Psychoterapia nie jest dla mięczaków

Alexandra Machera rozmawia z Wojciechem Eichelbergerem

Dopóki nie zostanie uchwalona ustawa o zawodzie psychoterapeuty, każdy może sobie wywiesić na drzwiach mieszkania szyld „Gabinet psychoterapeutyczny” i przyjmować pacjentów. „Terapia” u kogoś, kto nie posiada kwalifikacji może mieć poważne skutki. O tym, jak znaleźć dobrego psychoterapeutę i jak powinna wyglądać profesjonalna psychoterapia, opowiedział nam Wojciech Eichelberger.


- Jakimi kryteriami powinniśmy się kierować szukając pomocy psychoterapeutycznej?


- Podstawą jest sprawdzenie, czy psychoterapeuta ma licencję, czyli tzw. certyfikat Polskiego Towarzystwa Psychologicznego, Polskiego Towarzystwa Psychiatrycznego lub dyplom szkoły terapeutycznej, która posiada licencję któregoś z tych towarzystw na szkolenie psychoterapeutów. Na przykład jedną z uznanych szkół psychoterapii jest Laboratorium Psychoedukacji w Warszawie. Jeśli trafi się na osobę, która jest w trakcie szkolenia, koniecznie trzeba zwrócić uwagę na to, czy pracuje pod superwizją, czyli czy znajduje się pod opieką doświadczonego psychoterapeuty - superwizora.


- Ktoś, kto potrzebuje pomocy, nie zastanawia się nad certyfikatem…


- Ale tutaj trzeba działać tak samo, jakby się szło do lekarza. Raczej wybierać takich terapeutów, którzy mają wykształcenie psychologiczne, pedagogiczne lub medyczne. Warto kierować się również rekomendacją ludzi, którzy już korzystali z pomocy terapeuty i zapoznać się z opiniami na jego temat.


- Nadal mamy problem z ustawą o zawodzie psychoterapeuty…


- Dopóki ta ustawa nie zostanie uchwalona, psychoterapie może prowadzić każdy. Szczególną uwagę powinno się zwrócić na tych, którzy podają się za terapeutów, ale nie pracują w żadnym zespole, nie należą do żadnego profesjonalnego towarzystwa. Takie osoby nie są wiarygodne. Jeśli zostaniemy w jakiś sposób źle potraktowani przez samozwańczego, pracującego w izolacji terapeutę, to nie mamy żadnej drogi odwoławczej. Można jedynie wytoczyć takiemu komuś proces cywilny, licząc się z tym, że bardzo trudno będzie mu cokolwiek udowodnić. Dlatego warto się zabezpieczyć sprawdzając formalne kwalifikacje psychoterapeutów, z których usług chcemy korzystać.


- Jest, co najmniej kilka szkół terapeutycznych. Skąd mamy wiedzieć, którą wybrać?


- Decyzja o podjęciu terapii jest kluczowa w naszym życiu, może nawet ważniejsza niż decyzja o wyborze kierunku studiów, ponieważ dotyczy samego żyjącego podmiotu, świadomego centrum, które podejmuje wszystkie decyzje. Dlatego bardzo wiele w naszym życiu może zależeć od tego, w jaki sposób terapia się potoczy. Poszukujący odpowiadającego im podejścia terapeutycznego przed podjęciem decyzji powinni się jak najwięcej o nim dowiedzieć. Wymieńmy najważniejsze: podejście psychodynamiczne, oparte na koncepcji Freuda, analiza relacji z obiektem, terapia Jungowska, terapia –behawioralno - poznawcza, terapia Gestalt, terapia Reichowsko-Lowenowska, czyli praca z ciałem i energią, terapia egzystencjalna, terapia transpersonalna itd. Na szczęście mamy Internet, który ułatwia nam dostęp do potrzebnych informacji. Po takiej lekturze prawdopodobnie wybierzemy tę szkołę terapii, która pasuje do naszego problemu i naszego psychicznego temperamentu.


- Jaka jest skuteczność terapii?


- Trudno zmierzyć, tym bardziej, że skutki terapii są często odczuwalne dopiero kilka lat po jej zakończeniu. W procesie terapeutycznym kluczową rolę odgrywa nie tylko czas trwania terapii, lecz również czas, w jakim jej doświadczenie asymiluje się w naszej psychice. Często, po wielu już latach od mojej własnej terapii, odkrywam drugie i trzecie dno tego, co się wtedy działo.


- Jak długo powinna trwać terapia?


- To zależy od wielu czynników, ale głównie od potrzeb pacjenta. Ostatnio wielką popularnością cieszy się krótkoterminowa terapia obejmująca 10 spotkań. Taka terapia koncentruje się na jednym, konkretnym problemie, np. poradzeniu sobie ze stratą osoby bliskiej. Z kolei długoterminowa terapia powinna trwać minimum dwa lata. Bardzo ważna. jest regularność sesji. Powinny się one odbywać, co najmniej raz w tygodniu, zawsze o tej samej porze, w tym samym miejscu. Psychoterapeuci czas, miejsce, płatności i regulamin spotkań nazywają z angielska „settingiem”. Jeśli terapeuta proponuje spotkania np. w kawiarni lub u siebie w domu, albo nie trzyma się jasno określonych zasad i godzin - to znaczy, że nie trafiliśmy do fachowca.


