Potwór daje siłę

Nasze dzieci wierzą w elfy, skrzaty, wróżki, potwory, czarownice i COŚ, co czai się pod łóżkiem. Boją się w jednym celu: żeby nie odczuwać strachu.

– Za chwilę zjawi się tu potworny zając i będziesz się go bała – mówi trzyletnia Maja do trzyletniej Leny, obnażając małe ostre ząbki i skradając się z wyciągniętymi rękami w stronę wystraszonej siostry bliźniaczki. Ta ucieka z przeraźliwym piskiem, po czym za chwilę to Lena jest „potwornym zającem”, a Maja zmyka na kanapę, która okazuje się jedynym bezpiecznym miejscem w domu. Potem obie siadają na krzesełkach i obserwują zachodzące słońce, które na dachach sąsiednich kamienic układa się w cieniste kształty... potwornego zająca.


Po co im ten zając

Po skończeniu 2 roku życia wyobraźnia dziecka zaczyna twórczo pracować. Maluch wymyśla nowe gry, zabawy, w jego malutkim świecie lalki zaczynają mówić, samochody z klocków jeździć, a misie, zebry, żyrafy zaczynają żyć własnym życiem. Tworzy się świat, do którego dorosły nie ma wejścia. I to właśnie wtedy okazuje się, że umysł dwulatka zaczyna być zdolny do tworzenia strasznych wyobrażeń: potworów mieszkających pod łóżkiem lub duchów pojawiających się nocą. Maja i Lena to moje córki, a potworny zając (czasami przybiera także formę królika) jest najczęściej powtarzającym się motywem mającym budzić przerażenie. Z tego wzajemnego straszenia się jednak nic nie wynika: ani nie budzą się w środku nocy z okrzykiem: „Potworny zając!”, ani nie są szczególnie strachliwe. Zasypiają przy zgaszonym świetle. Nie boją się lekarza, dentysty, listonosza.

Wniosek? Do czegoś jest im ten „potworny zając” potrzebny. Podobnie, jak cała masa innych wytworów wyobraźni, które siedzą w dziecięcych główkach. Kiedyś były to dziwożony, okropniki, rusałki, diabły, jak je świetnie opisał w „Gospodzie pod upiorkiem” Stanisław Pagaczewski. Dzisiaj to raczej elfy, czarownice, wróżki i – jak przed wiekami – nieśmiertelne krasnoludki. A także bliżej nieokreślone strachy pod łóżkiem lub w szafie, a także niezliczone ilości potworów różnych maści i kształtów pojawiających się tam, gdzie tylko maluch sobie zażyczy. Świat dziecięcych strachów nie ma bowiem początku ani końca, ma za to jeden określony cel: uczy dzieci, jak się nie bać. Cała strategia wygląda mało poważnie, ale jest skuteczna i dalekosiężna.

– Chodzi o doświadczanie silnych negatywnych emocji w sposób kontrolowany – tłumaczy dr Sławomir Murawiec, psychiatra i psychoterapeuta. – Ta zabawa w potwory jest podobna do tego, co robi dziecko bawiąc się w „jest – nie ma”. To nic innego, jak doświadczanie i kontrolowanie poczucia utracenia czegoś w formie zabawy. Podobnie jest z lękiem – poważnym czynnikiem mogącym dezorganizować funkcjonowanie. Dziecko się z nim styka, próbuje więc go oswoić i poddać kontroli, co ma duże znaczenie adaptacyjne w sytuacji wystąpienia rzeczywistego leku. W oswajaniu go pomaga tyle czynników, że warto zrobić przegląd tego, czym się straszą nasze dzieci.


Strach nr 1: ciemność

To niekwestionowany lider w dziedzinie dziecięcych strachów. Tylko największe chojraki nie decydują się na spanie przy zapalonej lampce, reszta woli nie stykać się oko w oko z ciemnością. Nic dziwnego: w ciemności może zdarzyć się wszystko. Przyznajmy się szczerze, jako dorośli także niezbyt chętnie przebywamy w niej zbyt długo. Co może bowiem kryć się w ciemności: stwory, wilki, może jakieś robaki i... potworne króliki.


Strach nr 2 – coś pod łóżkiem

Szczególnie dużo jest ich pod takimi łóżkami, pod którymi prawie nic nie można zmieścić – bo wiadomo, że im mniej przestrzeni, tym więcej duchów może się tam znaleźć. Strach przed tymi wyimaginowanymi stworami bierze się zwykle z kreskówek albo książek. Każdy dorosły, który obejrzał film „Coś” nakręcony według powieści Stevena Kinga, nie ma prawa dziwić się dziecięcemu strachowi przed tym, co siedzi pod łóżkiem. Do potwornych rozmiarów mogą w dziecięcej wyobraźni urosnąć najzwyklejsze zwierzęta (np.myszy albo koty) albo nawet najbliżsi.


