Problemy wagi ciężkiej

Polacy znajdują się w czołówce najbardziej otyłych Europejczyków. Ponad połowa naszych rodaków waży za dużo, w przypadku jednej czwartej mówimy już o chorobliwej otyłości. Czy Polacy chcą się odchudzać?

Kiedyś było łatwiej - kilkaset lat temu okrągłe kształty symbolizowały życie w dostatku i bogactwie, u kobiet dodatkowo zwiastowały płodność i ognisty temperament. Nadwaga była w modzie. Dzisiaj zdecydowanie jest passe. Promowany od kilkudziesięciu lat ideał piękna to szczupła, wysportowana sylwetka. Ale nie tylko o modę tutaj chodzi - współcześni lekarze nie mają wątpliwości, że wraz z kilogramami, naszym organizmom przybywa chorób i schorzeń, a ryzyko wystąpienia poważnych problemów, także onkologicznych, wzrasta w zastraszającym tempie. I choć powszechna świadomość tego typu zagrożeń jest coraz większa, otyłość, zamiast maleć, obejmuje coraz większą część społeczeństwa. Niby się odchudzamy, ale jednak tyjemy. Jak to możliwe?

Otyły świat XXI wieku

Gdy jest mowa o karykaturalnie wręcz otyłym narodzie, zazwyczaj mamy na myśli Amerykanów. To tam, w królestwie fast foodów, butelek coca-coli o pojemności 5 litrów oraz służb medycznych z dźwigami zamiast noszy, mieszka największy odsetek osób - delikatnie mówiąc - nadprogramowo ciężkich. Statystyki mówią, że już co trzeci Amerykanin jest otyły. O „grubych Amerykanach” wymyśla się dowcipy, kręci alarmujące filmy dokumentalne i często zapomina się dostrzec, że Europa w coraz szybszym tempie skraca dystans do lidera. Okazuje się, że miłość do siedzącego trybu życia i nieumiarkowania w jedzeniu i piciu udzieliły się także mieszkańcom Starego Kontynentu. Pierwsze, niechlubne miejsce na liście europejskich państw z najwyższym odsetkiem otyłych obywateli zajmuje Wielka Brytania (28,1 proc.), za nią plasują się Czechy (26,8 proc.), Słowacja (25,7 proc.) i Irlandia (25,6 proc.). Na piątym miejscu jesteśmy my, Polacy, z nieco ponad 25 procentami otyłych obywateli. To bardzo, bardzo dużo! A z roku na rok jest coraz gorzej. Co u kryć - świat tyje, a Polacy śmiało dotrzymują mu kroku.

Skąd te kilogramy?

Świat nie jest czarno-biały, a nasza waga nie tylko jest kwestią wyboru, samokontroli i świadomości. Otyłość może mieć bardzo różne podłoża, które nie zawsze są widoczne na pierwszy rzut oka. Czasami jest skutkiem uwarunkowań genetycznych, czasami wynika z nieprawidłowych nawyków żywieniowych wpojonych w dzieciństwie (otyłe, tuczone przez rodzinę dziecko ma niewielką szanse na szczupłą przyszłość). Nadmiar kilogramów idzie w parze z wieloma schorzeniami i chorobami, m.in. niedoczynnością tarczycy, zespołem policystycznych jajników czy hiperinsulinizmem. Tyciu sprzyja przyjmowanie przeróżnych leków (np. antydepresantów, leków neuroleptycznych, przeciwpadaczkowych, kortykosteroidów i wielu innych), przybieranie na wadze miewa też podłoże psychologiczne - często towarzyszy depresji, apatii, zniechęceniu do życia. Nie da się jednak ukryć, że najczęstszą przyczyną nadwagi i otyłości jest niedostatek ruchu, siedzący tryb życia oraz fatalna dieta (oparta w głównej mierze na cukrach prostych oraz tłuszczach). Sprzyja temu współczesny tryb życia - fotel w samochodzie, fotel w pracy, fotel przed telewizorem, szybkie jedzenie czegokolwiek podczas przerwy na lunch, podjadanie między posiłkami (lub zamiast nich), za dużo kawy, za mało ruchu. I wszechogarniający stres, który często neutralizuje się albo alkoholem, albo kalorycznym jedzeniem. I jeszcze przyzwyczajenia - Polacy odwrócili piramidę żywieniową do góry nogami, spożywając mnóstwo białego pieczywa, ziemniaków i czerwonego mięsa, a marginalizując obecność warzyw na talerzu. Wszystko to razem wzięte nie pozostawia wątpliwości - Polacy będą tyć, jeśli ktoś lub coś nie wstrząśnie ich codzienną rutyną.