- Ale ludzie często przychodzą do terapeuty z konkretnymi oczekiwaniami …


- Pacjent z reguły przychodzi do terapeuty z nieadekwatnymi oczekiwaniami, które warto od razu przedyskutować i skorygować, aby od samego początku nie było nieporozumień. Na przykład - jeśli ktoś do mnie przychodzi i mówi: „Proszę sprawić, abym wytrzymał w tym związku, w którym jestem”, to nie mogę zgodzić się na tak zdefiniowaną współpracę. Psychoterapia jest dla obu stron w niej uczestniczących przygodą, której scenariusz jest w niewielkim stopniu przewidywalny. Pacjenci - z grubsza - dzielą się na dwie kategorie: jedni chcą zmienić w swoim życiu wszystko oprócz samych siebie, a drudzy chcą zmienić siebie, ale tak, by ich życie pozostało bez zmian. I jedno i drugie jest oczywiście niemożliwe! Zmiana wewnątrz pacjenta, dokonująca się w toku terapii nieuchronnie pociągnie za sobą zmiany w jego życiu zewnętrznym i odwrotnie.


- Może ludzie, którzy boją się trudnych zmian, wolą iść „wyżalić” się w konfesjonale albo wziąć receptę na życie od wróżki? Chcą, aby ktoś ich pogłaskał po głowie. To też jest jakaś forma terapii


- Terapią można nazwać wszystko, co nam pomaga, ale nie wszystko możemy nazwać psychoterapią. Klasyczna psychoterapia to trwający w czasie proces, w którym nawiązuje się ważna relacja pomiędzy terapeutą a pacjentem. Relacja ta, stopniowo uświadamiana jest wehikułem zrozumienia siebie. To nie ma nic wspólnego z wizytą u wróżki lub klękaniem w konfesjonale. Nie twierdzę, że takie doświadczenia nie mogą być dla ludzi ważne i nie mogą przynosić ulgi. Jednak by wróżka lub ksiądz okazali się skuteczni, potrzebny jest element wiary, co w psychoterapii nie jest warunkiem ani koniecznym, ani wystarczającym. Przeciwnie, na terapię często zgłaszają się ludzie bardzo sceptycznie nastawieni do tej metody.


- Jakie osoby najczęściej zgłaszają się na terapię?


- Odważni, bo terapia to nie jest bułka z masłem. Nie każdy zdobędzie się na to, aby zajrzeć pod dywan, pod który przez całe lata zamiatał problemy. Druga grupa to osoby bardzo dociśnięte przez los i zdeterminowane. Trzecia grupa, to ci, którzy radzą sobie dobrze, odnoszą sukcesy, ale zatracili sens i kierunek.


- Z jakimi problemami najczęściej zgłaszają się pacjenci?


- Jedna grupa to ci, którzy nie potrafią zbudować dobrych relacji z innymi. Druga to ludzie, którzy mają kłopoty w relacji ze sobą. Trafiają się też osoby, które cierpią, bo nie potrafią wykorzystać swojego potencjału. Są też oczywiście tacy, którzy zgłaszają się z klasycznymi objawami nerwicowymi ( lęki, natręctwa, objawy psychosomatyczne) ale tacy zdarzają się coraz rzadziej.


- Wciąż wstydzimy się przyznać, że potrzebujemy pomocy terapeuty?


- To się powoli zmienia. Pokolenie trzydziesto- i czterdziestolatków docenia fachowość tego rodzaju pomocy. Zdają sobie sprawę, że nie ze wszystkim można i trzeba sobie samemu radzić. Przyznanie się do bezradności i potrzeby pomocy czasami jest już połową sukcesu. Kobiety chętniej sięgają po pomoc. Trafniej odnajdują narzędzia, dzięki którym mogą odnaleźć w sobie zagubiony potencjał i zapomniane aspiracje. Sceptyczna postawa wobec terapii nadal częściej występuje u mężczyzn.


- A powiedział Pan, że na terapie zgłaszają się ludzie odważni…


- Ci, którzy myślą, że terapia jest dla mięczaków, grubo się mylą.


Wojciech Eichelberger jest dyrektorem Instytutu Psychoimmunologii – IPSI. Instytut powstał w 2004 roku. Jest pierwszą instytucją w Polsce specjalizującą się w profilaktyce przeciążenia i wypalenia stresem oraz leczeniu chorób stresopochodnych i innych chorób, w których powstaniu i leczeniu psychika odgrywa istotną rolę.

Autor: Alexandra Machera

Komentarze