Razem przez terapię - rak

Kobieta chora na raka piersi, chcąc zaoszczędzić dzieciom stresów często się po prostu od nich izoluje. Nie chce pomocy ani odwiedzin w szpitalu. – To błąd – przekonują psycholodzy. – Powinna pozwolić, by dzieci przeżywały chorobę razem z nią.

Kobieta, u której wykryto nowotwór piersi, często ma ogromne wyrzuty sumienia. Bo zamiast wpierać rodzinę, dbać o dzieci, dezorganizuje domowe życie. Bo z opiekunki stała się osobą potrzebującą pomocy. Bo zamiast pomagać dzieciom w nauce rozprasza ich uwagę, odciąga od lekcji.

Rodzina, chcąc ją odciążyć od myśli o domowych obowiązkach, często ogranicza jej kontakt z dziećmi. Mówi im: Nie hałasujcie, nie przeszkadzajcie mamie. Wypędza z łóżka, gdy pchają się pod kołdrę, by się przytulić. Tworzy w nich przeświadczenie, że od ich postawy, tego czy będą grzeczne, zależeć może zdrowie chorej. A stąd już niedaleko do myśli, że wcześniejsze niegrzeczne zachowanie, mogło przyczynić się do zachorowania. Odsuwanie dziecka, niegodzenie się na jego bliskość może takie myślenie pogłębiać.


Niech wejdą pod kołdrę

- I maluchy, i nastolatki chcą być przy chorej mamie, pomagać jej – podkreśla Renata Pałaszyńska, psycholog kliniczny z Centrum Onkologii w Bydgoszczy. – Należy im na to pozwolić. Kiedy, jak nie w takiej sytuacji uczyć je opiekuńczości, troskliwości, odpowiedzialności. Mama musi wypocząć, to jasne, mogę jej więc podać herbatę. Ale mogę też się do niej przytulić, przecież jest moją mamą. Nie miejmy więc oporów, by zabierać dzieci do szpitala. Pozwólmy, by przygotowały mamie laurkę i zadbajmy o to, by mogła ona zawisnąć u wezgłowia chorej. Nie oponujmy, gdy dzieci pchają się na szpitalne łóżko, by mamę ucałować i uściskać. Pozwólmy, by przyszykowały sypialnię rodziców i posiłek na powitanie mamy. To pomoże im przejść przez okres rozłąki.


Zły nastrój? To normalne

Z drugiej strony nie dziwmy się jednak złym nastrojom dzieci. My, dorośli, też przecież będziemy mieć huśtawkę nastrojów. Maluchy mają prawo nie chcieć rozmawiać z mamą przez telefon, gdy już kilka dni jest w szpitalu, a więc nie z nimi. Pamiętajmy, że mogą reagować bezsennością, sennymi koszmarami, wymiotami lub niejedzeniem, to wszystko są objawy stresu. Jego symptomem będą też zachowania regresywne, utrata samodzielności, która spowoduje, że sześciolatek będzie chciał, by go karmić, a dziesięciolatek nie będzie umiał zasnąć bez taty. Nie karćmy ich za to.

Podobnie rzecz ma się z nastolatkami, które mają prawo być złe, że choroba przydarzyła się właśnie ich mamie. Bo to choroba, która zmienia dotychczasowe życie, przewraca je do góry nogami. Zmusza do gwałtownej, przedwczesnej dojrzałości, wzięcia na siebie odpowiedzialności, na którą młoda osoba wcale jeszcze nie ma ochoty. To może budzić protest, wywoływać złość, prowokować do łez, krzyku, wybuchów. Nastolatki, rozumiejąc czym jest rak, jakie mogą być konsekwencje zachorowania, mogą się po prostu bać przyszłości i nie radzić z tym lękiem.


Powiadomić szkołę

By pomóc dzieciom warto też powiadomić szkołę o chorobie mamy, bo dziecięce emocje często przejawiają się agresywnymi zachowaniami wobec rówieśników, prowokacyjnym zachowaniem, zaniedbaniem w nauce. Nauczyciele, znając przyczyny tych problemów, będą mogli wesprzeć dziecko, nie mając o nich pojęcia mogą przyczynić się do pogłębienia stresów dając złe oceny i wpisując uwagi.

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze