Przyjaźń jest zdrowa

Arystoteles nazywał ją jedną z cnót i rozróżniał przyjaźń idealną, będącą wartością samą w sobie od takiej, która ma spełniać jakiś cel. Przyjaźń interesowna? Coś w tym jest – nie oczekujmy, że przyjaźń da nam wszystko – jeden przyjaciel nas wysłucha, inny wesprze finansowo, a jeszcze inny popilnuje kota.

Naukowcy już to sprawdzili – brak przyjaciół jest równie niebezpieczny dla zdrowia jak palenie papierosów czy nadmierne picie alkoholu. Ci z nas, którzy utrzymują więcej relacji społecznych, mają o połowę więcej szans na przeżycie niż osoby rzadko kontaktujące się z innymi. Warto o tym pamiętać: inwestycja w przyjaciela to inwestycja w samego siebie!


Przyjaźń jest ważna

– Przyjaciele, ci prawdziwi i na zawsze, stanowią nierzadko nasze alter ego – mówi socjolog Uniwersytetu Warszawskiego, dr Tomasz Sobierajski. – Są jakby naszym odbiciem i fascynują nas jako osoby, którymi moglibyśmy i chcielibyśmy być, gdybyśmy mieli jeszcze jedno życie. Prawdziwa przyjaźń daje nam też oparcie. W trudnych, kryzysowych przypadkach mamy świadomość, że jest ktoś, do kogo możemy się w każdej chwili zwrócić po pomoc. Tak naprawdę bardzo często ta świadomość nam wystarcza i sami radzimy sobie z problemami.

Dr Sobierajski uważa też, że przyjaźń służy nam do samopoznania. – Jeśli będziemy uważni, to w półsłówkach, gdzieś po drodze, z tego, co mówi nasz przyjaciel, dowiemy się, co robimy dobrze, a co powinniśmy w naszym zachowaniu zmienić. Przyjaźń wyrosła na bazie zaufania, jeszcze dawnego, plemiennego. Człowiek pierwotny bez zaufania, bez przyjaźni nie mógłby przeżyć w nieprzyjaznym środowisku nawet jednego dnia.

Amerykańska psychoterapeutka dr Samantha Linenburg doszła do wniosku, że przyjaciel daje znacznie więcej sygnałów akceptujących i wspierających niż współpracownicy, a nawet współmałżonkowie. Zaobserwowała też, że lepsze są w tym kobiety, bowiem gdy rozmawiamy z mężem, możemy liczyć na to, że pokiwa on głową raz na 5 minut, a przyjaciółka średnio co 43 sekundy. Słowo „rozumiem” albo „no tak, oczywiście” pada z ust męża przeciętnie co 7 minut. Przyjaciółka mówi to co 94 sekundy.


Przyjaciel przyjacielowi nierówny

Jeden z mitów o przyjaźni głosi, że „na przyjaciela zawsze można liczyć”. To dość egoistyczne założenie – nie możemy oczekiwać, że jeden przyjaciel będzie „od wszystkiego”. Zdrowiej dla nas samych i dla naszych przyjaciół jest mieć mniej oczekiwań i nie spodziewać się, że przyjaciel powinien wszystko dla nas poświęcić – i swoją wygodę, i swój czas, i swoje pieniądze. Lepiej mieć kilku przyjaciół, jednego do pogadania, drugiego do beztroskiego spędzenia czasu, innego do wsparcia emocjonalnego czy finansowego. My sami też nie musimy być dla naszych przyjaciół na każde zawołanie.

W przyjaźni głównie chodzi o akceptację, o porozumienie, o jedność dusz. Słowo przyjaźń znaczy być tuż obok jaźni. Kobietom, niejako z natury, łatwiej jest nawiązać i utrzymywać więzi społeczne, są zaprogramowane na budowanie relacji. Z przyjemnością poświęcają czas na przyjaźnie, na wspólne spotkania, na pogawędki. Dobrze robią, bo uwalniają w ten sposób stres, dają sobie akceptację i wsparcie. Jeżeli możemy w bezpiecznym otoczeniu pośmiać się i popłakać, wyżalić lub podzielić troskami, jesteśmy zadowolone i zdrowsze. To jak darmowa psychoterapia.

Dobrze by było, gdyby z tego dobrodziejstwa częściej korzystali mężczyźni, mniej ze swej natury skłonni do zwierzeń. Dr Samantha Linenburg ustaliła, że podczas szczerych rozmów z przyjaciółmi jesteśmy zrelaksowani, odprężeni i łatwiej nam znaleźć rozwiązania, na jakie wcześniej nie wpadliśmy. Nawet rozmawiając z przyjacielem na tematy bardzo poważne, jak choroba, rozwód czy śmierć. Życzliwość przyjaciela/przyjaciółki dodaje nam otuchy i odwagi.


Na całe życie?

Kolejny mit to przyjaźń na całe życie. Owszem, zdarzają się takie, podobnie jak miłości – ale to wyjątki. Różni ludzie są z nami blisko na różnych etapach naszego życia. I wcale niekoniecznie najtrwalsze są przyjaźnie z dzieciństwa.
– Nasze drogi się rozchodzą – mówi Tomasz Sobierajski, socjolog UW. – Przeczytaliśmy inne książki, poszliśmy do innych szkół, mieliśmy innych znajomych i z czasem stajemy się obcymi dla siebie ludźmi. A to, że się „przyjaźnimy” od kołyski, nie ma już żadnego znaczenia i jest bardziej zaklinaniem rzeczywistości niż rzeczywistością. Myślę, że dużo trudniej zaprzyjaźnić się, kiedy człowiek jest dorosły, ale wierzę, że te przyjaźnie, jeśli powstaną, będą silniejsze i trwalsze.


Rodzina z wyboru

O przyjaciołach często mówimy, że to „rodzina z wyboru”. Czy więzy przyjaźni mogą być równie silne jak więzy krwi? Może nawet silniejsze? – Moi przyjaciele są moją rodziną, nie postrzegam ich inaczej – potwierdza dr Tomasz Sobierajski. – Poza tym przykład wielu rodzin pokazuje, że więzy krwi nie wystarczają. Myślę, że należy pamiętać o jednej zasadzie. Tak jak trudno utrzymać w ryzach liczną rodzinę, tak trudno mieć kilkudziesięciu czy kilkunastu przyjaciół. Kiedy miałem 20 lat i MNÓSTWO przyjaciół, pewna mądra osoba powiedziała mi, że jeśli będę miał jednego, dwójkę przyjaciół, to będę bardzo szczęśliwym człowiekiem. A i tak musimy bardzo ciężko pracować, żeby dzień po dniu na tych, których już mamy, zasłużyć.

Autor: Renata Mazurowska

Komentarze