Przykre skutki ucztowania.

Tradycja nakazuje, by świąteczny stół uginał się od przysmaków. Dlatego, gdy się już przy nim zasiądzie, łatwo przebrać miarę. Zdarza się to niemal wszystkim.

Niestety, nierzadko już w trakcie świątecznej uczty lub tuż po niej zaczynają się przykre sensacje. Często się je lekceważy jako skutki banalnego przejedzenia. Ale to niebezpieczna postawa, zwłaszcza jeśli organizm już wcześniej sygnalizował zdrowotne kłopoty lub generalnie narzeka się na kiepski układ trawienny.


Okazjonalnie czy stale?

Zdaniem dr Magdaleny Białkowskiej, specjalisty chorób wewnętrznych i dietetyka z Instytutu Żywienia i Żywności w Warszawie, skutki świątecznego przeciążenia układu trawiennego generalnie zależą od sposobu jedzenia na co dzień. I tak jeśli ktoś, zdrowy, przejada się okazjonalnie, np. podczas świąt, to naraża się tylko na klasyczną niestrawność. Nie jest to miłe, ale niespecjalnie groźne. Natomiast ludzie, którzy stale jadają zbyt dużo, więcej niż wynosi zapotrzebowanie energetyczne organizmu, świąteczną ucztę mogą przypłacić zdrowiem, gdyż nadmierna ilość pokarmów obciąża cały organizm. Może zaszkodzić też przy nadciśnieniu, niewydolności krążenia, cukrzycy typu II, podwyższonym poziomie cholesterolu i trójglicerydów.

Natomiast najszybciej i najbardziej odbija się na żołądku, wątrobie, trzustce. Konieczność uporania się z nadmiarem jedzenia oznacza bowiem dla tych organów zdecydowanie większy wysiłek, co może zaostrzyć stan wielu dolegliwości lub je ostro ujawnić. Na przykład gdy pod wpływem znacznej ilości tłustych pokarmów buntuje się wątroba, to najczęściej sygnalizuje to ból w prawej części brzucha pod żebrami, ale równocześnie może też dojść do bolesnego ataku kamicy żółciowej.

Jeśli natomiast trzustka nie nadąża z produkcją enzymów trawiennych, mogą pojawić się ostre bóle w nadbrzuszu, nudności, kolka jelitowa. A przy podwyższonym poziomie trójglicerydów, nadmiarze jedzenia i alkoholu nierzadko dochodzi do zapalenia trzustki, co oznacza atak ostrego bólu. Generalnie – konkluduje dr Białkowska – przy silnych dolegliwościach konieczna jest szybka pomoc lekarza. I niestety, to smutna tradycja, ale właśnie w czasie świąt osoby, które przebrały miarkę w jedzeniu czy piciu są najczęstszymi pacjentami w dyżurnych szpitalach i na pogotowiu.


Nie powtarzaj szkolnych błędów

Bywa, że po nieprzyjemnych incydentach wywołanych nadmiarem jedzenia i picia przyrzekamy sobie: nigdy więcej. Jednak z reguły na obietnicach się kończy. Rzecz jednak nie w tym, by żyć na sucharkach i herbacie. Tym bardziej że przed nami sezon przyjęć komunijnych i spotkań przy grillu – okoliczności, podczas których też nie brak pokus. Nie musi się ich omijać, ani wyłącznie łykać ślinkę. Bo można cieszyć się posiłkiem, nawet okazjonalnie zjeść trochę więcej niż zwykle pod kilkoma warunkami. Przede wszystkim respektować żywieniowe rady lekarza. Bywa np., że komuś wolno jeść tylko potrawy lekkostrawne i dania gotowane. Ta zasada obowiązuje zawsze i wszędzie.

Reguł swojej diety powinni na stałe przestrzegać cukrzycy. Natomiast umiar, przerwy w jedzeniu, odchodzenie co jakiś czas od stołu, to istotne porady dla tych, którzy mają problemy z żołądkiem i wątrobą czy cierpią na chorobę wrzodową. Nie dla nich pikantne dania, potrawy smażone czy tłuste.


