Pracoholik na horyzoncie cz.1

Robią karierę i wielkie pieniądze, pracują nawet po 16 godzin na dobę, dla firmy są gotowi na wszystko. Obok rozpadają się ich rodziny, odchodzą zaniedbywani przyjaciele, w końcu opuszcza ich zdrowie. Poznaj cenę, jaką płacą pracoholicy za swoją pogoń za sukcesem.

– Nie czekaj z kolacją, muszę zostać dłużej w biurze – Elżbieta właściwie przyzwyczaiła się już do tego, że Tomek nie wraca do domu przed dziesiątą. I że dzieci prawie nie widują ojca. Bo kiedy on przychodzi, maluchy już śpią, a rano jest tak mało czasu na wszystko. Sama też nie pamięta, kiedy spędzili wspólnie więcej czasu. Nawet na ostatnie wakacje pojechała tylko z dziećmi, bo Tomek nie mógł wziąć urlopu.
– Tęsknię za początkami naszego małżeństwa – wzdycha. – Wprawdzie dziś, dzięki pracy Tomka, mamy piękny dom, dwa samochody, stać nas na wszystko, ale mimo to z każdym dniem coraz bardziej brakuje mi jego. I czasów, kiedy mieszkaliśmy w wynajętym pokoju i kilka razy oglądaliśmy każdą złotówkę, zanim wydaliśmy ją na szynkę czy owoce. Bo wtedy byliśmy razem. Było biednie, ale szczęśliwie. Dziś Tomek nie ma nawet czasu mnie przytulić, nie mówię o dłuższej rozmowie, spacerze z dziećmi, wycieczce do lasu czy wizycie u przyjaciół.


Praca, a może rodzina

Kiedyś Elżbieta zagroziła: wybieraj – praca albo rodzina. Przez weekend starał się skoncentrować na niej i dzieciach, ale ona czuła, że cierpi. Widziała, jak wciąż myśli o pracy, jak wielkie ma wyrzuty sumienia, że w tym czasie mógłby przecież zamknąć niedokończony bilans. – To typowy objaw pracoholizmu – twierdzi psycholog Anna Milewska. – Lęk spowodowany tym, że w danym momencie nie pracujemy, i wyrzuty sumienia wynikające z poczucia marnowania czasu są sygnałem, że jesteśmy na najlepszej drodze do uzależnienia od pracy.
Pracoholizm to takie samo uzależnienie jak alkoholizm, narkomania, lekomania, nikotynizm czy uzależnienie od internetu. Kiedy zaczyna brakować nam bodźca (alkoholu, narkotyków, leku, papierosa czy dostępu do internetu lub właśnie pracy), wówczas odczuwamy wręcz fizyczny ból. Dzień wolny od pracy u pracoholika powoduje uczucie dyskomfortu. Choć fizycznie jest obecny np. w domu, na spacerze, urlopie, myślami wciąż jest w biurze i cierpi, że traci czas.
Psycholog przestrzega, że pracoholicy zwykle nie zdają sobie sprawy ze swojego uzależnienia. Podobnie jak inni nałogowcy, uważają, że tak właśnie powinien wyglądać świat. Początek zawsze wydaje się niewinny – praca ma być środkiem poprawienia jakości życia. Chcą więcej zarabiać, awansować, rozwijać się, być docenionym w oczach kolegów czy rodziny. Tylko – nie wiadomo kiedy – wszystko wymyka się im spod kontroli, jak u człowieka uzależnionego.


Zwykle tak się zaczyna

Elżbieta nie wie, co było pierwsze – pęd za pieniędzmi czy za karierą. Ale i tak jedno wiązało się z drugim. – Chyba jednak najpierw chodziło o pieniądze. – wspomina jak przez mgłę. – Tomek brał coraz więcej zleceń, bo oczekiwaliśmy naszego pierwszego dziecka i chcieliśmy jak najszybciej być samodzielni. Potem trzeba było zarobić na ratę kredytu mieszkaniowego, na meble, nowy samochód, telewizor itd. Później urodziło się drugie dziecko. Były nowe wydatki. Wciąż warto było jeszcze na coś zarobić.
– Zawsze znajdzie się powód, by pracować więcej. – przestrzega Anna Milewska. – Decyduje o tym chęć wykazania się przed szefem, lęk przed zwolnieniem, ambicja zrobienia kariery lub zarobienia większych pieniędzy. Wszystko jest w porządku, dopóki zachowane są właściwe proporcje między pracą a życiem rodzinnym, zainteresowaniami i odpoczynkiem, a nasze nadmierne obowiązki są tylko tymczasowe. Gdy praca zaczyna wypełniać całe życie, warto zadać sobie pytanie: dlaczego pracuję tak dużo? Muszę czy chcę?
Psycholog ostrzega, że gdy brak równowagi zaburza nie tylko życie rodzinne, ale i zawodowe, sytuacja jest już naprawdę groźna.


Zaprzedać duszę firmie

Im Tomek więcej i dłużej pracował, tym okazywał się cenniejszym pracownikiem dla firmy. Zaczął szybko awansować. Dziś jest dyrektorem oddziału, dlatego pracuje dłużej i więcej. – Nie wiem, dlaczego musi sam wszystkiego pilnować – żali się Elżbieta. – Od kilku lat nie miał urlopu. Ale najgorsze jest to, że oddaliliśmy się od siebie. Tomek nie czuje potrzeby bycia ze mną blisko, wciąż jest zmęczony. W dodatku jest niezadowolony z życia. – Pracodawcy bardzo chętnie zatrudniają ludzi, dla których praca jest ważniejsza od rodziny i reszty świata – wyjaśnia Anna Milewska. – Decydują od tym głównie względy ekonomiczne, bo zamiast dwóch pracowników, dwóch etatów i dwóch komputerów wystarczy jeden. Kuszą więc premiami, bonusami, telefonem komórkowym, służbowym samochodem, abonamentem do siłowni czy darmową opieką medyczną dla całej rodziny. To i tak się im opłaca. W zamian żądają tylko zaprzedania duszy firmie.
Psycholog twierdzi jednak, że to krótkowzroczna polityka. W końcu taki pracownik wypala się zawodowo, staje się mniej kreatywny, bardziej sfrustrowany i zaczyna być prawdziwym problemem dla firmy. Anna Milewska dodaje, że na pracoholizm najbardziej narażeni są ludzie na kierowniczych, odpowiedzialnych stanowiskach. Także właściciele firm oraz ci, dla których praca jest sposobem na wycofanie się z nieudanego życia prywatnego.

Autor: Beata Biały

Komentarze

  • 2016-03-30 gość

    „ci, dla których praca jest sposobem na wycofanie się z nieudanego życia prywatnego.”-ale czasem ta praca pozwala zapomniec o jakichs problemach, spojrzec na nie z dystansu, zastanowic sie, czy sa naprawde takie wazne, jak się do tej pory myslalo. Pod warunkiem, ze po zastanowieniu sie i bardziej wzmozonej pracy wraca sie do normalnego zycia.