyłaby się silnym przeziębieniem. Ewaluowały więc i sauny, by sprostać oczekiwaniom słabszych, mniej zahartowanych osób…


Od fińskiej po ruską

Sauną fińską nazywa się dziś powszechnie saunę suchą, w której panują niezwykle wysokie temperatury, sięgające 70-90 stopni Celsjusza, choć niektóre źródła mówią i o niższych (50 stopni) i o wyższych temperaturach, nawet przekraczających 100 stopni, ale to już całkowicie ekstremalne warunki dla naszych ciał. Za to wilgotność w suchej saunie – jak sama nazwa wskazuje – jest wyjątkowo niska i sięga 5 -20 %.

Na przeciwległym biegunie jest łaźnia parowa (rzymska), w której wilgotność wynosi nawet 100 %, za to temperatura ma „tylko” 40 – 50 stopni.

W nazewnictwie rodzajów sauny panuje zresztą pewien bałagan. Można w związku z tym znaleźć informacje, że sauna, w której temperatura na początku sięga na początku 50 stopni, a potem się ją podnosi, jednocześnie polewając kamienie wodą i zwiększając tym samym wilgotność do 20 – 40 % to już nie sauna fińska, ale mokra.
No i jest jeszcze tak zwana beczka, czyli sauna ruska, dla której charakterystyczne jest to, że ciało rozgrzewane jest tylko od szyi w dół.


I na podczerwień

Na szczęście są też sauny infrared, w przypadku których sytuacja jest bardziej jednoznaczna. Źródłem ciepła są w nich promienniki podczerwieni. Powietrze jest w nich suche, a temperatury niespecjalnie wysokie. Wyjątkowe źródło ciepła powoduje, że ciepło przenika w nich w głąb ciała bardziej niż w przypadku innych saun, aż na 4 centymetry. Ma to swoje określone skutki. Bardziej się w niej pocimy, usuwając tym samym z organizmu więcej toksyn i produktów przemiany materii. Podobno oprócz wody nagromadzonej w tkankach tracimy także zbędne zapasy tłuszczu. Wygładzamy cellulit i leczymy inne zmiany skórne, bo odblokowujemy pory, co ułatwia ich oczyszczanie.

Autor: Małgorzata Januchowska
spa

Komentarze