Jak dbać o żołądek

Najlepiej jednak wiedzieć, co sprzyja dobrej pracy układu trawiennego, a co mu szkodzi i na co dzień respektować jego upodobania. Tymczasem według lekarzy stale przybywa pacjentów z dolegliwościami żołądka. Owszem, często zgłaszają się po incydentach przejedzenia, ale jest to tylko jeden z grzechów. Bo najbardziej niszczą żołądek: złość, lęk i inne silne emocje, a także życie w stałym stresie. Niewłaściwe jedzenie jest na drugim miejscu. A dopiero na trzecim przyczyny organiczne, z popularną obecnie bakterią Helicobakter pylori włącznie. Wniosek: wystarczy zmienić niektóre nawyki, by poważnie zmniejszyć ryzyko choroby.

Bo wbrew temu co się nam wydaje, żołądek nie jest po prostu mocno umięśnionym workiem. Przeciwnie, jest wyjątkowo wrażliwy. W jego ściankach znajduje się mnóstwo komórek nerwowych, czyli niemal bezpośrednie połączenie z mózgiem. Stamtąd odbiera sygnały np. o zdenerwowaniu człowieka. Stara się wówczas dostosować swoje funkcjonowanie. Ale gdy mózg ciągle stawia go w stan alarmu, to dochodzi do schorzeń, których główną przyczyną są właśnie emocje. Ten telegraf mózg-żołądek działa również w drugą stronę. Przejedzenie, złe jedzenie odczuwa najpierw żołądek i wysyła sygnał do mózgu, by właściciel opamiętał się. Ze skutkiem bywa różnie.

Tymczasem recepta na uniknięcie schorzeń żołądka, a nawet podleczenie niewielkich dolegliwości jest prosta. Trzeba panować nad stresem i nigdy nie siadać do stołu w stanie irytacji. Już lepiej się przegłodzić. Natomiast jeść należy z umiarem, najlepiej o stałych porach, bez pośpiechu. Te pozornie łatwe zalecenia trudno zastosować w praktyce. Wsparciem może być ruch, który skutecznie wycisza emocje.


Co lubi wątroba

Wątroba to jeden z największych organów i swoiste laboratorium chemiczne. W niej jest produkowana żółć, nieodzowna do trawienia tłuszczy, która następnie trafia do pęcherzyka żółciowego. W wątrobie odbywa się również, praktycznie bez przerwy, odtruwanie organizmu z toksyn, jakie znajdują się w pożywieniu, jak również powstających w organizmie w wyniku procesów fizjologicznych. Zaprzestanie tej czynności, nawet na kilkanaście godzin, grozi nieodwracalnymi konsekwencjami. Nasza wątroba lubi ciepło, spokój, zwłaszcza podczas posiłków i rozsądny sposób odżywiania. Nie służy jej nadmiar tłuszczów, zwłaszcza zwierzęcych, potrawy smażone, alkohol. Najczęstsza dolegliwość wątroby to właśnie jej podrażnienie, wywołane zbyt obfitym i tłustym jedzeniem, alkoholem.

Najczęstsze i, niestety, poważne choroby wątroby to stłuszczenie na skutek otyłości, zaburzeń gospodarki tłuszczowej, nadużywania alkoholu, złej diety, cukrzycy. Coraz częstsze są, niestety, wirusowe zapalenia wątroby typu A, B i C, przed którymi można się na szczęście zaszczepić. Do groźnych skutków – marskości wątroby – prowadzi alkohol. Skłonność do schorzeń wątroby może mieć charakter genetyczny, jednak niewykluczone, że dziedziczy się nie tyle podatność na chorobę, ile przyzwyczajenia kulinarne. Przy incydentalnych dolegliwościach i generalnie „słabej” wątrobie specjaliści zalecają rezygnację z potraw smażonych i tłustych, a także alkoholu. Natomiast w sprawie wyboru innych produktów współczesna medycyna pozostawia wolną rękę pacjentowi, gdyż wieloletnie obserwacje dowiodły, że każdy jest trochę inny i sam wie, co mu szkodzi.

Autor: Ewa Łuszczuk

Komentarze