Recepta na zdrowie

Ewa Łuszczuk rozmawia z prof. dr hab, Mirosławem Dłużniewskim kierownikiem Kliniki Kardiologii II Wydziału Lekarskiego Uniwersytetu Medycznego w Szpitalu Bródnowskim w Warszawie

- Czy to prawda, że wielu pacjentów po prostu nie wie, jak wrócić do normalnego życia po zawale?


- Chory z zawałem serca wychodzi ze szpitala już po kilku dniach. Oczywiście, zdarzają się chorzy z bardziej uszkodzonym sercem, osoby starsze, wtedy ten pobyt się wydłuża, ale rehabilitacja chorego zaczyna się już w pierwszych dniach choroby.

Po wyjściu wszyscy będą rekonwalescentami, dostaną zwolnienie lekarskie na kilka tygodni, czasem dłużej, będą się zgłaszać na kontrolne badania, ale generalnie powinni zacząć normalnie funkcjonować. Dlatego na pytanie: jak żyć po zawale? Ja zwykle odpowiadam: - Lepiej niż przed nim. Podkreślam lepiej, bo zdrowiej, mądrzej, często także przyjemniej.


- Takie stwierdzenie może dodać pacjentom odwagi, ale jakie są konkretne zalecenia?


- Zacznę od ogólnych, przydatnych dla każdego. Należy regularnie przyjmować przepisane leki. W razie wątpliwości czy kłopotów natychmiast kontaktować się z lekarzem. Ale ponadto zmienić tryb życia - rzucić palenie, pozbyć się otyłości czy nadwagi, codziennie fundować sobie dawkę odpowiedniego ruchu. Na początek niech to będzie pół godziny, potem więcej, choć bez forsowania się. Unikać stresu, umieć go odreagować (właśnie ruch jest dobrym sposobem). Zastanowić się nad charakterem i warunkami pracy. Jeśli jest zbyt forsowna, stresogenna, to poszukać innego zajęcia lub pracodawcy. Zdrowo się odżywiać – dla serca i układu krążenia korzystna jest dieta śródziemnomorska. Znaleźć czas na to, co się lubi – lepsze kontakty z rodziną, hobby, spotkania z przyjaciółmi. Co jakiś czas robić sobie przyjemności. Jak widać wykaz jest długi, ale niemal zawsze modyfikowany, zależnie od konkretnego pacjenta.


- Czy to znaczy, że każdy pacjent usłyszy jeszcze dodatkowe zalecenia?


- Rzecz w tym, że tylko teoretycznie jesteśmy tacy sami. W praktyce każdy jest inny. Przykład: gdy otyła kobieta usłyszy, że ma schudnąć 20 kg, to zapewne nic z tego nie będzie. Ale jest szansa na sukces, gdy zaleci się jej zrzucenie 5 kg przed kolejną wizytą i w dodatku wskaże sensowną dietę. Ten ubytek wagi należy zauważyć, docenić wysiłek i „twardość” charakteru pacjentki. Wtedy sama będzie chciała osiągnąć właściwą wagę, bez szoku dla organizmu, bez nadmiernego stresu. Podobnie z rzuceniem palenia. Jeśli ktoś nie może zrobić tego od razu, niech coraz bardziej ogranicza liczbę wypalanych papierosów. Podobnie z wdrażaniem do ruchu. Na przykład szef dużej firmy, który przeszedł zawał, a potem zmuszony jest spędzać w niej kilkanaście godzin, powinien usłyszeć radę możliwą do zastosowania. Choćby taką, by w trakcie pracy wielokrotnie napinał i rozluźniał poszczególne grupy mięśni, by zastąpić tradycyjną, lekką gimnastykę. Warto też tam, gdzie jest to możliwe dać pacjentowi szansę wyboru. I tak po przebyciu zawału, poza spacerami, dobre jest pływanie, jazda na rowerze. Niech sobie wybierze to, co lubi. Tu uwaga, jeśli ktoś źle się czuje „w ruchu ulicznym”, może korzystać z roweru stacjonarnego. Ma tę zaletę, że niestraszna mu żadna pogoda.


- Opracowanie takich indywidualnych wskazówek wymaga dobrej znajomości chorego, o co chyba niełatwo przy ograniczonym czasie, jaki lekarz może poświęcić pacjentowi.


- Istotnie, nie mamy zbyt wiele czasu. Ale podstawowy warunek jest inny, mianowicie, dobra współpraca pacjenta, jego pełna szczerość. Także w sprawach, które wydają mu się kłopotliwe lub wstydliwe. Natomiast lekarz podczas rozmowy z chorym, zwłaszcza na początku, powinien być idealnie i absolutnie skupiony na jego sprawach. Wtedy udaje się przełamać apatię i bierność oraz depresję, jaka nierzadko pojawia się po zawale. Znaleźć motywację, która skłoni go do zadbania o zdrowie, lepsze, normalne życie. Dla mężczyzn jest to rozwianie lęku przed utratą pracy, gorszą sprawnością – także seksualną, bo lekarz może wyjaśnić, pomóc. Ważna jest obawa o rodzinę, jak sobie da radę, o możliwość realizacji planów, czy nawet długo odkładanych marzeń. Gdy uda się znaleźć motywację, która pacjenta skłoni do wysiłków, a każdy jego sukces na tej drodze do formy będzie zauważony, zawał może okazać się incydentem, który generalnie poprawi jakość życia i już się nie powtórzy.