Za otyłością czają się choroby

Nadmiar kilogramów to nie tylko problem kosmetyczny. Nie ma co ukrywać - skoro jedna czwarta Polaków jest otyła, to i jedna czwarta choruje lub wkrótce zachoruje na liczne choroby ściśle skorelowane z nadmiernym otłuszczeniem organizmu. Często na własne życzenie „zaklepujemy” sobie u losu chorobę zwyrodnieniową stawów, cukrzycę typu 2, nadciśnienie, hiperlipidemię, chorobę wieńcową, żylaki i zakrzepicę nóg, zaburzenia oddychania i miesiączkowania, oraz – tak, tak! - nowotwory. U otyłych kobiet stwierdzono znacznie większe ryzyko zachorowania na raka piersi i trzonu macicy, u mężczyzn — na raka okrężnicy i gruczołu krokowego. Nadmierna masa jest drugim, po paleniu tytoniu, czynnikiem ryzyka rozwoju nowotworów!

Polacy chcą chudnąć

Przeprowadzane co jakiś czas sondaże wskazują, że Polacy (a zwłaszcza Polki, choć otyłych mężczyzn jest aż o 10 proc. więcej) mają wysoką świadomość własnego ciała i chcą się odchudzać. Ponad jedna czwarta naszych rodaków (26 proc.) w przeciągu ostatniego roku stanęła do czynnej walki ze zbędnymi kilogramami. Większość z nas działa intuicyjnie, wykluczając ze swojej codziennej diety produkty, które uważamy za tuczące (zazwyczaj są to produkty słodkie i tłuste), wybierając dla siebie jedną z popularnych diet, podejmując pewny wysiłek fizyczny (np. ćwicząc w domu lub próbując swoich sił w bieganiu) lub inwestując w suplementy diety. Część do zadania podchodzi bardziej profesjonalnie, decydując się na spotkanie z dietetykiem, zapisując do klubu fitness, gdzie nad postępami czuwa trener i - przede wszystkim w przypadku osób chorobliwie otyłych - walkę z kilogramami rozpoczynając od rozmowy z lekarzem.

Powody, dla których Polacy decydują się na utratę kilogramów, to: chęć poprawy sylwetki (36 proc. odchudzających się), potrzeba zdrowego odżywiania, poprawy samopoczucia i kondycji (35 proc.), pragnienie pozbycia się jakichś chorób i dolegliwości (34 proc.), konieczność zastosowania się do wskazań lekarskich (23 proc.). Sporadycznie Polacy decydują się schudnąć ze względu na swoje przekonania i światopogląd (5 proc.), upodobania kulinarne (4 proc.) oraz przez względy finansowe (3 proc.). I choć podejmowane próby schudnięcia przeważnie wiążą się z dużymi obawami (głównie o własną siłę woli, długoterminowe efekty odchudzania, rozwiązanie problemu braku czasu na przestrzeganie diety i ćwiczenia fizyczne oraz o efekt jo-jo), to ostatecznie aż 84 proc. odchudzających się osób jest zadowolonych z efektów podjętych przez siebie działań. Zazwyczaj dotyczy to osób, które poza zmianami na talerzu wprowadziły do swojego codziennego życia także sport.Niestety, zdrowe nawyki żywieniowe i sportowe, które zostają na lata, to raczej rzadkość. Większość osób, po uzyskaniu satysfakcjonujących wyników, odpuszcza sobie i wraca do dawnych przyzwyczajeń, by po kilku miesiącach lub latach ponownie stanąć do walki z nadmiarem ciała. A im jesteśmy starsi, tym trudniejsza to walka.