Strach nr 3 - mama i tata

Tak, tak. Oczywiście, udający takie potwory, jakie chce w danej chwili zobaczyć dziecko. Mama albo tata mogą być ryczącym lwem albo krwiożerczym rekinem/krokodylem albo po prostu potworem (uniwersalnym). Powinna/powinien gonić uciekające dziecko dokładnie w takiej chwili, w jakiej maluch sobie tego życzy. A co najważniejsze, natychmiast przestawać być potworem, kiedy dziecko tego zażąda i w tej samej chwili utulać je i mówić: „Potwór już sobie poszedł”.


Strach nr 4 - cień

Malec nie rozumie, skąd biorą się cienie na ścianach czy suficie, a co gorsza, nie wiadomo, jak je przepędzić! Jeśli maluch boi się cieni, spróbuj go do nich przyzwyczaić – pobawcie się w teatrzyk cieni i odgrywając zabawne scenki, wytłumacz, skąd biorą się cienie. Możesz pokazać mu na ścianie złożonego z palców psa, gołębia, gęś, zająca (byle nie potwornego). Trzeba się także starać nie dopuszczać do sytuacji, kiedy cienie pojawiają się np. przed snem, bo wtedy strach jest znacznie bardziej dojmujący, a wyobraźnia malucha szaleje.


Strach nr 5 – elfy, wróżki, czarownice, skrzaty

To właściwie nie są strachy sensu stricte, tylko istoty, w istnienie których maluchy święcie wierzą. Nie odbierajmy im wiary w krasnoludki, podobnie jak w Świętego Mikołaja. Te bowiem istoty załatwiają za dziecko niezwykle ważne sprawy. I nie jest to tylko nauka zarządzania strachem.


Potwór i siła

Czteroletni Julek, synek Marty Lipczyńskiej-Gil, wydawcy książek dla dzieci (oficyna Hokus-Pokus), co jakiś czas wymyśla sobie nowego potwora. Do niedawna Julek był Basmanem (nie mylić z Batmanem, bo nie zna tego filmu) i nie bał się niczego, teraz jest Figretem i zakopuje się w śniegu. – Kiedy zaczęłam zastanawiać się, jaką rolę odgrywają w życiu mojego synka te wymyślone postacie, zrozumiałam, że one po prostu dają mu siłę, by się nie bać – uważa Marta Lipczyńska-Gil. Będąc Basmanem albo Figretem, Julek nie boi się niczego. I już. Dlatego uważam dziecięce potwory za jedne z najbardziej rozwijających „wynalazków” wyobraźni malucha. Kiedy zapytałam Julka, czy boi się Buki z „Muminków”, najpierw odpowiedział mi, że Buka do niego nie przyjdzie, bo nie ma nóg. Julek był Buką zafascynowany, ciągle dociekał, czy ona te nogi ma czy nie. A kiedy kupiłam mu maskotkę w kształcie Buki, została jego .... przytulanką. Czego może bać się mały chłopiec, który śpi z Buką?

W rezultacie jego mama stała się entuzjastką dziecięcych potworów. Właściwie oswoił już wszystkie potencjalnie największe strachy z dzieciństwa. – Takie dziecięce ćwiczenia ze strachem przypominają trochę uczuciowy poligon, czyli wywoływanie jakichś emocji w sytuacji względnie bezpiecznej i kontrolowanej, sytuacji „na niby” – tłumaczy dr Sławomir Murawiec. – Lęk jest przecież bardzo nieprzyjemnym uczuciem,trzeba więc nauczyć się go kontrolować, opanowywać, znosić, wygaszać. A przecież strach w warunkach kontrolowanych nie rozkręca się, nie trwa w nieskończoność. Przy okazji więc dziecko ćwiczy bardzo ważną umiejętność: wygaszania emocji, doprowadzania lęku do końca.

Kiedy następnym razem zauważysz, że twoje dziecko szuka potworów, nie mów mu: „potworów nie ma”, tylko obserwuj, jak sobie maluch z nimi radzi. Przez dziecięce strachy maluch przejdzie gładko, jeżeli będzie się czuł kochany i zapewnimy mu poczucie bezpieczeństwa. Kiedy poczuje, że traci w rodzicach oparcie, że nie wie, czego może oczekiwać, zacznie się bać. Z żadnym z dziecięcych strachów nie zostawiaj go samego. Ważne jest, by nie ignorować lęku malucha, nawet gdy wydaje się irracjonalny. Jeśli twoje dziecko jest wrażliwe na tego typu lęki, lepiej ogranicz bajki, w których różne „potwory” występują.

Jeżeli nagle twoje dziecko zaczyna się bać potwora, który jest pod łóżkiem, nie kładź się na podłodze i nie zaglądaj pod łóżko, upewniając się, że tego strasznego potwora tam nie ma. Zasugerujesz, że teraz go tam nie ma, ale za chwilę może być. Najlepiej jest wyprzedzić jego lęk i w ciągu dnia rozmawiać z maluchem o jego strachu, rozbrajając go w ten sposób. Na noc zostawiaj zapalone malutkie światełko albo włączoną cichutko płytę z ulubionymi bajkami lub muzyką. Zapewniaj, że jesteś cały czas w pokoju obok i przybiegniesz, gdyby miało się zdarzyć coś złego.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze