Przed "Brzydulą" życie było proste - rozmowa z Julią Kamińską

Aktorzy mówią, że jest naturszczykiem, że ma wielki talent. Julia Kamińska od lat dziecięcych grała na scenie. Dwa lata temu stała się popularna dzięki roli w serialu „BrzydUla” i zdobyła miliony fanów. W „Tańcu z gwiazdami” pokazała się od całkiem innej strony i odniosła wielki sukces. Nam opowiedziała, jak zmieniło się jej życie pod wpływem popularności.

Widzowie byli przyzwyczajeni do mało atrakcyjnej Uli Cieplak. W „Tańcu z gwiazdami” pokazałaś, że jesteś całkowitym przeciwieństwem Uli – czyli piękną, młodą kobietą.


Do udziału zmotywowała mnie chęć dobrej zabawy i ciekawość. Nigdy wcześniej nie tańczyłam. Nagle pojawiła się możliwość, aby móc nauczyć się tańczyć. Uznałam, że będzie to dla mnie wyzwanie pod wieloma względami.


Jakimi?


Po pierwsze, pamiętam, że jako dziecko miałam problemy z błędnikiem i koordynacją. Taniec pomógł mi zapanować nad tym. Po drugie, od dziecka choruję na astmę i alergię. Świadomość, że ruch fizyczny pomoże mi w walce z chorobą, bardzo mnie zmotywowała. Zauważyłam, że dzięki treningom mam większą pojemność płuc i lepszą kondycję. Zawsze uprawiałam sporty, właśnie ze względu na astmę, i byłam w formie, ale taniec to jednak zupełnie coś innego. Bywały momenty na treningach, kiedy moje mięśnie miały jeszcze dużo siły, ale, niestety, płuca nie dawały rady.


Obalasz mit, że astmatycy nie mogą uprawiać sportów.


Ależ to nieprawda. Jest wielu sportowców, którzy chorują na astmę i zdobywają złote medale. Ja też przez wiele lat chodziłam na basen, właśnie ze względu na chorobę.


Pod jakim względem astma ciebie ogranicza?


Niestety, nie mogę mieć ani psa ani kota i nie mogę nikogo odwiedzać, kto ma zwierzęta, choć bardzo je lubię. Choruję już na tyle długo, że wiem, kiedy powinnam bardziej o siebie dbać. Kiedy jestem osłabiona, astma się nasila. Ale zawsze mam przy sobie leki. Jeśli bierze się je regularnie, astma jest pod kontrolą.


Taniec wydaje się świetnym lekarstwem na wszystko. Czy zmienił coś w twojej świadomości ciała? Czujesz się teraz lepiej, pewniej?


Na pewno przestałam się garbić i zupełnie inaczej chodzę. Taniec utwierdził mnie też w przekonaniu, że wysiłek fizyczny potrafi być świetną formą odpoczynku. Choć treningi były często wyczerpujące, to czułam się po nich szczęśliwa. Tak jakbym zjadała kilogram czekolady, tylko bez wyrzutów sumienia (śmiech). Ruch powoduje przecież wydzielanie endorfin. Świetny sposób na dobry humor.


Te endorfiny pewnie też sprawiały, że nie przejmowałaś się tak bardzo opiniami surowego jury. Choć w twoim przypadku, ich oceny były najczęściej bardzo przychylne…


Dobre oceny jury sprawiały, że jeszcze bardziej się starałam. Zauważyłam, że na mnie działa wyłącznie pozytywna krytyka, która mnie uskrzydla i motywuje.


Ale będąc w show-biznesie jesteś przecież cały czas wystawiona na publiczne opinie i krytykę, nie zawsze przychylną. Jak sobie z tym radzisz?


Nauczyłam się bardzo szybko, aby nie wchodzić na strony internetowe i nie czytać komentarzy internautów. Nie ma osoby, której by niemiłe słowa nie dotknęły. Jeśli ktoś jest wrażliwy, a każdy aktor musi być wrażliwy, to na pewno go to zaboli. Nie wierzę tym, którzy mówią, że się nie przejmują krytyką.


Masz dystans do blichtru będąc osobą popularną?


Myślę, że tak. Kiedy zaczęła się przygoda z „BrzydUlą” bardzo starałam się, aby nie zmienić się pod wpływem obecności w mediach. Ja wiedziałam, że dzięki „BrzydUli” stanę się osobą publiczną i starałam się psychicznie przygotować na tę popularność. Myślę sobie tak, jeśli któregoś dnia stwierdzę, że mam zbyt wysokie mniemanie o sobie, wejdę na taką stronę internetową i to mnie sprowadzi na ziemię.


Miałaś kiedyś wrażenie, że ten cały szum związany z „BrzydUlą” cię przerasta?


Nie, ale czasami czułam, jak brakuje mi sił. Przed „BrzydUlą” moje życie było proste. Był teatr, był uniwersytet i mieszkałam z rodzicami. Teraz mieszkam sama, do niedawna spędzałam czasami po 12 godzin na planie serialu, i to było wyczerpujące.


Główna rola dla tak młodej dziewczyny to duże wyzwanie. Czułaś presję?


Tak, szczególnie kiedy słyszałam komentarze ludzi, którzy mówili, że takiej roli nie udźwignę, ponieważ nie jestem wykształconą aktorką. Bardzo się starałam, aby zagrać jak najlepiej. Jestem wobec siebie bardzo krytyczna i rzadko bywam zadowolona z tego, co robię. Zawsze jest coś, co mogłabym zrobić lepiej, inaczej. Jestem osobą ambitną, jeśli już coś robię, staram się całkowicie angażować.


