Poskromienie złośnika - metody opanowania gniewu

Twój partner ma napady gniewu? Uważasz, że za często? Zaproś do domu trochę teatru, trochę manipulacji i duuuużo cierpliwości.

Z sondażu przeprowadzonego przez miesięcznik psychologiczny “Psychology Today” wynika, że zarówno kobiety jak i mężczyźni, wybrali dwa takie same ideały męskości: Jezusa i Gandhiego. Czy pamiętasz, by oni kiedykolwiek się złościli? Nie. Bo ideał mężczyzny nie wie, co to gniew. Nam, niestety, nie dane jest żyć z ideałami...

Twój partner złości się i wybucha, najczęściej w domu, a ty – czujesz czasami, że stajesz się workiem treningowym jego niewyładowanych emocji. Chyba pora z tym skończyć! Obojętnie, z jakich przyczyn denerwuje się twój mężczyzna, nie jest miło - po raz kolejny - odpierać jego atak złości. Najpierw więc zajmij się tym, jak go poskromić, a później – wspólnie pomyślcie, skąd u niego tyle złości i co zrobić, żeby było jej mniej. Oto trzy metody na poskromienie złośnika, można wybrać jedną albo stosować je zamiennie.


Metoda dla cierpliwych

- Z innych powodów złoszczą się mężczyźni trzydziestoletni, a inaczej czterdziestoletni – uważa Piotr Mosak, psycholog I psychoterapeuta.

Ci pierwsi denerwują się przede wszystkim na to, że nie doceniają ich w pracy, tych drugich - zdenerwować może właściwie wszystko. Ale w jednym i drugim przypadku należy znaleźć odpowiedź na pytanie: w jaki sposób okiełznać męskie emocje, których on sam nie jest w stanie opanować?

Po pierwsze: nie dać się wciągnąć w awanturę (chyba, że ty też masz ochotę na niego pokrzyczeć, wtedy – proszę bardzo – możecie krzyczeć razem) i spokojnie przeczekać krytyczny moment. Innego sposobu na ugaszenie męskiego pożaru złości nie ma. Poza tym, psychologowie podkreślają, że złość ogłusza. Ludzie przytłoczeni nadmiarem emocji po prostu siebie nie słyszą. Czasami nie słyszą także gorzkich słów, które wypowiadają.

- Dobrze jest w konfrontacji ze “złośnikiem” wyrobić w sobie postawę pod hasłem: “Stoję, patrzę i się dziwuję” – radzi Piotr Mosak. – Ważne jest też, żeby nie brać do siebie tego, co facet krzyczy. Mężczyzna tak naprawdę nie kieruje ich do kobiety, ona tylko przypadkiem znajduje się na ich torze.

Kiedy fala emocji opadnie, można podejść do partnera I zapytać: “Czy już możemy o tym porozmawiać?” Absolutnie nie zaczynać od sformułowania: „Słuchaj, przestań robić awantury albo…“ czy: “Bo ty zawsze…” Najlepiej nie grać na wysokich tonach, wyrazić jasno I szczerze swoje uczucia: “W takich sytuacjach jak ta przed godziną czuję się źle, jestem zaskoczona, zdenerwowana..” albo: “Nie chcę się tak czuć przy tobie, a coraz częściej mi się to zdarza”.

- Na 99 procent wybuch złości był spowodowany tym, że partner został źle oceniony w pracy i to być może kilkakrotnie. Wejście do domu uruchomiło wentyl i emocje wylały się na zewnątrz – wyjaśnia Piotr Mosak. – Teraz trzeba je nazwać.

Jeżeli jednak złość wymierzona jest także przeciwko partnerce, należy jasno określić sytuację, która się wydarzyła i krok po kroku opisywać swoje uczucia. Może się okazać, że poniedziałkowy wybuch złości to odreagowanie weekendowego obiadu z teściami. Podczas którego twój partner zachwycił się bigosem teściowej i rzucił kąśliwie: “Mojej żonie nigdy by się taki nie udał”, w zamian za to ty mruknęłaś coś o brakach w jego męskich umiejętnościach. – Bardzo dobrze sprawdza się metoda nazwana przez psychologów: “drugą pozycją percepcji”. Polega na tym, żeby wejść w buty tej drugiej osoby, opowiedzieć, co mogła czuć, myśleć i słyszeć w danej sytuacji. To genialnie zmienia perspektywę – mówi Piotr Mosak.