Ulubione diety Polaków

Dieta eliminacyjna to najpopularniejszy wybór pośród osób, które odchudzają się na własną rękę. Aż 74 procent osób decydujących się na próbę zredukowania wagi wyklucza ze swojego jadłospisu produkty lub grupy produktów, które uważają za tuczące. Najczęściej są to słodycze i produkty zawierające dużo cukru (52 proc.), tłuste potrawy, w tym mięso (34 proc.), alkohol (23 proc.), kawa (17 proc.), gotowe kupne dania do odgrzania w mikrofalówce (17 proc.), produkty zawierające gluten, w tym pieczywo (11 proc.) i nabiał (8 proc.). Zaledwie 9 procent Polaków decyduje się na zastosowanie konkretnej diety, szuka o niej informacji w książkach, prasie oraz Internecie i ściśle stosuje się do jej zaleceń. Najczęściej wybierane to: tzw. dieta cukrzycowa, ograniczająca spożycie węglowodanów (25 proc.), dieta beztłuszczowa (13 proc.), dieta bezglutenowa (7 proc.), dieta białkowa, np. Dukana (7 proc.). Pośród innych, znanych z okładek kolorowych czasopism diet, dość popularne w Polsce są m.in. dieta dr Dąbrowskiej (warzywno-owocowa), dieta Atkinsa (niskowęglowodanowa), dieta kapuściana (oczyszczająca), dieta Montignaca (bazująca na niskim indeksie glikemicznym), dieta Paleo (oparta głównie na chudym mięsie i rybach), dieta Pięciu Przemian (regulująca metabolizm). Coraz większym zainteresowaniem cieszą się też w naszym kraju tzw. diety pudełkowe, coraz więcej firm zajmuje się też ich dystrybucją. To chyba najłatwiejszy z dostępnych sposobów na zdrowy jadłospis - nie trzeba gotować, a nawet rozmyślać nad składem posiłków. Firma codziennie przywozi nam wszystkie potrzebne produkty i przygotowane z nich dania. Metoda ta jednak jest bardzo kosztowna, dlatego decydują się na nią głównie stosunkowo zamożni pracownicy dużych firm, dla których przeznaczenie 1200-2000 zł miesięcznie na pudełkowe posiłki nie jest przeszkodą nie do przeskoczenia.

Przychodzi Polak do dietetyka?

Odsetek rodaków, którzy po podjęciu decyzji o odchudzaniu, swoje kroki kierują do gabinetu dietetyka, jest niewielki. Choć większość przyznaje, że specjalista mógłby pomóc w ich staraniach o szczupłą sylwetkę, odkładają to „na kiedyś”. Co może być powodem? Czasami na pewno oszczędność - konsultacje u dietetyka nie są finansowane przez NFZ (od 2017 r. planowane są zmiany, ale obejmą prawdopodobnie tylko kobiety w ciąży i rodziców małych dzieci). Co jeszcze? Może wstyd, że nam się nie uda, a ktoś to podsumuje w tabelce? To zupełnie błędne przekonanie - dietetyk nie wyśmiewa, lecz wspiera i motywuje, a także pomaga podnieść się w razie upadku (by rozpocząć raz jeszcze, a nie leżeć, płakać i zajadać porażkę). Na szczęście zainteresowanie usługami dietetyków rośnie, podobnie jak rośnie świadomość Polaków dotycząca zdrowego żywienia.

Ruch a odchudzanie

I wreszcie sport - najlepsze remedium nie tylko na nadwagę, ale również na depresję- smutną przyjaciółkę nadprogramowych kilogramów. Polacy zazwyczaj mają świadomość, że samą dietą nie wygrają wojny z nadwagą, ale jedynie 36 procent odchudzających się osób włącza aktywność fizyczną do swojego planu dnia. Przemęczenie pracą i obowiązkami w domu, lenistwo, brak czasu, fizyczne ograniczenia, brak motywacji i depresja - tak tłumaczą Polacy swoją niechęć do sportu. Po prostu... jakoś się nie udaje. Jeśli już nawet kupują karnet na siłownię, energii wystarcza zaledwie na kilka wizyt. Nowe buty do biegania stoją w przedpokoju użyte zaledwie parę razy. Słomiany zapał wynika między innymi z tego, że nie szukamy aktywności dopasowanej do naszych zainteresowań i możliwości, lecz wybieramy to, co typowe i oklepane. Osoba, którą nudzi podnoszenie hantli i bieganie po parku, może wciągnąć się w treningi karate albo jazdę konną. A gdy pojawi się pasja, ćwiczenia przestaną być uciążliwym obowiązkiem. Zresztą każdy ruch, odpowiednio dawkowany i regularnie uprawiany, potrafi dać poczucie zadowolenia - tak działają na nas endorfiny uwalniane w trakcie wysiłku fizycznego. Gdy tylko przełamie się pierwszą barierę - opór ciała, organizm szybko przywyknie do regularnego wysiłku i zacznie go potrzebować. To milowy krok w drodze ku zgrabnej sylwetce.

Suplementem w kilogramy

Narodowe zamiłowanie do kupowania i zażywania suplementów przekłada się także na odchudzanie. Lubimy czuć, że coś nas wspiera w ciężkiej walce o odzyskanie dawnej sylwetki, a tabletka to najtańszy i najłatwiejszy do pozyskania sojusznik. Oczywiście, zaledwie kilka procent Polaków zażywa suplementy wspomagające odchudzanie regularnie. Zazwyczaj zakupu dokonujemy od wpływem impulsu (np. obejrzanej reklamy), a pełna entuzjazmu konsumpcja wygasa wraz z naszą wiarą w skuteczność takiej terapii. Jedną z przyczyn zniechęcenia bywa fakt, że osoby inwestujące w drogie suplementy, traktują je czasami jako jedyny środek do celu, zapominając o diecie i sporcie. Niestety, pośród setek przeróżnych produktów wspomagających odchudzanie, na aptecznych półkach nie znajdziemy ani jednego, który zastąpi klasyczne metody walki z nadwagą. Natomiast włączanie suplementów, np. preparatów mineralnych i witaminowych, do odpowiednio przygotowanej diety, daje całkiem dobre rezultaty - cieszy się z nich około 11 procent odchudzających się Polaków.

Niebezpieczne preparaty z internetu

Polacy zasadniczo wiedzą, że bezpieczne środki wspomagające odchudzanie kupuje się tylko w aptece. Ale inne możliwości kuszą. Internet, jak długi i szeroki, wypełniony jest reklamami preparatów na wszystko, na co może być popyt. Poza potencją i wyższym libido, na czele naszych narodowych potrzeb jest właśnie odchudzanie. Internetowe tabletki i proszki, reklamowane jako bezpieczne i super-hiper-skuteczne w walce z nadwagą, mogą być faszerowane dowolnymi substancjami - np. pochodnymi amfetaminy, jajami tasiemca, dinitrofenolem (środek chwastobójczy). Prawda jest taka, że żaden urząd nie ma kontroli nad garażowymi fabrykami, gdyż firmy te korzystają z zagranicznych serwerów i wciąż zmieniają swoje adresy. Wszystkie substancje, które znajdują się w takich „dzikich” preparatach, mogą zagrażać zdrowiu i życiu zażywających je osób. Na szczęście (w nieszczęściu), pigułki faszerowane trucizną trafiają się znacznie rzadziej, niż pigułki - placebo. Sprzedawane przez internet za kilkaset złotych środki, np. z jagód acai, substancji czynnej mogą mieć jeden procent, cała reszta to mąka, cukier lub inny wypełniacz. Dla producenta są tanie w produkcji, a dodatkowo nie musi obawiać się pozwów o zgony swoich naiwnych klientów. Nie zmienia to oczywiście faktu, że środki te nie mają zupełnie żadnego działania odchudzającego, nie licząc - być może - efektu placebo.