- Jakiś czas temu, tu, w szpitalu, w rozmowie pacjentów usłyszałam: „z moim zdrowiem coraz lepiej, bo trzymam się recepty Dłużniewskiego”. Czy to jakaś specjalna recepta?


- Nie mam żadnych specjalnych recept. I w ogóle jestem zaskoczony tym określeniem.. Pewnie pacjent tak nazwał komplet moich zaleceń. I mniejsza o nazwę, najważniejsze, że się ich trzyma. Mam nadzieje, że będę się z nim spotykał, co najwyżej, przy okazji badań kontrolnych, wykazujących, że wszystko w porządku. Naszym zadaniem jest ratowanie życia, jego przedłużenie, także poprawa komfortu. Dlatego ubolewam, że przy coraz lepszych możliwościach współczesnej medycyny, gdy z dobrym skutkiem przeprowadzamy zabiegi u ludzi w podeszłym wieku, prawie jedna czwarta osób z zawałem umiera, jeszcze przed przyjazdem do szpitala. Bywa, że symptomy lekceważy się, zwłaszcza, gdy wystąpią u młodego człowieka. Tymczasem obecnie zawał coraz częściej występuje także u ludzi młodych. Warto jeszcze pamiętać, że zawał nie omija kobiet. Dlatego, jeśli już o jakichś moich receptach mowa, to chciałbym, żeby tak potraktowano zalecenie badań profilaktycznych, zwłaszcza u osób z genetyczną predyspozycją do zawału.


- Jak można wykryć to ewentualne genetyczne obciążenie?


- W bardzo prosty sposób, jeśli zna się swoistą genealogię chorób w rodzinie. Tymczasem, jeśli akurat nie dochodziło do ostrych incydentów, to przeciętny młody człowiek nie wie, na jakie schorzenia cierpieli dziadkowie, rodzice i inni bliscy krewni. A taka wiedza to podstawa. Lekarz, jeśli weźmie się pod uwagę przebieg chorób w rodzinie, styl życia pacjenta, jego stan ogólny i obejrzy wyniki wymienionych badań, to może określić czy, a także ewentualnie, kiedy może mu grozić niebezpieczeństwo. Bywa, że już wtedy trzeba podać leki, określić terminy kolejnych badań, zalecić zmianę stylu życia. Takie działanie pozwala w porę interweniować np. unormować ciśnienie tętnicze, poziom cholesterolu, proporcje jego „złej” i „dobrej” frakcji, stężenie trójglicerydów, zapobiegać czynnie rozwojowi miażdżycy. W ten sposób zmniejsza się genetyczne zagrożenie, odsuwa niebezpieczeństwo, przedłuża, a nierzadko ratuje życie, bo osoba nawet istotnie zagrożona genetycznie przez zmianę odżywiania, stylu życia może to zagrożenie od siebie oddalić.


- Co poza lekami może zmniejszyć zagrożenie chorobą serca?


- Mówiąc najkrócej zdrowy tryb życia. Rozsądne odżywianie, więcej ryb, mniej mięsa i tłuszczu zwierzęcego, także tłustego mleka, serów, również żółtych i pleśniowych, w rezultacie utrzymywanie właściwej wagi. Tu trzeba dodać, że czasem, przy mocnej budowie waga może być do ok. 10 proc. wyższa niż wynika z wyliczeń BMI. Ważne, by organizm nie magazynował nadmiaru tłuszczu, bo ten nagromadzony na brzuchu jest jakby kolejnym narządem wydzielania wewnętrznego, a także swoistą fabryką czynników zapalnych. Z uporem namawiam do ruchu. Przy obecnym, siedzącym trybie życia minimum dla zdrowia to 3000 kroków dziennie, co daje w przybliżeniu 3 km. Lepiej, gdy tych kroków jest 10 000. A po to, by było jak najmniej młodych pacjentów, apel do rodziców, by nie dopuszczali do otyłości u dzieci, bo to też zaczyna być plagą. Trzeba chronić je przed wytworami-potworami fast-foodów, lepiej zaproponować owoce, warzywa, sałatkę itd. I jeszcze jedno, gdy serce o sobie przypomina, choćby kołataniem, to lepiej zgłosić się do kardiologa. Ale przy odpowiednim trybie życia, mogę obiecać, że takich przypadków będzie znacznie mniej niż dotychczas.

Autor: Ewa Łuszczuk

Komentarze

  • 2016-03-31 gość

    A szkoda! Na zachodzie kraju jest całkiem ładnie i jesiennie..