Powakacyjny, piekący problem

W czasie wakacji i tuż po ich zakończeniu zapełniają się poczekalnie u urologów. Za wakacyjny wypoczynek wielu z nas płaci zakażeniem układu moczowo-płciowego.

– To typowy powakacyjny problem – podkreśla dr n. med. Piotr Jarzemski, ordynator oddziału urologii bydgoskiego Szpitala Uniwersyteckiego im. dr. Jana Biziela. – Bo wakacje to czas, gdy o takie zakażenia najłatwiej. Kąpiemy się wówczas w basenach i jeziorach, gdzie woda bywa po prostu brudna i jest w niej bardzo dużo bakterii. Gdy pojawiają się problemy zdrowotne, zwykle jesteśmy tym jednak bardzo zdumieni. Od dzieciństwa jeździmy w to samo miejsce i nigdy nic złego się nie działo, a tu nagle zakażenie dróg moczowych… Nie bierzemy pod uwagę, że nad naszym ulubionym jeziorem pobudowały się całe osiedla domów, a przy wielu z nich jest nieszczelne szambo, więc ścieki idą wprost do wody…


Ból i pieczenie

Kobiety, z racji budowy anatomicznej swoich dróg moczowych, stosunkowo łatwo mogą ulec takiemu zakażeniu. Ich cewka moczowa jest krótsza i szersza od męskiej, przez co nie stanowi dobrej bariery dla zarazków. Drobnoustroje bez trudu wnikają więc z przedsionka pochwy do pęcherza i wywołują stan zapalny.

Objawy zakażenia są bardzo charakterystyczne, co nie oznacza, że zawsze muszą wystąpić wszystkie razem. Są to: ból, pieczenie i częstsze niż zazwyczaj oddawanie moczu. Najbardziej typowym z nich jest pieczenie przy oddawaniu moczu. – Jeśli kobieta odczuwa pieczenie na samym początku wizyty w toalecie, to sygnał, że mamy do czynienia ze stanem zapalnym w cewce moczowej, jeśli na zakończenie – zakażenie objęło pęcherz – wyjaśnia dr Piotr Jarzemski. Charakterystyczne jest i to, że choć odczuwa wielkie parcie, to okazuje się, że oddaje niewielkie ilości moczu.


„Ja też to miałam”

Jeśli leczenia podejmie się natychmiast po pojawieniu się tych pierwszych symptomów i jeśli będzie ono skuteczne, chorobę można stosunkowo łatwo wyleczyć. Jeśli jednak reakcja osoby chorej nie będzie szybka lub jeśli podejmie leczenie nieskuteczne, infekcja będzie się rozwijać. Może zaatakować nawet nerki. Wystąpi wtedy gorączka, czasem bardzo wysoka, sięgająca 40 st. C. – I to jest prawdziwy problem, bo błahe zakażenie może przejść w odmiedniczkowe zapalenie nerek, a nawet może wywiązać się sepsa – podkreśla dr Piotr Jarzemski.

Urolodzy podkreślają, że prawdziwą plagą jest nieskuteczne leczenie zakażeń układu moczowego. Co rozumieją pod określeniem „nieskuteczne”? Nie zakończone całkowitym wyleczeniem, ale czasowym ograniczeniem przykrych objawów.


Sześć razy w roku

– To najczęstszy pacjent u urologów – kobieta, która mówi, że w minionym roku miała sześć razy infekcję dróg moczowych i że nie może już sobie z nimi poradzić – mówi dr Piotr Jarzemski. – Co przez ten czas robiła? Najpierw wzięła lekarstwo polecone przez koleżankę, potem poszła do lekarza pierwszego kontaktu. Nie miała ogólnego badania moczu, nie był też robiony posiew z moczu. Więc co leczono, skoro nie wiadomo, z jaką bakterią mamy do czynienia i w jakich ilościach?

Tymczasem im dłuższy proces leczenia, tym przeciwnik silniejszy. – Uodpornione bakterie są jak grupa komandosów po powrocie z wojny. Byle żółtodziób, w tym przypadku słaby lek i wciąż ten sam, im nie zaszkodzi. Bakterie miały czas, by usadowić się głęboko, „okopały się” więc w różnych zakamarkach i dają o sobie znać za każdym razem, gdy organizm kobiety jest osłabiony, gdy jest ona przemęczona lub w stresie – obrazowo rzecz ujmuje dr Piotr Jarzemski.


Poznać przeciwnika

Mimo długiego leczenia trzeba je więc w takich przypadkach zaczynać od początku. Zrobić ogólne badanie moczu i jego posiew. A jeśli się uda – wykonać też antybiogram, czyli zbadać laboratoryjnie, na jaki lek bakteria jest wrażliwa. Niestety, nie jest to łatwe zadanie w przypadku osoby, która łykała w krótkim czasie wiele antybiotyków. Dopiero mając tę wiedzę, można rozpocząć skuteczne leczenie. Wymaga ono jednak silnych antybiotyków, podawanych przez dwa lub trzy tygodnie, a nawet dłużej, czasem niezbędny jest też pobyt w szpitalu.


Pod płaszczem infekcji

– Pozostaje jeszcze pytanie, dlaczego w ogóle doszło do zakażenia, bo choć choroba jest częsta, to jednak nie każda kobieta na nią zapada – mówi dr Piotr Jarzemski. – Staramy się więc wykluczyć różne przyczyny sprzyjające zakażeniom, bo pod płaszczem infekcji może kryć się poważna choroba. To mogą być kamienie nerkowe, może być nawet nowotwór. I to z ich powodu banalne zakażenia mogą nie dawać się wyleczyć.

Możemy mieć też do czynienia z bardzo zjadliwą bakterią, na przykład szczepem szpitalnym lub przywiezioną z egzotycznych krajów. Winny może być także styl życia. Do zakażenia może dojść w czasie współżycia seksualnego, więc problem może być związany ze zmianą partnera lub, wręcz przeciwnie, z utrzymywaniem stosunków z partnerem, który sam jest zakażony, ale się nie leczy.

Bo mężczyźni nie są przecież odporni na bakterie atakujące układ moczowy. Infekcja pęcherza nie ma jednak prawa im się zdarzyć, bo mają długą cewkę moczową, stanowiącą doskonałą barierę ochronną. Jeśli więc u mężczyzny dojdzie do zapalenia pęcherza, trzeba koniecznie szukać tego przyczyny, bo – w odróżnieniu od kobiet – musi istnieć jakiś inny problem zdrowotny, odpowiadający za zaatakowanie pęcherza przez bakterie. To mogą być kamienie, nowotwór lub przerost prostaty, który utrudnia całkowite opróżnianie pęcherza, przez co mocz w nim zalega.


Zobacz także: Odchudzanie na Dieta 3D Chili

Autor: Małgorzata Grosman

Komentarze