Ratunku, nie mogę schudnąć! Dlaczego?

Dr Karol Augustowski, dietetyk: Do najczęstszych błędów popełnianych przez pacjentów w trakcie redukcji masy ciała należy m.in. brak odpowiednio silnej motywacji. Wiele osób udających się do dietetyka jest przeświadczonych, że pozyskanie planu żywieniowego rozwiąże ich problem. Tak jednak nie jest. Dietetyk i plan żywieniowy wskazują kierunek, w którym powinniśmy podążać i sposób na osiągnięcie zaplanowanych efektów. Bardzo wiele zależy jednak od naszych chęci. Wprowadzenie do planu zmian, np. w godzinach spożywanych posiłków, może istotnie wpłynąć na uzyskiwane rezultaty. Część pacjentów zjada kolację później, niż jest to zalecane, co przyczynia się do odkładania nadmiaru spożytej energii w tkance tłuszczowej w trakcie snu. Nie potrafią jednak zmienić swoich przyzwyczajeń, nawet kosztem słabszych efektów. Nie bez znaczenia jest również spożywanie alkoholu. Część pacjentów nie chce z niego zrezygnować w trakcie diety. I tak, jak i w innych przypadkach, eliminacja alkoholu nie jest z góry nakazana (w przypadku osób zdrowych), lecz ilości dozwolone często nie są tożsame z oczekiwaniami niektórych osób. Inna część pacjentów odrzuca całkowicie jakąkolwiek aktywność fizyczną. Zupełny brak ruchu sprawia, że przy dużej redukcji masy ciała pojawia się nienaciągnięty naddatek skóry, który dla wielu osób jest znacznie większym problemem, aniżeli nadmierna masa ciała. Niestety, bez aktywności fizycznej, choćby na niewielkim poziomie, nie osiągniemy tych samych celów i efektów w tak szybkim czasie.

Część pacjentów zniechęca się do diety, gdy redukcja masy ciała odbywa się zbyt wolno. Tymczasem wolna redukcja jest wielce uzasadniona, gdyż minimalizuje ryzyko efektu jo-jo. Im szybciej się odchudzamy, tym większa jest szansa na powrót do wcześniejszej masy ciała, a nawet do uzyskania większej masy ciała, niż przed rozpoczęciem odchudzania. Odpowiednie tempo redukcji jest uzależnione od wyjściowej masy ciała. Im jest ona większa, tym dopuszcza się większy ubytek masy ciała każdego miesiąca. Prawidłowy powinien, w większości przypadków, wahać się w granicach 2-4 kg. Zdarza się również, że w trakcie procesu odchudzania, masa ciała zatrzyma się na pewnym poziomie. Pacjenci bywają tym faktem zaniepokojeni i zniechęceni. Jeśli dieta jest dobrze przygotowana, to mamy szeroki wachlarz możliwości przyspieszenia dalszej redukcji. Jeśli dieta była zaplanowana na poziomie umożliwiającym dalsze ograniczenie jej energetyczności, bądź bezpieczne zwiększenie ilości białka, wprowadza się takie właśnie rozwiązania.

Częstym błędem osób chcących odchudzać się na własną rękę, jest znaczne ograniczenie ilości energii w diecie (czyli, w największym uogólnieniu, wprowadzenie głodówek – spożywania zbyt małej ilości energii). Na etapie redukcji masy ciała, głodówki nie służą niczemu dobremu i mimo, że często przynoszą szybkie rezultaty, to szansa na ich utrzymanie jest bardzo niewielka. Jeśli chcemy być zdrowi, nasza dieta redukcyjna zawsze powinna dostarczać więcej energii, niż podstawowa przemiana materii, którą każdy z nas może wyliczyć choćby za pomocą kalkulatorów dostępnych on-line.

Autor: Kamila Śnieżek

Komentarze