Warto więc spróbować opowiedzieć historię z bigosem wcielając się w rolę partnera: oprócz tego, że daje możliwość spojrzenia na konfliktową sytuację innym okiem, przede wszystkim - doskonale studzi emocje.


Metoda dla odważnych

”Życie to jest teatr” – śpiewał Edward Stachura, warto przypomnieć sobie jego słowa, kiedy nagle zaczynasz zdawać sobie sprawę z tego, że boisz się gniewu partnera. Psychoterapeuci radzą: nie ukrywaj swojego strachu. Jeżeli będziesz to robiła, zatracisz się w swoich uczuciach, w konsekwencji - oddalicie się od siebie. Tylko prawda może was poodzić. “Dopóki się zasłaniam i udaję, że tego nie ma, to w gruncie rzeczy prowokuję partnera, żeby się dobijał do miejsca, które jest prawdziwe” – pisze psychoterapeuta Janusz Sztencel w niedawno wydanej książce “Po co mi ten facet?”

- Jeżeli kobieta przeżywa silny lęk przed złością partnera – niech go pokaże w jego pełnej ekspresji – radzi Piotr Mosak. – Niech zacznie teatralnie krzyczeć, uciekać przed nim, chować się do szafy. Gwarantuję, że natychmiast przestanie krzyczeć i zbaranieje. Nawet jeżeli pomyśli o żonie: ”Wariatka”, to jej cel – opanowanie przez niego emocji – zostanie osiągnięty.

A potem można już zacząć rozmawiać o jej strachu.

“Tobie chodzi o to, żebym się bała? Tak rozumiesz partnerstwo? Tak rozumiesz związek? Byłbyś szczęśliwy, gdybyś miał taką kobietę, która jest zastraszona? Może tak było w twoim domu, ale ja tego nie chcę” – takie przykłady “elektrowstrząsających” pytań podaje Janusz Sztencel.

Zwykle mężczyźni straszą swoją złością jakby “przypadkiem”, nie mają takiego zamiaru, po prostu – tak wychodzi. Najczęściej bowiem chodzi im o … spotkanie ze swoją kobietą, o szczere porozmawianie o ich związku.


Metoda dla konsekwentnych

Jako rekwizytu potrzebujesz krzesła np. w kolorze zielonym lub jakimkolwiek innym. Umawiasz się ze swoim mężczyzną, że jeżeli podniesie na ciebie głos bez wyraźnej przyczyny – siadasz na “zielonym krzesełku” i milczysz. Za każdym razem, kiedy wyczujesz zbliżanie się sytuacji krytycznej – ostrzegasz swojego partnera: “To jest właśnie moment, kiedy siadam na moim krześle I nie dam się przez ciebie wciągnąć we wzajemny krzyk”.

- Ponieważ ta metoda oparta jest o psychologiczny mechanizm warunkowania, nie ma na nią mocnych. Po kilku agresywnych zachowaniach, wystarczy, że mężczyzna spojrzy na zielone krzesełko – I będzie milczał – uważa Piotr Mosak.


Co zrobić w sytuacji, kiedy wszystkie te metody zawiodą, a szczególnie wtedy, jeżeli partner nie będzie miał ochoty na rozmowę o swojej złości. Warto zwrócić się do specjalisty: psychologa, psychoterapeuty. Możliwe jednak, że “złośnik” nie będzie miał na to ochoty. W takim wypadku zastosować niewinną manipulację. Można zrzucić na niego odpowiedzialność za rozpad związku. Powiedzieć mu stanowczo: “Między nami źle się dzieje, ale jestem gotowa pracować nad naszym związkiem. Jeżeli tobie się nie chce – rozumiem, że nie masz ochoty być ze mną. Wybrałeś koniec naszego małżeństwa, więc ja mogę tylko przyznać ci rację”.

Nawet najbardziej zatwardziałego “złośnika” powinny przekonać takie argumenty. A jeżeli nie, uświadom go, że długotrwałe odczuwanie wrogości i skłonność do reagowania złością osłabiają pracę płuc, przyspieszają naturalne procesy starzenia się, a także trzykrotnie zwiększają ryzyko zawału serca.

Autor: Krystyna Romanowska

Komentarze