Dzięki roli Uli Cieplak zyskałaś miliony fanów. To przecież świadczy o wielkim sukcesie. Wielu zawodowych aktorów cię chwali, m.in. Edyta Jungowska, u boku której zagrałaś w „Ja wam pokażę”.


Tak, to prawda. To było jeszcze przed „Brzydulą”. Zagrałam również u Janusza Morgensterna i cały czas występowałam na scenie. Wydaje mi się, że jak na nastolatkę, którą wtedy byłam, zrobiłam mnóstwo rzeczy, które mnie przygotowały do roli Uli Cieplak. Nie mogę powiedzieć, że jestem zupełnie bez wykształcenia aktorskiego, ponieważ bardzo wcześnie zaczęłam uczęszczać na zajęcia teatralne, które miały mnie przygotować do pracy na scenie. Potem grałam w teatrze, za co normalnie dostawałam pieniądze. Od 16 roku życia pracuję w tym zawodzie. Nikt nie mógł przewidzieć, że to się tak potoczy. Jeśli idę na casting i reżyser proponuje mi rolę, to dlaczego miałabym jej nie przyjąć. Wydaje mi się, że w Polsce niepotrzebnie skupiamy się na tym, czy ktoś skończył szkołę czy nie. Brad Pitt też nie skończył szkoły teatralnej. Został zauważony dzięki reklamie jeansów.


Czemu właściwie nie zdecydowałaś się na studia aktorskie, tylko wybrałaś inny kierunek?


Było mnóstwo innych rzeczy, które chciałam robić, a ponieważ już pracowałam w tym zawodzie, pomyślałam, że aktorstwo mogę odłożyć na drugi plan. Wybrałam germanistykę ze względu na fakt, że aktorstwo to bardzo trudny i niepewny zawód. Uważałam, że tylko niektóre osoby mogą ten zawód uprawiać, a ja nie czułam się wystarczająco dobra. Zawsze chciałam być aktorką, ale może brakowało odpowiedniej osoby, która by mną pokierowała.


Większość osób publicznych twierdzi jednak, że nic się w ich życiu nie zmieniło pod wpływem obecności w telewizji, kinie, na pierwszych stronach gazet…


To nieprawda, że nic się nie zmienia. Na początku musiałam się przyzwyczaić, że np. mój styl ubierania był komentowany. Nigdy to dla mnie nie było szczególnie ważne, a nagle okazało się, że ludzie się interesują tym, czy założę jeansy czy sukienkę. To było dla mnie nie do pojęcia, przecież jest tyle innych ciekawszych spraw na tym świecie niż mój ubiór. Teraz wiem, że zawsze znajdzie się ktoś, kto mnie będzie krytykował. Tego nie da się wyważyć. Zawsze było dla mnie ważne, aby ludzie mnie lubili, ponieważ ja bardzo lubię ludzi i lubię, kiedy tę sympatię odwzajemniają. Ale wiem, że to niemożliwe. Zrozumiałam, że bywają ludzie zawistni i zazdrośni, ale właśnie do tego staram się mieć dystans.


Czy przyjaźń w show-biznesie w ogóle jest możliwa?


Oczywiście, że tak. Z planu „BrzydUli” mam dwie przyjaciółki. Co ważniejsze, ta przyjaźń jest bardzo potrzebna, ponieważ gdy jest się samemu w tym wszystkim, można czasami zwariować.


Co jest dla ciebie najważniejsze – miłość, przyjaźń czy rodzina?


Na pierwszym miejscu zawsze jest u mnie rodzina. Dopiero potem miłość i przyjaźń. Ale to, że rodzina i wartości, których mnie nauczyli rodzice, są dla mnie najważniejsze, zrozumiałam dopiero, kiedy zamieszkałam sama. Teraz bardzo mi zależy na tym, aby wdrażać w życie wszystko to, co rodzice próbowali mi przekazać, gdy byłam dzieckiem.


Czyli?


Ponieważ jestem osobą nieco roztrzepaną i mam tendencję do bałaganiarstwa, próbuję nad tym bardziej zapanować, kiedy jestem sama. Bardzo staram się np. nie spóźniać na spotkania, choć kiepsko mi to wychodzi, za co wszystkich przepraszam. Ostatnio zauważyłam, że zanim coś zrobię, zastanawiam się, co by tata albo mama powiedzieli, co by mi doradzili. Myślę, że gdyby nie moi rodzice, to ciężko byłoby mi zachować dystans do tego, co się dzieje wokół mnie. Moi rodzice są moim wyznacznikiem i drogowskazem, i bardzo ich szanuję.


Na pewno są z ciebie bardzo dumni. Grasz, tańczysz, a od niedawna okazało się, że pięknie śpiewasz. To chyba wielka niespodzianka dla twoich fanów?


Od dziecka śpiewałam, ale jakoś nigdy nie miałam okazji robić tego profesjonalnie. Mój pierwszy występ wokalny miałam na studiach, kiedy grałam Jenny w „Operze za trzy grosze”. Tam dużo śpiewałam. Mogę powiedzieć, że naprawdę było mnie słychać (śmiech).


Tyle masz pracy, a zupełnie nie wyglądasz na osobę zapracowaną… Myślałaś już o wakacjach?


Oczywiście, że tak. Ale zapewniam, że obecnie nie marzy mi się leniuchowanie na plaży, ponieważ pochodzę z Gdańska i tam mam morze i piasek na co dzień. Wolałabym spakować plecak i wyjechać poza Europę. Może uda mi się wreszcie zwiedzić Wyspę Wielkanocną albo Machu Picchu?

Autor: Alexandra Machera

Komentarze